PÓŁWYSEP AKAMAS - PAFOS, CYPR

Cypr. Wielkanoc na wyspie Afrodyty

Cypr nigdy nie był dla nas żadnym priorytetem. Jakoś z niczym szczególnym się nam nie kojarzył. Ciepło, Grecja, Turcja, wyspa, Morze Śródziemne – to były wszystkie skojarzenia. Bilety kupiliśmy raczej z ciekawości, bo były tanie – OK, będzie ciepło i przyjemnie – pomyśleliśmy. Jaką to niesamowitą niespodzianką okazał się Cypr już od naszych pierwszych chwil na wyspie! A były one senne. Morderczy budzik szarpie nas po kilku godzinach snu – przylecieliśmy późno w nocy, a raczej wcześnie rano. Pakowanie i ruszamy na miasto przejść się, zjeść coś, złapać odrobinę słońca. Potem straszliwe sobotnie korki na ulicach Larnaki. Wszystko stoi, w żarze lejącym się z nieba, kierowcy trąbią na siebie, wpychają się, machają rękami. Południowy temperament! I do tego ruch lewostronny – jak na byłą angielską kolonie przystało.

Ulice Larnaki - Cypr

Frappe czyli zimna kawa po grecku - spieniona rozpuszczalna - Larnaka, Cypr

W końcu udaje się wyrwać z korków i nareszcie w słońcu spacerujemy ulicami Larnaki pomiędzy malowniczymi, śródziemnomorskimi budynkami. Stare? Nowe? Trudno powiedzieć. Po prostu południowe. Zapuszczone, trącone wiatrem, słońcem i wieczną manianą. Taki już jest Cypr. Przed barami pełne stoliki, wszyscy siedzą, głośno rozmawiają, sączą spienioną na sztywno frappe, wystawiają twarze do słońca. My też tak chcemy. Siadamy więc w barze w małej uliczce, gdzie stoliki stoją niemal pod drzwiami do kamienicy i zamawiamy piekielnie mocne frappe. Geniusz tego napoju mnie zadziwia. To zwykła kawa rozpuszczalna, zalana zimną wodą i ubita na sztywną piankę. A taka dobra… i momentalnie stawia nas na nogi. Do tego oczywiście Cypriot Breakfast, które jest podobne do angielskiego, tylko nieco lżejsze i z lokalnymi składnikami. Tutaj to przejdzie, w końcu wpływy brytyjskie są na Cyprze widoczne na każdym kroku.

Mural w bramie - Larnaka Cypr

targ z warzywami - Larnaka Cypr

I to jest ten moment, kiedy zdajemy sobie, że jesteśmy daleko od wszystkiego, codziennych problemów, głupot, mycia okien, przedświątecznych i świątecznych szaleństw. To są święta na naszych zasadach. Siedzimy patrzymy na siebie, rozmawiamy, łapiemy słońce i popijamy sobie zmrożone frappe. Tak. To Wielkanoc, jaką lubimy. I lubimy też spacery. Ruszamy więc wąskimi uliczkami Larnaki. Ludzie są uśmiechnięci, wszyscy na luzie, ale w jakiś rozsądnych granicach. Czuć swobodę, a nie typową południową mananę. Slow life bez krztyny arogancji. Przypadkiem znajduję bramę, w której stoi półka ze starymi kasetami wideo – takimi do wzięcia. Dalej murale… czy to jakiś znak? Chyba tak, bo za bramą, na niedużym placyku rozłożył się bazarek z warzywami i owocami.

targ - warzywa i owoce - Larnaka Cypr

świeża zielenina - Larnaka, Cypr

Kompletnie wsiąkamy. Zapatrzeni w stoiska kluczymy między straganami, pokazujemy sobie przepiękne karczochy, cytryny zrywane z drzewa jeszcze tej nocy, brzydkie, garbate, bulwiaste, niewoskowane, ale naturalne i pachnące! Świeże migdały jeszcze w skorupkach, oliwki, oliwa, jakieś nalewki. Kawałki fety i halloumi pływające w ogromnych słojach pełnych serwatki, siatki ze ślimakami, wiszące warkocze świeżego czosnku, zielenina. Wszystko tak świeże i piękne w swojej naturalności. Do tego tak pachnące i uśmiechające się do nas. Naszą uwagę zwracają jeszcze niesamowicie duże warzywa – gigantyczne rzepy, selery naciowe – wszystko kilkakrotnie większe niż u nas. Szkoda, że tego nie potrzebujemy. Ale jak zwykle, musimy pochodzić, obejrzeć, powąchać, podotykać. Może jednak coś wybrać na później? To po prostu miłość. Do jedzenia i bazarków. Frappe, słońce i bazarek ze śródziemnomorskim jedzeniem. Czy jest lepszy sposób na rozpoczęcie dnia?

Podróż po Cyprze najlepiej odbyć wypożyczonym autem - Cypr, Skała Afrodyty

Skała Afrodyty - Pafos, Cypr

Larnaka jest dla nas tylko punktem startowym. Ruszamy na Zachód Cypru, do Pafos a później na północ do miasteczka Polis. Droga początkowo wiedzie autostradą, ale kiedy tylko się daje, zjeżdżamy nad morze, żeby chłonąć widoki. I tu zaczyna się powalające piękno wyspy. Droga wije się po krawędzi klifów, pnie się w górę to zjeżdża w dół. Wyschnięta, pustynna ziemia, z której wyrastają co i raz kępki suchej trawy doskonale kontrastuje z przepięknym lazurowym morzem. Przystajemy zwyczajnie pogapić się na sięgające po horyzont wybrzeże i soczyście niebieskie Morze Śródziemne. Najlepsze jest to, że jesteśmy z tym pięknem kompletnie sami. Mało kto przejeżdża, nikt się nie zatrzymuje. Jedyny dowód na obecność ludzi tutaj to przydrożne kapliczki w formie miniaturowych kościółków w stylu greckim. Takie jakby kościółki dla lalek.

Petra tou Romiou czyli Skała Afrodyty - jedna z atrakcji Cypru - Pafos

Petra tou Romiou czyli Skała Afrodyty - jedna z atrakcji Cypru - okolice Pafos

Więcej ludzi pojawia się przy Petra tou Romiou, czyli Skale Afrodyty. To już regularna atrakcja turystyczna Cypru. Zajazd, restauracja, sklep, parking. Tak czy siak nie ma tłumów. Według legendy, to właśnie w tym miejscu z morskiej toni wyłoniła się Afrodyta – bogini miłości i piękna. Ponieważ każda grecka wyspa ma co najmniej jedno takie miejsce i się nim chwali, nie przywiązujemy raczej uwagi do historii tego miejsca. Raczej skupiamy się na jego walorach. A te są bez wątpienia wyjątkowe. Mała zatoczka, kamienista plaża, ostre przybrzeżne skały, doskonały tajemniczy klimat. Są nawet śmiałkowie, którzy mimo zakazu, wspinają się na skały i z nich skaczą. Spacerujemy sobie długą kamienistą plażą. Jest ciepło, przyjemnie, włosy delikatnie rozwiewa świeża bryza. Siadamy sobie na kamieniach z dala od ludzi i patrzymy na fale rozbijające się o brzeg. Szum morza jest hipnotyzujący, plusk i szelest wody zachwyca. Czas leci sobie wolno, gdzieś tam obok. Jest leniwie, pięknie i właśnie tak jak miało być.

Podróż przez środek Cypru z Pafos do Polis

Środek Cypru - pomiędzy Pafos a Polis

Za Pafos, droga odjeżdża od morza i pnie się na północ, ku wzgórzom. Serpentyny przechodzą przez piękne, senne wioski, w których czas płynie tak powoli jak rozedrgane gorące powietrze. Robi się zielono. Wszędzie dookoła na wietrze kołyszą się kwiaty i niskie, miękkie krzewy. Łąki uśmiechają się do nas żółcią, na której porozrzucane są czerwone plamki maków. – to najlepszy czas na odwiedzenie Cypru – wspominał rano nasz gospodarz – o tej porze można się cieszyć zielenią i przepięknymi kolorami kwiatów – teraz wiem, o czym mówił. Coraz więcej jest drzew. Soczyście zielone figowce, popielato ponure drzewa oliwne. Do tego winorośl. Zgrabnie poprzycinane krzaczki rozsadzone w rzędach. Cypryjska prowincja. Jadąc przez kolejne wioski wdychamy odurzający zapach ziół z tych łąk i zastanawiamy się czy życie tu to sielanka. Na pewno nie, ale tak właśnie wygląda.

kolacja przy rynku w miasteczku Polis - Arsinoe Fish Tavern, Cypr

Pod wieczór dojeżdżamy do Polis. Rozkładamy się w wynajętym apartamencie i ruszamy do miasteczka na kolację. Wspinamy się wąskimi, krętymi uliczkami pomiędzy kamiennymi murami, w końcu docieramy na mikroskopijny ryneczek. Tu znajduje się Arsinoe Fish Tavern. Puste stoliki, pokryte kraciastym obrusem. 19:00 – jest jeszcze wcześnie, nikt tu o tej porze nie jada kolacji. Tym lepiej dla nas. Przy jednym ze stolików siedzi rodzina. Rozmawiają przy pustym stole, patrzą sobie na rynek, ojciec pali papierosa. Kiedy się zbliżamy, wszyscy wstają, sprzątają stół i zapraszają nas z uśmiechem do tawerny. Czyli to właściciele. Pan Dimitris z żoną Marią i dziećmi od kliku lat prowadza lokal, w którym podają ryby, które sami łowią. Oczywiście nie tylko, ale to właśnie są błyszczące gwiazdy menu.

miasteczko Polis - Arsinoe Fish Tavern, Cypr

Od samego początku czujemy się jak goście a nie klienci. Właściciel zaprasza nas do kuchni abyśmy sami wybrali sobie ryby – pokazuje te, które złowił dziś rano. Wszyscy się uśmiechają, pytają na co mamy ochotę, jak się podoba Cypr. Nie ma w tym żadnej sztuczności, czy wyuczonej grzeczności. Jest zwyczajna, ciepła gościnność. Siadamy sobie przed budynkiem i patrzymy na maleńki ryneczek z kościołem. W tym czasie na nasz kraciasty stół wjeżdżają kolejne talerze i talerzyki. Pyszna ciepła, grillowana pita, prawdziwa sałatka grecka z dużym kawałkiem aromatycznej fety i bez sałaty za to z mieszanką liści: rukoli, selera naciowego i rukwi wodnej. Zaraz potem grillowana dorada i smażone sardele.

Arsinoe Fish Tavern - kolacja w Polis, Cypr

Obowiązkowo smażone na tłuszczu wielkie ziemniaki określone w menu jako „chips” – na szczęście tu tradycja angielska nie sięga i nie dostaliśmy czipsów ziemniaczanych. Żeby nie było za lekko jeszcze makaron i kasza. Nie do przejedzenia. Powoli schodzą się goście i w pewnym momencie orientujemy się, że tawerna jest pełna. Właściciele zaczynają odprawiać z kwitkiem przychodzących ludzi. Tak, to jest już pora kolacji. Nam na koniec, pan Dimitris przynosi dwa aromatyczne pomarańcze, które pochłaniamy momentalnie. Wróciło wspomnienie dziecięcych lat, kiedy pomarańcze były tylko na święta. Wigilia u Babci, ten zapach, rozpadające się w ustach pomarańcze. Co za wspaniały akcent na koniec dnia. Szczęśliwi żegnamy się i wracamy maleńkimi uliczkami Polis do naszego mieszkania gdzie słuchając szumu morza zasypiamy jak zabici.

Prawdopodobnie najzdrowsze śniadanie wielkanocne - Polis, Cypr

Półwysep Akamas okolice Łaźni Afrodyty - Cypr

Wielkanocne śniadanie jemy na tonącym w słońcu tarasie. To prawdopodobnie nasz najzdrowszy posiłek świąteczny w historii. Świeża sałatka z pachnących wiosną warzyw z bazarku, opiekana pita, grillowane halloumi, gęsta jak miód kawa po grecku – z tygielka, soczyste pomarańcze i na deser ociekająca miodem baklawa. Wszystko przy akompaniamencie szumu morza i zapachu łąki. Czego chcieć więcej? No właśnie. Rozleniwieni śniadaniem ruszamy na pobliski półwysep Akamas, do Łaźni Afrodyty. Przemykamy przez nadmorskie wioski i po chwili jesteśmy na miejscu. Tu kończy się droga i zaczyna szlak dla jeepów, lub co wytrwalszych ludzi. Większość zostawia tu auto i przesiada się do kursujących co godzinę Land Roverów, aby dojechać do Błękitnej Laguny na końcu półwyspu. Równocześnie morzem suną tam kolejne statki wycieczkowe. Taki zmasowany atak na lagunę. W efekcie jest tam tłoczno i raczej trudno o przyjemne spędzenie czasu. Dlatego my decydujemy się przejść piechotą po okolicy, która jest równie piękna, a błękitną laguną jest w zasadzie każda następna zatoczka,

Półwysep Akamas - pomiędzy Łaźniami Afrodyty a Błękitną Laguną - Cypr

Półwysep Akamas - szlak do Blue Lagoon czyli Błękitnej Laguny - Cypr

Początkowo szlak wiedzie prze camping rozłożony na dużej skarpie. Wygląda to raczej jak połączenie jakiegoś postapokaliptycznego krajobrazu z rajem na ziemi. Stare, zaniedbane, wyglądające na opuszczone przyczepy campingowe i pozbijane z dykty szałasy pośród tak niesłychanie pięknej przyrody sprawiają, że coś nie gra. Może to obóz jakiś hipisów. Na pewno nie jest to miejsce, w które przyjeżdżają swoimi camperami niemieccy emeryci. Dalej przechodzimy pastwisko i wychodzimy na drogę, gdzie w niesamowitym skwarze wspinamy się drogą wiodącą po zboczu. Nad nami brzęczą dzwonki – to kozy skaczące żwawo pomiędzy wyschniętymi krzakami. Brzęk roznosi się przytłumiony, jakby grzązł gdzieś w gęstym, gorącym powietrzu.

Półwysep Akamas błękitna laguna Cypr

Półwysep Akamas lazurowe zatoki, Cypr

W ląd wrzynają się kolejne bajecznie piękne lazurowe zatoki, które dalej od brzegu rozmywają się i przechodzą w szafirowe bezkresne wody. Dosłownie nie da się ogarnąć ich wzrokiem, piękno ucieka, wylewa się z pola widzenia. Rozbiegane oczy po zwyczajnie nie nadążają za tym co widzą, chcą jeszcze, więcej tych pięknych obrazów. Łatwo tu zapomnieć, ze gdzieś tam istnieje jakiś inny świat. O szarej codzienności przypomina dwójka bałkańskich awanturników, którzy postanowili zrobić tą trasę swoim maleńkim Chevroletem Sparkiem z wypożyczalni. Właśnie się zorientowali, że popełnili błąd wjeżdżając tak daleko. Dalej droga robi się naprawdę nieprzyjemna, a nie ma jak wykręcić. Wąska ścieżka pozwala się ledwo minąć na lusterko. Po jednej stronie skalna ściana, po drugiej przepaść. Chłopaków czeka cofanie, jeszcze o tym nie wiedzą, więc zatrzymują się po prostu na drodze. Widzimy zbliżającą się daleko z naprzeciwka kolumnę wycieczkowych Land Roverów i nie chcemy być świadkami awantury, więc ruszamy dalej.

Łaźnie Afrodyty, półwysep Akamas, Pafos, Cypr

Po przejściu paru kilometrów robi się nieznośnie gorąco. Wracamy tą samą drogą wgapieni w lazurowe i błękitne wody. Przed nami stopniowo zza gór wychylają się wioski na zboczach po przeciwnej stronie zatoki Chrysochou. Na kocu ścieżki, obok campingu znajduje się mały ogród botaniczny a w nim Łaźnie Afrodyty. Okazuje się, iż owe „łaźnie” to maleńka sadzawka w skalnej wnęce. Według legendy to tu Adonis trafił na swą przyszłą ukochaną – Afrodytę, która nago zażywała kąpieli. Ponoć zanurzenie się w tej wodzie odmładza o 10 lat. Trudno to jednak zweryfikować, bo wszędzie stoją znaki informujące o zakazie kąpieli. Tym niemniej, schowane w cieniu figowców jeziorko bije świeżym chłodem i daje wytchnienie od morderczego upału półwyspu Akamas. Miło tu przystanąć na chwilę i ochłonąć przed kolejnym skokiem w rozżarzone masy cypryjskiego powietrza.

Ogromna żmija na środku drogi w Neo Chorio - Pafos, Cypr

Z Łaźni Afrodyty ruszamy na południe, w okolice Pafos. Po drodze chcemy jeszcze zahaczyć o stary kamienny kościół w Neo Chorio. Niestety błądzimy po wiosce i nie możemy go znaleźć. Po środku miasteczka trafiamy natomiast na ogromną żmiję pełznącą środkiem drogi. Zatrzymujemy się by ją obejrzeć. Fascynują mnie węże. I przerażają. Po raz pierwszy mogę zobaczyć tak dużego węża na żywo, w jego naturalnym środowisku. Kiedy zaczyna się niebezpiecznie szybko zbliżać, uciekam do auta. Tymczasem za nami pojawia się miejscowy pickup. Kiedy panowie widzą żmiję, centralnie ją przejeżdżają. Zatrzymują się patrzą czy się udało. Cofają, przejeżdżając gada jeszcze raz. I znowu po nim jadą. Żmija zwija się, próbuje atakować koło, ale nie ma szans. Panowie odjeżdżają patrząc na nas trochę jak na głupków, którzy nie wiedzieli co zrobić. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony uważam niepotrzebne zabijanie zwierząt za barbarzyństwo, z drugiej tak duży jadowity wąż pośrodku miasteczka to prawdziwe zagrożenie dla jego mieszkańców. Ja bym tak nie zrobił, ale nie mam chyba prawa ich oceniać.

Widok na Coral Bay na zachodzie wyspy - dystrykt Pafos, Cypr

Widok na Coral Bay - w oddali wrak statku Edro III - Pafos, Cypr

Na południe jedziemy przez małe wioski porozrzucane pośród zielonych wzgórz. Przejeżdżamy pomiędzy pięknymi willami, winnicami i prostymi, malowniczymi domkami w cieniu rozłożystych, soczyście zielonych figowców. Ze wzgórz rozciąga się bajeczny widok na szafirowe wody obmywające Cypr. Zatrzymujemy się na jednym z takich wzgórz, żeby choć przez chwilę móc chłonąć te niesamowite przestrzenie. Słońce lekko szczypiące już w nos, delikatny wiatr powodujący gęsią skórkę na rękach i Cypr, który gdzieś tam w dole żyje sobie własnym życiem. Znowu jakby czas płynął tu wolniej, spętany gorącym gęstym powietrzem. Błąkający się pomiędzy po sadach pomarańczowych i gajach oliwnych.

Uprawa bananów - Coral Bay - Pafos, Cypr

Okolice wraku statku EDRO III, Coral Bay, Pafos Cypr

Zjeżdżamy do Coral Bay, które jest połączeniem nadmorskiego kurortu i plantacji bananów. Miasto chyba samo do końca nie wie, na co się zdecydować. Jest ewidentnie przed sezonem, więc na razie – ku naszej uciesze – wygrywają banany. Pomiędzy porozrzucanymi wszędzie uprawami dostajemy się nad jedną z zatoczek, gdzie na skałach spoczywa wrak statki EDRO III. Transportowiec pod banderą Sierra Leone rozbił się tu 8 grudnia 2011 roku. Wiózł ładunek płyt gipsowych z Limassol na Rodos. Niestety albańsko-egipska załoga źle oceniła warunki pogodowe i niedługo po wypłynięciu z portu, statek siedział już na skałach. Dziś jest atrakcją turystyczną, podobnie jak wrak Dakoty na Islandii, zupełnie nie zrozumiałą dla miejscowych. – Jest przecież tyle pięknych miejsc a ludzie oglądają wrak.

Wrak statku EDRO III Coral Bay, Pafos, Cypr

Coral Bay, zatoka obok wraku statku EDRO III - wapienne klify i jaskinie - Pafos, Cypr

Co mnie pociąga we wrakach? Rozkład, osamotnienie, porzucenie? Nie wiem, ale widok przechylonego, pordzewiałego statku przy brzegu powoduje u mnie szybsze bicie serca. Od razu próbuję sobie wyobrazić, co się stało, jak do tego doszło, jak zachowali się ludzie. Niesamowite jest też jak sam wrak powoli jest zagarniany przez naturę. Wystawiony na działanie słonej wody, wiatru, słońca zaniedbany rdzewieje i powoli się rozsypuje. Na burtach pojawiają się wielkie rude zacieki. Skorodowane elementy łamią się, zwisają, odpadają. Zwisające z przechylonej burty stare zmierzwione liny zapraszają do środka, ale znaki naokoło informują, że to niebezpieczne i surowo zabronione. Edro III jest dostępne tylko dla ptaków. Naokoło wraku białe wapienne klify, pod którymi straszą ciemne, wydrążone przez fale jaskinie. Siadamy sobie na skałach i chłoniemy to piękne miejsce: wrak niknący w oślepiających promieniach zniżającego się słońca, tajemnicze jaskinie, piękne wapienne łuki i lazurowa, lekko falująca woda. Ot taka Wielkanoc.

Tawerna Kambana - pyszne jedzenie, przepiękny taras i pachnące drzewa cytrynowe - Pafos, Cypr

Tawerna Kambana - Kleftiko z jagnięciny i pieczona dorada - Pafos, Cypr

Wieczorem jedziemy do pobliskiej wioski Kisonerga na kolację. Tym razem wybór pada na Tavernę Kambana. Korzystsamy z Tripadvisor, ale bardzo ostrożnie, zwracając uwagę na lokalizację, oceny miejsca na innych stronach, recenzje. Jedno jest pewne – reguła „idziemy tam, gdzie jest tłoczno, a miejsca, gdzie jest pusto omijamy” nie działa w naszym przypadku. Nasze pory jedzenia mijają się z porą obiadu czy kolacji. Zatem ryzykujemy. Żeby dostać się do Taverny Kambana, przeciskamy się przez wąskie, kręte uliczki, pomiędzy kamiennymi murami. Dobry znak. A na miejscu kolejne: mały ryneczek, kościół zaraz obok i bajecznie piękny taras w cieniu drzew cytrynowych. Jest wcześnie, więc ponownie mamy całą tawernę dla siebie. Wita nas właściciel – pan Costas – uśmiechnięty zarzuca obrus na nasz stół i zaczyna polecać, co ma dziś najlepszego. Idealnie. Siedzimy rozleniwieni na tarasie pod przepięknymi pachnącymi cytrynami. Owoce dosłownie wiszą nad naszymi głowami, czuć ich wspaniały, świeży aromat. Promienie zachodzącego powoli słońca przebijają się pomiędzy gałęziami. Z pobliskiego kościółka dobiegają odgłosy mszy przerywane dzwonami.

Widok z tawerny Kambana - Kisonerga na przedmieściach Pafos - Cypr

My rozkoszujemy się boską sałatką ze świeżych warzyw. To chyba nigdy nam się nie znudzi. Aromatyczna, ostra oliwa z oliwek. Rozpływające się w ustach jagnięce kleftiko, do którego nie trzeba było używać przypraw, bo dzięki cypryjskiej diecie mięso samo z siebie ma niesamowity aromat ziół. Wreszcie pyszna pieczona dorada z sosem cytrynowym i masą czosnku. Mamy tą niesamowitą atmosferę tylko dla siebie. Po raz kolejny udało się trafić na wspaniałe miejsce, przemiłych, ciepłych ludzi i doskonałe greckie jedzenie. I do tego ten widok. Nie możemy się wprost odkleić. Słońce zachodzące za kościołem, zanurzające się w morzu a nad nim rozpościera się ciemny błękit wieczornego nieba. Wokół nas delikatnie szeleszczą liście, roznosi się woń cytryn. Taka właśnie powinna być Wielkanoc – z ukochaną osobą, w pięknym miejscu. Chciałoby się tu siedzieć aż do nocy, ale zaczynają się schodzić goście, więc uciekamy do Coral Bay zaszyć się gdzieś pośród ogrodów bananowych.

Śniadanie na Cyprze - sałatka grecka, kawa po grecku, pita, baklawa i pomarańcze - Coral Bay, Pafos, Cypr

Półwysep Akamas - w drodze do Kanion Avakas - Pafos, Cypr

Rano wypoczęci zajadamy klasyczne cypryjskie śniadanie. Ponieważ jest poza sezonem, znaleźliśmy w pełni wyposażone apartamenty w świetnych cenach. Dzięki temu możemy sami robić to pyszne jedzenie korzystając ze świeżych miejscowych składników. Musi być oczywiście własnej roboty sałatka grecka z wielkimi sztabami kruchej fety, zrumienione na złoto, słoniutkie halloumi – koniecznie zawinięte charakterystycznie w literkę „U” i ciepła pita. Na deser gęsta kawa z tygielka, którą chyba nawet już polubiliśmy, słodka baklawa i świeże pomarańcze. Lekko rozleniwieni zbieramy się i ruszamy na północ, na półwysep Akamas. Miasto znika momentalnie i droga wije się wzdłuż skalistego brzegu morza. Upał jest niemiłosierny, jedyne wytchnienie daje lekki wiatr od morza wilgotny i słony od fal rozbijających się o klify.

droga do Avakas Gorge - półwysep Akamas - Pafos, Cypr

Avakas Gorge czyli Kanion - półwysep Akamas - Pafos, Cypr

Docieramy do wrót o kanionu Avakas. Zostawiamy auto i ruszamy w głąb stopniowo zwężającego się wąwozu. Na początku droga pnie się w górę. Wchodzimy na ścianę w niemiłosiernym upale. Znowu widzimy jak auta z wypożyczalni próbują sobie skrócić marsz – bez powodzenia. Na górze niespodzianka – droga w dół. Tu zaczyna się robić przyjemnie. Wysuszoną na popiół ziemię stopniowa zaczynają zasłaniać drzewa jałowca fenickiego – bliźniaka drzewa cyprysowego. Potem pojawiają się drzewa oliwne, akacje, sosny a nawet dzikie figowce. Robi się przyjemnie. Pojawia się woda. Teraz droga wiedzie do coraz węższego wąwozu. Przedzieramy się przez kolejne krzewy i zarośnięte przez drzewa korytarze, dalej, w głąb Avakas.

Szlak przez Wąwóz Avakas - Pówysep Akamas - Pafos, Cypr

Wąwóz Avakas - Pówysep Akamas - Pafos, Cypr

W końcu droga wiedzie przez strumień. Na szczęście dla nas – wyjątkowo – dawno nie padało, więc poziom wody jest niski. Wzdłuż i w poprzek rzeczki porozrzucane są kamienie, po których trzeba przechodzić przez wodę. Zanurzamy się w mroczną, zacienioną krainę. Słońca dochodzi coraz mniej, a my coraz częściej musimy się przytulać do chłodnych ścian kanionu, żeby przejść dalej. 30 metrów ponad nami z wąskiej szczeliny pomiędzy pożółkłymi wapiennymi skałami uśmiecha się bajecznie błękitne niebo. Robi się ślisko, wilgotno i chłodno. Spacer tu to jak podróż w przeszłość. Przemierzamy drogę, którą od milionów lat drążą w wapiennej skale wezbrane wody strumienia.

gesto zarośniety Wąwóz Avakas - Pówysep Akamas - Pafos, Cypr

łąka - powrót z Wąwóz Avakas - Pówysep Akamas - Pafos, Cypr

Przechodzimy większość 3-kilometrowego szlaku, aż drogę przecina nam woda i bardzo śliskie kamienie. Spacer dalej to wyzwanie, a my już mieliśmy swój lany poniedziałek. Droga powrotna wiedzie przez ten sam wspaniały śródziemnomorski las pełen sosen, cyprysów, jałowców, dzikich figowców, paproci i dębów. Las się przerzedza i wchodzimy na łąkę pełną dzikich kwiatów – żółtych, czerwonych, fioletowych. Wspaniale pachnącą, kipiącą życiem od bzyczących owadów i skwierczącego upału. Odnajdujemy też drogę powrotną dnem wąwozu, dzięki czemu nie musieliśmy się po raz kolejny wspinać w wyczerpującym upale.

kierunkowskaz na Adonis Baths czyli Łaźnie i Wodospad Adonisa - Pafos, Cypr

Adonis Baths czyli Łaźnie i Wodospad Adonisa - straszna droga, Pafos, Cypr

Kolejnym przystankiem na naszej trasie miały być Adonis Baths, co tłumaczone jest na polski jako Łaźnie Adonisa, Wanny Adonisa lub po prostu Wodospad Adonisa. Dwupoziomowy wodospad spływający prosto do malowniczego szmaragdowego stawiku. Droga wydaje się być prosta – Będziemy za 15 minut – tak optymistycznie mówi Google. Problem pojawia się przy zjeździe z głównej – i tak wijącej się niemiłosiernie – drogi. Już sam znak mówiący „The road is good for all cars” powinien wzbudzić podejrzliwość. Okazuje się, że wpadamy na kompletne bezdroże, poorane wodą, pełne kamieni, na których nasz maleńki VW podskakuje, szoruje i obija się jak piłka w automacie do pinballa. Szlak wije się przez kilka kilometrów. Zjeżdża, podjeżdża, przechodzi nad przepaściami, szarpie, rzuca, aż w końcu docieramy do opuszczonego parkingu z napisem Adonis Baths.

pomnik Afrodyty - Adonis Baths czyli Łaźnie i Wodospad Adonisa - Pafos, Cypr

Po drodze do Adonis Baths czyli Łaźnie i Wodospad Adonisa - Pafos, Cypr

Obok figura nieśmiałej Afrodyty i budka sprzedająca bilety wstępu po 9 Euro od osoby. A jest za co płacić. Na miejscu hotel, pub, sklep, jakieś muzeum z reprodukcją starego młyna, zabawy i atrakcje dla dzieci. Gdzieś na końcu listy wodospad i oczko wodne. Jak się okazuje, pełniące rolę basenu. Chyba nie tego się spodziewaliśmy. Wracamy koszmarną drogą z powrotem. Niby powroty są zawsze krótsze, ale tym razem błądzimy, krążymy i w ślimaczym tempie zbliżamy się do upragnionego asfaltu. Zdajemy sobie sprawę, że chyba już czas powoli wracać w kierunku Larnaki. No i oczywiście coś zjeść! Po drodze do Pafos trafiamy na tajemniczo brzmiące Grobowce Królewskie. Okazuje się, że mamy jeszcze zaledwie godzinę na zwiedzanie – na Cyprze większość atrakcji zamyka się na cztery spusty o 17:00 – nie wahamy się więc ani chwili.

Grobowce Królewskie - park archeologiczny - Pafos, Cypr

Grobowce Królewskie - park archeologiczny - widok na wrak statku CV Demetrios II - Pafos, Cypr

Grobowe Królewskie znajdują się na rozległej pofałdowanej łące przy brzegu morza. Znad wody wieje tu świeża bryza, od której kołyszą się dywany aromatycznych polnych kwiatów. Gdzieś w oddali majaczy wrak statku Demetrios II, który w 1998 osiadł tu na mieliźnie. Chodzimy pośród pagórków i zaglądamy do kolejnych ziejących ciemnością pieczar. Przypomina to jakieś starożytne skalne miasto – tunele, jamy, okna. Faktycznie okazuje się, że część z grobowców służyła kiedyś za domy. Docieramy do głównego kompleksu grobowców. Odkopane spod ziemi, częściowo zdewastowane i zniszczone przez kamieniołomy teraz powoli odzyskują swój dawny blask. Pod poziomem ziemi widać kolumny, przejścia, pasaże, zagłębienia.

Grobowce Królewskie - park archeologiczny - wnętrze grobowców - Pafos, Cypr

Grobowce Królewskie - park archeologiczny -wewnątrz - Pafos, Cypr

Ciekawe, że w grobowcach datowanych na IV-III wiek p.n.e. – wbrew nazwie – nigdy nie leżeli żadni królowie. Chowani byli tu arystokraci, namiestnicy i przede wszystkim ówcześni bogacze. Mniej zamożnych chowano dookoła, w skalnych grotach i wykutych kryptach. Najbardziej imponujące są grobowce III oraz IV. Te, choć w części udało się uratować przed zniszczeniem. Schodzimy na dół, po kamiennych schodach. Przeciskamy się korytarzami, zaglądamy w ledwo co odkryte pasaże, komnaty grobowe. Spacerujemy wzdłuż szeregu kolumn doryckich tworzących coś w rodzaju podziemnego patio. Nisze, stoły ofiarne, zbiornik na wodę. Wszystko sprzed prawie 2,5 tysiąca lat. Pod palcami czuć kamień obrobiony przed tysiącleciami. Z góry wdziera się nieśmiało słońce nadając wnętrzom grobowców niesamowitego klimatu. Niesamowite, ze podobno razem ze zmarłymi mieszkali tu niegdyś ludzie.

Świeżo upieczona pita - Pafos, Cypr

Park się powoli zamyka a my ruszamy dalej. Ponieważ robi się późno a my jak zwykle jesteśmy głodni, zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w przydrożnej greckiej tawernie Dias Zeus. Na ostatni posiłek na Cyprze wybieramy Moussake i zestaw greckich przystawek, na który składa się oczywiście sałatka, oliwki i cała masa różnych past i smarowideł. Hummus, pasta z bakłażana, z ryby, tzatziki. Wszystko to na przepysznym doskonale zgrillowanym chlebku pita. Znowu serdeczna, uśmiechnięta od ucha do ucha obsługa, kraciaste obrusy rozczulająca prowizorka, ciepły wiaterek i grecka muzyka cicho lecąca z głośniczków przywiązanych na drut do drzewa. Tak chcemy zapamiętać święta. I Cypr.

Okolice Kurion - kompleks archeologiczny - Cypr

Okolice Kurion - Cypr

Ostatnim przystankiem na naszej drodze miał być Kurion – ruiny starożytnego miasta z V wieku p.n.e. zniszczonego przez trzęsienie ziemi a potem tsunami w 365 roku n.e. Niestety po dotarciu na miejsce okazuje się, że jesteśmy za późno. Cały kompleks zatrzaśnięty jest na cztery spusty. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak pokręcić się w okolicy. Może uda się zobaczyć ruiny. Znajdujemy więc ładny punkt na szczycie klifu i zaszywamy się na chwilę. Widok z góry jest przepiękny. W dole plaża, smagane przez wiatr palmy. Ponad nami zachmurzone niebo i słońce starające się przebić przez ciężkie stalowe chmury. Powoli zbliża się wieczór, kończy się nasza krótka przygoda. Nie wiedzieliśmy czego spodziewać się po wyspie. Nie mieliśmy wygórowanych oczekiwań. Okazało się, że Cypr to wyspa pełna uśmiechu, życzliwych i gościnnych ludzi. Pełna słońca i ciepła. Pełna niespodzianek. Pełna szczęścia.

Larnaka, Cypr

Dzięki dla Huberta i Moniki z Mamasaidbecool za inspiracje przy planowaniu wyjazdu!