Hostel Fe, Jezioro Atitlan, Skok z pomostu do Lago Atitlan w San Pedro La Laguna

DRD4-7R. Początek

U około 20% populacji występuje wariant genu o nazwie DRD4-7R. Kiedyś odkryto, że jest odpowiedzialny za ciekawość i nerwowość, prawdopodobnie jest odpowiedzialny za ADHD. Niedawno okazało się, że może to być tzw. gen odkrywców, lub gen przygody. Nie wiem czy to prawda, ale jeżeli tak, to najprawdopodobniej go mam. W czym się przejawia? Głównie nerwowość i ciekawość.

Zacząłem się zastanawiać kiedy to się zaczęło? Na początku były mapy, atlas geograficzny brata, jakiś przetarty, połamany globus, „Atlas zwierząt świata”. Mogłem gapić się na nie godzinami, wodzić palcem po mapie od Bandar Seri Begawan przez Aszchabad i Rabat aż po Tegucigalpę. Nawet nie wiem kiedy nauczyłem się flag i stolic wszystkich państw świata. W międzyczasie trochę się pozmieniało. Pojawiła się Namibia, rozpadło się ZSRR. Świat jarał mnie jeszcze bardziej.

Kiedy w 2005 roku pierwszy raz oderwałem się od ziemi w samolocie Wizzair z Katowic do Rzymu, wiedziałem, że chcę to robić. Uczucie kiedy samolot się rozpędza, wciska w fotel, unosi. Nagle jesteś w chmurach. Odrywasz się od rzeczywistości, otacza cię bezmiar nieba. Patrzysz na świat z góry sponad chmur. Jesteś w niebie. Tak, wiedziałem, że muszę latać. Muszę się ruszać, podróżować, nie dam rady usiedzieć w miejscu.

Coś się ruszyło w moim życiu. Zaraz potem był Erasmus w Finlandii. To tam poznałem ludzi, którzy zarazili mnie miłością do podróżowania. A raczej uświadomili mi, że to już od dawna we mnie siedziało. No i zaczęło się: weekendowe wyprawy do Kuoppio, spanie w szopie pod skocznią. Savonlinna i sauna nad brzegiem jeziora, nocne pływanie i oglądanie zorzy polarnej. Szybkie skoki do Sztokholmu, Raumy, Helsinek, Porvoo. W końcu wyprawa do Laponii, kilometrowe marsze przez tajgę do kościoła na odludziu. Na deser spranie w samochodzie na Nordkappie i oglądanie zorzy polarnej niedaleko Lakselv.

Wyjazd na Work & Travel dał mi siłę do podejmowania odważnych decyzji i brania za nie odpowiedzialności. Ciężka praca dała pieniądze, które mogłem wydać na podróż po najbardziej niesamowitych zakątkach świata. Zjeździłem cały Zachód USA. To był powiew wolności. Niesamowita przygoda, chciałem więcej.

Potem przystopowałem. Myślałem, że widziałem już wiele, resztę zobaczę kiedyś. Bo praca, trzeba odkładać, to siamto i owamto. Zacząłem obrastać w tłuszcz niepotrzebnych rzeczy, ulegałem iluzji stabilizacji. Miłość do podróży cały czas we mnie tkwiła. Marzenia mogłem realizować rzadko, jedyną ucieczką były książki podróżnicze.

U każdego w życiu w końcu pojawia się przełom. Wstałem pewnego dnia i zdałem sobie sprawę, że nie przytłaczają mnie niepotrzebne rzeczy, żyję w jakiejś iluzji. Po prostu to czułem. W takim momencie są dwa wyjścia: brniesz w to dalej, na okrągło możesz mówić coś w stylu: „wiesz, gdybym mógł, to zrobiłbym to inaczej…” albo decydujesz się wziąć swoje życie w swoje ręce i je zmienić. Ja je zmieniłem.

Pierwsza podróż to Maroko. Błądziłem z plecakiem po wąskich uliczkach Marrakeszu i Fezu, tłukłem się nocnymi pociągami, zachwycałem się architekturą modernismo w Melilli. Nie chciałem przestać. Kiedy wkrótce potem stałem na jednym z zielonych klifów Madery, zrywałem i wąchałem dziko rosnącą pietruszkę, wiedziałem, że chcę przeżywać takie właśnie chwile, chciałem poznawać świat. Przeżywać go. Potem wszystko poszło z górki. Podróże dały mi spokój ducha, wytchnienie, inspiracje, zaspokoiły ciekawość świata.

Najważniejsze – w jednej z podróży, całkiem niedalekiej, spotkałem Ulę – miłość mojego życia. Jest dla mnie inspiracją, przyjacielem i partnerem podróży. W przestrzeni i czasie. Podróżujemy razem po świecie i przez życie.

I o tym będziemy pisać.