Jezioro Chubsuguł - czyli Khovsgol - przepiękny kolor wody widziany z pokładu statku Sukhbaatar - Khatgal Mongolia

Jezioro Chubsuguł. Wielki błękit

Budzi nas poranny chłód. I oczywiście krowy idące powoli na pastwisko. Pochrząkują, sapią, parskają, muczą. Bardzo oryginalny budzik. Poranek jest pogodny, rześki, piękny. Brakowało mi tego przez ostatnie dwa dni spędzone w mieście. Hotel nas trochę rozpieścił, zapomnieliśmy o porannym chłodzie. To już nie pustynia, nie gorące stepy. Tu zaczyna się Syberia. Sam dźwięk tego słowa ma w sobie coś zimnego i przerażającego. Tymczasem przed nami rozpościerają się bajeczne zielone doliny, granatowe plamy jezior, otoczone malowniczymi wzgórzami. Gorąca, ogrzewająca ręce kawa, widok na okolicę – idealne śniadanie. Zbieramy się w drogę, dziś chcemy w końcu dotrzeć nad jezioro Chubsuguł (Khovsgol).

Biwakowanie w Mongolii w pobliżu drogi do Moron i jeziora Achimag

Droga do Moron w Mongolii - asfalt tu to rzadkość

Zwilżone poranną rosą, poorane pole zamienia się w tor przeszkód. Dosłownie tarabanimy się w poprzek kolein. W aucie wszystko skacze, lata, drży. Po jakiś dwóch kilometrach wytrząsania, docieramy w końcu do asfaltu i ruszamy w kierunku Moron (Mörön). Widać je już z daleka. Mocne promienie porannego słońca odbijają się w setkach blaszanych dachów. Błyszczące wyglądają niczym rybie łuski. Całe miasto miasto przypomina jakąś ogromną rybę rzuconą pomiędzy zielone wzgórza. Moron tętni życiem. Na ulicach pełno samochodów i motorów. Jest gwarno, wszystko się rusza. W Mongolii asfalt przynosi miastom życie. Każde, do którego dociera nitka czarnej drogi, dosłownie eksploduje od ludzkiego żywiołu. Tam gdzie asfaltu nie ma, pomiędzy domami hula wiatr. Jest cisza, w powietrzu czuć zapomnienie i beznadziejność. W Moron mieszka obecnie 40 tysięcy ludzi. W Mongolii to duże miasto. Powstało na początku XX wieku wokół lamajskiego klasztoru. W 1937 roku komuniści zniszczyli klasztor. Wtedy do miasta przyciągała jedna z niewielu w Mongolii kopalnia węgla i nieduży kombinat spożywczy. Teraz Moron to przystanek na drodze do jeziora Chubsuguł. Ale nie tylko.

Droga z Moron do Uushigiin Uver - skupiska kamieni jeleni - Mongolia

Widok z Uushigiin Uver na okoliczne góry - kamienie jeleni - Moron, Mongolia

Zanim ruszymy nad jezioro, jedziemy jeszcze do Uushigiin Uver – skupiska kilkunastu chyba najlepiej zachowanych kamieni jeleni w całej Mongolii. Przyćmiony sławą Chubsuguł jest niedoceniany, nawet przez przewodniki traktowany nieco po macoszemu. Z korzyścią dla samego miejsca – nie jest rozjeżdżane przez tłumy turystów. Przejeżdżamy przez miasto i z powrotem jesteśmy na bezdrożach. Asfalt prowadzi na północ do Chubsuguł, my jedziemy na zachód. Szlak prowadzi przez wysuszoną upałem dolinę. Po jakichś 20 kilometrach docieramy na miejsce. Przed nami, pośrodku niczego płot, furtka i kłódka. Nikogo nie ma w pobliżu. Nieopodal widać jedynie jakieś gery. Tabliczka potwierdza – to tu – tylko, wygląda na nieczynne. Okazuje się, że furtkę można bez problemu otworzyć, więc nie zastanawiając się wchodzimy do środka.

Uushigiin Uver - skupiska kamieni jeleni - Mongolia, okolice Moron -0

Uushigiin Uver - skupiska kamieni jeleni - Mongolia, okolice Moron -1

W jednej chwili zapominamy o ogrodzeniu. Jesteśmy w zupełnie innym świecie. Przeszliśmy przez jakieś magiczne wrota. Znajdujemy się w samym środku pozostałości po jakimś starożytnym miejscu kultu. Naokoło nas znajdują się kopce, ołtarz z kamieni, najprawdopodobniej do składania ofiar oraz 14 kamieni jeleni. Na blokach skalnych wyryte są przepiękne kształty. Przede wszystkim są to jelenie i renifery, ale zdarzają się także inne symbole, słońce, księżyc, broń i narzędzia. Starożytni mieszkańcy tych terenów wierzyli ponoć, że po śmierci ich dusze idą do nieba na grzbietach jeleni. Teorii jest sporo, ale do końca nie wiadomo po co były stawiane kamienie jeleni. Jedno nie budzi wątpliwości – są piękne – kunszt i precyzja wykonania jest niesamowita. Szczególnie biorąc pod uwagę, że najstarsze mają nawet 4000 lat! Są magiczne. Nie sposób im się oprzeć, dotknąć.

Uushigiin Uver - skupiska kamieni jeleni - Mongolia, okolice Moron -2

Kręcimy się oglądając poszczególne kamienie. Uważamy, żeby nie zdeptać żadnego kopca. W końcu to miejsce kultu. Przy kamieniach położone są kartonowe tabliczki, na których opisane jest, co jest wyryte na kolejnych blokach. Czytając szukamy w niewyraźnych nieraz rowkach i żłobieniach kształtów słońca, reniferów. To niesamowite jak różne od starożytnych są nasze wyobrażenia. Czytając np. o jeźdźcu w głowie sobie wyobrażamy jak będzie wyglądał i tego właśnie obrazu szukamy. Tymczasem dla budowniczych kamieni to było kilka kresek i kółek. Na koniec, zaskakujące jest jak bardzo trafnie te kreski faktycznie przedstawiają jeźdźca na koniu. Na końcu czeka nas prawdziwy majstersztyk. Kamień numer 14 przedstawia kobiecą twarz. Patrzy na nas smutnym wzrokiem. Pośród pustki, hulającego wiatru, szumiących traw jest hipnotyzująca, przejmująco poważną. Przypomina trochę kosmitę. To jedna z tych rzeczy, które na pewno mi się przyśnią. Trochę przerażająca, ale trudno oderwać od niej wzrok. Można tak siedzieć tu i patrzeć jej w oczy. Oczywiście, jeśli widzisz w tym kamieniu twarz kobiety. Jeśli, tak jak Ula, widzisz twarz Voldemorta, to raczej zaśniesz spokojnie…

Uushigiin Uver - skupiska kamieni jeleni - Mongolia, okolice Moron -3

Kiedy wychodzimy, pojawia się pan z pobliskiego obozu. Pokazuje plakietkę, daje nam ulotkę i bilety, za które mamy zapłacić. A więc o Uushigiin Uver ktoś dba. Nic dziwnego, leży zbyt blisko szlaku turystycznego. Ogrodzenie postawiono, żeby zabezpieczyć bezcenne kamienie przed wszędobylskimi kozami i owcami, które dosłownie zadeptywały Uushigiin Uver przez lata. Wchodziły, trzebiły trawę, chodziły po kamieniach, załatwiały się na nie. Łatwo się domyślić, że nie służyło to zachowaniu tego miejsca dla potomnych. Obecnie jedynym zagrożeniem dla kamieni pozostają ptaki, które ich niestety nie oszczędzają. I oczywiście ludzie, których na szczęście jest tu cały czas niedużo.

Kontrola drogowa w Mongolii - policja jest pomocna, miła, nie budzi strachu, Moron

W Mongolii samochodem da się przewieźć wszystko - auto zatrzymane do kontroli - Moron

Wracamy do Moron tą samą drogą i po krótkiej przerwie na zakupy ruszamy na północ do jeziora Chubsuguł. Droga jest nowa, asfaltowa. Ledwie mijamy lotnisko a na drodze robi się zamieszanie. Jakieś auta na poboczu, po obu stronach. Kiedy podjeżdżamy zza auta wyskakuje policjant i macha lizakiem. I tak każdy samochód. Po kolei. Z obu stron. Pani policjantka jest miła, ale dogadać się nie możemy. Dajemy wszystkie papiery. Sprawdzają je, przychodzą, coś mówią, pytają. Wzruszamy ramionami, znowu odchodzą i coś sprawdzają. W międzyczasie zatrzymują inne samochody, sprawdzają dokumenty, badają alkomatem. Jakiś pick-up, obowiązkowo Prius, mały dostawczak z całym dobytkiem na pace, łącznie z koniem i łóżkiem! Po kilku minutach pokazujemy im numer do Deegii. Pani policjantka dzwoni, rozmawia z wypożyczalnią, kiwa głową, znowu coś sprawdza. My w tym czasie rozmawiamy z grupką Rosjan z naprzeciwka, która przyjechała tu z Irkucka z paralotniami. W końcu pani policjantka oddaje nam papiery, uśmiecha się i możemy jechać. A podobno policja w Mongolii jest przekupna, zła i w ogóle… Bzdura. Każdy napotkany policjant budzi raczej sympatię. Nie każdy sprawia wrażenie rozgarniętego, ale żaden nie budzi panicznego strachu jak wszechmocni mundurowi np. w Rosji.

Droga z Moron do Khatgal nad jeziorem Chubsuguł - Khovsgol - Mongolia

Droga z Moron do Khatgal nad jeziorem Chubsuguł - Khovsgol - Mongolia - tu zaczyna się Syberia

Lecimy asfaltem dalej na północ. Nie wiadomo kiedy otoczenie zmienia się zupełnie. Nie ma tu już nawet śladu po wyschniętych stepach. Teraz naokoło rozciągają się wzgórza coraz odważniej pokryte świerkowymi lasami. W dole zielone doliny rzek. Wąskie stróżki wody przecinają rozległe bagna i mokradła. Tu nareszcie jest woda. Drzewa, dużo drzew. Zdajemy sobie sprawę jak bardzo odzwyczailiśmy się od widoku drzew. Przez ostatnie 10 dni niemal nie widzieliśmy ich wcale. Panorama jak z obrazka. Jest malowniczo, jest pięknie. Tu zaczyna się mongolska Syberia.

Khatgal - malownicze miasteczko nad jeziorem Chubsuguł - Khovsgol - Mongolia

Khatgal nad jeziorem Chubsuguł - Khovsgol National Park visitor center - Mongolia

Po jakiejś godzinie docieramy do Khatgal. Na rogatkach miasta zaczyna się Park Narodowy Chubsuguł (Khovsgol National Park). Płacimy za wjazd, po 3000 MNT, otrzymujemy wielki wór na śmieci i instrukcję po angielsku. W trosce o przyrodę, wszelkie śmieci należy zbierać do wora i ten zostawić na wyjeździe. Takie kroki mogą oznaczać jedno: od nadmiaru turystów park już ma problem ze śmieciami. W miasteczku zatrzymujemy się w Khovsgol Visitors Center. Nie jest to coś co znamy z parków w innych zakątkach świata. Ceglany domek z piękną drewnianą dobudówką. Kiedy się zbliżamy, z pobliskiego geru przychodzi kobieta z dzieckiem na rękach. Uśmiechnięta otwiera nam drzwi i wprowadza do nieco zatęchłego pomieszczenia, w którym znajdują się stare mapy, pożółkłe plakaty i tablice, zasuszone rośliny i obowiązkowo wypchane zwierzaki. Widok mizerny, przypomina to wystawkę szkolną sprzed wielu, wielu lat, ale w tym wszystkim kryje się wiedza o parku, jego przyrodzie: roślinach, zwierzętach, o historii, geologii. Niestety wszystko jest po mongolsku, ale i tak oglądamy z zaciekawieniem. Chwała za to, że ktoś cały czas o to dba.

ulice Khatgal - malownicze miasteczko nad jeziorem Chubsuguł - Khovsgol - Mongolia

Khatgal - droga nad jeziorem Chubsuguł - ruiny jakiś starych zakładów Khovsgol - Mongolia

W Khatgal mieszka jakieś 2 tysiące osób. W sezonie liczba mieszkańców wzrasta dwukrotnie. To i tak mniej niż w latach osiemdziesiątych, kiedy działał tu port a w zimie po zamarzniętym jeziorze mknęły z Rosji cysterny wypełnione ropą. A wielki brat jest blisko, jakieś 100 km. Drugie tyle do bliźniaczego Bajkału. Od upadku komunizmu Khatgal przemysłowo przymierał, zamieniał się w ulubione miejsce odpoczynku. I dobrze, jest tu przepięknie. Malownicze miasteczko leży na końcu wąskiej zatoki, na południowym krańcu jeziora Chubsuguł. Wzdłuż głównej drogi są niemal wyłącznie ger campy i pensjonaty. Przejeżdżamy przez miasto, mijamy jakieś ruiny portu, zakładów, czy jednostki wojskowej – a może wszystkiego po trochu i próbujemy się przebić na północ, wzdłuż zachodniego brzegu jeziora. Niestety musimy wrócić i objechać miasteczko. Droga wspina się do góry, prowadzi przez las i znów jesteśmy nad jeziorem. Szukamy jakiegoś ger campu, w którym moglibyśmy się zatrzymać. Podoba nam się tutaj. Chcemy spędzić tu kolejne dwa dni. Odpocząć, zaczerpnąć świeżego powietrza, zachwycać się początkiem syberyjskiego lata. Niestety w kolejnych ger campach aż do końca drogi w Ashihai Resort, nocleg kosztuje średnio około 100 dolarów za noc. Do tego telewizja satelitarna, łóżka, masaż, sauna… wszystko, czego tu nie szukamy. Nieco zrezygnowani wracamy więc do Khatgal.

Ger camp w Khatgal nad jeziorem Chubsuguł - Khovsgol, Mongolia

w środku geru - Ger camp w Khatgal nad jeziorem Chubsuguł - Khovsgol, Mongolia

Rozglądamy się, oglądamy jeden z ger campów przypominający nieco mazurski ośrodek wczasowy z lat ’80 ubiegłego wieku. Tylko nieco opuszczony. Ale nadal drogi – 50 000 MNT za osobę za noc (to jakieś 90 PLN). Przejeżdżając niedaleko portu, śmiejemy się z nazwy jednego z obozu „Pearl Harbour” – ale sprawdźmy może ile biorą… – rzuca Ula. Okazuje się, ze biorą nie dużo – 15 000 MNT za osobę za noc (czyli ok 25 PLN). Jesteśmy nad samym jeziorem, oprócz nas nie ma nikogo, mamy cały ger tylko dla siebie. Proste wyposażenie: 3 łózka, stolik i koza. Właściciele sprawiają wrażenie sympatycznych. Jedyny minus – nie ma bieżącej wody ani prysznica. Na szczęście jest łaźnia w centrum Khatgal. Nie wahamy się ani chwili – Bierzemy! – W altance po środku obozu robimy sobie piknik i ruszamy w miasto.

Khatgal - port nad jeziorem Chubsuguł

złom i ruiny w porcie Khatgal nad jeziorem Chubsuguł

Miasto to dużo powiedziane. Khatgal to jedna główna ulica prowadząca do portu. Od niej odchodzą inne, mniejsze, wokół których wyrastają kolorowe domki otoczone obowiązkowo drewnianymi płotami. Coraz mniej jest tu gerów. W zasadzie widać jedynie te w obozach, służące jako nocleg dla przyjezdnych. Kręcimy się po okolicy, kończymy oczywiście w porcie. Wygląda jakby właśnie tu zebrali się wszyscy mieszkańcy i przyjezdni. Stragany z pamiątkami, sprzedawcy nawołują, ktoś ogląda drewniane figurki, inny szmaciane laleczki, jakieś wisiorki i struganą korę. Ogromny umęczony orzeł o strasznie smutnych oczach siedzi w bezruchu na kołku. Przykuty łańcuchem wygląda jak posąg. Myśleliśmy, że jest wypchany. Za pieniądze można mieć z nim zdjęcie. Zaraz obok, jakieś domy, toczy się w nich normalne życie – kobiety rąbią drzewo, rozmawiają się, śmieją.

port Khatgal - jezioro Chubsuguł - Mongolia

khatgal - port nad jeziorem Chubsuguł - Mongolia

Port to w zasadzie tylko pomost. Stoi przy nim jedyny statek na chodzie Sükhbaatar – na cześć Damdin Suche Batora – komunistycznego bohatera Mongolii. Poza tym trzy jakieś zardzewiałe krypy. Nie wyglądają na sprawne, ale nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że tak jednak jest. Sprawiają raczej wrażenie statków widmo i gdyby nie piękna pogoda i bajeczny kolor jeziora Chubsuguł, to sceneria byłaby rodem z horroru. Wszędzie jakiś złom, porozrzucane pozostałości czasów, kiedy Khatgal był ważnym portem żeglugi śródlądowej. Kapitanatu nie ma, żadnych informacji o rejsach też nie. Znajdujemy jakąś rozpiskę na drzwiach sklepu, jakaś dziewczyna widząc nasze zainteresowanie zaczepia jakiegoś starszego pana wychodzącego z pobliskiej chałupy. Okazuje się, że to kapitan Sükhbaatara. Dowiadujemy się, że statek wypływa jutro o 11:00. Bilety na statek można kupić oczywiście w sklepie. Rejs wycieczkowy po mongolskim jeziorze? Bezdyskusyjnie TAK! Wiemy już, co będziemy robić jutro.

Wieczór przed gerem - czytanie książek nad jeziorem Chubsuguł - Khatgal Mongolia

Wieczór nad jeziorem - przepiękny widok na Chubsuguł - Khovsgol - Khatgal Mongolia

Kręcimy się jeszcze po okolicy, w końcu wracamy do naszego obozowiska. Późne popołudnie leniwie przechodzi w wieczór. Robi się rześko. Siadamy w fotelach przed gerem, popijamy ciepłą herbatę, zaczytujemy się w książkach, wdychamy świeże syberyjskie powietrze. Słuchamy świerszczy, powoli cichnącego gwaru miasteczka. Przyglądamy się koniom, które kręcą się po pobliskich pastwiskach, jak wchodzą do jeziora się napić, ganiają się, podgryzają. Nad okolicznymi domkami krążą sokoły. Zapada wieczór, w powietrzu czuć dym świeżo palonego drzewa. Nad Khatgalem pojawiają się siwe kreseczki dymu. I my rozpalamy w naszej kozie, w gerze robi się przyjemnie. Żar z piecyka wypełnia przestrzeń ciepłym powietrzem. Pojawia się gwieździste niebo, które jeszcze przez chwilę obserwujemy, po czym zmęczeni zapadamy w słodki i wygodny sen – na miękkich materacach, w cieplutkim pomieszczeniu.

Sukhbaatar - statek wycieczkowy na jeziorze Chubsuguł - Khovsgol - w porcie w Khatgal. Mongolia

Cieplutkie tak, ale tylko kiedy co jakieś 40 minut dorzuca się do kozy kolejny kawałek drzewa. Inaczej ogień gaśnie, robi się przenikliwie zimno i trzeba go było rozpalać od nowa. A więc, aby ktoś mógł spać, ktoś inny musi czuwać. Budzić się regularnie i dokładać do ognia. Do tego nocne wychodzenie za potrzebą okazuje się traumatycznym przeżyciem. Wypuszczone na noc psy agresywnie ujadają, kiedy tylko wyczują jakikolwiek ruch. Nie wiadomo gdzie są, mogą być wszędzie, a ich szczekanie jest przerażające. Nie do końca więc jest idealnie, ale ranek jest wspaniały a my wypoczęci. Przed rejsem jedziemy jeszcze szybko do centrum się wykąpać w łaźni. Znowu standard basenowy, tym razem w wersji luksusowej – w połączeniu z pseudomarmurami i kolumnami początku lat ’90. Styl jest nieważny. Liczy się ciepła bieżąca woda. Pod tym względem, pobyt w hotelu w Cecerleg nas rozpuścił. Na czas stawiamy się w porcie. Kupujemy bilety w sklepie i razem z kikudziesięcioma innymi osobami, po nierównym pomoście wchodzimy na Sukhbaatara, który rozgrzewa już silnik.

Rejs po jeziorze Chubsuguł - Khovsgol - Khatgal Mongolia

Przedstawienie na statku Sukhbaatar podczas rejsu po jeziorze Chubsuguł - Mongolia

Jesteśmy jedynymi osobami o nieazjatyckich rysach, więc już od początku wszyscy zwracają na nas uwagę. A może to przez to, że próbujemy się odnaleźć w nowej sytuacji. Kiedy tylko statek odbija od brzegu i milknie syrena, z trzeszczących głośników zaczynają się wydobywać skoczne rytmy mongolskiego disco. Ludzie od razu zaopatrują się w gorące, pachnące, przyrządzone na pokładzie poniżej chuuszuury. Słychać syk otwieranych puszek z piwem, trzeszczenie torebek z chipsami, wszyscy coś jedzą, głośno rozmawiają, śmieją się, kręcą po wszystkich pokładach. Jest wesoło. Cztery dziewczyny zaczepiają nas i proszą o wspólne zdjęcie. Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Do tego zaczyna się jakiś show. Wychodzi pani w mundurze u białych rękawiczkach, przejmuje mikrofon i zaczyna coś opowiadać. Oczywiście po mongolsku.

Jezioro Chubsuguł - czyli Khovsgol - Mongolia

Jezioro Chubsuguł czyli Khovsgol - Mongolia

Z jednej strony mamy ten mongolski żywioł – pływającą imprezę – a drugiej wspaniałą dziewiczą przyrodę dookoła. Kolor wody jest obłędny! Patrząc na powierzchnię jeziora, można by po kolei wymienić niemal wszystkie odcienie niebieskiego – od lapis lazuli i lazurowy przez szafirowy aż po morski i indygo. Coś niesamowitego. Zawsze mi się wydawało, że takie rzeczy tylko w ciepłych morzach. Statek przecina taflę jeziora i sunie na północ. Właściwy akwen jest ogromny, długi na ponad 130 km, szeroki nawet na 36 km, momentami nie widać więc brzegu. My cały czas jesteśmy w wąziutkim przesmyku na południowym krańcu jeziora. Dzięki temu możemy się zachwycać przepięknymi brzegami. Gęste, świerkowe lasy schodzące do samej wody, nagie, złowieszcze skały, maleńkie wysepki pośród wielkiego błękitu. Dziewicza natura, tak blisko miasteczka, niemal na wyciągnięcie ręki. Gdzieś tam na północy, na horyzoncie zieje pustka, jakby jezioro zapadało się gdzieś do wnętrza Ziemi.

Jezioro Chubsuguł - półwysep Ar Davkhar - skała życzeń, Mongolia

Wybrzeże jeziora Chubsuguł czyli Khovsgol - Mongolia

Po około godzinie dopływamy do półwyspu Ar Davkhar. Na samym jego końcu znajdują się wąskie, wychodzące na kilkadziesiąt metrów w głąb jeziora skały. To Somoo Saridag – skały życzeń. Od starożytnych czasów, ludzie wspinali się na nie i modlili do Khatan dalai eej (Matki Oceanu). Miało to oczywiście przynieść spełnienie życzeń. Statek zwalnia i zawraca powoli. Na pokład wychodzi sam kapitan – starszy, wysuszony pan, w pięknym mundurze ozdobionym medalami – i zaczyna coś powoli opowiadać. Pokazuje na skały – zapewne tłumaczy pasażerom legendę. Impreza nieco przycicha, wszyscy słuchają uważnie kapitana. Dopiero, kiedy kończy i wraca do kabiny, statek zaczyna nabierać prędkości w drodze powrotnej i impreza rozkręca się na nowo.

Kapitan statku rejsowego Sukhbaatar - Jezioro Chubsuguł, Khovsgol Mongolia

Przedstawienie - spiewające gwiazdy - na statku Sukhbaatar podczas rejsu po jeziorze Chubsuguł - Mongolia

Pomimo wzmagającego się wiatru, zostajemy na górnym pokładzie i oglądamy bajecznie piękne brzegi jeziora i równie piękną wodę. W tym momencie dzieje się coś, co trudno nam wytłumaczyć i pojąć. Muzyka robi się coraz głośniejsza, na nasz pokład wchodzi dwójka z pasażerów i zaczyna śpiewać do mikrofonów przed całą resztą. Tłumaczymy sobie, że to muszą być jakieś lokalne gwiazdy z programu w stylu „Mam Talent”. A może i go nie mają… już sama muzyka – coś pomiędzy mongolskim disco a muzyką biesiadną – kaleczy nieco uszy. Każdy, kto uważa, że disco polo to największe zło, powinien koniecznie posłuchać azjatyckiego disco: od japońskiego, poprzez koreański i chiński, aż po mongolskie. Dodatkowo wokal tej dwójki jest dość ciekawym doświadczeniem. Pasażerom się chyba podoba. Wszyscy są zadowoleni, biją brawa, cieszą się, świętują. Wesoły statek żwawo wraca do Khatgal. A my cały czas, szczelnie zapięci, opatuleni, zawieszeni na barierkach dosłownie gapimy się, chłoniemy krajobrazy, jakby zaraz miały zniknąć.

Port Khatgal - jezioro Chubsuguł - Khovsgol - Mongolia

port Khatgal - jezioro Chubsuguł czyli Khovsgol - Mongolia

Po trzech godzinach od wypłynięcia, zawijamy z powrotem do portu. Gwarne popołudnie. Znowu sporo ludzi w porcie: sprzedawcy pamiątek, turyści, przewodnicy. Kręcimy się jeszcze po porcie, oglądamy zdezelowane statki, które okazują się jednak być na chodzie. Ruszamy z powrotem do naszego „Pearl Harbour”. Akurat na pobliskich polach nad wodą wypasają się dziesiątki krów i koni. Brodzą w wodzie pomiędzy motorówkami i łódkami, kręcą się po polu, wchodzą na podwórka i pola gerów, skąd momentalnie są przeganiane. Inwazja inwentarza żywego. Słońce i wiatr nieco nas zmęczyły, więc nie mamy ambicji na chodzenie i jedyne, na co nas stać, to wycieczka do centrum Khatgal po lody. Po drodze zaglądamy na podwórka, żeby podejrzeć piękne syberyjskie chaty, uskakujemy przed szarżującymi kierowcami Priusów, śpiewamy sobie do akompaniamentu przeróbek Modern Talking dobiegających gdzieś z przydrożnej budowy. Kiedy znajdujemy lody, przypominające miniaturową Vienette Algidy na patyku, uznajemy, że lepiej już być nie może i nasza misja zakończyła się sukcesem. Wracamy więc na nasze pole i leniuchujemy.

Stara drewniana syberyjska chatka w miasteczku Khatgal nad jeziorem Chubsuguł Khovsgol - Mongolia

Wieczór nad jeziorem Chubsuguł - Khatgal Mongolia

Leniwe popołudnie po dniu pełnym wrażeń. W zasadzie to pierwszy moment kiedy mamy chwilę, aby się zatrzymać, na spokojnie odetchnąć, porobić zwyczajne „nic”. Do tej pory cały czas byliśmy w drodze. Organizm przyzwyczaja się do tempa i trudno mu wrócić do takiego spokoju. Spacerujemy sobie po brzegu jeziora. Brodzimy w lodowatej wodzie, dopóki znowu nie zbiegają się konie, krowy i jaki. Są przemiłe, ale zostawiają masę niespodzianek, na brzegu, w wodzie… Przy okazji odkrywamy, że kiedy my sobie chodziliśmy, kręcące się po całym obozie dzieciaki właścicieli wparowały po cichu do naszego geru i wyjadły nam słodycze, które leżały na wierzchu, popijając miejscowym sokiem z rokitnika. Strata to żadna, ale sam fakt wkurzający. Zdecydowaliśmy jednak nie mówić nic właścicielowi, żeby oszczędzić małym cwaniakom srogiego lania, bez którego zapewne by się nie obeszło.

Wieczór nad jeziorem Chubsuguł - Khovsgol - Khatgal Mongolia

Kiedy powoli zbliża się wieczór, siadamy sobie przed gerem, z widokiem na jezioro i czytamy książki. Trudno jednak się skupić na lekturze, kiedy wokół takie wspaniałe widoki. Co chwila któreś z nas podnosi głowę i się rozgląda. Wdychamy świeże powietrze, słuchamy szumu wody i drzew. W końcu nastaje ten krótki moment, pomiędzy dniem i nocą, kiedy spokojna tafla jeziora jest tak niesamowicie ostra i wyraźna, wszystko pozostałe zdaje się rozmywać i znikać powoli w ogarniających wszystko ciemnościach. Przepiękna noc z hipnotyzującym niebem – gwiazdami tak wyraźnymi, że aż kłują w oczy, wiszącymi tak blisko, że niebo wydaje się ruszać. Widać je nawet z niewielkiego otworu w dachu geru. Czuwam przy kozie z naszykowanymi szczapkami drewna. To moja cena za życie w bajce. Warto.

Khatgal, Jezioro Chubsuguł, mongolska Syberia