Najlepsze gruzińskie jedzenie

Dobre jedzenie w Gruzji. Gotowy plan wyjzadu

Plan wyjazdu do Gruzji

Gotowy plan kilkudniowego wyjazdu do Gruzji ze wskazówkami dotyczącymi najlepszych (i najgorszych) restauracji i noclegów w Tbilisi, Telavi oraz w Kazbegach.

Pytanie – po co jechać na wakacje w Gruzji? – należy to tych retorycznych, jeżeli nie głupich.  Gruzja to kraj pięknych gór, przemiłych ludzi i przede wszystkim boskiego jedzenia. Pytanie nie brzmi więc czy jechać do Gruzji, ale gdzie jechać i co zjeść.  Zobaczcie co poleca nasza przyjaciółka Juli, która miała okazję być w Gruzji jakiś czas temu. Dzięki swoim skrupulatnym notatkom stworzyła gotowy plan kilkudniowego wyjazdu do Gruzji z bezcennymi informacjami – co zobaczyć, gdzie się zatrzymać, i najważniejsze – gdzie i co zjeść w kraju chleba i wina!

Gruzińskie jedzenie - czurczele - orzechy w słodkiej masie

Sama podróż po Gruzji podzielona była na kilka etapów i zaplanowana tak, by spędzić w każdym z miejsc pełne dwa dni. Taki podział daje wystarczająco dużo czasu na dokładne zwiedzenie, spróbowanie lokalnego jedzenia i swobodny transfer bez zbędnego pośpiechu.

Co robić w Tbilisi

Nieco opóźnionym lotem, około 01:30 w sobotę, przywitało nas rozgwieżdżone niebo i ciepła gruzińska noc. Na lotnisku czekał kierowca przysłany z hostelu (transfer oraz zwykła taksówka to koszt ok. 30 lari). Nocowaliśmy w Hostelu Lost Inn Tbilisi (ul. Leonidze 9, tuż przy Placu Wolności). Poza lokalizacją, zdecydowanie brak hostelowi jakichkolwiek innych zalet. W środku nocy, zamiast spać, udaliśmy się więc na pierwsze gruzińskie wino i pyszny ser, które kupiliśmy w pobliskim sklepie całodobowym. Aby łatwiej wejść w gruzińskie buty, zajrzeliśmy też do słynnego Baru Warszawa, gdzie jak przystało na popularne jeszcze kilka lat temu shot bary polskiej stolicy, można zjeść gzik, serdelki, tatara czy zimne nóżki. A wszystko to w towarzystwie wódki, wina, piwa i czaczy. Wino podają w słoikach po dżemie Łowicz. Nie muszę wspominać, że polskie specjały można sobie darować i skupić się na gruzińskim winie. Noc w Tbilisi wita każdego przybysza z otwartymi ramionami.

chinkali czyli gruzińskie pierożki - na słonecznej ulicy Tbilisi

Najlepsze jedzenie w Tbilisi - lista restauracji u nas na stronie

Około południa, zregenerowani, ruszyliśmy piękną Aleją Rustawelego w kierunku Canudos Ethnic Bar (ul. Mikheil Javakhishvili), wspomnienia poprzedniej wizyty w Tbilisi. I jak to ze wspomnieniami czasami bywa, nieco odbiegały one od rzeczywistości. Po drodze był trafiliśmy na pierwszy gruziński obiad w restauracji Ananuri (Aleja Rustawelego 38), gdzie obsługiwani przez 4 kelnerów na piwo czekaliśmy prawie godzinę. Zamawiając – ser sulguni, chaczapuri adżaruli, sałatkę gruzińską i chaczapuri megruli – usłyszeliśmy od przerażonej kelnerki, że to bardzo dużo jedzenia (i że niby nie zjemy tyle). Miała rację. Nie daliśmy rady i megruli zostało na śniadanie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w drodze z Canudos do Vera Park zagraliśmy w jakiejś gruzińskiej superprodukcji. Polecam ten przyjemny park, z którego rozpościera się piękny widok na rzekę Mtkvari (Kura) i nową część stolicy. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Khinkali House (Aleja Rustawelego 37), gdzie raczyliśmy się 6 rodzajami chinkali (optymalna ilość, to po 2 sztuki z każdego) i lokalnym piwem, co kosztowało nas 14 lari. Wieczór dopełniliśmy piwem w tbiliskim multitapie Black Dog Bar (Lado Asatiani 33).

Chaczapuri adżarskie - najlepsze jedzenie w Gruzji

Kiszonki w Gruzji - najlepsze są na bazarze

Niedzielę rozpoczęliśmy bardzo kiepskim śniadaniem i kawą w Moulin Electrique (ul. Kote Afkhazi 28). Najbardziej ucierpiały chyba oczekiwania co do pielmieni w rosole, bo po tych w Kijowie poprzeczka była postawiona wysoko. Nie polecamy i na pewno nie wrócimy tam następnym razem. Po krótkiej wycieczce na Twierdzę Narikala wypiliśmy sok ze świeżo wyciskanych owoców. Najdroższy granat-pomarańcza oraz kubeczek arbuza i melona kosztowały nas jedyne 15 lari. Matka Gruzja stała jak stoi, tylko turystów jakby z każdym rokiem więcej. Kolejnym punktem wycieczki było Tbilisi Sea, do którego wiodła nas długa i niezbyt prosta podróż z gruzińskim taksówkarzem. Obkupieni w gruziński ser, chleb i wino, spędziliśmy przyjemne popołudnie siedząc na skałkach, gapiąc się na góry i obserwując dzieci puszczające kaczki na wodzie. Pogodzeni z wizją dwugodzinnego marszu do najbliższej stacji metra, ruszyliśmy w drogę powrotną. Zajęła nam jedynie kilka metrów, ponieważ podwózką poratowała nas gruzińska rodzina. – Tak trzeba robić. Pomagać innym. – to wniosek z rozmowy z sympatycznym kierowcą.

Tbilisi - plan z wiedzania

Najlepszy chleb w Gruzji - w każdej małej piekarni

Wieczór rozpoczęliśmy w jednej z willi nieopodal hostelu. Odbywał się tam koncert poświęcony twórczości jakiejś poważanej, wiekowej już artystki. Kontynuacja wieczoru nastąpiła w resatauracji Ezo (G.Kikodze 16). Klimatem przypomina ona nieco niegdysiejszy Solec 44 w Warszawie. Zjedliśmy kolację złożoną w zasadzie z przystawek: pchali, gruzińskie sery, chleb kukurydziany. Zamówiliśmy też murowany teleport do  lepszego świata – pół litra czaczy. Następny dzień był według planu transfere do Kachetii, jednak efekt czaczy nie sprzyjał szybkiej pobudce. Po śniadaniu zjedzonym około południa w restauracji hotelu GT Tbilisi. Zamówiliśmy chinkali z mięsem oraz sałatkę gruzińską. Po drodze na dworzec kupiliśmy najdłużej przygotowywaną na świecie kawę mrożoną (około 20minut…). Gruzja to kraj „slow foodu” i baaardzo średniej obsługi. Zazwyczaj kompensuje to smak jedzenia. Marszrutki do Telavi jadą z dworca przy metrze Samgori. Z racji poźnej godziny mogliśmy utknąć na kolejną noc w Tbilisi, jednak kierowca busa, który jechał do miejscowości nieopodal, zlitował się nad nami i podrzucił do stolicy Kachetii (za całe 6 lari od osoby).

Kachetia. Telavi

W Telavi nocowaliśmy w Eto Guest House, w nowej części domu gościnnego. Po początkowym zaskoczeniu, jakim był brak drogi dojazdowej do domu (ostatniego dnia naszego pobytu droga była gotowa), czekało nas zaskoczenie numer dwa. Okazało się, że dom położony jest w pięknym ogrodzie. W zasadzie gdyby ktoś nie miał potrzeby podróżować po winnicach, może spędzić tam cały dzień na hamaku. Kolację zjedliśmy w Mela’s Garden obok zamku. W związku z brakiem prądu w niektórych częściach miasta, mieliśmy nieco ograniczony wybór. Wieczór zakończyliśmy spacerem do parku Nadikvari. Ze znajdującego się tam tarasu rozpościera się piękny widok na kachetyjskie doliny.

Signagi - widok na dolinę w Kachetii

Zamek w Signagi - miasteczko w Kachetii

Śniadanie zjedliśmy w restauracji BRAVO, gdzie wybraliśmy dwie zupy (czichirtma i bozbasz) i chlebowe kubdari (z mięsnym farszem). Po tym doświadczeniu wiem jedno – ciężka, miesna czichirtma nie jest moją ulubioną zupą, za to pomidorowy bozbasz z jagnięcymi klopsikiami – pycha! Po śniadaniu poszliśmy jeszcze na bazar pełen lokalnych specjałów. Potem zgodnie z planem, ruszyliśmy do pierwszego punktu na winnej mapie Kachetii – winnicy Khareba położonej w miejscowości Kvareli.

Winnica Khareba

kvevri - gruzińskie pojemniki na wino

Zabytki w Gruzji - stare kościoły

W drodze do Khareby trochę się pogubiliśmy i przemierzyliśmy nieco miasteczka Kvareli – nieco opustoszałego, przypominającego senne popogeerowskie prowincje. Po kilkukilometrowym spacerze z powrotem trafiliśmy na szlak winnic. W Kharebie, jak na typowych turystów przystało, wykupiliśmy wycieczkę, która obejmowała:

  • wycieczkę po udostępnionej części tunelu wraz z historią wytwarzania wina w Gruzji,
  • degustację 5 rodzajów regionalnych win – zarówno w stylu gruzińskim jak i europejskim,
  • degustację czaczy,
  • robienie czurczcheli,
  • pieczenie chleba.

szoti - gruziński chleb

kuchnia gruzińska - co zjeść w Gruzji

Moje szoti niestety trochę rozjechało się po piecu tone. Przy winnicy działa restauracja Khareba. Tutaj kolejny raz mieliśmy pecha do napojów – butelka wina oraz woda, którą zamówiliśmy, dotarła po godzinie i zakończonym posiłku. Jak się okazało, żaden z obsługujących nas kelnerów nie rozumiał angielskiego. O ile jedzenie zamówiliśmy wskazując palcem pozycję w menu, to przy napojach tak to nie zadziałało. I tak, w oczekiwaniu na wino na stół wjechały: gebdżalia (kulki serowe w sosie śmietanowo-miętowym), wołowy szaszłyk z grilla z sosem tkemali (śliwkowym) oraz kebab.  W Gruzji  warto znać język rosyjski. Jedynym transportem z powrotem do Telavi była dość droga prywatna taksówka z kierowcą, który nie mówił po angielsku. Znowu, pomógłby rosyjski. Wieczorem, przy winie w ogrodzie świętowaliśmy wybudowanie połowy jezdni. Przesiedziałam na schodach ze cztery godziny z dwoma gruzińskimi dziadkami. Opowiadali mi jak to było w Gruzji za „Sajuza”, jak przyjeżdżali do Polski. O świecie, który już się wydarzył. Chyba najlepsze wspomnienie z tej wyprawy. I właśnie o tym jest Gruzja. O ludziach i ich historiach. Koniecznie przysiądźcie kiedyś na murku, schodkach. Posłuchajcie starego Gruzina. Nie przejmujcie się, jeżeli nie znacie rosyjskiego. Ani gruzińskiego. Zrozumiecie!

Co zwiedzić w Kachetii - na pewno Signagi

Signagi - przepiękne miasteczko w Kachetii

Kolejny dzień zaczął się późno, bynajmniej nie przez cukierki, za to od sutego śniadania w restauracji Kapiloni, tym razem z bardzo dobrą obsługą. Zwyczajowa ilość chinkali, jakie można zamówić, to minimum 5 sztuk jednego rodzaju. Wzięliśmy zatem 6 z mięsem i 5 z serem, a wcześniej oczywiście gruzińska sałatkę i sulguni. Zdecydowanie za dużo! Jednak przed nami był cały dzień i wycieczka z crazy driver’em, czyli słynnym w okolicy Mamuką. Powoził nas po pięknych dolinach Telavi i dużo opowiadał o swoim kraju. Mówi po angielsku, co ułatwiało i umilało podróż. Za 100 lari (czyli ok. 160 zł) odbyliśmy naprawdę ciekawą wycieczkę.

Winnice w Gruzji

Winnice w Telavi słyną nie tylko z wina ale i z czaczy, Gruzja

Wycieczka do winnicy Gruzja

Byliśmy między innymi w winnicy Shumi, gdzie degustowaliśmy cztery różne wina,  czaczę oraz wysłuchaliśmy arcyciekawych historii o wytwarzaniu wina w Gruzji. Odwiedziliśmy również miasteczko Signagi z monastyrem Bodba. Signagi przypomina senne włoskie miasteczka. Na lokalnym bazarze kupiliśmy wino, czaczę i koniak. Jak ocenił Mamuka, zdecydowanie przepłaciliśmy, więc raczej nie warto. Po powrocie do Telavi znów postanowiliśmy zjeść w Kapiloni i urządziliśmy sobie małą ucztę: ojachuri z cięlęciną, szaszłyk jagnięcy i różnego rodzaju kiszonki – ogórki, czosnek, papryczki i kwiaty żonżoli, które przypominają maleńkie kapary, albo nasz czarny bez. Jedzenie znowu nas pokonało, jednak prawdziwe uczty miały na nas czekać dopiero w Kazbegach.

Kazbegi

By tam dotrzeć, najpierw musieliśmy wrócić do Tbilisi i tam, z dworca autobusowego Didube, marszrutką (w naszym przypadku luksusowo, prywatnym autem terenowym) do Stepancmindy. Nocleg w Polish House u Mai Sajashvili udowodnil nam, że nic nie wiemy o gruzińskiej gościnności. Po przyjeździe i zalogowaniu się u Mai poszliśmy na zwiedzanie i jedzenie. Kolacja w restauracji Khevi, podobno najlepszej  w miasteczku, kosztowała nas około 60 lari i nie powiem, byśmy wyszli stamtąd bardzo zadowoleni. Zamówiliśmy dwie zupy – charczo i ostri, które niewiele między sobą się różniły. Chociaż, ostri w zasadzie miało być gulaszem, nadal wyglądało jak zupa. Nie mogłam się oprzeć i zamówiłam również szkmeruli – kurczaka w sosie jogurtowo-czosnkowym, o którym słyszałam wiele dobrego. Podobnie jak i czichiritma, nie będzie to moje ulubione danie.

Wyjazd do Gruzji plan zwiedzania

Najlepsze restauracje w Telavi

Za to u Mai czekały na nas pyszności! Nowy dzień, na który zaplanowaliśmy pieszą wycieczkę do Kościoła Gergeti (Cminda Sameba), rozpoczęliśmy śniadaniem u naszych gospodarzy. Mogłyby się nim najeść cztery, a nie dwie osoby! Gotuje tu Lika, synowa Mai –  dziewczyna z pasją i sercem do gotowania. Przygotowała dla nas: jajka sadzone, paszteciki z grzybami, drożdżówki z dżemem oraz pyszny gruziński chleb i ser sulguni. Jaką przyjemnością po wysokogórskiej wycieczce okazało się biesiadowanie u Mai – możecie sobie tylko wyobrazić! Tym razem mieliśmy towarzyszy z Polski, których mijaliśmy po drodze ze szczytu. Było nas pięcioro, a jedzenia jak dla 8 osób! Na stole znalazło się między innymi: zupa gupta (z wołowymi pulpetami), autorska sałatka Liki z ziemniakami i serem, bakłażany z pastą orzechową i szkmeruli.

Wycieczki do Gruzji

Kolejny dzień to kolejna wycieczka tym razem do przepięknej Doliny Truso. Polecamy każdemu, kto nie lubi się wspinać, ale chętnie przemierza wiele kilometrów wśród gór. Zielono, przepięknie i w miarę niewymagająco. Wieczorem standardowo suto zastawiony stół u Mai. Tym razem Lika wysłuchała sugestii i znalazło się na nim trochę mnie ilościowo, ale nadal było bogato pod względem rodzajów potraw: chleb, ser i pomidory, do tego jajecznica i inne lokalne specjały. Standardowo, w Gruzji kolacja to dużo wina i gruzińskich opowieści. Wieczór był długi, a poranek ciężki, przed nami za to był kolejny i ostatni etap podróży do Tbilisi i powrót do Polski.

Najlepsza restauracja w Tbilisi

Cudownym zbiegiem okoliczności udało nam się odnaleźć naszą ulubioną jadłodajnię z pierwszej wizyty w Tbilisi. Racha to cudowna knajpa. Zamawia się przy ladzie, menu jest tylko po rosyjsku albo gruzińsku,niektóre dania są dostępne od ręki, na inne, jak chinkali, trzeba poczekać, gdyż są przygotowywane na bieżąco. Kuchnia jest na wpół otwarta i można podglądać kucharzy. Porcje duże i tanie, a samo miejsce niepozorne. Gdyby nie głód i przypadek, na pewno podczas pierwszej wizyty w Tbilisi nie weszlibyśmy tam z ulicy. Zapamiętajcie ten adres: Lermontowa 4, Tbilisi – warto!

Racha - najlepsza restauracja w Tbilisi

Na pożegnanie z Gruzją i cudownym Tbilisi wybraliśmy się nad Żółwie Jezioro, do parku Vake. To niezwykle popularne miejsce wśród Gruzinów, pełne pubów, restauracji i kawiarni. Można wypożyczyć kajaki, rowery wodne, albo po prostu pochodzić po pięknym parku. Na wzgórze można się dostać na trzy sposoby: autem (taksówką), pieszo (droga zajmuje około 40 minut pod górę, w upale) lub kolejką. Polecam szczególnie ten ostatni sposób, bo przy okazji można podziwiać piękne widoki. W sam raz na ostatni wieczór w magicznej stolicy Gruzji.

O naszych przygodach w Gruzji, możecie poczytać w tym materiale.

Ciekawe książki o Gruzji, które warto przeczytać:

„Toast za przodków”, Wojciech Górecki

„Dobre miejsce do umierania”, Wojciech Jagielski

„Imperium”, Ryszard Kapuściński

„Abchazja”, Wojciech Górecki

„Wszystkie wojny Lary”, Wojciech Jagielski

„Gaumardżos!”, Anna Dziewit-Meller i Marcin Meller

„Gruziński smak” Vaho Babunashvili, Radek Polak

„Stories I stole”, Wendell Steavenson

„Kaukasis”, Olia Hercules