Jedna z przepięknych dolin przy Tasermiut Fjord w południowej Grenlandii

Grenlandia. Dzień 11. Ulamertorsuaq do Nuugaarsuk

Tasermiut Fjord. Ulamertorsuaq do Nuugaarsuk

Opis trasy trekkingu po Tasermiut Fjord, na odcinku Ulamertorsuaq do Nuugaarsuk

Nie wiem co takiego wydarzyło się ze światem w nocy, ale ewidentnie coś się zmieniło. Rano, zziębnięty i wykręcony od leżenia na niewygodnych deskach wychodzę i widzę świat, który tworzy się na nowo. Wyłania się z nocnego niebytu jak obrazki spod zdrapki kupowanej kiedyś w kolekturze lotto. Nad Tasermiut Fjord chmury, zza których kawałek po kawałeczku wyłania się Grenlandia w barwach błękitu, różu, fioletu i dziwniej spranej zieleni. Jakby jakaś siła odsłaniała przede mną świat w nowym wydaniu. Jak przez zaparowaną szybę, widzę powolne ruchy niewidzialnej wielkiej ręki natury. Rześkie powietrze stoi, dookoła pachnie mokrymi od rosy ziołami i przemijaniem. To to samo miejsce, ale zupełnie inny świat niż wczoraj. – Jesień – mówię do siebie pod nosem. Albo myślę, wszystko jedno i tak jestem tu sam. A więc stało się to tutaj, na Grenlandii. To tu odkryłem jedną z tajemnic natury – ten moment, w którym przemija lato i z nicości wykluwa się jesień. Ależ to jest piękny dzień. A przecież miało cały czas padać!

Tasermiut Fjord - chmury nad wodą, Grenlandia

Trekking przy Tasermiut Fjord, Grenlandia

Kiedy chłopaki wstają, popijamy gorącą herbatę patrząc jeszcze na to wspaniałe widowisko. Zbieramy się dość wcześnie, bo Paweł umówił się z Włochami, że zabierze się z nimi poranną łódką. Zastanawialiśmy się z Jackiem, czy nie przeczekać nadchodzącej ulewy w domku, ale wbrew prognozom, ulewy ani widu, ani słychu, więc postanawiamy ruszyć dalej w dół Tasermiut Fjord. Po drodze grzęźniemy chwile przy przejściu przez strumień. Widok na dolinę Nulamertorsuaq jest powalający. Słońce schowane za ścianami masywu Ulamertorsuaq, zacieniona dolina, przez którą powoli wędrują gęste chmury. Gra światła i cienia. Cudny widok! Edoardo i Federica są już prawie gotowi. Znoszą góry sprzętu, lin, tobołów i żelastwa na plażę. Krótkie pożegnanie i zostawiamy ich za plecami.

Jedna z przepięknych dolin przy Tasermiut Fjord w południowej Grenlandii

Tasermiut Fjord - Najlepszy trekking na Grenlandii

Schodzimy nad wodę i korzystamy z odpływu, który odsłonił nam idealną trasę. Może nie do końca idealną, ale na pewno łatwiejszą niż krzaki na górze. To niesamowite jak szybko przywykliśmy do luksusu chodzenia po ścieżce. Przeszliśmy się nią zaledwie trzy razy, z chatki do obozu i już znowu przechodzenie przez krzaki staje się udręką. Jakbyśmy robili to pierwszy raz. Skaczemy z kamienia na kamień, omijając śliską morską kapustę. Za nami coraz mniejsze kolorowe kropeczki kursują z jakimiś wielkimi tobołami przywiązanymi do żerdzi, które niosą na ramionach. Odruchowo wypatrujemy łodzi, która ma po nich przypłynąć. Nad fiordem cały czas cisza. W końcu, kiedy nasi towarzysze znikają daleko za krętą linią brzegową, słychać nieśmiałe brzęczenie. Czerwony Zodiak przecina spokoje wody fiordu pozostawiając za sobą białą smugę piany. Znika, po pół godzinie pojawia się znowu, w drugą stronę. Tyle, zostajemy sami nad Tasermiut Fjord. Znowu nie ma nikogo oprócz nas. Nawet nas samych ubyło. Idziemy dalej. Do mety niedaleko.

Trekking na Grenlandii - Tasermiut Fjord

Góry na Grenlandii, Tasermiut Fjord

Słońce podnosi się ponad górami i możemy je oglądać w całej okazałości. Widać najmniejsze szczeliny na szarej powierzchni skał. Są surowe i groźne, ale jednocześnie nieopisanie piękne, otulone błękitnym niebem, doprawione promieniami słońca. Docieramy do doliny Qoorormiut, z której wylewa się rzeka o tej samej nazwie. Niestety zrobiło się już dość ciepło i wody rzeki przybrały. Krążymy przy ujściu w poszukiwaniu bezpiecznego przejścia. Kamienia są zdradliwie śliskie. Szukanie szybko koczy się, kiedy zaliczam glebę na jednym ze śliskich głazów i ląduję w wodzie z mokrymi nogawkami, rękawami i plecakiem. Wtedy po prostu ściągamy buty i przechodzimy rzekę. Mapa pokazuje, że nie jedyną dzisiaj.

Przepiękne krajobrazy nad fiordem, Południowa Grenlandia

Góry na Grenlandii

Potem znowu kamienie, krzaki i plaża. Chwilami trafiamy na coś co przypominało kiedyś ścieżkę. Coś jakby lekko wydeptana trasa wzdłuż Tasermiut Fjord. Może to ów „szlak” zaznaczony na mapie sprzed 24 lat. A może to ścieżka wydeptana przez zwierzęta. Nasze zdolności rozpoznawania najmniejszych tropów, nabyte po 10 dniach w dziczy, niestety chyba bezpowrotnie zniknęły po wczorajszym zderzeniu z cywilizacją w postaci dwójki Włochów i dwójki Szwajcarów. W pewnym momencie wyskakuje przed nami brązowy lis. Biega chwilę w kółko, po czym czmycha gdzieś w krzaki. Ale czy lis byłby w stanie wydeptać taką ścieżkę? No to raczej ludzie, ale tu przecież nie ma tylu ludzi. Na pewno nikt przy zdrowych zmysłach tędy nie chodzi. Żeby dostać się do Klosterdalen, wystarczy zapłacić za Zodiaka, który w pół godziny przypłynie tu z Nanortalik.

Wyjazd na Grenlandię - Tasermiut

Fiord - południowa Grenlandia

Rozwiązanie łamigłówki przychodzi samo. A raczej skacze przez krzaki donośnie becząc. Przed nami wyskakują trzy owce, które od tej pory prowadzą nas w dół fiordu. Obok nas wyrastają kolejne przepiękne kotły lodowcowe masywu Suikkassuaq. Przekraczamy kolejną dużą rzekę, aż w końcu wychodzimy na lekko pochyłe zbocze. Łąka z niskimi krzaczkami wysypana nieskończoną ilością kamieni to miła odmiana po skakaniu z kamienia na kamień. Co i raz odwracamy się za siebie, żeby patrzeć na powalającą panoramę Tasermiut Fjord. Na tle błękitnego nieba Ulamertursuaq i Suikassuak, ze wszystkimi swoimi szczytami, wyłaniającymi się to chowającymi się z a sobą. Płaskie jak stół, strome jak ściana, ostre jak zęby rekina, obłe jak ule. To jak stare rodzinne zdjęcie gór Grenlandii. Różne pokolenia, różne doświadczenia, różne rysy, które tworzą jedną całość. Chciałbym potrafić iść do tyłu.

Przekraczanie rzeki na Grenlandii

Wybrzeże Grenlandii - Fiordy

Kolejna rzeka i kolejna wywrotka, potem schodzimy znowu na piach, kamienie, śliskie wodorosty. Tym razem wywrotka okazuje się bolesna. Pod wodorostami kryją się ostre jak brzytwa muszle przytwierdzone do kamieni. Pierwszy raz jesteśmy zmuszeni do korzystania z apteczki na szlaku. Krew, piana, szczypanie, żółty proszek, bandaże i idziemy dalej. Zauważam, że wygiąłem jeden z kijków trekkingowych. Jak szczęście to na całego. Przynajmniej udało nam się z pogodą. Jest cudna. Słońce miło nas smyra po policzkach. Od fiordu wieje przyjemny lekki wiaterek. Na niebie powoli zbierają się stada cirrusów i od kilku godzin podążają za nami. My cały czas próbujemy przed nimi uciekać. Cirrusy pojawiają się i znikają, co i raz rozpraszają się albo zbijają w dywan chmur. Najważniejsze, że cały czas jest pięknie.

biwak na Grenlandii

Fiordy na Grenlandii - rejon Tasermiut

W końcu docieramy do cypla, z którego widać już zatokę, za którą zaczyna się społeczność Tasiusaq. Wiemy, jak Grenlandia potrafi zakrzywiać czasoprzestrzeń i oszukiwać zmysły, więc sprawdzamy na mapie. Tym razem wygląda na to, że naprawdę jesteśmy niedaleko. Idziemy jak burza. To znaczy, że jeszcze dziś możemy dotrzeć do Tasiusaq. W sumie nie musimy, mamy jeszcze jakieś 3 dni do łodzi. Więc postanawiamy na luzie iść dalej, szukając jakiegoś dogodnego miejsca na biwak. Podejmujemy heroiczną decyzję, żeby przeciąć cypel i iść przez środek łąki zamiast jak dotychczas kamieniami przy brzegu. Pomaga nam fakt, że zaczyna się przypływ. Oczywiście pole okazuje się zwyczajnym bagnem, zamiast iść bawimy się więc w sapera na żywo i próbujemy skakać z kępki na kępkę omijając grzęzawisko. W końcu wracamy na brzeg.

Pogoda na Grenlandii jest zmienna, ale lato jest ciepłe

Las świerkowy na Grenlandii - sztuczny, ale piękny. Tasiusaq

W międzyczasie – jak to na Grenlandii, mniej więcej w kwadrans – zmienia się pogoda. Cirrusy nagle puchną i zamieniają się w gęsty szary dywan chmur, który szczelnie przykrywa niebo. O ile do tej pory okolica przypominała obrazek z wakacyjnej pocztówki z Mazur, teraz wygląda jak ilustracja z Baśni H.C. Andersena. Szaro, ponuro, nad fiordem zaczyna wiać silny wiatr. Na szczęście idziemy w głąb zatoki i góry za nami zaczynają nas osłaniać. Po przejściu jakiś dwóch kilometrów, stajemy i patrzymy z niedowierzaniem. Przed nami wyrasta świerkowy las. Pasuje tu jak pięść do oka, bo przecież na całej Grenlandii – poza Qinnguadalen – nie ma przecież drzew. To co rośnie tam to jakieś karłowate, maksymalnie 5-cio metrowe brzozy, jakaś jarzębina, tyle. A tutaj mamy przed sobą szkółkę kilkumetrowych świerków.

Las na Grenlandii w pobliżu Tasiusaq

Plantacja, to jakiś dziwaczny eksperyment z lat ’80 XX wieku. Ktoś postanowił sprawdzić czy na Grenlandii przyjmą się świerki. W sumie, dlaczego nie, jesteśmy na tej samej szerokości geograficznej co Oslo, czy Sztokholm, więc dlaczego by nie zrobić tu tajgi? Dlaczego nie zamienić to miejsce w tajgę, pełną zwierzyny łownej i drewna? Żeby w końcu Grenlandia na siebie zarobiła. Na szczęście, nic z tych planów nie wyszło. Przemarznięta, jałowa ziemia nie przyjęła świerków a wiatr ja na tyle wysmagał, że nie urosły więcej niż 5-6 metrów. Koniec. Eksperyment nieudany. Drzewa zostały. Może jeszcze jakimś cudem się przyjmą? Już widać, że się plenią. Plantacja jest odgrodzona płotem z drutu, ale tu i ówdzie widać małe świerczki wyrastające z ziemi. Kto wie, przy takim tempie ocieplania klimatu, może za 50 lat będzie tu można sadzić pomidory.

Przekraczanie rzeki Kuussuaq nad jeziorem Tasersuaq, Grenlandia

Kawałek za plantacją zaczyna się wielkie pastwisko. Po rozległej łące, pomiędzy porozrzucanymi kamieniami, skaczą owce. Wszędzie na ziemi leżą owcze bobki w każdym stadium wysychania. Widzimy Kuussuaq – kanał łączący jezioro Tasersuaq z Tasermiut Fjord. To znaczy, że za nim jeszcze kawałeczek i jesteśmy u celu naszej podróży. Z przerażeniem patrzymy na powiększający się, rwący strumień i z niedowierzaniem spoglądamy co i raz na krzyżyki na mapie pokazujące „przeprawę”. Przy okazji trafiamy na śmietnik i tabliczkę powiewającą na wietrze z napisem „camping”. Jest późnawo, ale chyba nie chcemy rozbijać się na dywanie z owczych bobków. Szczególnie tych świeżych. Nie wyobrażamy też sobie ganiania się z owcami wokół namiotu. Wygląda na to, że tu rządzą owce więc idziemy dalej do strumienia. Okazuje się, że na kanale jest nowiutki drewniany most!

mosta na Kuussuaq, Tasiusaq, Grenlandia

Kuussuaq i widok na górę Putooruttoq, Grenlandia

Podchodzimy z niedowierzaniem do płotku. W głowie zaczyna mi szumieć, zdaję sobie, że to początek końca wyprawy. Cywilizacja. Powoli, z celebrą otwieramy małą furtkę i przechodzimy przez most. Zatrzymujemy się jeszcze pośrodku. Patrzymy na rwący strumień pod nami. Dookoła, na jezioro Tasersuaq, nad którym byliśmy jakiś tydzień temu, gdzieś tam po drugiej stronie. Na Tasermiut Fjord, na wystające góry masywu Qasigeerneq, który zostawiamy za sobą. Ten most jest jakimś magicznym portalem, pigułką z Matrixa, która zabiera nas ze świata wspaniałej dzikiej natury z powrotem do świata ludzi, cywilizacji, problemów pierwszego świata, gonienia za niepotrzebnym, obrastania tłuszczem zbędnych rzeczy, bzdur, które zaprzątają nam niepotrzebnie głowę. – No wracamy – rzucam pod nosem, kiedy z drugiej strony zamykam za sobą „na drucik” furtkę.

Rzeka Kuussuaq, Tasiusaq Grenlandia

Po drugiej stronie są też ludzie. Z daleka widać jakieś pojedyncze domy nad fiordem, wydeptaną drogą, po śladach quadów idą małe dzieci i śpiewają. No inny świat. Właśnie zdajemy sobie sprawę, że ten inny świat, to problemy, o których nie myśleliśmy do tej pory. Wszystko jest tu ogrodzone płotem, za którym kręcą się owce. Fizycznie nie ma tu, gdzie rozbić namiotu. Nie wspominając o wodzie. Żadnego strumienia, tylko jakieś mętne kałuże i strużki wody spływające z pól pełnych owczych bobków. Wiemy, że tego pić nie wolno. Ruszamy nad fiord, w kierunku Nuugaarsuk Lejrskole. Według mapy to budynek szkoły, w którym można uzyskać schronienie. Zazwyczaj stoi pusty. No więc spróbujemy. Idziemy przez odkryty cypel, który przecinają… pola uprawne.

Nuugaarsuk, okolice Tasiusaq, Tasermiut Fjord, Grenlandia

Pola uprawne na Grenlandii Nuugaarsuk, Grenlandia

Pośród nierównych, pokrytych kamieniami łąk, widać kilka pasków, na których mieszkańcy farm sieją trawę na siano dla owiec. Biorąc pod uwagę ilość owiec, siano stąd ma raczej znaczenie symboliczne. Te pola to chyba taki amulet tutejszych mieszkańców, pokazanie sobie – możemy i umiemy okiełznać tę surową ziemię. Te poletka są jednak bardzo symboliczny. Ich mizerność podkreślają powykręcane trupy traktorów i maszyn rolniczych porozrzucanych tu i ówdzie. Nic, oprócz tych karłowatych krzaków, lichej trawy i bażyn nie ma szans tu wyrosnąć. Nie przy takim wietrze. Cypel jest kompletnie odsłonięty i cały czas dmie na nas silny wiatr z głębi Tasermiut Fjord. Momentami ledwo się słyszymy. Przecinamy wielką łąkę pełną głazów, przechodzimy wzdłuż jednego z małych pól i docieramy na miejsce. Po szkole z mapy oczywiście nie ma nawet śladu. Tylko jakieś ruiny. Na miejscu stoi tylko jakiś dom. Drzwi otwarte. Zaglądamy przez szybę, w środku nie ma nikogo. Kuchnia, kanapa, wygląda jak typowy hostel. Może to jest ta szkoła? A może to czy czyjś dom? Ostatnie czego chcemy to awantura z właścicielem tego miejsca.

Biwak w Nuugaarsuk, Grenlandia

No to jesteśmy w kropce. Wracamy na łąkę i szukamy większego kamienia, który nas osłoni od dmącego z ogromną siłą wiatru. Jest w miarę osłonięte miejsce, ale znowu pełno tu owczych bobków. Postanawiamy po prostu odgarnąć, ile się da i rozbijać namiot. Mimo gazu, nie jest łatwo. Wiatr porywa poły namiotu, łopocze, linki latają. Trudno rozłożyć namiot we dwóch. Wszystko się rusza, ucieka, lata. W końcu jakoś się udaje. – oby tylko nie zaczęło padać – rzuca Jacek. Faktycznie, jedna strona namiotu jest wciskana przez wiatr tak, że cały czas nas dotyka. Gotujemy ostatnią butelkę wody i skuleni popijamy po łyku gorącą herbatę. Ponad nami katastrofa. Wiatr huczy, wszystko trzeszczy, wyje, łopocze. Nasz namiot szaleje. Sprawdzamy jeszcze czy linki są dobrze napięte i przekonujemy się, że – chyba wytrzyma. Wierzę Jackowi – jest inżynierem. Mimo wszystko jest jakaś magia w zasypianiu podczas takiej nawałnicy. Tan na zewnątrz dzieje się piekło, tutaj w środku mamy ciepłą herbatę, rozmawiamy, wodzimy palcami i myślami po mapie. Ależ to była wspaniała przygoda. Jeszcze jest! To jeszcze nie koniec! Łódź dopiero za 3 dni.

Nuugarsuk

Więcej o organizacji wyprawy do Tasermiut Fjord przeczytasz w tym materiale

Ciekawe książki, które warto przeczytać, przed wyjazdem na Grenlandię:

Nie mieszkam w igloo, Adam Janiszewski

Lud, Ilona Wiśniewska