Zabytkowe perły architektury gdzieś na starym mieście, Jazd, Iran

Jazd. Miasto pustyni i wieże milczenia

Pierwsza myśl po wyjściu z autokaru – schować się przed upałem. Jazd to samo serce piekła. Położony dokładnie pomiędzy dwiema ogromnymi pustyniami Iranu: Dasht-e Kavir i Dasht-e Lut, przypomina wielki gliniany piec. Temperatura przekracza 45 stopni. Promienie słońca bezlitośnie pieką kark i czoło. Najmniejszy ruch sprawia, że człowiek momentalnie staje się mokry. Jazd to miasto pustyni. Jakby z niej wyrosło, było jej częścią. Dziwacznym tworem, kaprysem natury a nie człowieka, który za wszelką cenę chciał uporządkować choć kawałek żywiołu. W ciasnych alejkach glinianego labiryntu znajdujemy nasz hostel Your Home. Okazuje się, że jest w nim… chińska restauracja. Prowadzi go małżeństwo chińsko-irańskie a sam hostel jest sercem kilkutysięcznej społeczności chińskiej w Jazdzie. Na pytanie – Co tylu Chińczyków robi w tym mieście!? – odpowiedzi mogę się tylko domyślać – to co wszędzie – interesy.

Rozpadające się domy, stare miasto, Jazd w Iranie

Panorama Jazdu - meczety i badgiry - wieże wiatrowe - ponad dachami, Iran

Ruszamy labiryntem z gliny i siana. Tą tajemniczą plątaniną uliczek, małych drewnianych bram, pomiędzy ruinami, maleńkimi sklepami i piekarniami. Po południu wszystko jest zamknięte, miasto jest wymarłe. Wszyscy siedzą w domach, na zewnątrz rządzi słońce i gorący wiatr gnający przed siebie ziarna piasku. Spacer ulicami Jazdu to podróż w czasie. Zwiedzanie opuszczonego miasta. Nie mogę się oprzeć i przejeżdżam ręką po chropowatej ścianie. Pod dłońmi czuję siano zatopione w glinie, całe wieki historii tego miasta sprzed 5000 lat. Suszona na słońcu gliniana cegła przywodzi na myśl baśnie i magiczne historie Orientu. Jazd jest zwyczajnie innym światem. I nie ma tu nikogo, kto by nam zepsuł to wrażenie. Mamy to miasto pustyni tylko dla siebie. Lubię się gubić w takich miejscach. Te wszystkie zakręty, za którymi nie wiadomo co czeka. W Jazdzie są jeszcze portale, za którymi schody prowadzą głęboko w dół, do ciemnej cysterny. Ślepy zaułek. Wyrzeźbione w glinie schody które kończą się nagle na jakimś tarasie. Las badgirów – wież wiatrowych – górujący ponad panoramą miasta. I ten niemiłosierny upał.

Alexander’s Prison. Więzienie Aleksandra

Uliczki pomiędzy glinianymi domami, Stare miasto, Jazd, Iran

Przepiękna architektura Więzienia Aleksandra, czyli Alexander's Prison - Jazd, Iran

Docieramy do Więzienia Aleksandra (Alexander’s Prison). Czego można się spodziewać po takiej nazwie – starożytna cytadela pamiętająca czasy wielkiego macedońskiego wodza. Otóż Więzienie Aleksandra w Jazdzie jest małym oszustwem. Na miejscu okazuje się, że to XV-wieczna szkoła. Nawiązanie do Aleksandra Wielkiego jest mocno naciągane. O miejscu tym pisał perski poeta Hafez. W jednym z wierszy napisał, że tutejsze podziemia zbudował właśnie Aleksander Wielki i używał jako więzienia. Płacimy za wstęp i wchodzimy na mały placyk, na którym stoi drewniany nakhl – drewniana konstrukcja w kształcie drzewa cyprysowego wykorzystywana w czasie szyickiego święta aszury. Dookoła sklepy z rękodziełem i pamiątkami. Przypomina to jakieś maleńkie centrum handlowe.

Więzienie Aleksandra, czyli Alexander's Prison - atrakcja wydmuszka, Jazd, Iran

Rozpadające się więzienie Aleksandra, czyli Alexander's Prison - atrakcja wydmuszka, Jazd, Iran

Kręcimy się po zakamarkach, ale wszędzie historie wypełnia komercja – tu talerzyki, tu kafelki, tu materiały. Schodzę na dół do owego „więzienia”, tam poupychane jakieś stoły, kartony. Więzienie Aleksandra to przygnębiający obraz historii zamienionej na schowek na szczotki. Ewentualnie obwoźny stragan z pamiątkami. Oszczędzono najstarszą, XV-wieczną część z zabytkową oryginalną kopułą wykonaną w 100% z gliny. Jest w opłakanym stanie. Malowidła bledną, płaskorzeźby odpadają, tynk się łuszczy i odpada. Ściany są postrzępione, podziurawione, to jeden wielki ubytek. To miejsce płacze i błaga o pomoc. Bezskutecznie. Widocznie tu ciężko upchnąć jakiś sklep. Strasznie to smutne. Mam nadzieję, że chociaż pieniądze z naszych biletów pójdą na remont tego miejsca.

Lariha House Museum

Ogród Lariha House - Jazd, Iran

Ogród Lariha House - zabytkowy dom w sercu Jazdu, Iran

Kilka alejek dalej – a może więcej, trudno stwierdzić w tym labiryncie – trafiamy do Lariha House Museum (Khan-e Lari). Według informacji na tabliczce, dom jest zamknięty, ale chłopak na ochronie wpuszcza nas uśmiechnięty. Znowu przechadzamy się korytarzami wewnątrz domu bogatego kupca sprzed 150 lat. Lariha to ponoć najładniejszy tradycyjny dom w Jazdzie. Nie jest może tak imponujący jak domy w Kaszanie. Piękno tu jest delikatniejsze, bardziej zachowawcze, jakby nieśmiałe. Płaskorzeźby, portale, sztukaterie w kolorze pustyni są ledwo widoczne z daleka. Dopiero z bliska odsłaniają całe swoje piękno. Delikatne wzory – kwieciste, geometryczne, jakby natura zniewolona regułami matematycznymi. Zdają się takie ulotne. Jakby delikatny pustynny wiatr mógł je zdmuchnąć jednym powiewem. Aż strach je dotykać.

Wnętrze Lariha House i mozaiki, zabytkowy dom w sercu Jazdu, Iran

Wnętrza Lariha House - zabytkowy dom w sercu Jazdu, Iran

Wszystko też w nie najlepszym stanie. Jakby cały Jazd pożerała pustynia. Upominała się o swoje. Na ulicach starego miasta to tak nie razi. Tam sypiące się mury, kruche gliniane cegły wypalane w słońcu, skorupy zapadniętych domów – wszystko to wygląda naturalnie. Jakby tak właśnie miało być. W kocu te domy to pustynia, w której człowiek próbuje żyć. Ale te wszystkie zabytki, piękne domy, które są próbą ujarzmienia natury, pustyni – sypiące się, zaniedbane – sprawiają ponure wrażenie. Jeden pokój jest dziwny, psychodeliczny. Oprócz standardowych w takim domu pięknych witraży w oknach, na ścianach porozklejane są portrety europejskich kobiet. Całe sklepienie jest oklejone twarzami XIX-wiecznych kobiet. Okazuje się, że jeden z synów właściciela miał słabość do zachodnich kobiet. To jakieś niepokojące. Jak jakiś XIX-wieczny horror. O wiele przyjemniej jest na głównym podwórzu. Widok dastarhanu rozstawianego pośrodku płytkiego basenu, pomiędzy drzewami granatu to taka perska sielanka. Okazuje się, że nogi platformy są w wodzie, żeby nie dostały się na nią skorpiony. Jazd to w każdym calu miasto pustyni.

Badgir gdzieś na starym mieście, Jazd, Iran

Zabytkowe perły architektury gdzieś na starym mieście, Jazd, Iran

Zabytki na starym mieście, Jazd, Iran

Jazd stopniowo zaczyna wracać do życia. Gliniane mury cały czas są rozgrzane, ale coś jakby się zmienia. Na ulicach pojawiają się jakiś ruch. Drobne czynności. Słychać podciąganie metalowych krat, które zwiastuje otwarcie straganu. Ktoś przemyka na pyrkającym motocyklu. Migają zjawy w czarnych czadorach. Udaje się znaleźć cień. Wsiąkamy w stare miasto. Odkładamy mapę i kierujemy się po porostu na południe – w stronę miejskiego meczetu. Po chwili jednak południe przestaje być południem. W glinianym labiryncie trudno o orientację, więc po prostu idziemy przed siebie. Albo zawracamy bo alejka okazuje się kończyć u kogoś na podwórzu lub zatrzaśniętą drewnianą bramą. Drogę wyznaczają nam badgiry, rozsiane ponad murami w kolorze słońca. Wykładane mozaiką kopuły meczetów. Idziemy tam gdzie nam się podoba. Odkrywając skarby Jazdu. Bez żadnej mapy, bo i po co mapa w takim miejscu. W tym glinianym labiryncie nawet maps.me się gubi.

Meczet Masjed-e Jameh

Plac meczetu Masjed-e Jameh, stare miasto, Jazd, Iran

Meczet Masjed-e Jameh, stare miasto, Jazd, Iran

Uliczkami starego Jazdu docieramy do miejskiego meczetu – Masjed-e Jameh. Wchodzimy jakimś małym bocznym wejściem, którego normalnie, zapewne byśmy nie znaleźli. Ejwan XV-wiecznego meczetu wyłożony jest wspaniałymi fajansowymi kafelkami. Pełno pięknej kaligrafii. Mimo, że na pierwszy rzut oka, nie jest to jakieś spektakularne miejsce, to jest przepełnione symboliką i jakąś baniową energią. Tutaj czuć jak przez kolorowe mozaiki uwalniają się zaklęte w ścianach emocje, historie, obrazy. Piękne jest to, jedyni ludzie w meczecie, są tu po to, żeby się modlić. Ktoś siedzi w kucki pod ścianą, ktoś studiuje Koran, ludzie po prostu tutaj są. Lubię to w meczetach. Są otwarte dla ludzi. Każdy, o dowolnej porze może tu przyjść i pobyć sobie z bogiem.

Ejwan meczetu Masjed-e Jameh, stare miasto, Jazd, Iran

Wychodzimy przez główny portal. Ogromny, wysoki, pokryty mozaikami i inskrypcjami sięgającymi XV wieku. Konstrukcja zakończona jest dwoma 48-metrowymi minaretami. Obserwowana z dołu wgniata w ziemie. Ciekawe jak zmienia się konstrukcja meczetów, w miarę jak podróżujemy na południe Iranu. Na północy – w Kaszanie portale meczetów są niższe i szersze a minarety niższe, wyraźnie widać też kopułę. Dalej na południe, w Isfahanie, portale są już dużo wyższe, ale nadal bardziej kwadratowe. Minarety są już bliżej samego portalu, wręcz wyrastają z jego boków. Zanika też sylwetka kopuły, schowana za ogromnym wejściem. W Jazdzie portal wejściowy jest bardzo wysoki, wąski i wyraźnie prostokątny. Minarety są jeszcze wyższe i wyrastają nie z krawędzi ale ze środka portalu. Ten w Masjed-e Jameh w Jazdzie wygląda jak jakaś gigantyczna wtyczka do kontaktu. To wrażenie wzmacnia niebieskawe podświetlenie portalu.

Mauzoleum Seyed Rokn Addin

Ulica Masjed-e Jameh, główny deptak starego miasta, Jazd, Iran

Kopuła mauzoleum Seyed Rokn Addin Mausoleum, stare miasto, Jazd, Iran

Mauzoleum Seyed Rokn Addin Mausoleum, stare miasto, Jazd, Iran

Przed nami zaczyna się ulica Masjed-e Jameh – deptak ze sklepami i restauracjami, prowadzący z serca starego miasta do głównej ulicy i placu Saat sq. Zapada powoli zmierzch i robi się dość głośno. Jazd ożywa. Po koszmarnie upalnym dniu, wszystko budzi się do życia, kiedy tylko temperatura spada poniżej 30 stopni Celsjusza. Wchodzimy w boczną uliczkę skuszeni widokiem przepięknej kopuły lśniącej mozaikami pośród rudawej gliny. Na miejscu mała brama, za którą okazuje się, że to Mauzoleum Seyed Rokn Addin. Na wejściu pan wita nas, zaprasza do środka i oprowadza po bardzo ascetycznym budynku. Opowiada o świętym z początku XIV wieku, który został tu pochowany. Pokazuje oryginalną XIV-wieczną kaligrafię. W Iranie jest bardzo dużo mauzoleów świętych, męczenników i mędrców islamu. Część z nich – jak to – jest poza utartym szlakiem, schowane gdzieś w glinianym labiryncie ulic, pomiędzy domami. Warto zboczyć ze ścieżki, dać się powieść jakiejś kolorowej kopule, żeby tracić do takiego miejsca!

Kompleks Amir Chakhmaq

Meczet Amir Chakhmaq Complex, Jazd, Iran

Docieramy do placu Saat, następnie główną ulicą – Imam st. – ruszamy w do najbardziej charakterystycznego miejsca w Jazdzie – Amir Chakhmaq Complex. Przed nami, na końcu rozległego placu przepiękny budynek z ogromną fasadą, w której szczególną uwagę zwracają symetrycznie rozłożone alkowy. Kompleks Amir Chakhmaq to nie tylko meczet. To przede wszystkim miejsce spotkań z okazji szyickiego święta aszury. To tu wspomina się śmierć imama Alego – wnuka proroka Mahometa i szyickiego świętego. W środku jest także stary karawanseraj i łaźnia. Kompleks służył także jako schronienie dla ludzi podczas wojny iracko-irańskiej. Już z daleka widać ogromny, podświetlony na zielono, wykonany z drzewa palmowego nakhl – drewniana konstrukcja w kształcie drzewa cyprowego, symbolizujący trumnę Alego.

Wnętrze Meczet Amir Chakhmaq Complex to stragany z dywanami i kebaby, Jazd, Iran

Meczet Amir Chakhmaq Complex wieczorem, Jazd, Iran

Plac jest gwarny ludzie spacerują, z pobliskich sklepów nawołują sprzedawcy. W tłumie po placu biegają dzieciaki z menu swoich kafejek. Krzyczą za na mi “espresso, americano, latte, cappuccino”. Alkowy kompleksu Amir Chakhmaq są przepięknie podświetlone. Na tle coraz ciemniejszego nieba, łososiowe światło przypomina jakieś gigantyczne lampiony. Wchodzimy przez ogromne drzwi pośrodku fasady. Spodziewamy się, że wejdziemy do kolejnego meczetu o ścianach wykładanych mozaikowymi kafelkami, z pięknie zdobioną kopułą i zapierającymi dech w piersiach ejwanami. Tymczasem w środku kompleks Amir Chakhmaq przypomina bazar. Wzdłuż długiej alei, po bokach rozstawione są stragany sprzedające dywany. Pomiędzy nie, powtykane są restauracje serwujące szaszłyki. Pod arkadami roznosi się zapach grillowanego mięsa i świeżo wypiekanego chleba. Okazuje się więc że kompleks Amir Chakhmaq to najpiękniejszy kebab jaki w życiu widziałem.

Stare miasto nocą, Jazd, Iran

Panorama Jazdu nocą, stare miasto, Iran

Kręcimy się jeszcze po placu i patrzymy na czerwone flagi powiewające na gorącym wietrze z pięknie podświetlonym budynkiem kompleksu Amir Chakhmaq w tle. Robi się późno więc wracamy na stare miasto. Postanawiamy znaleźć jakąś kafejkę z tarasem na dachu i popatrzeć na Jazd z góry. Naturalnie najłatwiej szukać w okolicach meczetu Masjed-e Jameh – tam gdzie jest dużo ludzi. Znajdujemy Baam Cafe i przysiadamy na tarasie. Oglądamy baśniowo podświetlone meczety. Kolorowe plamki na tle ciemnego miasta z gliny przypominają zdjęcia kosmosu. Efekt wzmacnia kręcenie w głowie od aromatycznej fajki wodnej. Do tego gorąca, słodka miętowa herbata. Obok nas przysiada się dwóch żołnierzy w mundurach. Takich jak na zdjęciach z Iranu, co to zajmują statki, albo z groźnymi minami maszerują z przewieszonymi kałasznikowami pod portretem Chomeiniego. Rozmawiają, uśmiechają się do nas, łamanym angielskim życzą miłego pobytu w Iranie. Niesamowicie jak bezpiecznie się tu można czuć. Jak daleko wielka polityka jest od codzienności, codziennych gestów, uśmiechów, zwykłej ludzkiej życzliwości.

Dakhmeh. Wieże milczenia zoroastrian

Dakhmeh - wieże milczenia zoroastrian, przedmieścia Jazdu, Iran

Dakhmeh - wieże milczenia zoroastrian - Magiczne miejsce przedmieścia Jazdu, Iran

Rano jedziemy na przedmieścia Jazdu zobaczyć dakhmy – wieże milczenia zoroastrian. Tam gdzie kończy się Jazd, coraz rzadsze zabudowania połyka pustynia, ze spalonej ziemi wyrastają dwie samotne góry. Na ich szczytach górują okrągłe budowle. To wieże milczenia. Szerokie i dość niskie, wyglądają jak starożytne twierdze, do których wprost z pustyni prowadzą kręte szerokie schody. Wieże milczenia to cmentarz czcicieli ognia zoroastrian. Zoroastrianizm był przed przybyciem islamu, był w Persji główną religią. Wyznawcy nie chowali ludzi – uważali, że zwłoki są nieczyste i skażą ziemię, z której żyją ludzie. Zwłok również nie palono, bo mogą zanieczyścić ogień, który zoroastrianie czcili. Zamiast tego urządzano naturalny pochówek. Ciało zmarłego wystawiano w wieży milczenia – na pożarcie sępom. To tak zwany powietrzny pogrzeb. Przodkowie zoroastrian przywędrowali ponoć z terenów Syberii, gdzie ze względu na wieczną zmarzlinę chowanie zmarłych w ziemi nie było praktykowane.

Co zobaczyć w Iranie - koniecznie Dakhmeh - wieże milczenia zoroastrian - na przedmieściach Jazdu, Iran

W drodze na Dakhmeh - wieże milczenia zoroastrian, czyli cmentarzysko, przedmieścia Jazdu, Iran

Jakkolwiek barbarzyńsko by to nie brzmiało, powietrzny pogrzeb miał bardzo sensowne uzasadnienie. Konstrukcja wieży zapewniała, że ciało będzie skonsumowane tylko i wyłącznie przez sępy. Do zamkniętej wieży nie dostanie się żaden inny padlinożerca, który by rozwlókł ciało. Sępy żerują na miejscu. Co więcej, ludzie najczęściej umierali z powodu chorób. Enzymy w ślinie sępów działały antybakteryjnie – dezynfekowały szczątki ludzkie i przyspieszały ich rozkład – tym samym minimalizowały ryzyko wybuchu epidemii. Pogrzeb był więc faktycznie “ekologiczny”. No dobrze, ale jak to tak – ciało człowieka zostawić sępom na pożarcie? Przecież to barbarzyństwo! – niekoniecznie. Wieże są szczelnie zamknięte. Dostęp miała wyłącznie jedna osoba – nasselar – człowiek odprowadzający zmarłych w ich ostatniej drodze. Układali ciało w wieży i szczelnie ją zamykali. Natura robiła swoje i nikt nic nie widział. Godność zmarłego nie została naruszona. Po kilku dniach nasselar wchodził na wieżę, umieszczał szczątki w otworze pośrodku wieży służącym jako ossuarium i posypywał wapnem. Na tym kończyła się droga umarłego. Ostatnie powietrzne pogrzeby odbyły się tutaj w latach ’70 XX wieku. Potem ich zakazano.

Dakhmeh - wieża milczenia zoroastrian, przedmieścia Jazdu, Iran

Idziemy i czytamy o tych wszystkich niesamowitych zwyczajach pogrzebowych zoroastrian. Mijamy ruiny domów, w których odbywały się pogrzeby. To miejsce szczególne. Przepełnione śmiercią, ale i nowym życiem. Zupełnie nieprzygnębiające jak zwykłe cmentarze. Czuć niesamowitą magię tego miejsca, jego tajemniczość. Wieże przyciągają jakąś tajemniczą energią. Idąc w stronę dwóch wież wydaje mi się, że cofnęliśmy się o setki lat, do zoroastriańskiej Persji. Oczyma wyobraźni widzę sępy zataczające kółka ponad wieżami. Wspinamy się szerokimi pustymi schodami na górę. Serce bije coraz szybciej. Twarz smaga gorący wiatr. W końcu jesteśmy na wieży. Płaski dach z kamienia podzielony jest na trzy kręgi. Zewnętrzny – przeznaczony na zwłoki mężczyzn, środkowy na zwłoki kobiet, a najmniejszy wewnętrzny na zwłoki dzieci. Po środku znajduje się ossuarium.

Dakhmeh - wieże milczenia zoroastrian na przedmieściach Jazdu, Iran

Jazd widziany z wieży milczenia zoroastrian - Dakhmeh - przedmieścia Jazdu, Iran

Stąpamy z wielką ostrożnością po tych kamieniach. Wysokie ściany sprawiają klaustrofobiczne wrażenie, mimo że ponad nami jest ogromne niebo. Wielki błękit zdaje się otwierać. Trudno mi sobie wyobrazić lepsze miejsce na pochówek niż w wieży milczenia. Magiczne miejsce. Pełne duchowości, natury i jakiejś niesamowitej mocy i energii, jedności z naturą. Stajemy przed wieża i patrzymy dookoła. Pustynia, góry – wszystko to patrzy na nas . Uczucie przebywania tutaj jest nie do opisania. To uczucie, które człowiek próbuje nazwać, określić, ubrać w słowa, w myśli, jakoś zamknąć w formie, którą można do czegoś porównać, odnieść. Nie da się. Trzeba tu po prostu pobyć. Dakhmy zoroastrian w Jazdzie to jest TO miejsce. Powoli schodzimy, jakbyśmy walczyli z przyciąganiem tego miejsca. Coś nas tu trzyma. Odwracam głowę kilkukrotnie. Za każdym razem Dakhmy wydają się coraz bardziej magiczne.

Ateshkadeh. Świątynia ognia zoroastrian

Atashkadeh – świątyni ognia zoroastrian, Jazd, Iran

Ogrody Atashkadeh – świątyni ognia zoroastrian, Jazd, Iran

Łapiemy Snappa i wracamy do miasta. Kontynuujemy naszą przygodę z zoroastrianizmem w Atashkadeh – świątyni ognia zoroastrian. Sama świątynia nie jest zabytkiem. Neoklasyczny budynek z lat ’40 XX wieku położony jest w niewielkim zadbanym ogrodzie. Przed świątynią ognia jest niewielkie okrągłe oczko wodne. Wszystko tu wydaje się symetryczne, skromne ale jednocześnie dostojne. Zaczytujemy się w tabliczkach z informacjami o zoroastrianizmie. Okazuje się, że to najstarsza religia monoteistyczna, z której czerpały wszystkie kolejne – judaizm, chrześcijaństwo i islam. Sąd ostateczny, piekło, niebo, nadejście mesjasza – wszystko to wywodzi się zoroastrianizmu. Religia, która nie mówi o nawracaniu, mordowaniu, religia która głosi miłość i dobro a jej wyznawcy faktycznie żyją w ten sposób. Szkoda, że tego nie przejęły inne religie.

Frahvahar - filozofia religii zoroastriańskiej, Atashkadeh – świątyni ognia zoroastrian, Jazd, Iran

Wieczny ogień, Atashkadeh – świątyni ognia zoroastrian, Jazd, Iran

Na jednej z tablic wytłumaczony jest Faravahar – symbol boskiej cząsteczki opisujący drogę duszy ludzkiej od narodzin do śmierci. Pełen symboliki tak doskonale oddaje ludzkie życie. Są tu ciało, energia, dusza, sumienie. Dobre myśli, słowa i czyny – z przodu, żeby prowadziły człowieka. Złe – z tyłu, pozostawione, żeby nigdy do nich nie wracać. Wszystko wydaje się tak bardzo sensowne. W świątyni wchodzimy do sali, w której płonie wieczny ogień. Zamiast ołtarza stoi dużym pucharze palą się duże kawałki drewna. Ponoć nieprzerwanie od prawie 1600 lat. Zoroastrianie czczą ogień. Nie wyznają a czczą właśnie. Nie jest bogiem, a najświętszym i najczystszym jego tworem. Wierzą, że ogień, który palił się stale ponad 100 lat, ma ogromną siłę uzdrawiania i spełniania innych życzeń. Niezależnie od wierzeń, ogień ma w sobie wielką moc, jakąś magię. Wystarczy rozpalić ognisko i spojrzeć w płomień, posłuchać trzasku płonącego drewna. Czy jest ktoś, kogo to nie ruszy, kto się nie zaduma, nie zamyśli? Tutaj to właśnie te kilka płonących drewien, zamieniło ten ładny budynek w świątynie. Świątynię ognia. Ateshkadeh.

Ogrody Dowlat Abad

Ogrody Dowlat Abad - Jazd, Iran

Najwyższy badgir w Iranie, Ogrody Dowlat Abad - Jazd, Iran

Ze świątyni ognia jedziemy do ogrodów Dowlat Abad. To XVIII-wieczny kompleks. Za murami rodem ze średniowiecznego fortu rozciąga się przepiękny ogród, w którym wzdłuż kanału rosną drzewa pomarańczy i granatu. Idziemy zacienionymi alejkami, przeskakujemy obok niskich fontann. Docieramy do pawilonu mieszkalnego, nad którym króluje ogromny badgir – tradycyjna perska wieża wiatrowa. Okazuje się, że to najwyższy badgir w całym Iranie. Mierzy 33 metry i dzięki swojej unikalnej budowie zbiera wiatr z kilkunastu kierunków. Działa więc niemal jak klimatyzacja. A ma jakieś 250 lat. Sama konstrukcja jakieś 2000 lat więcej. Działa bezbłędnie, na zewnątrz niemiłosierny upał, a w środku przyjemny chłód. Bez klimatyzacji!

Dastarhany w ogrodach Dowlat Abad - Jazd, Iran

Przepiękne mozaiki, ogrody Dowlat Abad - Jazd, Iran

Kanał w ogrodach Dowlat Abad - Jazd, Iran

W środku pawilonu Dowlat Abad przepiękne mozaiki i witraże, przez które do środka przeciska się kolorowe światło pustyni. Kwiaty, wzory geometryczne, pełne baśniowych kształtów, zawijasów, doskonale proporcjonalne, przypominają jakieś cudownie lekkie i cieniuteńkie perskie dywany. Jakby z jedwabiu, świecące od światła pustyni. W to cudo można się wpatrywać godzinami. Są jak mapa prowadząca do jakiegoś ukrytego skarbu. Odruchowo wodzimy wzrokiem za kolorowymi wzorkami, przeskakujemy z czerwonego, na niebieski, żółty i znowu w kółko. Pawilon służył kiedyś jako rezydencja perskiego regenta Karim Khan Zanda. Miał gust. Odnowiony w latach ’60 XX wieku z kompletnej ruiny, co potwierdzają zdjęcia „przed i po”. Przed remontem ogród Dowlat Abad wyglądał jakby przetoczył się przezeń front wojenny. Obecnie to zabytek wpisany na listę UNESCO. Oprócz walorów estetycznych, zwyczajnie przyjemnie się tu spaceruje. Drzewa dają miły cień a od wody bije przyjemny chłód. Wszyscy, których mijamy mają ręce zabarwione na czerwono, zastanawiamy się dlaczego. Do momentu, aż trafiamy na drzewa z morwami. Trudno się im oprzeć.

Gliniany labirynt - stare miasto Jazd, Iran

Szkoła Shamsieh School - stare miasto, Jazd, Iran

Z ogrodu spacerujemy w stronę centrum labiryntem w kolorze palonej cegły. Kończą się dające cień drzewa. Znowu lądujemy w śmiertelnej pułapce, w której promienie słońca padają pionowo z góry. Wytchnieniem są podwórka i bramy ukryte w cieniu. W nich można znaleźć cudowne niespodzianki. Tak trafiamy na Shamsieh School – pozostałości po szkole sprzed kilkuset lat. Pod łuszczącymi się ścianami widać ślady świetności – malowidła, inskrypcje, islamską kaligrafię, kwieciste wzory kafelkowych mozaik. Wszystko to bezpowrotnie obraca się w pustynie. Znowu uświadamiamy sobie, że najlepszy sposób na zwiedzanie Jazdu to po prostu zagubienie się w wąskich uliczkach starego miasta. W Jazdzie najlepszym przewodnikiem jest przeczucie i serce. Na pewno nie rozum i mapa. Mapa prowadzi jak po sznurku od punktu do punktu. Odciąga od poukrywanych skarbów Jazdu. Najlepsza mapa Jazdu, to ta wyryta w pamięci. I w sercu.

Mauzoleum Imamzadeh Jafar

Mauzoleum Imamzadeh Jafar - Jazd, Iran

wnętrze Mauzoleum Imamzadeh Jafar - Jazd, Iran

Trafiamy do mauzoleum Imamzadeh Jafar. Przepiękne portale wejściowe, z strzelającymi w górę minaretami, pokryta baśniową mozaiką kopuła. Znowu cudowne wzory, które zdają się rozjeżdżać, i uciekać oczom. Okazuje się, że znowu udaje nam się wejść jakimś bocznym wejściem. W środku mauzoleum, w przeciwieństwie do meczetów, jest wyłożone lustrami a nie mozaiką. Ściany i kopuła mienią się światłami odbijanymi w tysiącach małych luster. Wygląda niczym nocne niebo. Wszystko to świeci, miga, mieni się. Lubię muzułmańskie świątynie – meczety, mauzolea – lubię stąpać po miękkim dywanie, patrzyć na ludzi przychodzących tu, żeby pobyć sobie z bogiem. Nagle robi się zamieszanie. Przede mną znikąd pojawia się tłum ludzi w mundurach i garniturach z jakimiś wielkimi szarfami. Idą z jakimś kielichem prosto do podświetlonej na zielono krypty Imamzadeha Jafara, cos śpiewają, modlą się. Dookoła kamery i aparaty. Gdzieś daleko z tyłu kobiety czekają na swoją kolej. Uciekam na bok, żeby nie wpaść w sam środek obrzędu, nie zepsuć nic. Wygląda to na jakieś święto.

Bazar na starym mieście, Jazd, Iran

ulice Jazdu, Iran

Wracamy do Amir Chakhmaq Complex. Chcemy jeszcze koniecznie zobaczyć Yazd Water Museum , poświęcony podziemnym wodnym akweduktom, które są rozciągnięte pomiędzy domami, ogrodami i rezydencjami Jazdu. Tworzą niewidzialny krwiobieg miasta. To dzięki temu podziemnemu labiryntowi kanałów Jazd mógł się rozwijać i był wspaniałą oazą pośrodku pustyni. Pech chce, że kiedy wchodzimy, akurat zaczyna się dwugodzinna przerwa obiadowa. Niepocieszeni ruszamy więc coś zjeść. Potem musimy jechać na dworzec, gdzie czeka nas wieczorny autobus do Shirazu. Poszukujemy restauracji znalezionej wcześniej na Google Maps. Zgodnie ze wskazówkami ma się znajdować w samym sercu bazaru z wyrobami z miedzi. Błądzimy po kolejnych alejach, wychodzimy na podwórza, schodzimy do podziemi, wchodzimy na antresole i piętra. To już chyba trzeci taki przypadek w Iranie. Jeżeli coś jest zaznaczone na bazarze, to nie ma co się łudzić, że się to znajdzie. Zazwyczaj zaznaczone jest w złym miejscu. Pytamy, ktoś w końcu pokazuje drogę – okazuje się, że to na drugim końcu bazaru, zupełnie nie tam gdzie pokazane na mapie. Knajpa jest. Kompletnie pusta. W środku nic z menu nie ma, oprócz jednych pulpetów. Szukamy dalej.

Symbol Jazdu - Meczet Amir Chakhmaq Complex wieczorem, Jazd, Iran

Lądujemy koło kompleksu Amir Chakhmaq. W dzień, w pełnym słońcu jest równie piękny co o zmierzchu. Znowu nieśmiertelne dzieciaki biegające za nami z kartonowymi menu i krzyczące “americano, espresso, cappucino”. Znajdujemy jakąś knajpę gdzie nikt nas nie nagabuje i zamawiamy – jak zwykle – kebaba. Jedzenie w Iranie wyjątkowo nie współgra z tym co dookoła. Z architekturą, z geografią, z bogatą kulturą. Tyle w Iranie magii, baśniowych wzorów, wspaniałe dziedzictwo. To tędy biegł jedwabny szlak, którym karawany wiozły cudowne przyprawy. Tymczasem w jedzeniu nie ma magii, nie ma tych przypraw. Jest mdło i nudno. Dysonans porównywalny jak pomiędzy zapachem kawy a jej smakiem.

Badgiry - wieże wiatrowe w centrum Jazdu, Iran

Może to i dobrze, bo po raz pierwszy nie mamy dystraktora. Pyszne jedzenie nie przeszkadza nam w chłonięciu pięknej architektury i baśniowego klimatu. A Jazd ma klimat. Miasto wydaje się nieco pierwotne, proste. Jak ulepione z gliny. Z oddali Jazd musi przypominać rozległy zamek z piasku samotnie sterczący na plaży. Miasto tworzy pustynia – gliniane mury, proste domy o gładkich krawędziach z których sterczą badgiry. Wszystko ma chropowatą teksturę wyschniętej gliny wymieszanej ze słomą. To miasto ze Starego Testamentu. Piękne i magiczne. Pomiędzy tymi murami poukrywane są skarby. Zdradzają je wystające tu i ówdzie baśniowe mozaiki, łuszczące się inskrypcje, kolumny i łuki. Niełatwo to wszystko znaleźć. Ale Jazd jest inny. Tu nie wolno szukać. Tu trzeba po prostu być. Zwolnić hamulce, oczyścić umysł, zapomnieć o wszystkim i oddać się temu miastu pustyni. Wtedy skarby same nas znajdą. Taka nagroda za nicnierobienie.

Jazd, Iran