Poipu Beach Park - południe Kauai, Hawaje

Kauai. Urodziny na plaży

Drugim przystankiem na Hawajach jest Kauai. Dlaczego? Wystarczy wpisać „Kauai” w Google i wszystko jasne. Wyspa nazywana jest ogrodem Hawajów. Nie bez przyczyny. Pada tu najwięcej, jest bosko zielono, wegetacja wprost bije po oczach. Łącznie na Kauai jest kilkanaście stref klimatycznych. Każdy zakątek wyspy ma swoje unikalne cechy. Jedno mają wspólne. Wszędzie jest obłędnie pięknie. Bez przesady, bez zbędnej ekscytacji, po prostu – bezdyskusyjnie pięknie.

kauai - ogród Hawajów, miasteczko Ahanola

Kauai urzeka od samego początku. Już przy podchodzeniu do lądowania w Lihue, wyspa uśmiecha się do nas. Obejmuje nas mocno i tuli, nie chce puścić. Od samego początku można się tu poczuć jak w raju. Spokój czuć w gorącym powietrzu. Jak to na Hawajach – czas płynie w swoim tempie. Nikt się nie spieszy, wszyscy sprawiają wrażenie uśmiechniętych. Po małym lotnisku ganiają kurczaki. Wbiegają nawet do hali przylotów. Nikt ich nie goni. Nikt nawet nie zwraca na nie uwagi.

Nasz hoel - Mokihana Castle w Kapaa na Kauai, Hawaje

Hawajskie tempo ma dla nas – narwanych Europejczyków swoje minusy. Wszystko zajmuje więcej czasu niż byśmy chcieli, ale już przyzwyczailiśmy się, że trzeba po prostu odpuścić i oddać się Hawajom. Załatwiamy auto i hotel. Castle Mokihana to kilkudziesięcioletni resort, klasa raczej motelowa, nieco zaniedbany, ale z niesamowitym klimatem. Przeciętnego Amerykanina raczej średnio zadowoli. Dla nas jest idealny – to w zasadzie najtańsza opcja na drogich Hawajach i oferuje bajeczne widoki niezależnie od tego czy siedzisz na balkonie czy na toalecie. Późnym popołudniem jesteśmy gotowi na zwiedzanie. Chcemy wszystko od razu, ale nie wiemy ile nam zajmie dostanie się do poszczególnych atrakcji, postanawiamy więc zacząć od najbliższej okolicy.

wodospad Wailua Falls, Kauai, Hawaje

Najbliżej są wodospady Wailua. Wąską drogą wśród wysokich traw i drzew wspinamy się pod górę. Gdzieś obok nas w dole rozciąga się dolina rzeki Wailua, otoczonej gęstym lasem tropikalnym. Docieramy do maleńkiego parkingu i idziemy na punkt widokowy podziwiać wodospad. Typowa amerykańska atrakcja. Podjedź – zrób zdjęcie – odjedź dalej. Idealnie przygotowana scenografia. Wodospad jest przepiękny. Masy krystalicznie czystej wody przelewają się i spadają z hukiem kilkadziesiąt metrów w dół do malowniczego stawu, z którego dalej płynie rzeka. Minusem jest to, że trzeba stać przy murku, przy drodze. Nie ma nawet jak przysiąść, popatrzeć, chłonąć to piękno, zapisać je starannie na kliszy naszego umysłu. Czuje się trochę jak w sklepie. Podchodzę, płacę, dostaję piękny widok i idę dalej. Ach ta Ameryka.

Tree Tunnel po drodze do Poipu - Kauai, Hawaje

Jedziemy na południe, do Po’ipu. Przebijamy się przez miasto, jego centra handlowe, fastfoody, potem przedmieścia. Kiedy zjeżdżamy z głównej drogi na południe, nagle spada na nas deszcz. Tak nagły i intensywny, ze niemal nic nie widać. Ledwo udaje nam się założyć dach w aucie. Tak nagle jak się pojawił, znika. Zupełnie jakby chmura stała sobie w jednym miejscu, a my w nią wjeżdżamy i wyjeżdżamy. Wjeżdżamy w ogromny tunel z drzew eukaliptusowych. Rosną tak idealnie równo przy drodze, że niemożliwe, żeby były tu naturalnie. To tzw. tree tunnel, posadzony sto lat temu, przez miejscowego plantatora, ciągnie się przeszło milę. Po co? Nie wiemy, ale wygląda naprawdę niesamowicie.

Keoniloa Bay - przepiękna zatoka na południu Kauai, Hawaje

Plaża na południu Kauai, Hawaje

Docieramy do Po’ipu. To miasteczko pełne apartamentowców, wygląda jak jeden wielki dom spokojnej starości. Oczywiście dla staruszków z naprawdę grubym portfelem. Tonące pomiędzy palmami domy, stoją na niewysokich skałach, niemal nad samym brzegiem oceanu. Widoki są tu obłędne. Czarne skały przebijają gdzieniegdzie pod soczyście zielonymi krzewami i pnączami. Niesamowity błękit wody przechodzi płynnie w szafirowe niebo. Woda wydaje się być zwierciadłem nieba, puchate białe chmury odbijają się w tafli oceanu w postaci spienionych fal, rozbijających się o brzeg. Kręcimy się po brzegu, skaczemy po skałach, robimy dziesiątki zdjęć, zachwycamy się widokiem Keoniloa Bay aż złapie nas wieczór.

dzikie kury w okolicy Wailua, Kauai, Hawaje

Nazajutrz planowałem pobudkę na poranne bieganie. Na Hawajach nie potrzebna jednak budzika. I to nie dlatego, że tu czas płynie inaczej. Tutaj rolę budzika pełnią koguty. W naszym hotelu, rozpoczynają koncert dokładnie o 4:58 rano. Będą go powtarzać codziennie przez 5 dni, co do minuty o tej samej porze. Nie niepokojone przez nikogo, dziarsko krocza po hotelowym trawniku i pieją wniebogłosy. Okazuje się, że i tak mamy szczęście. Zdarzają się miejsca, w których koguty wstają już o 2 w nocy. Pierwsza myśl po przebudzeniu „chciałbym mieć broń”. W końcu jednak to wakacje. Za każdym razem łudzę się, że to incydent.

Poranek w Wailua, Kauai, Hawaje

Poranny jogging po okolicach Kapa wynagradza wszelkie niedogodności. Przepiękne maleńkie zatoczki, malownicze idealnie zielone krzaki, plaże, domki wciśnięte pomiędzy bujne drzewa, drewniane płotki. Nad wszystkim unosi się aura senności i wakacyjnego błogostanu. Przypomina mi to scenę z filmu Spadkobiercy, który zresztą był kręcony kilkanaście kilometrów stąd – na południowym brzegi wyspy. Co i raz trafić też można na dziwne kręgi i kupy kamieni. Okazuje się, że to starożytne miejsca kultu Hawajczyków. Pomniki, pełne duchów i historii, świadectwo tego co było i już na pewno nie wróci. Tuż obok luksusowy resort Hiltona. Tu nie ma miejsca na historię.

urodziny na Hawajach Wailua, Hawaje

Kiedy wracam do hotelu, czeka na mnie urodzinowe przyjęcie niespodzianka. Dwuosobowe, śniadanie z pysznościami z pobliskiego sklepu. Zamiast tortu ulubiony donut w polewie klonowej ze świeczką grającą „happy birthday”. Najpiękniejsze śniadanie na balkonie. Nie zepsuło go nawet pianie kogutów. Fajnie wejść w Jezusowy wiek z kimś, kto potrafi zamienić najmniejsze gesty i najprostsze, małe rzeczy w najpiękniejsze wspomnienia. Kto pamięta, czuje i rozumie, że w życiu najważniejsze są piękne chwile razem. To ważne. I fajnie być z tą jedyna osobą właśnie tu na Hawajach.

Plaża w Anahola - Kauai, Hawaje

Anahola Beach, Kauai, Hawaje

Objazd wyspy zaczynamy od północnej strony. Z przewodnikiem w ręku jedziemy polować na najładniejsze plaże na wyspie. Nie po to by rozstawić parawany i prażyć się godzinami – tego żadne z nas by nie zniosło – ale po to by biegać boso po gorącym piasku, skakać, spacerować, moczyć nogi i czerpać energię tego cudnego miejsca. Pierwszy przystanek to Aliomanu Beach w pobliżu Anahola. Miejsce tak spokojne i senne, że chce się zwyczajnie położyć w cieniu drzew i patrzeć na okolicę. Na plaży nie ma nikogo. To wielka zaleta Hawajów. Nie ma tłoku na plaży. Tu raju starczy dla każdego chcącego. Wystarczy się ruszyć poza hotel. Prywatny raj gwarantowany.

Droga na plażę w Kilauea - Kauai, Hawaje

Plaża w Kilauea - Kauai, Hawaje

Następna w kolejce jest Moloa’a beach. Stwierdzamy, że niesamowitość nazw oddaje tu wyjątkowość miejsc. Im dziwniej coś się nazywa, tym pewnie jest piękniejsze.To plaża ukryta gdzieś za willami z ogromnymi ogrodami. Droga do niej prowadzi po ubitej piaszczystej drodze w lesie. Na koniec niemal wjeżdża się komuś do ogródka. Na szczęście droga na plażę jest doskonale opisana przy pomocy kierunkowskazów. Kolejny kawałek nieba na ziemi. Spokój, cisza i piękno. Raj to nie miejsce. To kategoria. To klasa, zupełnie jak przy hotelach. To miejsce, które odciska się gdzieś w pamięci i nie pozwala o sobie zapomnieć.

ulica w Kilauea - tu kupujemy Lei, Kauai, Hawaje

hawajskie Lei, Kauai, Hawaje

lei na szyi, Hawaje, Kauai

Kiedy przejeżdżamy przez Kilauea, w oczy rzuca nam się znak na Kilauea Point. Oboje lubimy latarnie morskie, we mnie zawsze siedzi chęć dotarcia do najdalszego miejsca, gdziekolwiek jestem. Ruszamy więc na przez miasteczko. Zatrzymujemy się w jednym z przydrożnych ogródków, żeby kupić lei. Miła pani pokazuje jak się robi świeże naszyjniki z miejscowych kwiatów. Tłumaczy, że te fioletowe sprzedawane w supermarketach są robione z importowanych z Tajlandii storczyków a te z plumerii z kolei szybko więdną i robią się brązowe. Następnie wyciąga świeży lei z przepięknych żółtych storczyków, które rosną w jej ogrodzie. Bez wahania zakładam go na szyję mojej towarzyszce. Podróży, przygody i życia.

Kilauea Point, Kauai, Hawaje

Kilauea Point, Kauai, Hawaje

Nene - hawajskie dzikie gęsi, Kauai, Hawaje

Jedziemy dalej w odurzającym zapachu lei. Jest tak intensywny, że nawet w kabriolecie podczas jazdy wyraźnie czuć delikatną kwiatową woń. Jak najdoskonalsze perfumy. Nie docieramy do Kilauea Point, bo latarnia jest w remoncie i droga jest zamknięta. Otwarcie dopiero za kilka dni. Idziemy na pobliski punkt widokowy popatrzeć chociaż z daleka na to co nas omija. Stajemy ponad małą zatoką wśród skał i obserwujemy spektakl wody, wiatru i skał. Trzy żywioły ścierające się ze sobą. Bezpieczni patrzymy bezpieczni na kotującą się w dole kipiel i wypatrujemy wielorybów, fok i żółwi. Jedyne co dostrzegamy to buszującą w pobliskich krzakach nene – hawajską ewolucyjną wariację gęsi.

ukryta plaża w pobliżu Kilauea, Kauai, Hawaje

Droga na ukrytą plażę - Kilauea, Kauai, Hawaje

Jedziemy dalej na zachód. Zanim jeszcze wyjeżdżamy z Kilauea, postanawiamy sprawdzić sekretną plażę – Kauapea. Droga najpierw prowadzi pomiędzy podwórkami, potem wjeżdża w las. Na końcu zatrzymujemy się pod kępą krzaków i idziemy wąską ścieżką wzdłuż bambusowego płotu. Droga jakby prowadziła donikąd. Rudoczerwona ziemia, soczystozielona trawa i szare wyschnięte drewniane ogrodzenie. A przed nami bezmiar błękitnego oceanu płynnie przechodzącego w równie błękitne niebo. Idąc tą drogą ma się wrażenie, że przechodzimy przez magiczną szafę do innego świata. W pewnym momencie droga zarasta i wchodzimy w tunel z drzew stromo spadający w dół klifu. Jest stromo, idziemy po kostki w szeleszczących głucho liściach. Uważamy na wystające korzenie. Ponad nami wiatr porusza magiczną zieloną masę.

plaża Kilauea - Kauai, Hawaje

Docieramy do szerokiej plaży. Piasek jest idealnie złoty. Rozgrzany tak bardzo, że nie da się po nim iść boso. Niestety zostawiam klapki pod drzewami. Biegnę czym prędzej do wody, schłodzić stopy, które przy każdym kroku parzy gorąca złota masa. Miejsce magiczne. Pełne spokoju i piękna. Idealna pocztówka. Piasek, ocean, skały, palmy, malownicza zatoczka. W niej kilku surferów zmaga się z atakującymi co chwila falami. Plaża zawdzięcza swoją nazwę temu, że ponoć trudno ją znaleźć i dotarcie tu jest trudne. To taki mały ukryty skarb. Niby jest na mapie i w przewodnikach, ale to tylko kolejny punkcik, niczym nie wyróżniający się od innych. Łatwo ją przeoczyć, ominąć, pojechać dalej. To nie sekret. To nagroda. Nie tyle dla wytrwałych, co dla ciekawych świata. To nie miejsce dla turystów, tylko podróżników. Dla nas. Więc korzystamy.

przepiękny widok na dolinę Hanalei, Kauai, Hawaje

Po jakiejś godzinie ruszamy dalej. Przecinamy bogate osiedla Princeville i naszym oczom ukazuje się Hanalei Valley. To perełka północnego wybrzeża Kauai. Raj na ziemi – kolejny. Zatrzymujemy się na punkcie widokowym, skąd doskonale widać całą dolinę. W niej pola taro – fundamentu miejscowej kuchni. Rozciągają się aż do zielonych wzgórz okalających dolinę. Całość tworzy niesamowite wrażenie. To jak Hobbiton z Władcy Pierścieni. Zielona kraina mlekiem i miodem płynąca. Jedno spojrzenie i chce się tu zostać do końca życia. Mimo że to drugi koniec świata, w powietrzu czuć dom.

Babcia handlująca marihuaną w pobliżu  Princeville, Kauai, Hawaje

Kiedy tak stoimy i chłoniemy ten niesamowity widok, zauważamy małe zamieszanie naokoło. Z jednej strony grupka studentów z dredami, grających na bębenkach. Z drugiej babcia w kurtce i kapeluszu. Podchodzi nieśmiało i pyta szeptem – Do you smoke something? – zrozumiałem, że chce fajka, więc odpowiadam, że nie mam papierosów. To dziwne, żeby babcia w takim miejscu prosiła o fajka… – Do you smoke weed? – pyta mnie znowu i proponuje zakup miejscowego specjału. Wmawiamy sobie, że chyba nam się wydawało i dalej podziwiamy widoki, z tego miejsca nie chce się zwyczajnie odjeżdżać. Tymczasem babcia kręci się wśród ludzi podjeżdżających na parking. Po jakiś pięciu minutach podchodzi znowu i mówi – nie pamiętam czy już was pytałam… palicie trawę? – patrzymy na siebie i… cóż… Hawaje.

Most w dolinie Hanalei - Kauai, Hawaje

Kalua Pig - czyli świnia pieczona w dole, Kauai, Hawaje

Zjeżdżamy do doliny. Zaczynają się wąskie mosty, na których konieczna jest mijanka. Przed nimi ustawia się kolejka samochodów, które przepuszczają nadjeżdżających z naprzeciwka. Czasem, ktoś się pospieszy, wyrwie do przodu. Wtedy jest trąbienie, cofanie, nerwy. Czekając przed jednym z mostów, zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy już nieźle głodni. Zatrzymujemy się w samym Hanalei przy foodtrucku z przepysznym lokalnym jedzeniem. Znowu na stół wjeżdża kalua pig i lau lau. Generalnie jest dużo mięsa – idealnie upieczonego w ziemi, na miękko, rozpływającego się w ustach. Do tego liście taro – coś pomiędzy szczawiem a szpinakiem – o zdecydowanym smaku. Jest koszmarnie gorąco. Jedząc bronimy się przed bezczelnymi kurami, które wskakują na stoły i próbują nam wyjadać niemal z talerzy. Tutaj jedzenie to rytuał. Jedną ręka jesz, drugą bronisz swojej miski.

Przepiękna Hanalei Bay - północ Kauai, Hawaje

Hanalei Bay - Kauai, Hawaje

Molo w Hanalei Bay, Kauai, Hawaje

Najedzeni jedziemy zobaczyć wizytówkę, czyli zatokę Hanalei. Podjeżdżamy przy molo, które widać na każdej pocztówce stąd. Jest tu naprawdę ładnie, ale nie wiem czy zatoka w 100% zasługuje na ochy i achy. To przepięknie wcięcie, w kształcie półksiężyca, wypełnione lazurową wodą, otoczone magicznymi zielonymi górami. Samo molo to ohydny szary betonowy jęzor sięgający w głąb zatoki, zwieńczony równie betonowym szałasem. Na zdjęciach wygląda zdecydowanie lepiej niż w rzeczywistości. Hanalei Bay to po prostu ładna zatoka, świetna plaża. Ale raczej z tych dla turystów, dla mieszkańców tutejszych willi. To miasteczkowa plaża. Ładna ale nieco zatłoczona. Bez magii, klimat i niesamowite otoczenie, niszczy nieco tłok, bliskość miasta i wszędobylska komercja.

Wainiha - północ hawajskiej wyspy Kauai, Hawaje

Dalej za Hanalei kolejne wąskie mosty. Po drodze mijamy krótką ulewę. W zasadzie to ona mija nas. Deszcz na Hawajach to coś niesamowitego. Wydaje się, że nagle, ni stąd ni zowąd przechodzi nad tobą chmura, która moczy wszystko i po chwili jej już nie ma. Sunie dalej. I znowu słońce. I tęcza. Tęczy jest tu dużo. Jakby po całym Kauai były porozrzucane garnki ze złotem. Mijamy kolejne plaże: Waikoko, Lumaha’i, Wainiha. Na żadnej z nich nie da się kąpać ze względu na bardzo silne prądy. Docieramy do Tunnels Beach, słynącej z przepięknej rafy i żółwi.

Plaża w Haena State Park - Kauai, Hawaje

Haena State Park - Kaua, Hawaje

Rozbijamy się na wąskim pasie złotego piasku i próbujemy snorklingu. Nawet z płetwami jest ciężko. Kilkanaście metrów od brzegu prądy dają już nieźle popalić. Są kolorowe ryby. Żółwi nie ma. Podobno są, ale tam dalej, na rafie. Nie mamy odwagi tam płynąć. Trudno żółwie poczekają. My się wygrzewamy. Wysmarowani olejkami stopniowo zamieniamy się w wielkie kotlety obtoczone w panierce z piasku. Dla nas plaża, oprócz piękna, zasłynęła z maleńkiego i wąskiego parkingu zaraz przy osuwającej się skarpie. Ale i tak było warto.

Hanalei - miasteczko na północy Kauai, Hawaje

Mokihana Castle - Kapaa, Kauai, Hawaje

Dalej jest już koniec drogi i początek Na Pali Coast. Jest już późno więc nie jedziemy dalej. Wiemy, że tu wrócimy. Może nawet jutro. W drodze powrotnej przejeżdżamy dolinę jeszcze raz. Znowu mosty. Nagłe ulewy i postoje na zamknięcie dachu i przeczekanie deszczu. Postoje na zdjęcia tęczy. Lub po prostu jazda z rękami wystawionymi do góry. My kontra pęd hawajskiego powietrza. Gorący wiatr we włosach, ryk potężnego silnika, hawajska muzyka. Wolność, szczęście, bezczas. Ta jazda to nie zwyczajne przemieszczanie się z punktu A do punktu B. To podróż, która jest ważniejsza niż jej cel, to emocje, doznania. I tak aż złapała nas noc.

Kapaa, Kauai, Hawaje