Pływanie z rekinami w Gansbaai, RPA

Gansbaai. Byle trzymać ręce w klatce

Następnego dnia rano obudziłem się w Gansbaai. O 10 rano. W zasadzie to obudziłem się o jakiejś 6:00. Nieprzytomnego zabrał mnie bus. Kiedy spałem kręcił się po Cape Town i zbierał innych uczestników. Potem ruszył w prawie 3-godzinną drogę do Gansbaai. Nie obudziłem się nawet podczas postoju. No więc jestem na miejscu z grupą 10 innych śmiałków, którzy, zamierzają dziś pływać z rekinami.

Nabrzeże Gansbaai, czekam na łódź, która zabierze mnie na pływanie z rekinami, RPA

Czy będziemy to się jeszcze okaże. Bo rekiny to dzikie zwierzęta i albo się pojawią, albo nie. Nie da się ich poprosić ani nic im kazać. Można jedynie wrzucić do wody wielką przynętę na łańcuchu i liczyć na ot że się pojawią. Podobno to biuro ma 90% skuteczność. Trochę nerwów jest, kosztowało nie mało a zwrotów nie ma. Wiadomo – z przyczyn niezależnych. Wszystko idzie powoli. Najpierw śniadanie. Obfite. Ktoś rzuca dowcip, ze specjalnie nas tuczą, wtedy rekiny będą miały lepszą wyżerkę. Jakoś mało kto się śmieje. Do ludzi chyba dociera, że będą w wodzie mniej niż metr od ogromnych drapieżników.

instruktor mówi nam, żeby zawsze trzymać ręce w klatce, nurkowanie z rekinami,  Gansbaai, RPA

Po jedzeniu płacenie, podpisywanie sterty papierów, formalności i szkolenie. To akurat ciekawe. I zabawne. Jowialny pan, który okazuje się być kapitanem i szefem wyprawy w jednym, instruuje nas co zrobić, aby nie stracić kończyn i wyciągnąć jak najwięcej z pobytu w lodowatej wodzie. Tłumaczy zasady, mówi co i jak. Najważniejsze dwie zasady – Zawsze trzymajcie ręce wewnątrz klatki! – Nie próbujcie dotknąć rekina! Wszyscy poważnie przytakują. zdają się być przeszkoleni i pewni. Rozlega się sygnał, pada komenda, lecimy na łódź. Wszyscy podekscytowani. Pakujemy się na pokład i ruszamy na morze.

gotowi, ruszamy na pływanie z rekinami, Gansbaai, RPA

Łódź rusza i po 15 minutach płynięcia wzdłuż brzegu na wschód, zatrzymujemy się pośrodku przesmyku pomiędzy dwiema wyspami, kilkaset metrów od brzegu. Jest tak blisko, że aż dziwnie. Nie tak sobie wyobrażałem „polowanie” na rekiny. To miejsce jest podobno najlepsze. To tzw. kanał rekinów – to tędy rekiny przepływają w poszukiwaniu pożywienia i tu najłatwiej na nie trafić. A więc czekamy. W jednej chwili ekscytacja i podniecenie zamienia się w grobową ciszę i totalne skupienie. Klatka ląduje w wodzie. Ludzie są już ubrani w pianki i gotowi do wejścia do klatki, kiedy tylko pojawią się rekiny.

wielki łeb tuńczyka - przynęta na rekiny. Czekamy aż jakiś podpłynie i wchodzimy do wody, Gansbaai, RPA

nęcenie rekinów to żmudna i długotrwała praca, raczen nieporywająca, ale jaki efekt. zaraz wskakujemy do wody pływac z rekinami, Kapsztad, RPA

Obsługa wyrzuca przynętę. Dwa wielkie łby tuńczyków, zmiażdżone bezceremonialne butem i związane łańcuchem. Chlust do wody i ściągamy. Taki spinning w wersji max. Ale i zwierzyna jest max. Wszyscy jak zahipnotyzowani patrzą na wodę. Wielkie skupienie. Naokoło nas lata chmara mew – tych morskich sępów, próbujących uszczknąć kawał przynęty przy każdej możliwej okazji. Ich ciągły, przeraźliwy skrzek nie pozwala się skupić na wypatrywaniu rekinów. W zasadzie to rozluźnia. Nie ma takiego napięcia, oczekiwania w ciszy. Nie ma w tle niespokojnej muzyki jak na „Szczękach”. Ktoś coś mówi, za nim następny, potem jeszcze jeden i po chwili ludzie przekrzykują się. Śmieją, nawołują rekiny, głośno rozmawiają.

pojawił się rekin, Gansbaai, RPA

Zastanawiam się czy to nie odstraszy rekinów. Zazwyczaj na rybach trzeba być cicho. Pytam kapitana. Odpowiada mi, że im głośniej tym lepiej. Rekiny to ciekawe zwierzęta i podpłyną żeby zobaczyć co się dzieje, co to za hałasy. Ludzie wchodzą do klatki. Kapitan mówi, że to już na zapas, żeby nie tracić czasu kiedy pojawią się rekiny. Ledwo zdążył dokończyć, kiedy krzyki narastają. Wszyscy się drą wniebogłosy. Teraz słychać tylko przenikające się: – Shaaark! Ooo fuuuuck! Oooh shiiit! Oh Maan! Damn’! – do tego ciągły, coraz głośniejszy pisk i darcie się.

Rekin obija się o klatkę, w ktorej znajdują się ludzie, pływanie z rekinami jest niesamowite, Gansbaai, RPA

Jest i główny bohater dzisiejszego dnia. 3,5-metrowy żarłacz zaczyna krążyć wokół łodzi. Wszystkim robi się ciepło. Każdy jakby mocniej trzymał się łodzi. Nikt nie chciałby teraz wylądować w wodzie. Zaraz, przecież pięć osób jest w wodzie i właśnie ogląda tego potwora z bliska. Rekin co chwila wyskakuje z wody i rzuca się na oślep na przynętę co i raz podciąganą przez obsługę łodzi. Efekt? W zasadzie za każdym razem uderza z impetem o klatkę. Siłę uderzenia czuć na całej łodzi. Ludzie w klatce wariują. To przedziwne połączenie podniecenia i strachu. Taki masochizm. Czysta perwersja. Co chwila słychać tylko kolejne – Now! Go down! – Wtedy wszyscy jak jeden mąż zanurzają się pod wodę, żeby zobaczyć rekina pod wodą, z bliska jak wali pyskiem w klatkę.

W klatce, pływam z rekinami, Gansbaai, RPA

Patrzę na ten niesamowity spektakl z takim zachwytem i podnieceniem, że nawet nie wiem kiedy sam znajduję się w klatce. Nagle moje ciało otula przeszywająco zimna pianka. Naokoło zimny Atlantyk. Jest tak zimno, że czuję jakby tysiące ostrzy wbijały się w moje ciało. To taki moment otrzeźwienia. Jest nas pięcioro. Jesteśmy zamknięci w małej klatce. Wszyscy krzyczą, wiercą się, wypatrują rekina. Ludzie na łodzi nad nami krzyczą, patrzą, robią zdjęcia, pokazują palcami. Nagle krzyk kapitana – Now! – Nikt z nas nie rozumie o co chodzi. W końcu w ułamku sekundy dochodzi do nas to co mówił wcześniej. To właśnie teraz trzeba się zanurzyć, żeby zobaczyć rekina. Wszyscy niemal jak jeden mąż zanurzają się i w tym momencie czujemy potężny wstrząs i tępy huk stali. A raczej kilkusetkilogramowego cielska, które z całym impetem wali w klatkę.

rekin przepływa dosłownie kilkanaście centymetrów od klatki, Gansbaai, RPA

Nic nie widać, tylko spienioną, nabąblowaną wodę. Czuje się jak w syfonie. W uszach szum napowietrzonej wody. Fala. Woda się obija, zalewa nas. Kiedy woda staje się nieco bardziej przejrzysta, miga mi wielka płetwa boczna. Sinoszara masa oddalająca się na tle zielonej wody. Chwila spokoju. Wszyscy są otumanieni tym co się działo. Już nie ma, że woda zimna. Może to pianki zaczęły działać a może po prostu zdaliśmy sobie sprawę, ze byliśmy o centymetry od wielkiego rekina. Wszyscy nagle zaczęli się bać dotykać klatki. Odruchowo każdy łapał za zewnętrzne barierki. Teraz każdy – mimo że to niewygodne – trzyma ręce jak najbliżej siebie. Aby tylko nie wystawiać rąk poza klatkę. Wszyscy sobie krzyczą – na wszelki wypadek – Keep your hands INSIDE the cage! -.

nurkowanie z rekinami w Gansbaai, Kapsztad, RPA

Znowu krzyki. Teraz wszyscy wiedza co robić. Pod wodę. Trzymamy się mocno klatki. Patrzymy przed siebie. Znowu mnóstwo białych bąbelków w zielonej wodzie. Mały cień, szybko zbliżający się do klatki. To wianuszek rybich łbów na łańcuchu – nasza przynęta. Nagle za nim duży cień, który w jednej chwili zamienia się w przerażający widok. Każdy z nas widzi to samo. Zupełnie białe, jakby wywrócone oczy. Poniżej ogromna, szeroko rozwarta paszcza. Krwawe dziąsła, i setki ohydnych zębów. Wygląda dokładnie tak jak na „Szczękach”. Paszcza rekina to chyba najbardziej przerażający widok jaki miałem okazję podziwiać w naturze. Jest okropna. Szczególnie kiedy jest metr przed tobą, w pełni rozwarta, gotowa do jedzenia. ŁUP! Mocne uderzenie. Przynęta jest już nad wodą, w rękach obsługi. Rekin w miejscu zawija w bok i odpływa. I tak jeszcze kilka razy.

krwiożerczy rekin pływający zaraz obok mnie zamkniętego w klatce, Gansbaai, Kapsztad, RPA

Z każdym kolejnym razem było coraz bardziej przerażająco. Rekin zdaje się uderzać coraz mocniej. Nam wydaje się, że to właśnie tym razem rozwali klatkę i zrobi z nas tatar. Na własne życzenie zeszliśmy na sam dół łańcucha pokarmowego. Rekin szaleje w pogoni za przynętą. Możemy go oglądać pod i nad wodą. Widok z pierwszego rzędu zupełnie zmienia perspektywę. Nie widać całości tak jak z górnego pokładu łodzi, przez co rekin wydaje się być jeszcze bardziej przerażający. Ogromne fragmenty głowy. Oko, szczęki, płetwa wyłaniające się ze spienionej, napowietrzonej wody. Te fragmenty przerażającej układanki potęgują napięcie jeszcze bardziej.

Pływanie z rekinami w Gansbaai, RPA

W końcu wychodzimy z klatki. Na poły zachwyceni i śmiertelnie przerażeni. Oto przed chwilą staliśmy oko w oko z jednym z najgroźniejszych zwierząt na Ziemi. Teraz dopiero zaczynamy się zastanawiać, czy to aby na pewno było bezpieczne. Czy klatka na pewno jest wystarczająco mocna. Czy do tej pory nic się nikomu nie stało. Podpływa akurat druga łódź i ich przynęta wydaje się być dla rekina bardziej atrakcyjniejsza. Odpływa od nas i zaczyna się kręcić wokół sąsiedniej „Barracudy”. Załoga próbuje jeszcze przez chwilę ściągnąć tego małego potwora. Na próżno. Dla nas oznacza to podniesienie klatki i zawijkę.

niesamowita przygoda - pływanie w klatce z rekinami, Gansbaai, niedaleko Kapsztadu, RPA

Nie ma tego złego. Mogę spokojnie oglądać z boku jak rekin wyskakuje z wody. Jak uderza w klatkę. Jak ludzie zachwyceni, zahipnotyzowani, podnieceni, krzyczą, pokazują sobie zwierzę palcami, robią zdjęcia, wchodzą i wychodzą z klatki. Widzę na ich twarzach to samo połączenie przerażenia i zachwytu. Ta wycieczka to jedno z najlepszych przeżyć jakie można sobie zaserwować będąc w RPA. Grzechem byłoby tu być i nie skorzystać z niej. Wszyscy są zadowoleni, usatysfakcjonowani. Na początku było czekanie, niepewność, w końcu nie było żadnych gwarancji. Teraz jest pełnia szczęścia.

klatki w górę, łodzie wracają do Gansbaai, wracamy z pływania z rekinami, RPA

Nawet załoga wydaje się strasznie dumna z tego, że się udało. I to jak. Wszyscy klienci zadowoleni. Sypią się pochwały. Brawa. Podziękowania. Wszyscy się przekrzykują, opowiadają sobie, kto co widział. Kto był bliżej, kto się bał bardziej. Kto jaką miał minę. Nikt nawet nie zwraca uwagi na niespokojne morze i kołyszącą się łódź. Żadnej choroby morskiej. Adrenalina wygrała. Wszyscy przeżyli TO COŚ. Wygrali ten dzień. Zamiast siedzieć na plaży i opalać się, ruszyli się, ubrali w piankę, wskoczyli do zimnej wody, żeby pooglądać z bliska rekiny. – Po co ktoś to robi? – Jeżeli ktoś w ogóle zadaje to pytanie, żadna odpowiedź nie jest chyba w stanie go przekonać. Po prostu nigdy nie zrozumie. Każdy kto tam był, wie dlaczego to zrobił. Żeby żyć. Tak, żeby żyć.
Trzeba natychmiast zacząć żyć, jest później niż się wydaje!

 

Gansbaai, RPA