kolorowa wata cukrowa Takeshita Dori - Harajuku - Tokio, Japonia

14 dowodów na to, że Japonia jest inna

Japonia, z naszej europejskiej perspektywy jest dziwna. Ale jest to ten fascynujący rodzaj dziwności. Niby wszystko – może z wyjątkiem kwadratowych, kanciastych samochodów – wygląda podobnie niczym u nas, ale to kompletnie inny świat. Rządzi się swoimi zasadami. Przy pierwszym kontakcie może to co najmniej dziwić, irytować a nawet konkretnie wkurzać. Do niektórych można się z czasem przyzwyczaić, inne drażnią aż do końca pobytu. Wszystkie jednak, bez wyjątku składają się na wspaniałą japońską przygodę. Odkryjecie nowy świat, będziecie się zastanawiać: Dlaczego? Skąd? Ale po co? I przede wszystkim doskonale bawić!

Palenie papierosów w knajpach, ale nie na ulicy

Japonia - Palarnia na ulicach Tokio - tu wolno palić
Palarnia przy tokijskiej ulicy – tu wolno palić

To jest kwestia, która najbardziej chyba rzuciła nam się w oczy. W Japonii – odwrotnie niż w Europie – obowiązuje całkowity zakaz palenia papierosów w przestrzeni miejskiej. Nie można sobie iść chodnikiem i palić papierosa. Na mieście są wydzielone specjalne palarnie – otwarte lub zamknięte – w których ludzie mogą palić. Skąd taki dziwny przepis? Na ulicach ludzi jest tak dużo – tłum jest tak gęsty, że ludzie chodząc z papierosami w ręku zaczęliby się zwyczajnie przypalać. Odwrotnie też niż w Europie, w Japonii dozwolone jest palenie papierosów w większości restauracji, barów i kawiarni. Jedzenie ramenu w gęstym dymie papierosowym to normalka. Tu nie gorszy widok kogoś, kto pali zaraz obok ciebie, kiedy spokojnie siorbiesz sobie makaron. To jest akurat bardzo słabe. Ubrania niestety śmierdzą jak kiedyś u nas po całej nocy w klubie. Również w hotelach trudno o pokój dla niepalących. I jeśli chodzi o palenie w knajpach to cieszyliśmy się z powrotu do Europy, to pod względem zakazu palenia na ulicy było już gorzej. Szybko przyzwyczailiśmy się do dobrego. Kiedy wracaliśmy do domu przesiadaliśmy się w Amsterdamie, gdzie mieliśmy do dyspozycji kilka godzin, więc wyszliśmy na miasto. Nie mogliśmy wytrzymać na ulicy, kiedy tyle osób naokoło nas paliło papierosy. Dym gryzł w oczy, dusił, był nie do zniesienia. W Japonii to coś niewyobrażalnego. I co z tego, że tam się pali w knajpach. Zawsze można kupić sushi w sklepie i zjeść na krawężniku…

Wszędzie panuje ciągły tłok

Tłum na skrzyżowaniu Shibuya - Tokio, Japonia
Tłumy przy słynnym skrzyżowaniu Shibuya. Napotkamy je także w innych miejscach

Komunikacja w Tokio to doskonały układ nerwowy ogromnej 13,5-milionowej aglomeracji. Ponieważ ruch samochodowy jest tu ogromny i większość aut w centrum to duże lśniące taksówki (nieśmiertelne Toyoty Crown Comfort), znakomita większość ruchu odbywa się dzięki doskonale rozwiniętej sieci metra i kolei miejskiej. Niestety, biorąc pod uwagę ogromną populację, nawet ona nie jest już wydolna. Infrastruktura komunikacyjna jest na tyle niewystarczająca, że niemal zawsze i wszędzie panuje tłok. To wytworzyło w ludziach naturalne odruchy, które pomagają się przystosować. Najważniejszy z nich to pchanie, przepychanie, przeciskanie, napieranie. Coś, co u nas uchodzi za chamstwo, tu traktowane jest jak coś naturalnego. Tu wszyscy się pchają, nikt nie przeprasza, tylko idzie dalej. Nie dlatego, że są źle wychowani, a dlatego, że chcąc to robić, nie robiliby nic innego – musieliby co chwila się zatrzymywać i kłaniając się w pas przepraszać, uśmiechać się i znowu przepraszać. Tu pchanie to ruch do przodu. Inaczej się nie da. Na początku to irytujące, ale z drugiej strony, kiedy już się przyzwyczaicie i zdarzy się wam kogoś znokautować, nie będzie krzyczał ani zabijał was wzrokiem, nie mówiąc o awanturze. Prawdopodobnie nawet nie zwróci na to uwagi.

Na pociąg czekamy w szeregu

Pasażerowie czekający na pociąg w kolejce - Osaka, Japonia
Pasażerowie czekający na pociąg na dworcu w Osace

Aby nieco uporządkować ten tłum i jakoś nim zarządzić przy wsiadaniu do metra czy pociągu, na platformie narysowane są linie, przy których karnie ustawiają się pasażerowie czekający na pociąg. Oznaczenia są tak wyraźne i tak jednoznaczne, że niemal od razu stosują się również do nich przyjezdni. Ponieważ ludzi jest dużo linie zawijają i tworzą szlaczki, żeby wszystkich ładnie pomieścić na peronie. Co ciekawe ich rozłożenie zapewnia swobodny przepływ ludzi wysiadających z wagonu i pozwala wszystkim najpierw wyjść, żeby zrobić miejsce dla wsiadających. W ten sposób udaje się jakoś skierować masę ludzką do wagonów.

Oshiya – popychacze w metrze

Oshiya czyli upychacz - metro w Tokio - Japonia
Oshiya dbają aby wszyscy pasażerowie wsiedli do wagonu podczas godzin szczytu

Ciasno jest też w samych wagonach. I to bardzo. Co wtedy? Co jeżeli wszyscy pasażerowie się nie mieszczą? Panowie w specjalnych mundurach i białych, nieskazitelnie czystych rękawiczkach pomogą. Tzw. oshiya, czyli popychacze robią to z nadzwyczajnym profesjonalizmem, taktem, ogromnym szacunkiem i – na ile się oczywiście da – delikatnie. Panowie dociskają pasażerów upewniając się, że drzwi się domkną nie przytrzaskując żadnego z pasażerów ani nawet najmniejszej części ich garderoby, torby czy choćby nawet parasola. Oglądanie ich przy pracy to niesamowite widowisko. To jak wciskają ludzi, przez najmniejszą szparę delikatnie wkładają do środka wagonu kawałek wystającego płaszcza ta, aby go nie pognieść.

Indywidualizm – największe zagrożenie

Największym wrogiem dla japońskiego ładu jest indywidualizm - Tokio Japonia
Trudno oprzeć się wrażeniu, że w Japonii triumfuje konformizm

Kiedy taki tłum znajdzie się już w wagonie… milczy. W komunikacji panuje tak niesamowita cisza, że gdyby nie odgłos jadącego pociągu, można by słyszeć bicie serca wszystkich pasażerów. I to nie tylko ze względu na tłok. Kiedy wagony już pustoszeją, nadal jest przejmująco cicho. Nie do pomyślenia jest, aby ktoś rozmawiał przez telefon – nawet nie głośno, ale w ogóle. Wszyscy wolą chyba czatować, bo siedzą lub stoją pochyleni nad swoimi telefonami. Nawet kiedy jedzie grupa znajomych, siedzi lub stoi w ciszy. Jakby transport publiczny był miejscem wyciszenia, azylem przed lub po pracy. Ale może to jednak nie to? Kiedy uczniowie szkół średnich w Japonii zostali poproszeni o wskazanie największych obecnie zagrożeń dla dzieci, numerem jeden został indywidualizm. Japońskie społeczeństwo jest skoncentrowane na grupie – zupełnie odwrotnie niż Zachód, gdzie najważniejsza jest jednostka. Czy to oznacza, że Japończycy są tylko mrówkami w wielkim mrowisku ze stali i betonu? Niekoniecznie, ich ekspresja wszelkiej indywidualności jest jednak bardzo powściągliwa i skalkulowana. Przede wszystkim zwracanie na siebie uwagi jest tu postrzegane jako coś niewłaściwego. Nikt tu nie dmucha nosa w miejscu publicznym, nie je ani nie pije, nie rozmawia przez telefon czy ze znajomym w metrze. Nikt się nie wychyla. Najważniejszy jest przecież kolektyw. Nie nonkonformizm. Z tym cudzoziemcy z zachodu maja raczej problem. Cokolwiek by nie robili, zawsze będą się wyróżniać.

Buty zostawiamy na progu

W Japonii buty zostawia się przed domem - Okinawa
W Japonii nie wolno wchodzić do domu w butach

Bardzo ważnym zwyczajem w Japonii jest zdejmowanie butów. Obuwie zostawiamy na wejściu, przy progu. Oczywiście jest to bardzo przestrzegane w domach, ale również i w hostelach oraz pensjonatach tzw. ryokanach. Przy wejściu zawsze znajduje się półka na buty, a czyste kapcie stoją ułożone w rzędzie. Japończycy, wybierając się w gości, często zabierają swoje kapcie. Co ciekawe, nie wolno wchodzić w kapciach na matę tatami – trzeba je zdjąć. Nie wolno też chodzić po do mu w kapciach łazienkowych. Bo oczywiście do łazienki są specjalne kapcie. Wielkim nietaktem byłoby wychodzenie z łazienki do pokoju w „brudnych” kapciach. Klapki zawsze ustawia się czubkami do wyjścia, co przy wchodzeniu jest średnio wygodne, za to łatwiej się wychodzi – można bez okręcania się włożyć stopę prosto do kapcia.

Rzeczą naprawdę dziwną, jeżeli chodzi o kapcie w Japonii, jest to, co pokazał ostatnio Nissan – samoparkujące kapcie. Tak. To prawda, gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, że Japonia jest dziwna.

Na ulicach nie ma koszy na śmieci

Mihara - małe miasteczko w Japonii
Na ulicach w Japonii znalezienie kosza na śmieci graniczy z cudem

Coś, co od samego początku, aż do samego końca niezmiennie nas irytowało podczas pobytu w Japonii to permanentny brak koszy na śmieci. Wszędzie, zawsze, o każdej porze. Tu nie ma koszy na śmieci na ulicy, czy przy przystankach. Ciężko je znaleźć na dworcu czy centrum handlowym. Ciągle zastanawiałem się, co też Japończycy robią ze śmieciami? Czy może produkty zaprojektowane są tak, aby nie generować odpadków? Otóż nie. Opakowania foliowe, puszki, butelki, plastikowe reklamówki dodawane w sklepie do zakupów, jednorazowe pałeczki, serwetki. Co z tym wszystkim zrobić? Wygląda na to, że Japończycy nie nawykli zwyczajnie do konsumpcji na zewnątrz. I przez to nie generują śmieci w przestrzeni miejskiej. Tu ludzie nie piją, ani nie jedzą na ulicy. Wszystko to odbywa się w określonych, przeznaczonych do tego miejscach. Porządek aż do bólu. Efekt – wielokrotnie chodziliśmy z kieszeniami pełnymi folijek, papierków, plastikowych torebek, w skrajnych przypadkach resztkach zestawów obiadowych. Raz nawet zapytałem policjanta co mam zrobić ze śmieciami – Zabrać do hotelu – odpowiedział z grzecznym uśmiechem.

W Japonii nie daje się napiwków

W Japonii nie zostawia się w restauracji napiwków
W japońskiej restauracji – jak i wszędzie indziej – dostaniemy reszty co do grosza

To jest bardzo dziwne, ale prawdziwe. W Japonii nie praktykuje się napiwków. W ogóle. Nie zostawia się w restauracji pieniędzy. Nie doliczana jest również do rachunku obsługa. Co więcej, nawet jeżeli coś zostawicie, najprawdopodobniej, obsługa was dogoni i odda pieniądze. Przypomina mi się nasze pierwsze restauracyjne doświadczenie w Japonii. Jedliśmy w porządniejszej restauracji kolację i kiedy przyszło do płacenia rachunku – jakieś 2700 jenów – po prostu zostawiliśmy 3000 jenów przy rachunku na stoliku i wyszliśmy z restauracji. Jakieś było nasze zdziwienie, kiedy po przejściu jakichś stu metrów, dogonił nas kelner i uśmiechnięty coś mówił, prosił abyśmy wrócili. Kiedy wróciliśmy razem do stołu, wskazałem leżące pieniądze, w końcu mu je podałem. Ten uśmiechnięty (zawsze!) poszedł do kasy, odliczył kwotę, oddał nam reszty kłaniając się w pas i podziękował.

Osaka - Japonia, menu baru z ramenem
W Japonii za jedzenie zapłacimy dokładnie tyle ile napisano w menu

Okazało się, że popełniliśmy faux pas. W Japonii obsługa nie oczekuje napiwków. Podejście tu jest takie, że klient płaci określoną (adekwatną) cenę za usługę wysokiej jakości, po co więc ma płacić ekstra? Napiwek może nawet zostać odebrany jako obraza, stwierdzenie w stylu: ta restauracja prawdopodobnie nie przędzie zbyt dobrze, żeby być w stanie zapłacić ci godziwą pensję, więc masz tu coś ekstra. Dlatego w Japonii nie ma też zaokrąglania rachunków. Reszty wydaje się tu do co jednego jena, czyli jakichś trzech groszy. W Zachodniej Europie nikt nawet nie pomyśli o wydaniu reszty 1 eurocenta. W niektórych krajach myśli się nawet o wycofaniu tego nominału. A w Japonii liczy się każdy grosik.

Automaty sprzedają wszystko

Automat w restauracji z ramenem
W restauracjach ramen można zamówić np. w automacie

Kolejną rzeczą, która od razu zwraca uwagę w Japonii są automaty. Stoją wszędzie, niemal na każdym skrzyżowaniu, przed sklepami, na dworcach, osiedlach, w centrach handlowych. W całej Japonii jest ich ponad 5 milionów, a więc jeden automat przypada przeciętnie na 23 osoby. Automaty sprzedają niemal wszystko. Wystarczy wpisać w Google „Japan vending machines”, a otworzy się puszka pandory. To na co my trafiliśmy to oczywiście standardowe napoje chłodzące i przekąski, ale można również trafić na papierosy i piwo. Dla głodnych znajdą się też frytki, grillowane mięso i zupki chińskie, grillowane kanapki i mrożone dania, serwowane na ciepło.

Automaty na ulicach Tokio - w Japonii są ich miliony
Automaty z napojami w Japonii znajdziemy na każdym rogu

Jakby ktoś zapomniał z domu – w automatach są do kupienia krawaty, rękawiczki, podkoszulki i inne części garderoby. Nie wspominając o kobiecych majtkach. Nawet w wersji używanej. To abstrakcja, ale tak – jest do kupienia. Są też rzeczy zupełnie praktyczne jak parasole. Można też kupić buddyjskie amulety, zabawki, gotowe bukiety kwiatów. Moim typem są kawy, a raczej napoje kawowe BOSS, sygnowane przez Tommy Lee Jones’a. W wersji zmrożonej lub gorące. Poprzez automat można się zameldować w hotelu. Nie oznacza to, że nie ma recepcji. Jest, ale z jakiegoś powodu wszystko się załatwia w automacie, po czym zanosi papiery do recepcji. Ciekawostką są też automaty ustawione przed lub w restauracjach. To przez nie zamawia się ramen, komponuje się swoje danie, wybiera wszystkie dodatki. Z kwitkiem wchodzi się do środka i daje go obsłudze. Jaki ma to sens? Nie wiem, ale działa to w Japonii od lat i cały czas się rozwija.

Automaty na ulicach Osaki - w Japonii są ich miliony
W automatach sprzedawane są nawet papierosy

Skąd w Japonii tyle automatów? Dziwi to skoro praktycznie na każdym rogu stoją tzw. kombini czyli po japońsku „convenience store” – 7-Eleven, Family Mart czy Lawson, w których można kupić wszystko od jajek i gotowego jedzenia, przez leki, elektronikę, na koszulach i krawatach kończąc. Powodów jest kilka i każdy dokłada swoje. Przede wszystkim społeczeństwo szybko się starzeje – Japonia już jest w demograficznej zapaści, więcej sprzedaje się tu pieluch dla dorosłych niż dla niemowląt – brakuje więc rąk do pracy, nie ma imigracji zarobkowej, więc koszty pracy są wysokie. Do tego dochodzi wysoka gęstość zaludnienia, która winduje ceny ziemi i nieruchomości. W ten sposób automaty generują o wiele większe zyski z metra kwadratowego. Niski poziom przestępczości powoduje, że nikt nie wpadnie na okradanie wypchanych dziesiątkami tysięcy jenów automatów, nawet tych w ciemnych małych uliczkach. Do tego dochodzi duża zależność społeczeństwa od gotówki i oczywista fascynacja automatyzacją. Ciekawe, co jeszcze znajdziemy w automatach?

Toalety w Japonii

Toalety w Japonii to zaawansowana technologia mająca uprzyjemnić nam życie - Tokio Narita
Toaleta w stylu zachodnim to w Japonii zaawansowana technologia

Kraj, który tak poważnie traktuje kwestie toalet musi być wyjątkowy. I wielki. W Japonii jest kilka rodzajów toalet. Czymś, co zwraca uwagę od pierwszej wizyty – i nierzadko jest powodem beznadziejnego zakochania – to automatyczne ubikacje. To tzw. yoshiki, czyli ubikacje w stylu zachodnim. Takie, jakie znamy z Europy, ale… wzbogacone o parę przydatnych funkcji, np. deska jest podgrzewana, co robi różnicę. Toalety mają funkcję mycia – z przodu (dla pań) i z tyłu (dla wszystkich). Oczywiście można regulować siłę i kierunek strumienia wody. Po myciu jest suszenie. Ciepłe lub chłodne powietrze. Wszystkim tym zarządzamy z poziomu panelu dotykowego umieszczonego obok toalety lub pilota przy desce.

Toalety w Japonii to zaawansowana technologia - spłuczki, muzyka, suszenie, podgrzewana deska
Centrum dowodzenia toaletą: spłuczka, bidet, suszenie, muzyka

Super ciekawym wynalazkiem jest muzyczka, lub – częściej – odgłos spuszczanej wody. Wynaleziony w latach ’80 nie był fanaberią, ale odpowiedzą na palący problem dużego zużycia wody. Otóż skrępowane Japonki, aby zagłuszyć odgłosy tego, co się dzieje w kabinie toalety spuszczały wodę. W efekcie jej zużycie było horrendalnie wysokie. A woda, podobnie jak prąd jest w Japonii droga. Ktoś wpadł więc na pomysł zagłuszacza w formie dźwięku spuszczanej wody. Wydaje się głupie, a doprawdy genialne.

Toalety jakie znamy to w Japonii Western Toilet - Osaka, Nara
W Japonii trafimy na washiki, czyli toaletę w stylu japońskim lub yoshiki czyli w stylu zachodnim

To jednak wbrew pozorom nie są klasyczne japońskie toalety, chociaż są tak bardzo z Japonią kojarzone. Tradycyjne ubikacje tutaj to tzw. washiki, czyli toaleta w stylu japońskim. To nic innego jak popularny na wschodzie „narciarz” czyli „kucanka”. Zazwyczaj washiki i yoshiki występują obok siebie w jednej łazience. Do wyboru do koloru. W niektórych miejscach są nawet instrukcje dla nowicjuszy – spisane po angielsku lub narysowane – jak korzystać z „narciarza”. Według Japończyków to najwygodniejsza, najzdrowsza i najbardziej higieniczna postawa.

Immanentną cechą japońskich toalet jest ich niewiarygodna sterylność i czystość. Nawet te w miejscach bardzo zatłoczonych jak lotnisko czy dworzec, są nieporównywalnie czystsze niż w Europie. Zaskakuje natomiast to, że w toaletach publicznych nie ma nigdy mydła ani ręczników papierowych. Wydaje się to dziwne w kraju, który tak dużą wagę przykłada do higieny i czystości. Okazuje się jednak, że Japonki noszą własne małe ręczniczki w torebkach. Ale co z mydłem?

Orientacja w mieście

Tokio z Metropolitan Government Building - Tokyo Tocho - Japonia
Numeracja budynków w japońskich miastach jest chaotyczna

Orientacja w japońskich miastach to wyższa szkoła jazdy. Większość ulic nie ma nazw. A nawet jeżeli ma, to trudno po nich cokolwiek znaleźć nawet wykorzystując Mapy Google. W Japonii zamiast nazw ulic stosuje się raczej numery miejskich rewirów (blocks). Żeby nie było zbyt prosto, domy przy ulicach mają numery nadawane nie względem położenia w określonym kierunku, a kolejności, w jakiej zostały z budowane. Niczym dziwnym jest więc kolejność budynków 1, 12, 7, 5, 3, 24 itd. Jak więc znaleźć hotel, sklep czy inny punkt. Najlepiej szukać po nazwie, nie po adresie. Sposób wpisywania jest tak skomplikowany, że może się nie udać. Znaleziony punkt najlepiej „ogwiazdkować” żeby nie zginął. Większość hoteli podaje lokalizacje nie jako adres (ulica, numer domu), ale jako dzielnica, numer rewiru, bloku i piętro. Do tego najczęściej podaje się najbliższą stację metra, sklepy i inne punkty orientacyjne. Wskazówki są typu „minąć parking” skręcić w prawo za 7-Eleven itd. Większość atrakcji ma mapki z naszkicowaną drogą. Jedyną pułapką jest skala. Żadna mapka się jej nie trzyma. Coś, co może się wydawać krótkim spacerkiem, może się okazać nie lada wyprawą.

Orientacja w mieście jest skomplikowana, nie ułatwiają jej mapy - Tokio, Japonia
Mapa mająca pomóc w orientacji na mieście

W nawigacji pomagają również liczne mapy mapki na ulicach dużych miast jak Tokio czy Osaka. Problem w tym, że są po japońsku i orientacja jest w nich… dość niestandardowa. Otóż nie ma jak to na mapach, ustalonych kierunków. Przywykliśmy, że północ jest zawsze na górze, południe na dole, wschód i zachód po bokach. Na mapkach w Japonii, kierunek jest zawsze względny. Odnaleźć się ma pomóc czerwona kropka, która lokalizuje plan w przestrzeni. Taki punkt „tu jesteś”. Tak więc wszystko co jest przed nami, będzie na górze mapy – powyżej kropki – to co za nami na dole, poniżej. Może i takie mapy są łatwiejsze, bo nie trzeba kręcić z kierunkami świata, ale problem pojawia się, kiedy chcemy je porównać z tym co mamy w Google Maps. Orientacja z tymi mapami to kwestia względna. Ponoć Panie – ze względu na różnice w postrzeganiu przestrzennym – mają tendencję do odwracania mapy względem siebie, właśnie tak jak skonstruowane są te w Japonii, więc powinno być im łatwiej się odnaleźć niż mężczyznom, którzy czytają mapę po kierunkach świata. A więc Panowie, uważajcie jak czytacie uliczne mapy w Tokio.

Wszechobecne maseczki

Autobus miejski, Kioto, Japonia
Maseczka na twarzy to w Japonii bardzo częsty widok

Japończycy, zapewne przez lata izolacji kraju, mają nieco inny – słabszy system odporności organizmu. Albo po prostu to trochę hipochondrycy. W każdym razie, wygląda na to, że dość łatwo można się tu przeziębić. Mieszkania są słabo lub wcale nieogrzewane – jest to szczególnie uciążliwe zimą. Swoje robi także klimatyzacja. Zimne wnętrza bardzo kontrastują z dusznymi, gorącymi ulicami. Co ciekawe, na temperaturę w mieście czasami wpływają same klimatyzatory. Jest ich tyle, że wydmuchiwane przez nie ciepłe powietrze potrafi podnieść temperaturę o parę stopni Celsjusza.

Maseczki higieniczne są bardzo popularne w Japonii
Maseczka higieniczna

W Japonii cały czas żywe jest wspomnienie nie tak dawnej epidemii SARS. Dlatego każde oznaki przeziębienia są tu traktowane śmiertelnie poważnie a ludzie przeziębieni są tu w miejscach publicznych wręcz piętnowani. Mogą przecież zarazić innych. Dlatego tylu ludzi nosi w Japonii maseczki na twarzy. Widok maseczek jest powszechny i w ogóle nie dziwi. Najczęściej chodzą w nich ludzie, którzy ze względu na swoją pracę mają częstą styczność z innymi. Kierowcy autobusów, sprzedawcy, obsługa w metrze, urzędnicy itd. I teraz najważniejsze – zazwyczaj maseczki chronią otoczenie przed noszącą je osobą a nie na odwrót. To bardzo miłe biorąc pod uwagę, że maseczki są dość niewygodne. Gumki uwierają po jakimś czasie w uszy, od oddychania robi się gorąco, trudno w tym rozmawiać, szczególnie przez telefon. Do tego potrafią ścierać starannie nałożony makijaż. Nie powstrzymuje to jednak Japończyków od nałogowego stosowania maseczek.

Maseczki można kupić w każdym sklepie - Tokio Japonia
W sklepach dostępne są różne modele, kolory i wzory maseczek higienicznych

Stały się one niemal częścią ubrania. W sprzedaży są nie tylko standardowe białe szmaciane maseczki, ale takie w różnych kolorach, wzorach i oczywiście rozmiarach. Więc możemy dostać taką pasującą do naszego ubrania – bardzo popularne są czarne. Dla dzieci są specjalne maseczki kolorowe i we wzorki, z ulubionymi bohaterami mangi i anime. Mimo, że po epidemiach nie ma już dawno śladu, maski cały czas są w użyciu. Ich widok to normalka, nie ma więc czego się obawiać.

Atrapy jedzenia

Atrapy jedzenia są w Japonii w każdej restauracji - lepsze niż menu
Atrapy jedzenia działają lepiej niż menu obrazkowe

Rzeczą, która rzuca się w oczy od pierwszych chwil w Japonii są wszechobecne atrapy jedzenia. Są niemal w każdej restauracji, barze czy bufecie – wszystkim, co serwuje jakiekolwiek jedzenie. Plastikowe, błyszczące modele przedstawiają w najmniejszych szczegółach danie. Wystawy restauracji to często po prostu ustawione rzędy super apetycznych atrap gotowych dań. Miski z ramenem, talerze ryżu, kawałki sushi, warzywa, steki – wszystko, co oferuje dany lokal – jest nawet pizza, spaghetti, frytki, hamburgery czy desery. Każdy model jest niemal dziełem sztuki, wykonany z niesamowitym pietyzmem i dokładnością. Nawet takie elementy jak tempura czy liście sałaty są wykonane perfekcyjnie i z trudem można je odróżnić od oryginału. Od samego patrzenia leci ślinka. Są lepsze niż najładniejsze zdjęcia w menu. Trochę oszukują, bo oczywiście gotowe danie nie jest tak ładne jak atrapa. I są nieco mniejsze. Można się więc czasem oszukać, ale zawsze miło popatrzeć na te przepięknie wyglądające modele.

Atrapy jedzenia są w każdej restauracji - doskonała alternatywa dla tradycyjnego menu - Japonia
Oferta restauracji na lotnisku Tokio Narita

Skąd w Japonii atrapy jedzenia? Pierwsze powstały w 1931 roku, w miasteczku Gujo Hachiman położonego 80 km na północ od Nagoi. Początkowo były to pomoce naukowe, żeby pokazywać jak wyglądało jedzenie. Z czasem Takizo Iwasaki dopracował sposób wykonywania atrap najpierw z wosku, następnie z plastiku. Pierwszy model przedstawiał omlet. W 1955 roku powstała pierwsza fabryka produkująca atrapy, która dziś zaopatruje blisko połowę rynku japońskiego. Żadna szanująca się restauracja nie obejdzie się bez przepięknych replik Iwasaki. Niesamowity jest sposób przygotowywania skomplikowanych elementów jak tempura czy sałata. W Gujo Hachiman można nie tylko obejrzeć manufaktury atrap i kupić dokładne modele, ale także spróbować samemu je wykonać pod czujnym okiem specjalistów na kursach w Iwasaki Mokei czy Sample Kobo. Proces produkcji to kosmos – oto jak przygotowuje się atrapy tempury:

oraz sałaty:

Japonia – kraj gotówki

Japonia kojarzy się zazwyczaj z przyszłością. Zaawansowaną technologią, komórkami, robotami, szybka koleją magnetyczną. Tym bardziej zaskakuje fakt, że w praktyce Japonia jest krajem w bardzo wysokim stopniu opartym na gotówce. Płatności kartą nie są tu aż tak rozpowszechnione jak można by przypuszczać. W wielu sklepach płatności dokonywać można wyłącznie gotówką. Dlatego zawsze warto mieć przy sobie pieniądze i nie liczyć zbytnio na karty. Do tego monety maja dość duże nominały – do 500 jenów (ok 16 PLN). Banknoty zaczynają się od 1000 jenów (ok 33 PLN). W efekcie, często może się zdarzyć, że chodzimy z kieszeniami wypchanymi monetami. Tak czy siak przydadzą się na automaty. Jeny są do kupienia w niemal każdym kantorze w Polsce, więc najlepiej zaopatrzyć się w gotówkę jeszcze przed wyjazdem do Japonii.

Gotówka w Japonii bardzo się przydaje - pomimo zaawansowania technologicznego
W Japonii warto zawsze mieć trochę gotówki

Japonia to inna planeta, kompletny kosmos. Szczególnie przy pierwszym kontakcie. Przytoczone tu smaczki to jedynie czubek góry lodowej. Jest ich dużo, dużo więcej, a najlepsze jest to, że będziecie je odkrywać przy każdej kolejnej wizycie w kraju kwitnącej wiśni. Dlatego też nie ma na co czekać, tylko kupować bilety i doświadczyć tego samemu.

W drogę!