Koreanka w hanboku oprowadza nas po ogrodzie Huwon w pałacu Changdeokgung, Seul

Seul. Huwon i zjawy w hanbokach

Seul to nowoczesność. Ogromny betonowo-szklany twór. To światło, kolory zgiełk i tempo tak szybkie, że nie sposób nadążyć za własnymi myślami uciekającymi szybciej niż wagony metra. Po kilku dniach szaleństw dziennych i nocnych, zapragnęliśmy poznać Seul tradycyjny. Ten piękny, średniowieczny. Seul pałaców, ogrodów, drewnianych pagód, uliczek pomiędzy starymi domkami i tradycyjnych koreańskich strojów hanbok. Chcieliśmy odkryć ducha pod twardą betonową skorupą. Podczas zwiedzania Seulu, pierwszym przystankiem jest oczywiście Pałac Gyeongbokgung. Kompleks położony przy placu Gwanghwamun. Zbudowany w XIV wieku jako rezydencja królewska został zniszczony przez Japończyków 200 lat później. Odbudowany z wielką pompą pod koniec XIX wieku, został ponownie zniszczony przez Japończyków, podczas kolejnej okupacji na początku XX wieku. Na miejscu pałacu postawili wielkie betonowe szkaradztwo w japońskim stylu imperialnym – siedzibę władz – które przetrwało aż do 1996 roku. Ostatecznie pałac Gyeongbokgung zaczęto odbudowywać w 2001 roku.

Pałac Gyeongbokgung, Brama Gwanghwamun - Seul Korea Południowa

Pałac Gyeongbokgung. Królewski dom

Kiedy docieramy pod bramę Gwanghwamun, trafiamy na zmianę warty. Przy pierwszym kontakcie, ubrani kolorowo, stojący w bezruchu żołnierze wydają się być figurami woskowymi. Miałem nawet ochotę do jednego podejść i dotknąć. Skaczemy, gdy nagle rozlega się uderzanie bębnów i zza otwartej bramy wychodzi kolumna wartowników z kolorowymi proporcami. Rozpoczyna się magiczny taniec. W nagłych szarpiących dźwiękach słychać drgania membrany, pokrzykiwania żołnierzy, uderzenia halabardy o kamień. Przed nami wijący się wąż, kolorowych, powiewających na wietrze mundurów i proporców. Dopiero po chwili orientuję się, że dookoła nas zebrał się spory tłum, który dosłownie wstrzymał oddech patrząc na to widowisko. Słychać tylko odgłosy migawki. Jeszcze kilka krzyków i wąż zaczyna się zwijać, kurczyć, ucieka pomiędzy tłumkiem i chowa się w bramie. Zostaje tylko kilka kolorowych postaci, które zamierają w bezruchu. Zamieniają się w kolorowe posągi, nad którymi powiewają proporce.

Wartownik pod bramą Gwanghwamun - Seul Korea Południowa

Zmiana warty pod bramą Gwanghwamun - Seul Korea Południowa

W środku trafiamy na wycieczkę z przewodnikiem. Elegancka Koreanka w białych rękawiczkach z małym głośniczkiem przymocowanym do pasa i tajemniczym uśmiechem starszej pani zaczyna nas oprowadzać. W zasadzie trudno powiedzieć, ile miała lat. Jak to z Azjatami, dla nas wszyscy wyglądają podobnie, mogła więc mieć coś pomiędzy 30 a 65 lat. Swój zabawny, dziecinnie brzmiący angielski nadrabia doskonałą znajomością historii. Nasza grupa przemyka pomiędzy drewnianym labiryntem budynków. Przeciskamy się przez tłumy zwiedzających. Część z nich ubrana jest w tradycyjne stroje koreańskie – hanboki. Mężczyźni raczej nie przyciągają wzroku, ich stroje są raczej nijakie. Z kolei kobiety w przepięknych rozłożystych kolorowych sukniach wyglądają jak królowe z baśni. Te pastelowe, delikatne stożki sunące lekko ponad ziemią przenoszą w czasie. Dziesiątki osób przebranych w stroje z epoki przemyka pomiędzy korytarzami pałacu Gyeongbokgung. Są jak zjawy, jak historia, która ożywa pośród drewnianego labiryntu budynków.

Kobieta w hanboku pozuje do zdjęcia przed pałacem Gyeongbokgung w Seulu

Koreanki w hanboku robią selfie - Pałac Gyeongbokgung, Seul, Korea Południowa

Jak się tak zastanowić, to straszna tandeta, ale to jest piękne. Nie razi, nie kłuje w oczy, pasuje do tego miejsca, do dziwnej kultury koreańskiej. Przewodniczka tłumaczy, że osoby w strojach hanbok, mają darmowy wstęp do muzeów. Suknie można wypożyczyć w całej okolicy. Zastanawiam się czy u nas ktoś by się odważył zwiedzać Wawel w stroju krakowskim. Przecież to byłby obciach. A może nie? Korea zdaje się nie wstydzić historii. Wszystkie zabytki były niszczone tak wiele razy, że każdy, najmniejszy skrawek tradycji i historii są tu bezcenne. Do tego stopnia, że wskrzesza się je nawet u zwiedzających muzeum. Tutaj, ta niepełna, okaleczona historia jest bliżej człowieka niż gdziekolwiek. Nie tylko wypełnia jego duszę, ale i okala ciało. Tak Koreańczycy doceniają historię, rozumieją jej kruchość, ulotność. To przecież piękne, nie tandetne.

Sala tronowa pałacu Gyeongbokgung, Seul, Korea Południowa

Wnętrze sali tronowej w pałacu Gyeongbokgung, Seul, Korea Południowa

Przechodzimy przez rozległe place otoczone podłużnymi krytymi korytarzami. Niesamowite jak koreańskie pałace różniły się od tych w Europie. U nas zamek czy pałac musi być jedną bryłą. Z kamienia. Ogromną, masywną, niezdobytą. Pałace na dalekim wschodzie wydają się tak kruche i delikatne. Dziesiątki czy nawet setki budynków z drewna i papieru, połączone ze sobą kilometrami zadaszonych korytarzy. Otoczone ogrodami i stawami, za którymi gdzieś tam rozciągnięty jest mur. I już. Żadnych fortyfikacji, żadnych wież, kamienia. Dezintegracja i harmonia w jednym. Docieramy do Geungjeongjeon Hall, czyli sali tronowej. To tutaj urzędowali władcy koreańskiego państwa Joseon. Tu przyjmowali gości, tu wyprawiali przyjęcia. To miejsce miało świadczyć o ich wielkości, o władzy absolutnej. Wielka bryła sprawia wrażenie lekkiej. Łączy w sobie bogactwo i wyrafinowanie ze wstrzemięźliwością. Jest dyskretnie piękna. W środku zamiast ordynarnego, kapiącego zewsząd złota, jak w Europie, panuje wstrzemięźliwość. Drewno pomalowane na bajeczne kolory. Do tego gołe, drewniane podłogi. Całości dopełniają przepięknie malowane wazy. Nie wiem co takiego w nich jest. Są jednocześnie skromne i zachwycająco piękne.

Spacer po pałacu Gyeongbokgung, Seul, Korea Południowa

Kobiety w hanbokach zwiedzające pałac Gyeongbokgung, Seul, Korea Południowa

Zaraz za salą tronową Geungjeongjeon Hall, otoczone kolejnymi tasiemcami krytych korytarzy kryją się równie piękne i równie skromne budynki Sajeongjeon Hall, Gangyeongjeon Hall oraz Gyotaejeon Hall. Są to kolejno: budynek, w którym władcy wykonywali swoje codzienne obowiązki, siedziba króla Joseon oraz część mieszkalna królowej. Wszystkie tak samo skromne. Drewno, gładkie drewniane podłogi, skromne rzeźbione meble i przepięknie malowane i rzeźbione dachy, po których biegają wiewiórki. Pani przewodniczka opowiada o stosowanym systemie ogrzewania. Okazuje się, że Koreańczycy stosowali ogrzewanie podłogowe i zaawansowany jak na ówczesne lata system kominowy. Niestety, jak większość zabytków w Korei, pałac Gyeongbokgung jest w całości repliką. Wydmuszką postawioną w miejsce bezcennego oryginału. Piękną, ale pozbawioną tego czegoś. Pociemniałego drewna, wyblakłej farby, okuć pokrytych rdzą i patyną, zapachu zapomnienia unoszącego się ponad materiałami, trzeszczącej podłogi i tej magicznej aury muzeum. Mimo to, jakoś sobie radzi. Nawet statyści w hanbokach to trochę wynagradzają.

Gyeonghoeru - pawilon na wodzie w pałacu Gyeongbokgung, Seul

Łódka na stawie pośród przepięknych ogrodów pałacu Gyeongbokgung, Korea Południowa

Przechadzamy się pomiędzy cieniutkimi drewnianymi ścianami korytarzy, zaglądamy w zakamarki, uciekamy przed głośnymi tłumami, gubimy się pomiędzy całym tym pięknie zdobionym i rzeźbionym drewnem. Dotykamy kunsztownych kominów z ogrodu Amisan, docieramy w końcu do Gyeonghoeru – pięknego pawilonu na wodzie. Miał zachwycać gości uczestniczących w przyjęciach. Na pewno zachwyca jego otoczenie. Odtworzone. Oryginalne musiało być jeszcze piękniejsze. Te małe jeziorka, przy których wyrastają miniaturowe pagody i altanki, rzeźbione jak jakieś koreańskie faberge. Idealnie przycięte drzewa przypominają bonsai. Wszystko wygląda jak jakaś idylliczna scenografia. To wizytówka koreańskich pałaców. Aż nie chce się stąd wychodzić. Dalej, na terenie pałacu znajdują się kolejne piękne budynki poukrywane pośród drzew. To zaledwie kropla w morzu, kilkanaście spośród ponad 300 budynków składających się niegdyś na pałac Gyeongbokgung. Przewodniczka przekręca białą rękawiczką pokrętło na przenośnym głośniczku i dziękuje za wycieczkę. Ruszamy więc sami przez zakamarki pałacu.

Pagoda budynku National Folk Museum of Korea – Seul

Przepiękne muzeum National Folk Museum of Korea muzeum w Seulu

muninseok – kamienne posągi przedstawiające pałacowych urzędników, pałac Gyeongbokgung, Seul

Docieramy do wysokiej, sześciopiętrowej pagody, w której mieści się muzeum etnograficzne – National Folk Museum of Korea. Z ciekawości zaglądamy. Zazwyczaj muzea etnograficzne kojarzą się z nudą i przykurzonymi manekinami poubieranymi w tradycyjne stroje, do tego jakieś gliniane dzbanki i dziwne instrumenty strunowe. Ja uwielbiam takie miejsca. Muzea, które same powinny się znaleźć w muzeum. Tutaj wystawy są zbyt sterylne i nowe, ale dokładnie pokazują codzienne życie. Makiety, inscenizacje, rekonstrukcje. Do tego świecące mapy, rzutniki. Nie ma tu śladu po zapachu muzeum, nie ma miejsca, które zatrzymało się w czasie. Za to jest ciekawie. Wychodzimy z poczuciem dobrze spędzonego czasu. W ogrodzie przed muzeum trafiamy na muninseok – kamienne posągi przedstawiające pałacowych urzędników. Wyglądają dostojnie, jednocześnie jest w nich coś co powoduje, że przechodzą mi ciarki po plecach. Czuje się nieswojo, gdy odprowadzają mnie wzrokiem, kiedy przechodzimy ścieżką. W Korei w kamieniu zaklętych jest tyle emocji, tyle historii. Nigdy nie wiadomo jaką historię ma kamień.

Przepiękne ulice Bukchon Hanok Village, Seul

hanoki, tradycyjne koreańskie domy - Bukchon Hanok Village, Seul

Bukhon Hanok Village. Skansen w sercu metropolii

Z trudem wychodzimy z ogromnego terenu pałacu Gyeongbokgung. To naprawdę był kiedyś labirynt budynków. Teraz nie ma wielu zabudowań, ale samo miejsce labiryntem pozostało. Trudno powiedzieć z czego jest zbudowany, ale łatwo się tu zgubić. Ruszamy plątaniną ulic dzielnicy rozlewającej się na zboczu góry. Wspinamy się aż docieramy do Bukchon Hanok Village – ciasno zabudowanej dzielnicy, w której znajduje się ponad 900 hanoków – tradycyjnych koreańskich domów. Kręte i strome uliczki przeciskają się pomiędzy przepięknymi drewnianymi domami. Spod szarych dachów uśmiechają się zdobione drewniane okiennice i wzorzyste kolorowe murki. Po ulicach niczym zjawy przemykają pojedyncze postaci ubrane w tradycyjne koreańskie stroje – hanbok.

Koreanki w hanbokach chodzące po ulicach Bukchon Hanok Village, Seul

Widok na Seul z Bukchon Hanok Village, Korea Południowa

To właśnie ten widok znamy z obrazków z Seulu. Kobieta w hanboku na stromej uliczce pośród tradycyjnych koreańskich domów. Jest jeszcze druga strona tego obrazka. Za tradycyjnymi, pięknie zdobionymi domami, za tym wczorajszym Seulem rozpościera się widok na Seul dnia dzisiejszego. Szkło, stal i beton. Wieżowce, neony, smukłe sylwetki dźwigów i szary smog spowijający miasto ponurą wstęgą. Seul dziś i wczoraj obok siebie. Na jednym obrazku. Ten dzisiejszy Seul – pędzący, świecący, gwarny i głośny otulający czule ten wczorajszy – cichy, kolorowy, osiadły i tak nieznośnie rozmarzony, zatracony we wspomnieniach. Piękny i magiczny. Postaci w hanbokach pojawia się coraz więcej i więcej. Potem zwyczajnie ubrani ludzie. I kolejni. Ani się obejrzeliśmy i jesteśmy pośród tłumów przeczesujących Bukchon Hanok Village. Momentalnie znika magia. Zamiast cieszyć się otaczającym pięknem skupiamy się na przeciśnięciu przez tłum. Uciekamy z powrotem w te małe uliczki. Tam, gdzie nie docierają wycieczki. Skraść jeszcze choć trochę tego seulskiego wczoraj.

Koreanki w hanbokach pozują na tle pałacu Changdeokgung, Seul

Dachy pałacu Changdeokgung, Seul

Pałac Changdeokgung. Najpiękniejszy z pięknych

Następnego dnia docieramy do niedalekiego pałacu Changdeokgung, który nosi miano najpiękniejszego spośród pięciu wielkich seulskich siedzib władców Joseon. Starszy od pałacu Gyeongbokgung o jakieś sto lat, również zniszczony dwukrotnie podczas japońskich inwazji, potem był odbudowywany. W kompleksie o powierzchni 45 hektarów zostało kilkanaście budynków i blisko 30 pawilonów. Teren to w większości piękny park ze stawami, w który wkomponowane były zabudowania. To dlatego pałac Changdeokgung jest taki piękny. Idealnie wpasowuje się w otoczenie, wydaje się być jego częścią a nie czymś doklejonym. Zwiedzanie pałacu możliwe jest tylko z przewodnikiem, ponadto żeby zwiedzić część ogrodową – Huwon, konieczna jest rezerwacja przez internet, ponieważ wstęp tam jest ściśle regulowany. Wycieczka jest ograniczona do 50 osób.

Sala tronowa, pałac Changdeokgung, Seul

Zakątki pałacu Changdeokgung, Seul

Zaczynamy przy bramie Donhwamun, oddzielającej gwarne, zatłoczone ulice Seulu od wnętrza pałacu. To co od razu zwraca uwagę to kameralność tego miejsca. Zwiedzających jest o wiele mniej niż w pałacu Gyeongbokgung. Całość jest jakby odcięta od miasta. Momentalnie zapominamy, że jesteśmy w centrum jednego z największych miast Azji. Pałac Changdeokgung jest jak jakiś magiczny ogród. Piękne drewniane pawilony, kwiaty, kamienne mostki, alejki w cieniu filigranowych drzew. Świeża porcja zwyczajnego piękna, spokoju i harmonii. Magii miejscu nadają postaci w tradycyjnych koreańskich strojach hanbok. Mam wrażenie, że nasze zwiedzanie to podążanie za zjawami w kolorowych sukniach, przemykającymi pomiędzy kolorowymi pawilonami.

Kobieta w hanboku pozuje do zdjęcia pod pałacem Changdeokgung w Seulu

Bajkowe zabudowania pałacu Changdeokgung w Seulu

Przepiękna, ogromna sala tronowa, kwatery króla, królowej, siedziba rady królewskiej. Wszystko tu zapiera dech w piersiach. Udaje nam się nawet zgubić wycieczki z kijkami do selfie, ustawiające się do zdjęcia, przekrzykujące się, przepychające. Chodzimy za bladolicymi zjawami z długimi kruczoczarnymi włosami, w pięknych pastelowych hanbokach. Przemyka raz jedna, raz kilka. Pojawiają się znikąd. Stają nagle w drzwiach. Zastygają w bezruchu jak jakieś dziwaczne posąg. Momentami łapię się na tym, że naprawdę myślę sobie, że to jakieś duchy, a my podążamy za nimi, żeby odkryć jakąś tajemnicę. A tak naprawdę to turystki przebrane w hanboki przystają i pozują do zdjęcia. Ten płytki, bezrefleksyjny rytuał zamienia się tu w coś prawie magicznego. W tym niesamowitym tajemniczym ogrodzie, pośród tych wszystkich drewnianych, bajecznie zdobionych pawilonów. Jaką moc ma to miejsce. Możemy podążać za tymi zjawami cały czas, przemykać pomiędzy pawilonami, placami, patrzeć jak suną jakby nad ziemią. Korea to dla mnie hanbok.

Huwon – magiczny ogród w pałacu Changdeokgung, Seul

Koreanka w hanboku oprowadza nas po ogrodzie Huwon w pałacu Changdeokgung, Seul

Huwon. Sekretny ogród Seulu

Czas jest bezlitosny, wybija godzina, o której mieliśmy się stawić przy bramie wejściowej do tajemniczego ogrodu Huwon. Nie mogę uwierzyć, że tak się nazywa ta część pałacu. Przecież cały Changdeokgung jest jak jakiś tajemniczy ogród. Po przekroczeniu bramy wchodzimy w cudowny, złoto-zielony tunel. Ruszamy w górę zacienioną aleją pośród drzew. Przez soczysto zielone konary tworzące sklepienie, przeciskają się złote promienie słońca. Wygląda to jakby złoto przesączało się przez cudowną zieleń i kapało nam na głowy. Z każdej strony. Odwracam się w pewnym momencie za siebie i znowu widzę je – zjawy w hanbokach. Odruchowo sięgam po aparat, żeby je uwiecznić. Nawet nie na pamiątkę. Raczej po to, żeby uwiecznić je na kliszy, upewnić się, że one tam naprawdę były, że to nie wytwór mojej wyobraźni.

Budynek nad stawem Buyongi pond – Huwon, pałac Changdeokgung, Seul

Staw Buyongi pond i pawilon Juhamnu – Huwon, pałac Changdeokgung, Seul

Chyba tam były, ale kiedy się odwracam po raz drugi, już znikają. My docieramy do stawu Buyongi Pond, nad którym stoi pawilon Juhamnu. To niewielka przestrzeń pośrodku lasu, nad niewielkim stawem z nieco już mętną wodą. Dookoła stoją przepiękne budynki i pawilony, w których królowie spędzali czas wolny. O ile dotychczasowe pałacowe przestrzenie – mimo że bezdyskusyjnie piękne – sprawiały wrażenie muzeum, czegoś wtórnego, odtworzonego, trochę sztucznego. Tutaj po raz pierwszy czuję się jakbym wszedł komuś w butach do sypialni. Wszystko dookoła wygląda tak intymnie, tak naturalnie i tak osobiście, jakby cały czas owi królowie Joseon się tu przechadzali, czytali książki siedząc w pawilonie i popijając herbatę.

Staw Buyongi pond – Huwon, pałac Changdeokgung, Seul

Magiczny staw Buyongi pond – Huwon, pałac Changdeokgung, Seul

Wszystko dookoła tak idealnie do siebie pasuje, współgra z otaczającym to miejsce lasem. Patrząc na to miejsce czuję jak wypełnia mnie to niesamowite uczucie pełni, harmonii. Odruchowo szukam tu czegoś, do czego można się przyczepić. Nie wiem, krzywej cegły, listka, który spadł nie tu gdzie trzeba. Może chociaż woda będzie śmierdziała. Nic! To miejsce wydaje się idealne. Jedyne co mi przeszkadza, to ludzie z wycieczki, którzy wchodzą w kadr, psują tą harmonie swoim przebywaniem. Tak jak ja. Aż głupio mi tu być. To miejsce powinno zostać odgrodzone i pozostawione samo sobie. Taka kapsuła czasu. Nie powinniśmy tu przebywać, nic dotykać, ani nawet oddychać, żeby nic nie zniszczyć, nie odcisnąć śladu swojej marnej bytności. To miejsce jest idealne. Tajemniczy ogród. I to podwójny. Wszystkie te cudowności odbijają się w tafli wody.

Koreanki w hanbokach można spotkać w każdym muzeum w Seulu, Korea Południowa

Budynki w ogrodzie Huwon, pałac Changdeokgung, Seul

Idziemy dalej przez park, który zaczyna nabierać jesiennych barw. Przebijające się przez zieleń światło, zamienia liście w złote i rubinowo czerwone plamy. Znowu one! Zjawy w hanbokach. Przemykają ścieżką i chowają się w bramie. Zaglądamy za nimi i przed nami wyrastają kolejne place ukryte pośród drzew. Przechodzimy nad staw Aeryeonji Pond, nad którym wyrastają kolejne perełki. Następnie Yeongyeaongdand, będący letnią sceną, na której artyści występowali przed królem i jego świtą. To, co zwraca uwagę to rozłożenie budynków. W pozostałych pałacach, wybudowanych na w miarę płaskim terenie, wszystkie budynki rozłożone są w osi północ-południe. W pałacu Changdeokgung wszystko jest rozrzucone po całym parku zajmującym łagodne zbocze góry. Kompleks zaprojektowano tak aby idealnie dopasował się do otoczenia. I tak jest. Wydaje się, że wszystko to wyrosło tu razem z górą, drzewami i tymi stawami.

Pagoda nad stawem w ogrodach Huwon, w pałacu Changdeokgung, Seul

Pagoda w ogrodzie Huwon, w pałacu Changdeokgung, Seul

Jesteśmy głębiej w tajemniczym ogrodzie. Coraz bardziej wchodzimy w jesień. Drzewa zmieniają kolor. Zieleń zastępuje złoto, czerwień i purpura. Budynki znikają za nami ukryte gdzieś pośród drzew. Teraz błądzimy krętymi ścieżkami wzdłuż jeziorek, wspinamy się pod górę, schodzimy w dół. Znowu zjawy. Idąc za nimi odnajdujemy małe altanki i pagody poukrywane przed ludzkimi spojrzeniami. Małe dzieła sztuki stojące dumnie pośród drzew. To jak portale do innego świata. Przez chwilę pragnę tu zostać. Usiąść w jednej z tych altanek zastygnąć, zamienić się w kamień i patrzeć jak świat dookoła się zmienia, jak wszystko przemija. Jak wszystko umiera i rodzi się na nowo. Jakby były stworzone do patrzenia na przemijanie. Wrota nieskończoności. A to przecież zwykłe drewno. Chociaż w tym parku, który wydaje się poza czasem i poza przestrzenią. Wszystko jest możliwe. Dochodzi do mnie, że przecież jesteśmy w samym centrum kilkunastomilionowej metropolii. Nie ma ani śladu samochodu, klaksonu, miejskiego zgiełku! Tajemnicze ogrody Huwon to czarna dziura.

Zakątki ogrodu Huwon, w pałacu Changdeokgung, Seul

Jesień w ogrodzie Huwon, pałac Changdeokgung, Seul, Korea Południowa

Podążamy za postaciami w hanboku i zataczamy koło. W końcu docieramy do wyjścia. Trudno wracać do rzeczywistości. To jak wyjście z bajki, powrót zza drugiej strony lustra. Skrzypiąca krata zamyka Huwon za naszymi plecami. Koniec bajki. Zjawy rozpływają się. W tłumie widać tylko ludzi poprzebieranych w tradycyjne hanboki. To nie to samo. Tam hanbok nabierał jakiejś mocy, magii. Zastanawiam się czy to nie jakaś sztuczka z tymi hanbokami. Niemożliwe przecież, żeby tak przypadkiem postaci nas prowadziły przez tajemniczy ogród Huwon. Może to tak specjalnie? Taka inscenizacja? A może po prostu hanbok tak ma? Tak czy siak, efekt jest piorunujący. Do pałacu Changdeokgung weszliśmy ogłuszeni miejskim zgiełkiem, przytruci smogiem i spaleni jesiennym słońcem. Wychodzimy oczarowani harmonią, zahipnotyzowani, odmienieni. Pełni śpiewu ptaków, szumu liści, poczucia pełni, dziwnej harmonii i spokoju. Po tym miasto wydaje się jeszcze głośniejsze, jeszcze bardziej zatłoczone i nieznośne. Huwon uzależnia. To tajemniczy ogród w środku miasta.

Seul, Korea Południowa

Pozostałe teksty o Korei znajdziecie pod tym linkiem