Meczet Agha Bozorg - stare miasto, Kaszan, Iran

Kaszan. Od czego zacząć podróż po Iranie

Żar przypomina mi ten moment kiedy otwieram piekarnik, żeby sprawdzić czy ciasto jest już dobre. Po prostu bucha w twarz gorące powietrze. Kaszan. Wysiadamy z autobusu z Teheranu. Miało być na dworcu, ale według mapy jeszcze kilka przecznic. Kierowca mówi, że to koniec i pokazuje na taksówkarzy. Podbiega do nas starszy mężczyzna i proponuje przejazd do hotelu. Na pytanie ile odpowiada – 500 000 riali – kiedy wybucham śmiechem i mówię nie. Mówi – OK, OK, OK… 50 000 – To by było na tyle targowania. Wiem, że to i tak pewnie za dużo, ale z drugiej strony, to mniej niż 2 PLN, więc odpuszczam. Ahmad od razu podaje nam swoje konto na Instagramie, wymienia gdzie musimy pojechać i daje jakąś ulotkę. Jesteśmy oszołomieni upałem i w ogóle Iranem – to nasze pierwsze godziny w tym kraju, a wszystko dzieje się tak szybko. Nie nadążamy.

Kaszan

Meczet Agha Bozorg - stare miasto w Kaszanie, Iran

Ulice na starym mieście w Kaszanie, Iran

Wjeżdżamy w labirynt rudych glinianych ścian. Ahmed wysadza nas przed wąską uliczką, i prowadzi do hostelu przez spalony słońcem labirynt. Prawo, lewo, prawo, lewo, trudno się orientować widząc tylko ścianę z rudej gliny i siana. Jakieś ruiny, dużo cegieł. Pośród tego wszystkiego pięknie zdobione portale – ni stąd ni zowąd. Nagle zza muru wystaje piękny meczet Agha Bozorg. Wszystko jest takie pierwotne, takie pustynne, takie piękne. Jak na starych filmach o oriencie. Właśnie tak wyobrażałem sobie baśniowy bliski wschód. Nasz hotel Sana Historical Hostel okazuje się tradycyjnym domem irańskim. Za maleńkimi drzwiami roztacza się inny świat. Domy są w zasadzie zakopane w ziemi. Na poziomie ulicy jest trzeci, najwyższy poziom. Po środku ogromne patio z oczkiem wodnym. Tam dastarchany, na których można jeść lub po prostu wypoczywać. Dużo zieleni, piękne witraże w oknach. Magiczne miejsce, w którym można się schować przed skwarem.

Restauracja Mozaffari Traditional Restaurant w Kaszanie, Iran

Irańskie jedzenie, Restauracja Mozaffari Traditional Restaurant w Kaszanie, Iran

Zostawiamy rzeczy i ruszamy zwiedzać. Odpalamy maps.me i ruszamy labiryntem uliczek. Jest tak gorąco, że szukamy najmniejszego skrawka cienia. A cienia nie ma! Słońce niemiłosiernie praży, dosięga nas w każdym miejscu, bo jest przyklejone centralnie nad nami. Miasto jest wymarłe. Co i raz słychać tylko jakiś motocykl, jakieś kroki, ale nikogo nie widać. Po 15 minutach przemykania od murku do murku, docieramy do placyku po środku starego miasta i chowamy się w Mozaffari Traditional Restaurant. Starczy upału. Restauracja, jak wszystkie budynki dookoła schodzi w dół. Cały Kaszan żyje pod ziemią. Z powierzchnią łączy nas jedynie patio zasłonięte kolorowymi płachtami i świeży powiew z badgirów – naturalnych wież wiatrowych które wystają ponad budynkami. Wytchnienie daje oczko wodne. Jest cisza, spokój, i coś na kształt chłodu. Pierwszy posiłek to jak inicjacja. Zamawiamy oczywiście kebab, do tego lokalną zupę – dizi. Do picia sharbat – brzmi przecież jak herbata… dostajemy szaszłyk z górą tłustego ryżu, zupę z baraniny z centymetrową warstwą tłuszczu. Do picia woda różana ze słodkim syropem i jakimiś nasionami. Może to przez ten upał jesteśmy tacy wybredni. A może po prostu w Iranie jedzenie nie jest szałowe? Zobaczymy. Ważne że jest chłodno.

Tabatebei Historical House

zabytkowy dom Tabatabei Historical House - Kaszan, Iran

Tabatabei Historical House - witraże, wnętrze tradycyjnego domu, Kaszan, Iran

Tabatabei Historical House - architektura tradycyjnego domu, Kaszan, Iran

Tabatabei Historical House - wnętrze tradycyjnego domu, Kaszan, Iran

Tabatabei Historical House - piękne fasady tradycyjnego domu, Kaszan, Iran

Kaszan jest jednym z najpiękniejszych miast Iranu. Znajduje się tu najwięcej i najlepiej zachowanych tradycyjnych domów bogatych irańskich kupców. Zwiedzanie zaczynamy od Tabatabei Historical House. Znajdujemy małe drzwi ukryte w ciemnej alejce obok meczetu Imamzadeh Sultan Amir Ahmad i schodzimy na dół. Wkraczamy do baśniowego pałacu. Niezliczone korytarze, pokoje, nisze, schody, przejścia, portale, nawy łączą cztery podwórza. Pośrodku każdego, w cieniu drzew, lustro wody odbija absolutne piękno dookoła. Przepiękne witraże, przez które przebija się palące słońce. Pokoje skąpane w kolorach jak z kalejdoskopu. Oszałamiające płaskorzeźby, sztukaterie, które pokrywają ściany, łuki, kolumny.

Tabatabei Historical House - zabytkowy dom z ogrodem, Kaszan, Iran

Tabatabei Historical House - widok na Kaszan, Iran

Nie imponuje mi bogactwo. Imponuje mi jak można zamienić pieniądz w piękno, co nie jest takie oczywiste. Tutaj to się udało. To miejsce jest piękne. To piękno to zamiana bogactwa materialnego w estetykę, bogactwo duchowe. Błądzenie po tych wszystkich podwórzach, korytarzach i pokojach, to pławienie się we wszechogarniającym pięknie. Do tego jest tak cudownie mało ludzi, że niemal mamy to miejsce dla siebie. Kiedy wychodzimy na najwyższy poziom, niemal pod sam dach, spoglądam za murek i widzę, że jestem zaledwie na poziomie ulicy… w Kaszanie faktycznie ludzie żyją w ziemi. Co ciekawe, ani przez chwilę nie czuć tego, że jest się poniżej poziomu ulicy – dzięki dużym podwórkom wszędzie dociera światło. Faktycznie, jest za to dużo przyjemniej niż na górze.

Łaźnie Sutlan Amir Ahmad

Łaźnia Sultan Amir Ahmad - Kaszan, Iran

Wnętrze Łaźni Sultan Amir Ahmad - Kaszan, Iran

Mozaiki w Łaźni Sultan Amir Ahmad - Kaszan, Iran

Na powierzchni znowu upał. Kaszan płonie. Przemykamy alejką ze sklepami, z których nagle zaczynają wyskakiwać sprzedawcy. Wszyscy oferują perfumy, wodę różaną i suszone zioła. Wszystko to, w połączeniu z upałem okropnie pachnie, wręcz zatyka nam nosy, więc uciekamy czym prędzej. Trafiamy do łaźni Sultan Amir Ahmad. To tradycyjny perski hammam z XVI wieku. Zanurzamy się w spowite mrokiem sale. Rozświetlają je delikatnie otwory w suficie, przez które wdziera się słońce. Sale łaźni, podobnie jak w poprzednim miejscu, są niczym obraz z kalejdoskopu. Mijamy kolejne przestrzenie – przebieralnie, salę gorących kąpieli. Aż szkoda, że łaźnia już nie działa, że to tylko muzeum. Od kolorowych wzorów i kafelków niemal kręci się w głowie. Wzory uciekają, wymykają się oczom, które próbują prześledzić wszystkie linie, szlaczki, połączyć punkty, zobaczyć dokąd prowadzą zawijasy. Piękne miejsce. Zamykam oczy i prawie czuję jakbym się cofnął kilkaset lat wstecz. Zdaje mi się, że nawet słyszę plusk wody i kapanie kropel. To akurat okazuje się prawdą – pośrodku jednej z komnat stoi brodzik z małą fontanną.

kopuła z mozaikami Łaźnia Sultan Amir Ahmad - Kaszan, Iran

Dach Łaźni Sultan Amir Ahmad - Kaszan, Iran

Ściany łaźni wykonane są ponoć ze specjalnego tynku – mieszaniny mleka, jaj, mąki sojowej i wapienia – który ma być mocniejszy niż cement. Powinny, w środku panuje straszna duchota. Nie potrafię sobie wyobrazić co tu się działo, gdy łaźnie Sultan Amir Ahmad działały. Z ciemnej łaźni wychodzimy na dach. Bucha w nas gorąco, znajdujemy się na jakiejś innej planecie. Na dachu chodzimy pomiędzy pokrytymi małymi szklanymi okienkami kopułami. Pomiędzy nimi szyby odprowadzające ciepło i badgiry – naturalne wieże wiatrowe. Wszystko to, w pustynno-ceglanej odsłonie. Wygląda jak coś pomiędzy eksperymentami Gaudiego a scenografią z Gwiezdnych Wojen. Chodzimy po pofalowanym dachu jak pijani, zaglądamy w zakamarki łaźni i zachwycamy się widokiem na Kaszan i pobliskie gliniane, wysuszone słońcem stare miasto. I robi się już przyjemniej. Dziwne, wydawało mi się, że najgoręcej jest koło południa tutaj zdaje się, że temperatura rośnie po południu, z apogeum ok. 18:00. Potem robi się przyjemniej.

Meczet Agha Bozorg

Zachód słońca na starym mieście w Kaszanie, Iran

Zachód słońca, ulice Kaszanu, Iran

Wychodzimy w labirynt uliczek. Cały Kaszan to w zasadzie labirynt. Kiedy tak krążymy, zaczepia nas jakiś starszy pan. Macha, uśmiecha się. Zostawia motocykl i prowadzi nas gdzieś wąską uliczką. W końcu staje i pokazuje miejsce. Kiedy nie rozumiemy, pokazuje – staje nogami na ścianie i pozuje do zdjęcia… robimy więc zdjęcia jemu i sobie. Uśmiechnięty pan ściska nam dłonie i odchodzi. Zdjęcia nie okazały się jakimś szałem, ale to miły gest. Powoli zaczyna zachodzić słońce. W wąskich uliczkach starego miasta panuje już mrok. Po jednej stronie niebo jest pomarańczowe, po drugiej delikatnie różowe z chmurkami vanilla sky. Na ulicy jest sympatycznie. Wszyscy się o nas uśmiechają. Jest tyle sympatii i zwyczajnej życzliwości. Nawet taksówkarz naganiacz na nasze stanowcze „thank you” odpowiada – enjoy your time in Iran – Jeszcze kilka osób nas zaczepia, pyta skąd jesteśmy. Wszyscy życzą miłego pobytu, pytają jak nam się podoba.

Meczet Agha Bozorg - stare miasto, Kaszan, Iran

Strasznie korcą mnie irańskie meczety. Są przepiękne. Bosko symetryczne. Kształtna kopuła zamknięta z obu stron strzelistymi minaretami. Te zdobione portale. Wykładane kafelkami z wersetami z Koranu, dookoła mozaiki, kwiaty. Wszystko oświetlone jaskrawym światłem. Jest w tych miejscach jakiś spokój, magia. Jest w nich coś baśniowego, niesamowitego. Miło na nie patrzeć. Nie są w swoim jestestwie w ogóle nachalne. Jedyne co z nich bije to miłość do boga. Nie wiać pychy, próby udowodnienia czegokolwiek. Tylko czyste wychwalanie wielkości, oddawanie czci. Zachodzimy do meczetu Agha Bozorg nieopodal naszego hostelu. Przepiękna, idealnie symetryczna budowla podświetlona pośród mroku zdaje się być marą senną. Niemal rozpływa się w gorącym powietrzu. Do tego z głośników zaczynają dobywać się trzeszczące modły muezina. Stoimy wpatrzeni w światła meczetu i wsłuchani w śpiew płynący z minaretów. W twarz bucha podmuch gorącego powietrza. Właśnie o tym marzyłem przed podróżą do Iranu. Znaleźć się w baśni z 1000 i jednej nocy!

Kaszan, Iran