Tu Byłem. Tony Halik - Mirosław Wlekły - Biografia Tonego Halika

Tu byłem. Tony Halik. Biografia jak zdrapka

Któż nie słyszał o Tonym Haliku. Jako przedstawiciel pokolenia, które jeszcze pamięta z wczesnego dzieciństwa ostatnie podrygi PRL-u, wychowałem się na „Pieprzu i wanilii”. Dla moich rodziców i milionów ludzi z ich pokolenia program był oknem na świat. Powiewem normalności, egzotyki w szarej, ponurej i beznadziejnej rzeczywistości. Pamiętam z dzieciństwa rodzinne obiady u dziadków, rodzina przy stole, sałatka warzywna, ziemniaki okraszone olejem z kotletów i obowiązkowo telewizor. Zawsze jakoś leciał „Pieprz i wanilia”. Ciemne studio w jakiejś piwnicy, dużo kaset VHS, pamiątek z całego świata. Przygody, dzikie ludy, niesamowite filmy. Chciało się dotknąć telewizora, wejść do niego, żeby tylko być bliżej. Z napisem „Tu byłem. Tony Halik”, spotkałem się po raz pierwszy w 1995 roku na wycieczce w Wiedniu. Pierwszy pobyt za granicą, w innym świecie – bogatej Europie. Na jakimś blaszanym ogrodzeniu budowy napis: „Tu byłem. Tony Halik”. Jezu, ja wtedy naprawdę myślałem, że to napisał ON.

Tu Byłem. Tony Halik - Mirosław Wlekły

Legenda. Kiedy więc pojawiła się jego biografia – Mirosław Wlekły „Tu byłem. Tony Halik” – nie wahałem się ani chwili. Chciałem poznać historię życia tego polskiego Indiany Jonesa: awanturnika, odkrywcy. Legend wokół Halika było tyle, że trudno było się połapać. Kim był? Dlaczego robił tak a nie inaczej? Co go ukształtowało? Jaka była jego historia? No więc kupiłem. Przeczytałem blisko te 500 stron. I… doszedłem do wniosku, że w zasadzie niewiele się dowiedziałem o Haliku. Dlaczego? Książka podzielona jest na cztery części odpowiadające poszczególnym epizodom z życia Halika. Zazwyczaj biografie są skonstruowane w porządku chronologicznym. Jeżeli autor książki go odwraca, to wiedz, że coś się dzieje… Książka to trochę taka matrioszka, tyle, że zamiast drewnianej babuszki mamy tytułowego bohatera. Zaczyna się od czasów „Tonego” – takiego, jakim go znamy. Na kolejnych stronach, zdejmujemy kolejne „skorupki” matrioszki i docieramy coraz głębiej i głębiej: przechodzimy przez etap „Antonia”, – lata spędzone w Argentynie i Meksyku, potem „Mieczysława” – lata młodości, żeby w końcu dotrzeć do najgłębiej schowanej, maleńkiej laleczki „Maxa” – Halika z czasów II Wojny Światowej.

Tu Byłem. Tony Halik - Mirosław Wlekły - wpomnienia przyjaciół Halika

Kupując tą książkę chciałem poznać jej bohatera. Poprzez jego przygody i podróże dowiedzieć się, kim był, co czuł. Tymczasem… pierwsze dwie części książki to „setki przygód, tysiące anegdot od Alaski po Australię. Trudno zliczyć ile razy Halik otarł się o śmierć”. To podsumowanie umieszczone na tylnej okładce najlepiej oddaje to, co jest w środku. „Anegdoty” i „przygody” mają budować mit Halika, tymczasem czytając cały czas zastanawiam się ile z tego jest prawdą a ile to bajki. Przypomina mi to nieco sytuację kiedy na przystanku zaczepia cię rozmowny starszy pan, bardzo miły, nie natrętny, ale czuć, że ma dużą potrzebę opowiedzenia ci o sobie, swoich przygodach, młodości, czasach wojny itp. Wszystko to tak nierzeczywiste, tak dalekie, że aż trudno uwierzyć. Słuchasz przez grzeczność i szacunek do starszego pana, nie powiesz mu przecież, że cię to nie interesuje, bo to nie ładnie, ale w gruncie rzeczy czekasz tylko aż przyjedzie twój autobus i będziesz mógł podziękować panu za opowieści i życzyć miłego dnia. Nie jest to może megalomania, ale jest pociągnięte do takich rozmiarów, że jeżeli nie budzi lekkiej pobłażliwości, to na pewno wątpliwości.

Tu Byłem. Tony Halik - Mirosław Wlekły - biografia

Książka parę razy mnie zwyczajnie wkurzała. Momentami trudno przebrnąć przez te wszystkie historie. Poskładać je do kupy. Są męczące. Te wszystkie wyliczanki, opowiastki, bajki ile to miast i mostów nazwano imieniem Halika, jak odkrył Vilcabambe, ilu znał prezydentów, gdzie to nie pisał, dla kogo nie pracował, jak „rozbijał namiot na biegunie pośród dziewiczego lasu”. Momentami przypomina to jakąś hagiografię. Do tego odwrócona chronologia. Można się pogubić. Zaczynamy od znanego Halika i cofamy się w czasie do lat młodości. Dopiero drążąc głębiej i głębiej, przeskakując kolejne lata, pojawia się coraz więcej wątpliwości i pytań. Kiedy przechodzę dwa najobszerniejsze rozdziały o życiu Halika po wojnie, zaczyna się inna opowieść. Tutaj widać jak żmudną pracę wykonał autor. Ile drążył, szukał, dłubał, pytał, do ilu drzwi pukał, ile razy był odsyłany z kwitkiem i wracał, zaczynał od nowa. I w końcu odkrył tajemnice, które Halik całe życie skrzętnie ukrywał, chciał zakopać głęboko pod setką przygód. Pod nowym Tonym, którego latami tworzył, wymyślał, lepił jak z gliny.

Tu Byłem. Tony Halik - Mirosław Wlekły - próba odpowiedzi na pytanie kim był bohater ksiażki

Teraz nabiera sensu odwrócona chronologia książki. Gdyby Mirosław Wlekły zaczął tak jak każdy, rekonstruować Halika po kolei, rok po roku od najmłodszych lat, zupełnie inaczej patrzylibyśmy na bohatera. Wtedy ta książka musiałaby wyglądać zupełnie inaczej. Byłaby po stokroć trudniejsza do napisania. Nie każdy chciałby się na to porwać. A w ten sposób mogliśmy się poczuć jak awanturnicy przedzierający się przez dżunglę, karczujący krzak za krzakiem, jak odkrywcy odsłaniający krok po kroku wielką tajemnicę, odkopujący wspaniałe ruiny. I to właśnie ta najdalsza historia Halika, ta najskrzętniej ukrywana, którą chciał zabrać do grobu, jest w książce najciekawsza. I to ona nadaje też sens późniejszym latom życia Halika. Nagle okazuje się jasne, dlaczego wymyślał te wszystkie przygody, bajki, te anegdoty, które sam tworzył aby stworzyć nowego siebie. Dopiero teraz historia Tonego nabiera sensu, głębi. To tu zaczynają się pojawiać odpowiedzi na pytania, które pojawiły się wcześniej podczas lektury. I niemal natychmiast przykrywają je kolejne wątpliwości.

Tu Byłem. Tony Halik - Mirosław Wlekły - listy Tonego Halika

Czy w „Tu byłem. Tony Halik” znajdziemy na nie odpowiedzi? Nie. Te bohater zabrał ze sobą do grobu. Okazuje się, że tak naprawdę o jego życiu prywatnym, historii nic nie wiadomo. Jego życie to przede wszystkim mity,. Do tego podtrzymywane przez jego syna Ozanę, partnerkę Elżbietę Dzikowską i przyjaciół. Na pewno w dobrej wierze, w obawie, że Halika mogą oceniać, krytykować, bezrefleksyjnie zaszufladkować. Czy słusznie się obawiają? Cóż… historia, ale i teraźniejszość pokazuje, że nie ma żadnych świętości i w imię swoich interesów, można zniszczyć każdy mit, zmieszać wszystko z błotem a ciemny lud to kupi. Na pewno nikt myślący nie powinien oceniać człowieka, jeżeli nie zna jego przeszłości, nie żył w tych samych czasach, nie ma pojęcia o dramatyzmie pewnych wyborów, lub wręcz braku możliwości wyboru. Ta książka wiele pytań o Tonego Halika bez odpowiedzi. Ona stawia jeszcze więcej pytań, budzi jeszcze więcej wątpliwości. Jednocześnie napisana tak delikatnie i jest tak mało krytyczna, że w głowie żadnego rozsądnie myślącego człowieka nie zburzy mitu bohatera. Bo Tony Halik jest legendą i nic tego nie zmieni.

Tu Byłem. Tony Halik - Mirosław Wlekły - okładka

„Tu byłem. Tony Halik” jest trochę jak trefna zdrapka kupiona w kolekturze. Drapiemy i drapiemy. Paznokciem nie schodzi, wyciągamy więc monetę, klucz, drapiemy dalej. Pojawiają się wisienki. Potem dzwoneczek, gwiazdka. Drapiemy dalej, odsłaniają się kolejne wisienki. Kiedy dochodzimy do ostatniego symbolu, nie możemy go odsłonić. Drapiemy i drapiemy. Nerwowo, coraz mocniej, aż w końcu dodrapujemy się do tekturki. I nie wiemy: wygraliśmy, czy nie? Tak właśnie jest z życiorysem Tonego Halika. Zapewne nigdy go nie poznamy. Jednego tylko nie jestem w stanie zrozumieć, po przeczytaniu tych blisko 500 stron. Dlaczego, do cholery, człowiek, który tyle przeżył, tyle widział i doświadczył, musiał sobie jeszcze wymyślać te wszystkie historie!? To jak doprawianie idealnej włoskiej pizzy ketchupem.

Tony Halik jest legendą i nic tego nie zmieni. Ale musimy pamiętać, że był tylko człowiekiem!