Najlepsze restauracje w Lizbonie - Time Out Market

Najlepsze jedzenie w Lizbonie. Gdzie zjeść

Lizbona to jedno z najpiękniejszych miast na świecie. To nieoszlifowany diament, nieodkryty skarb. Małomiasteczkowe cudo gdzieś na pograniczu Europy i Afryki. Nie zawsze wiadomo, do której z nich Lizbonie bliżej. Spacerowanie wąskimi uliczkami portugalskiej stolicy to przeżycie wręcz mistyczne. To czysta liryka. To jak nagle znaleźć się w pięknym wierszu. Do tego wiatr kołyszący praniem rozwieszonym na sznurkach i sączące się z okien starych domów fado. Lizbona to także przepyszne jedzenie! Wybór jest ogromny. Jedzenie w Portugalii jest nieco inne niż to, które znamy z krajów śródziemnomorskich – Hiszpanii, Francji czy Włoch. Jest tu sporo grillowanego mięsa, potraw z fasoli, w tym słynna feijoada (czyt. fejszuada), która rozwinęła się w byłych koloniach portugalskich – Brazylii, Angoli, Wyspach Zielonego Przylądka, Goa czy Makau, ale wróciła w chwale do Portugalii. Do tego słynne grillowane kurczaki.

Pasteis de nata - casa chinesa, restauracja w Lizbonie

Najlepsze jedzenie w Portugalii to przede wszystkim jednak ryby! Słynny bacalhau, czyli solony suszony dorsz, którego można trzymać cały rok, następnie wystarczy go opłukać i podgotować. Narodowa potrawa portugalska. Co ciekawe bacalhau jest importowany do Portugalii z Norwegii i Islandii. Nie przeszkadza to w byciu narodową potrawą Portugalii. Kolejny hit to grillowane sardynki. Posypane gruboziarnistą solą, lekko przydymione z chrupiącą skórką. Jedzone z bułką i popijane zimnym vinho verde. Jeżeli nie świeże to te z puszki – w oliwie z oliwek z czosnkiem, zalewie z chilli i w dziesiątkach innych wydań. Sardynki pochodzą już z okolicznych wód. Do tego owoce morza – ośmiorniczki, krewetki, kalmary, małże. Wszystko, co tylko morze jest w stanie zaoferować, w Lizbonie można zjeść zgrillowane, usmażone lub uduszone. Pozostaje tylko pytanie gdzie znaleźć najlepsze jedzenie w Lizbonie.

Na każdym kroku wyrastają tu kolejne bary i restauracje, w których zjemy w miarę smacznie i cały czas za rozsądną cenę – jak na kraj strefy Euro. Nadal jest jednak dużo pułapek na turystów, których trzeba się wystrzegać. Podczas naszych wycieczek do Lizbony bywaliśmy w wielu miejscach – zarówno tragicznych, jak i tych fenomenalnych. Poniżej zestawiliśmy pięć miejsc, które podadzą wam najlepsze jedzenie w Lizbonie.

Casa Chinesa

Adres: R. Áurea 274, 1100-486 Lisboa, Portugalia

Cukiernia Casa Chinesa - najlepsza restauracja, Lizbona

Casa Chinesa to chyba najlepsze miejsce na śniadanie. Można tu też przyjść na lunch, kolację, lub po prostu na coś słodkiego, kawę czy lampkę wina. To coś pomiędzy cukiernia a restauracją. Ogromny w wybór ciast i ciasteczek. Na słodko i słono. Przy barze można zamówić kawę i konkretny kieliszek vinho verde. Jeżeli chcecie usiąść na słońcu – przed lokalem znajdziecie kilka stolików. Zaletą jest to, że restauracja jest obok Rua Augusta, jest więc blisko, ale nie ma tu tłumów. Działa tu również regularna restauracja – jak to w Portugalii – sala jest otwarta w godzinach obiadowych i wieczorem. Obsługa wygląda jakby pracowała tu od kilkudziesięciu lat – panowie o niepokojącej aparycji ubrani w białe koszule i czarne kamizelki. Sympatyczni i rozczulający. W typie jowialnego wujka na rodzinnej uroczystości.

Czego warto spróbować? Wybór słodyczy jest ogromny, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście pastel de nata – klasyczne tartaletki warto zamawiać wszędzie w Lizbonie. Nigdy za dużo. Do tego, pastel de nata jest tu jeden z najlepszych w Lizbonie. Ze słodyczy polecam absolutnie rocha czyli kamień. Spore i ciężkie kule, które tak właśnie wyglądają. To coś w stylu bajaderki, wielkie kawałki ciasta. W odróżnieniu od klasycznych portugalskich słodyczy, nie ma tu kremu, żółtek i ciasta francuskiego. To miła odmiana. Ciasto jest ciężkie i zbite. Z nutą cynamonu. W środku są kawałki kandyzowanych owoców i skórek cytrusowych oraz migdały. Dla jednej osoby praktycznie nie do przejedzenia. Dla mnie to najlepsze ciasto w Lizbonie.

Casa Chinesa - typowa cukiernia portugalska - Lizbona

Uwaga na pułapkę – żółte ciastka, które przypominają stalaktyty, lub pochodnie. To pingos de tocha. Wyglądają bardzo tajemniczo, niestety smak to ogromne rozczarowanie. To włókniste coś przypominające środek dyni, to żółtka wymieszane z cukrem i gotowane. Niestety są jeszcze dodatkowo pokryte grubą warstwą lukru. Bardzo słodkie i w zasadzie bez smaku. Do tego jest ciężkie i nadzwyczaj drogie. Pingos de tocha to nie jest najlepsze jedzenie w Lizbonie. Ani w Portugalii.

Do tego najlepiej trzeba zamówić aromatyczną kawę i słuszny kieliszek porto lub vinho verde. Najlepiej zrobić to przy barze, na stojąco. Jest taniej i można obserwować wesołą obsługę. Wszystko to sprawia, że Casa Chinesa to nasze ulubione miejsce w Lizbonie. Serwują tu najlepsze jedzenie. Jest świeże i w rozsądnych cenach (jak na lokalizację). Za śniadanie (dwa ciastka + 2 kawy) zapłacicie to niecałe 4 euro.

Fabrica de Nata

Adres: R. Augusta 275, A, 1100-422 Lisboa, Portugalia

Fabrica de Nata - produkcja pasteis de nata na żywo - restauracje Lizbona

Pobyt w Lizbonie czy w ogóle w Portugalii się nie liczy bez zjedzenia pasteis de nata. To tradycyjne portugalskie ciastko, symbol kraju. Babeczka z ciasta francuskiego wypełniona słodkim kremem na bazie żółtek i zapieczona w wysokiej temperaturze, dzięki czemu na powierzchni powstają charakterystyczne łatki.

Skąd się wzięło pasteis de nata? Ciastka powstały w klasztorze Hieronimitów w Belem, stąd ich oryginalna nazwa to pasteis de Belem. Podczas budowy klasztoru, wykorzystywano zatrważające ilości białka jaj do zaprawy murarskiej. Ponieważ z pozostałych żółtek nie dało się zrobić ani wina, ani piwa, mnisi postanowili wykorzystać je w najlepszy możliwy sposób – zaczęli robić z nich ciastka. Dobrze, że nie wpadli na pomysł robienia advocata. Kiedy budowa klasztoru się skończyła, cały czas było dużo zbędnych żółtek, ponieważ białka wykorzystywano o krochmalenia ubrań. Na początku XIX wieku, w wyniku rewolucji liberalnej, zaczęto zamykać klasztory. Mnisi, żeby zdobyć pieniądze, zaczęli sprzedawać pasteis de nata. Kiedy w połowie XIX wieku klasztor zamknięto, przepis został sprzedany cukierni w Belem. Od tej pory pasteis de nata (czy pasteis de belem) są tam nieprzerwanie produkowane. W międzyczasie zaczął je robić każdy szanujący się cukiernik.

Fabrica de Nata - produkcja pasteis de nata na żywo i piękny lokal - restauracje Lizbona

Pasteis de nata dostaniecie dosłownie wszędzie w Lizbonie. Warto jednak przysiąść w jednym z miejsc, w których wypiekane są na miejscu. Można zjeść jeszcze ciepłe ciastko posypane cynamonem i popić aromatyczną kawą czy kieliszeczkiem porto. Przede wszystkim można zobaczyć przez szybę jak cukiernicy przygotowują pasteis de nata. Oryginalna piekarnia jest w Belem, tuż obok klasztoru Hieronimitów. Poznacie ja po apokaliptycznych tłumach. Nie warto. Nie ma mowy o kosztowaniu pasteis de nata w spokoju. Nerwowa kolejka, tłum, zero doświadczeń. Lepiej wybrać którąś z sieciówek w centrum. Tak – w tym przypadku sieciówki dają radę. Trzymają poziom jeżeli chodzi o jakość a ze względu na przerób, są cały czas przystępne cenowo.

Jedną z takich cukierni jest Fabrica de Nata. Wbrew pozorom nie jest tu specjalnie tłoczno. Można zjeść na stojąco przy mikroskopijnych stolikach, patrząc na piękne azulejos na podłodze, lub wejść do tea-roomu na piętrze. Przepiękne biało-niebieskie mozaiki na ścianie, pikowane pufy, małe stoliki. Wspaniała atmosfera, szczególnie gdy uda wam się zająć miejsce przy oknie, żeby zerkać na Rua de Augusta. Do wyboru są ciekawe zestawy, np. Pastel de Nata i Vinho do Porto za 2,5 euro. Za niewiele więcej są zestawy z kanapką – na lunch. Można też kupić vinho verde i kawę. To najlepsze miejsce aby przysiąść, sączyć wino i zjeść ciepłe pastel de nata. Jest tu super ładnie i zupełnie nie czuć atmosfery sieciówki.

Time Out Market

Adres: Av. 24 de Julho 49, 1200-479 Lisboa, Portugalia

Jedzenie na Time Out Market w Lizbonie - najlepsze w mieście

Time Out Market to targ z jedzeniem otwarty w miejscu bazaru Mercado da Ribeira. To coś w rodzaju warszawskiej hali Koszyki. Otwarta w 2014 roku przestrzeń obejmuje 24 restauracje, 8 barów i drugie tyle sklepów i stoisk z jedzeniem i piciem. Wszystko to w jednym miejscu. Sam bazar jest już miejscem magicznym, Time Out Market to bardziej nieskończony festiwal jedzenia. Początkowo podchodziłem do Time Out Market bardzo nieufnie. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to typowe miejsce z tradycyjną kuchnią portugalską. Nie ma tu wąsatych podstarzałych kelnerów o niepokojącej aparycji, ubranych w białe koszule z krótkim rękawem i czarne kamizelki. Nie ma uśmiechniętych od ucha do ucha, wąsatych kucharek. Tutaj gotują zgrane grupy kucharzy, ubrane w profesjonalne fartuchy i czapki. Kuchnia w każdym z miejsc wygląda jak kadr z Hells Kitchen. Jest elegancko, ale jednocześnie na luzie. Bez spiny. Zasady są proste – zamawia się przy kasie, potem odbiera. Przestrzeń do jedzenia jest wspólna pośrodku hali.

W końcu się jednak przemogliśmy. I nie żałujemy. Już samo przejście wzdłuż stoisk przyprawia o ślinotok i szybsze bicie serca. Do wyboru jest wszystko od pizzy i sushi, przez mięsa z grilla, kuchnie meksykańską, burgery aż po przepiękne eklery i czekoladę. Niekwestionowaną gwiazdą są tu jednak ryby i owoce morza. Menu trochę chłodzi emocje, ponieważ nie jest tu tanio. Przeciętne danie kosztuje ok. 15 euro. Do tego wino ok. 3,5 euro. To jednak jedno z tych miejsc, w którym warto zjeść. Oszczędzić na czymś innym by tu zapłacić więcej za coś tak pysznego. W końcu nieczęsto się jest w Lizbonie…

TIme Out Market w Lizbonie - znaleźć tu można najlepsze restauracje

Wybraliśmy rządek stoisk, na których swoje umiejętności kulinarne prezentują zarówno młodzi jak i doświadczeni chefowie portugalskiej sceny kulinarnej. Nazwiska takie jak Henrique sa Pessoa, Miguel Castro e Silva, Alexandro Silva czy Marlene Vieira mówią pewnie coś komuś z branży, część z nich pewnie ma jakieś restauracje z gwiazdką Michelin. My postanowiliśmy wybrać miejsce na obiad organoleptycznie. To najlepsza metoda. Podchodzisz i patrzysz co cię kręci, co wygląda, co pachnie. Może spodoba ci się jakieś danie, może twoje zaufanie wzbudzi obsługa czy sposób w jaki kucharze uwijają się przy talerzach. W ten sposób wybraliśmy Marlene Vieira. Wybór był trudny. Ośmiorniczka, dorsz wydawały się najlepsze. Do czasu kiedy zobaczyliśmy chef’s selection. To wybór ośmiu dań degustacyjnych wybranych przez chefa. Danie jest inne w każdym tygodniu. Nam się trafiły pieczarki zapiekane z szynką dojrzewającą i jajem przepiórczym, krewetki w cieście, bułeczki z wołowiną, bacahlau w cieście, sałatka z owoców morza, małże, sałatka z bacalhau i ciecierzycy, pasta z awokado i jajek. Do tego bajeczne sosy. Wszystko pyszne i przepięknie podane – w puszkach na sardynki! Warte tych 25 euro i zdecydowanie wystarczające dla dwóch osób.

Tych miejsc jest więcej. Warto pochodzić, poszukać, posprawdzać! Time Out Market to zdecydowanie najlepszy market z jedzeniem w Lizbonie.

Ginjinha Sem Rival

Adres: R. das Portas de Santo Antão 7, 1150-264 Lisboa, Portugalia

Ginjha - najlepszy alkohol w Lizbonie - wiśniowa nalewka, dobry po jedzeniu

To nie miejsce z jedzeniem, ale warto tu zajrzeć. Zajrzeć to chyba najwłaściwsze słowo, ponieważ Ginjinha Sem Rival to nie lokal. To mały kantorek sprzedający ginjinha (żinżę), czyli tradycyjną portugalską wiśniówkę. To nalewka o mocy ok. 20% alkoholu, robiona na kwaśnych wiśniach. Sama nazwa oznacza w portugalskim po prostu – wiśnię pospolitą. Sprzedawana jest w właśnie w takich maleńkich kantorkach – po 1-1,5 euro za kieliszeczek. W małym naparstku pływa wisienka, która stanowi miły akcent po wypiciu słodkiej nalewki. Wokół kantorków często zbierają się grupki, wpadające „na jednego”. To takie shot bary w skali mikro. Ludzie stoją dookoła rozmawiają, śmieją się – w miarę kolejnych wychylanych kieliszków ginjhy – coraz głośniej.

Ginjinha Sem Rival - tutaj pije się ginjha - Lizbona, Portugalia

W pobliżu jest jeszcze inny lokal A Ginjinha. Serwuje nalewkę z innej rozlewni, ale klimat pozostaje ten sam. To najlepsze miejsca jakie znaleźliśmy w Lizbonie. Ginjhe można również kupić w Alfamie od babć siedzących z dużymi butlami przy maleńkich stolikach i serwującym trunek spragnionym przechodniom. Dobrze przyglądajcie się temu co dana babcia oferuje. Większość z nich leje przemysłową, kupną ginjhe, ale niektóre mają przepyszną domowej roboty.

Niezależnie od tego gdzie kupicie ginjinhe, nie chodzi o samo picie, ale o klimat wokół miejsca. Trzymając kieliszeczek z wisienką w ręku wsłuchajcie się w muzykę i śpiew grajków, posłuchajcie rozmów w egzotycznie szeleszczącym portugalskim, cieszcie się słońcem i pobudźcie apetyt przed kolacją słodką ginjhą. Pamiętajcie tylko, żeby nie brać plastikowych kubeczków – to produkuje niepotrzebne plastikowe śmieci. Ginjinha Sem Rival serwuje w szkle.

O Mattos

Adres: R. Bulhão Pato 2, 1700-082 Lisboa, Portugalia

O Mattos - najlepsza restauracja w Lizbonie - jedzenie jest tu boskie, szczególnie ośmiorniczki

O Mattos serwuje najlepsze jedzenie w Lizbonie. Ta restauracja to skarb. Tajemnica przekazywana z ust do ust. To miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić. Tu zjadłem chyba najlepsze danie w życiu. Słyszałem o tym miejscu na rok przed tym zanim pojawiłem się w Lizbonie. W końcu udało nam się tu dotrzeć. Lokal powstał na miejscu starej mleczarni, w której właściciel pracował ponad 20 lat. Zaczynał od serów, potem zaczął serwować mięso. W końcu dodał do karty ryby i owoce morza. I chwała mu za to! W efekcie powstała mała rodzinna restauracja – elegancka, ale bez nadęcia. Na stołach leżą papierowe obrusy, a obsługa nie ma kija w tyłku i nie traktuje nas jak ubogich krewnych z prowincji. Karta jest nieco droższa niż średnia restauracja w Lizbonie, ale to uzasadnione. Wszystko jest tak bardzo warte swoich cen.

O Mattos - najlepsza restauracja w Lizbonie - jedzenie w Portugalii

Przede wszystkim warto spróbować sałatki z owoców morza serwowanej jako przystawka. Na uwagę zasługuje też bacahlau z ciecierzycą, szynka dojrzewająca i kozi ser w „bloczku”. Do wyboru jest też królik, ale jak dla nas szału nie ma. Przy przystawkach trzeba uważać. Obsługa stawia je na stole bez zamawiania i liczy jeżeli zjemy. W przypadku sera – jest to ten najdroższy – za 6 euro – jest pyszny, ale to spory wydatek jak na przystawkę, więc warto o tym pamiętać. Z drugiej strony raz się żyje. Do jedzenia jest ogromny wybór win, które obsługa pomoże dopasować do dań. My zawsze bierzemy najzwyklejsze stołowe i mało kiedy się zawiedliśmy. Lubimy wino, ale zwyczajnie nie doceniamy tych drogich. Skoro nie czuć różnicy, to po co przepłacać.

Przystawki w restauracji O Mattos - najlepsza w Lizbonie

O Mattos specjalizuje się w mięsach, można wiec tu zjeść przepyszne steki, jednak to nie one sprawiają, że restauracja jest najlepsza w Lizbonie. To owoce morza. A konkretnie Lulas à Mattos, czyli grillowane kalmary w sosie Mattos z oliwy z oliwek, czosnku i chilli – specjalność restauracji. Jak banalnie i niewykwintnie nie brzmiałyby składniki, to danie to majstersztyk, kulinarny cud świata. Coś dla czego warto przylecieć do Lizbony na jeden wieczór. Porcja 6 zgrillowanych kalmarów pod aromatyczną salsą kosztuje 16 euro. Wydaje się dużo, ale biorąc pod uwagę smak i ilość, wszystko zaczyna nabierać sensu. Porcja jest nie do przejedzenia dla jednej osoby. Na pewno nie po przystawkach. W kalmarach grillowanych nad węglem można doskonale wyczuć lekki dymny smak a sos jest tak doskonały, że nigdy nie widziałem aby została nawet kropla. Każdy, najmniejszy kawałek chleba przydaje się aby dokładnie wytrzeć talerz po lulas a Mattos.

Cała reszta naprawdę nie ma znaczenia. Zamówcie cokolwiek. Będzie boskie. O Mattos serwuje najlepsze jedzenie w Lizbonie. Dla mnie to najlepsza restauracja nie tylko tu, ale i chyba na całym świecie.

Igreja de São Miguel

Adres: Largo de São Miguel 6, 1100-117 Lisboa, Portugalia

Grillowane sardynki - najlepsze jedzenie w Lizbonie

Kiedy już zjecie i wypijecie, możecie ruszyć na wieczorną przechadzkę uliczkami Alfamy. Tutaj oczywiście najlepiej się zgubić na schodkach, zakrętach, podwórkach, pod sznurami z praniem falującym na wietrze. Kiedy zobaczycie gęsty aromatyczny dym unoszący się nad grillami, oznaczać to może tylko jedno – sardinhas grelhadas – czyli grillowane sardynki. Danie tak idealnie proste i tak doskonałe. Do dostania na grillach wszędzie w Alfamie. Nie ma konkretnego miejsca, wystarczy znaleźć okopconego pana stojącego przy grillu pełnym ryb, wybrać sardynki posypane gruboziarnistą solą, patrzeć jak się rumienią, słuchać skwierczenia i wdychać ten cudowny rybny dym. O ile tylko jesteście w stanie wytrzymać nieznośny żar.

Największa szansa na znalezienie takiego miejsca to właśnie okolice Igreja de Sao Miguel w sercu Alfamy. Oprócz barów z fado, są tu też małe restauracyjki serwujące rybę. Nie trzeba nawet siadać, wystarczy poprosić sardinha no pao na wynos i usiąść z nią na schodach kościoła. Jedząc kanapkę z bajeczną sardynką rozpływającą się w ustach i popijając ją zimnym piwem, można się rozkoszować otaczającą Alfamą. Nie trzeba nic więcej. Sardynka z grilla to nie jest po prostu jedzenie – to stan ducha. Styl życia jak Alfama. To najlepsze jedzenie w Lizbonie. Bez spiny, bez pośpiechu, bez wydawania majątku. To niesamowite, że można mieć tyle szczęścia za 1,5 euro.

Najlepsze grillowane Sardynki w Lizbonie a może nawet całej Portugalii

To tylko kilka miejsc, w których zjecie najlepsze jedzenie w Lizbonie. Jest ich oczywiście więcej. Będąc w Portugalii, warto poszukać, popatrzeć gdzie siedzą Portugalczycy, gdzie nie widać charakterystycznych turystów z USA czy autokarów z Azjatami. Będąc w Lizbonie nie warto oszczędzać na jedzeniu. Warto je odkrywać. Moje pierwsze doświadczenia kulinarne w Portugalii były złe. Kiedy pierwszy raz wróciłem z Lizbony, byłem przekonany, że nie ma tam nic ciekawego do jedzenia. Byłem głupi. Kolejne wyjazdy to zmieniły. Za każdym razem odkrywamy nowe miejsca i nowe smaki. Przytoczone powyżej restauracje i dania to według nas must try – obowiązkowe pozycje, które pozwolą wczuć się w klimat Lizbony. Lista w żadnym razie nie wyczerpuje tematu. To raczej początek. Najlepsze jedzenie w Portugalii cały czas czeka na odkrycie.

Jedźcie i próbujcie!