Żółwie na Turtle beach - północ Oahu, Hawaje

Oahu. W pułapce czasu

Poranek. Poranki w Pupukea są najpiękniejsze. Tu świat nie budzi się ze snu. On jakby każdego dnia tworzył się na nowo. Od zera. Z niczego. Po kolei. Jako pierwszy do snów wkracza morze. Słychać je wyraźnie. Wszystko zmysłowo szumi, cały sen jakby się kołysał na falach. Potem, nie wiadomo kiedy wchodzą ptaki. Egzotyczne, obce dźwięki. Głośne, intensywne, coraz bardziej wyraźne. Później przychodzi upał. Robi się nieznośnie gorąco. Otwieram oczy, ale nie wiem czy jeszcze śpię czy już nie. Lekka dezorientacja, nie wiem gdzie jestem. Dopiero po chwili – a może minęło kilkanaście minut, sam nie wiem – dochodzi do mnie. Jesteśmy na Hawajach.

nasz hostel Backpackers Vacation Inn and Plantation Village w Pupukea, Oahu, Hawaje, USA

Mieszkamy w domku na drzewie. Albo tak nam się wydaje. Spokojny, słoneczny poranek na tarasie drewnianego domku zawieszonego gdzieś wysoko ponad drzewami. Unosimy się ponad bananowcami, papają i dziesiątkami innych tropikalnych drzew. nieopodal strzelają w górę palmy kokosowe. Całość faluje od porannej bryzy. Wydaje się, jakbyśmy się unosili na zielonej, szeleszczącej powierzchni. W rękach kubki z typową amerykańską kawą – cienką i zupełnie nie aromatyczną. Z nogami podwiniętymi na krzesłach patrzymy w ciszy na tworzący się świat. Na stole donuty z lukrem klonowym, serek Philadelphia, roast beef i sztuczne pieczywo. Jesteśmy w raju. A raczej jego amerykańskiej wersji.

przepiękne plaże w Pupukea na Hawajach, Oahu, USA

Chcemy powoli odkrywać ten raj. Po dwóch dobach w podróży, z krótką przerwą na piknik w Paryżu, nie jest łatwo. Hawajski upał nie pomaga. Skwaru nie łagodzi pacyficzna bryza. Nasze nieopalone skóry już zaczynają odczuwać to dziwne swędzenie. Najchętniej położylibyśmy się z powrotem spać. Rozleniwienie, spokój, senność dosłownie czuć w powietrzu. Jesteśmy 12 godzin od domu. O tej porze w Polsce wszyscy grzecznie kładą się spać. My dopiero wracamy do życia. Ale jak tu spać!? Hawaje nokautują swoim pięknem od samego początku. Postanawiamy się rozejrzeć po okolicy.

Plaże na Oahu, Hawaje

Jako bazę wypadową, wybraliśmy północną część Oahu – z dala od zgiełku i rozmachu Honolulu. To małe, ciche i raczej niekomercyjne – jak na USA – miejscowości rozrzucone wzdłuż przepięknego brzegu wyspy. To mekka surferów z całego świata. Nie rzucają się w oczy drogie hotele. Tu raczej śpi się w wynajętych domkach lub na pace samochodu. Jest luz i spokój. I to właśnie nimi chcemy się nacieszyć. Idziemy na plażę. Nie żeby się prażyć w upale – oboje tego nie znosimy. Aby chodzić, chłonąć piękny błękit oceanu, szum fal, miłe ciepło słońca. Żeby przebierać gołymi nogami w miękkim, lekko szorstkim piasku, brodzić w orzeźwiającej wodzie. Kąpiel jest niemożliwa. O tej porze roku, w wodach Hawajów występują bardzo silne prądy. W większości miejsc wejście do wody głębiej niż po kolana, bez deski surfingowej to głupota – a gdzieniegdzie – samobójstwo.

Oahu, Hawaje

Idziemy kolejnymi plażami, co chwila poprzecinanymi przez skały, lub prywatne posesje. Święte, amerykańskie prawo własności przede wszystkim. Tu każdy może mieć swoją plażę. Wystarczą miliony dolarów. Ukradkiem wciskamy się do ogródków, podpatrujemy, podglądamy jak się żyje w takim raju. Jak to jest wstawać co rano patrząc na bosko idealny ocean. Od takich kolorów zapewne można oszaleć. Trudno nam pojąć, że można mieć tak rajskie obrazy na co dzień i tylko dla siebie. Domki wyglądają raczej zwyczajnie, po amerykańsku. Trudno nie ulec wrażeniu, że życie tutaj to jakaś bajka – wylegiwanie się całymi dniami nad wodą, opalanie i popijanie drinków z palemką przy akompaniamencie smętnej polinezyjskiej muzyki. Tymczasem to po prostu Stany. Miejsce jak każde inne.

małe miasteczko Haleiwa, Oahu, Hawaje

to są typowe Hawaje - prawdziwe, Oahu, Hawaje

Jedziemy na zachód, przez Hale’iwa i Waialua. To typowe amerykańskie miasteczka. Tyle że w polinezyjskiej wersji. Stacje benzynowe, 7-eleven, bary i restauracje, ludzie styrani przez życie, otyli, noszący ślady długotrwałego zażywania cracku. Mieszanka Hawajczyków, ludzi z mainlandu, turystów. To jak amerykańska prowincja w wersji tropikalnej. Bardzo ciekawe doświadczenie. To żaden raj. To miejsce, w którym mieszkają ludzie z krwi i kości, ze swoimi problemami. Jednym z nich jest wysoka przestępczość. Na Hawajach jest jedna zasada – w wypożyczonym aucie nie zostawia się niczego. Nie na widoku. W ogóle. W przeciwnym razie ryzykujemy utratę szyby lub remont zamka. Włamania do aut są na porządku dziennym. W SUV-ach i hatchbackach z wypożyczalni, nie ma nawet tylnej półki w bagażniku, żeby było widać, że nic tam nie ma, bez potrzeby otwierania bagażnika.

To tutaj kręcono pierwszą scenę serialu LOST, Oahu, Hawaje

Mokuleia Army Beach - to tu kręcono pierwszą scenę serialu LOST - Oahu, Hawaje

Jadąc dalej malowniczą drogą ku magicznym górom pokrytym gęstym tropikalnym lasem, trafiamy na Army Beach, najsławniejszą z tutejszych plaż. To tutaj, w 2004 roku turyści dostrzegli dymiący wrak samolotu i ludzi próbujących wydostać się z porozrzucanych szczątków. Po dotarciu na miejsce dowiadywali się, że właśnie kręcony jest pilot serialu o wtedy nic nie mówiącej nazwie LOST. Na miejscu nie możemy uwierzyć, że to plaża z filmu. Mimo, że to najszerszy odcinek brzegu w okolicy, łata piachu ma dosłownie kilkanaście metrów. Zaraz za krzakami jest ruchliwa droga a za nią… lotnisko Dillingham. Na filmie plaża wydaje się duża. Kręcenie filmów to jednak sztuka.

przepiękne, klimatyczne plaże  północnej części Oahu, Hawaje

Miejsce jest piękne. Bije z niego jakaś magia i spokój. Patrząc od strony morza widać górujące w oddali zielone góry. To miejsce, w którym można zwyczajnie usiąść, zapatrzyć się w ocean. W kołysane wiatrem zielone krzaki, góry. W skaczącego wokół pary nieopodal psa-głuptasa. Złapać garść suchego piasku i powoli go wypuszczać z dłoni. Patrzeć jak ziarenka powoli spadają na ziemię niczym w klepsydrze. Wystarczy unieść rękę i strumień piasku na wietrze wygina się, jakby czas uciekał gdzieś na bok. Omijał to miejsce. Tak, tu można się wyłączyć. Nie wiem czy to plaża z LOSTów, w ogóle Hawaje, czy nasze zmęczenie. A może wszystko po trochu.

Kaena Point Trail - w drodze na przylądek Kaena, Oahu, Hawaje

Kaena Point- Oahu, Hawaje

W drodze na Kaena Point Trail, Oahu, Hawaje

Na końcu drogi docieramy do rezerwatu Ka’ena Point. Szlak prowadzi wzdłuż dzikiego wybrzeża aż do samego krańca wyspy. Trochę nie jesteśmy przygotowani na trekking, więc postanawiamy się przejść jakąś milę wzdłuż brzegu. Błądzimy pośród porozrzucanych czarnych kamieni. Skaczemy po ostrych jak brzytwa skałach wulkanicznych, zupełnie jak małe kraby, które uciekają kiedy tylko poczują, ze jesteśmy w pobliżu. Przeskakujemy przez łaty brudnego piachu, brodzimy w mini poletkach soczystozielonych, plażowych pnączy. Odżywamy nieco po długiej podróży, ogromnej różnicy czasu i lekkim śnie, który płynnie przeszedł w poranek w Pupukea. Zdajemy sobie sprawę, że jest już popołudnie i wypadałoby coś zjeść. Wracamy więc w poszukiwaniu naszego pierwszego ciepłego posiłku.

food truck z krewetkami w Waialua, Oahu, Hawaje

krewetki z food trucka, Waialua, Oahu, Hawaje

W Hale’iwa zupełnie przypadkiem natrafiamy na food trucki. Tłoczno jak w ulu. Dziesiątki samochodów zaparkowane wszędzie. Ludzie ściskający się wokół kilku samochodów z jedzeniem. Do wyboru francuskie naleśniki, hot-dogi, kuchnia kreolska i hawajskie krewetki. Wybór jest prosty. Jesteśmy na Hawajach. Zamawiamy klasyk – grillowane z górą czosnku oraz hot & spicy. W menu napisane jest, że te super ostre każdy bierze na swoją odpowiedzialność. Nie ma zwrotów. Rozumiem dopiero po pierwszym kęsie. Po dwóch krewetkach jestem już spocony. Sos jest tak ostry, że zatyka usta, powoduje czkawkę. To najcięższe przejście kulinarne jakie miałem. Ostrość zabijająca smak i wszelką przyjemność. Zapomniałem, że „ostry” u nas to co innego niż tu. Nauczka na przyszłość – tu nie żartują.

Kawela Bay - północ Oahu Hawaje

W drodze powrotnej do Pupukea trafiamy na pobliską Laniakea Beach, zwaną też Turtle Beach. Chcemy oczywiście zobaczyć żółwie morskie. Podobno są tam niemal zawsze. Zazwyczaj wylegują się na plaży. Udaje się namierzyć jednego pływającego w wodzie, ale ze względu na fale, widok jest raczej słaby, wiec jedziemy dalej. W sklepie łapiemy ananasa i kilka piw i jedziemy dalej Kamehameha Hwy na wschód, w poszukiwaniu zacisznej plaży, na której możemy spędzić resztę dnia. Docieramy do małej zatoczki przy drodze, nieopodal Kawela Bay. Zabieramy wszystko z samochodu i idziemy na plażę.

przepiękna północ wyspy Oahu, Hawaje

Kawela Bay Beach Park - północna część wyspy Oahu, Hawaje, USA

Jest już późne popołudnie, leniwie snujemy się po piasku w zaciszne miejsce. Jest mało ludzi – to zaleta takich miejsc. Na Hawajach jest tyle plaż, że można znaleźć kameralne miejsce, w którym nie ma tłumów, jest cicho i można się rozkoszować przyrodą. Siadamy na sarongu w cieniu drzew i patrząc na morze zajadamy słodkiego jak miód miejscowego ananasa. Słodycz kontrastuje z goryczą miejscowego piwa Castaway IPA. Jest leniwie, sennie. Moczymy nogi, snujemy się, w końcu zapadamy w słodką drzemkę na plaży. Spanie na plaży na Hawajach, to jedna z rzeczy, którą zawsze chciałem zrobić. To coś, co nareszcie mogę wykreślić z listy!

Ahi Poke czyli przepyszny tuńczyk z olejem sezamowym i dymką - Oahu, Hawaje

Budzi nas dopiero delikatny wieczorny chłód. To pewnie przez to, że jesteśmy zmęczeni. I znowu coś dzieje się z czasem. Dzień to było kilka chwil, obrazów, zapachów. Nie wiadomo kiedy, czas przeszedł pomiędzy palcami niczym piasek. Ponoć tutaj czas leci inaczej. Dla nas zdecydowanie przyspieszył, jakby ten świat przed nami uciekał. Wracamy do hostelu. Jeszcze chwila na tarasie. Piwo i aromatyczne ahi poke – aromatyczna sałatka z surowego tuńczyka w oleju sezamowym i dymki. Niezapomniany smak Hawajów. Wieczorny szum morza i cykady płynnie przechodzą w sen. Świat się zwija. Odpływamy.

Waimea Bay i Pupukea - północ Oahu, Hawaje

Pupukea - Oahu, Hawaje

Kolejny poranek. Znowu świat tworzy się na nowo na naszych oczach. Dzień zaczynamy od biegania. Zanim nastanie nieznośny upał. Zaraz potem jedziemy na wschód. Chcemy okrążyć wyspę zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Upał nie przychodzi. Niebo zasnuwają chmury ciężkie niczym ołów. Wydaje się jakby miały zaraz spaść nas przygnieść. Słońce jest gdzieś za nimi ale jakby próbowało przeniknąć przez wilgotne powietrze. Jest jasno. Pomimo sinoszarych chmur, kolory są bardzo soczyste – jak w pełnym słońcu. Jakby ta szarość wyciągała jeszcze bardziej kolory świata. Woda jest szafirowo niebieska, piasek intensywnie żółty, zieleń jest jeszcze bardziej soczysta.

surferzy w Pupukea na północy Oahu, Hawaje

jedno z najlepszych miejsc do uprawiania surfingu - Oahu, Hawaje

Zatrzymujemy się gdzieś przy Kawela Bay, żeby popatrzeć na coraz większe fale. Spieniona, woda nerwowo rozbija się o brzeg. Patrzymy jak w wodzie surferzy walczą z żywiołem, utrzymują się na fali, pędzą, ślizgają się, chwila nieuwagi i znikają skotłowaniu w białej pianie. Patrzenie na tą nieskazitelnie piękna przyrodę trochę boli. Możemy tylko obserwować. Nie możemy dotknąć. Z powodu silnych prądów, nie da rady wejść do wody. A chciałoby się wskoczyć do tej wody, stać się częścią tego pięknego miejsca.

Północ wyspy Oahu - Hawaje

północ Oahu - Hawaje

Im dalej jedziemy, tym niebo staje się cięższe, zdaje się ścieśniać i zniżać. Paradoksalnie, wszystko naokoło zdaje się coraz bardziej wyraźne i pełne życia. Wydaje się, że zaraz lunie deszcz, ale ludzie nie przejmują się pogodą. Życie toczy się dalej w swoim hawajskim tempie. Ludzie, pick-upy, deski surfingowe, spokój, cisza, senność. Zupełnie jakby niebo zatrzymało się w czasie. Kolejny raz mam wrażenie, że Hawaje to jakaś dziura w czasoprzestrzeni, miejsce, w którym wymiary mają zupełnie inne znaczenie. Czas robi ciągłe psikusy, to przyspiesza, to zatrzymuje się, to odwraca.

Północny wschód wyspy Oahu - Hawaje

surfing na Hawajach - Oahu, gdzieś na północny wschód od Honolulu

Przejeżdżamy przez La’ie, gdzie znajduje się jedna z największych atrakcji Oahu – Polynesian Cultural Center. To mekka turystów, którą podobno powinien odwiedzić każdy. No to my nie. Bynajmniej nie dlatego, że wstęp kosztuje 40 USD. To taki polinezyjski Biskupin – rekonstrukcje kilkunastu wiosek ludów Pacyfiku. Do tego rejsy katamaranami po sztucznych kanałach, klatki z ptakami, tańce i przedstawienia. Słowem – park rozrywki. Wszystko drobno mielone. Wybieramy Hawaje: ciężkie chmury, bryzę, opuszczone plaże i niepowtarzalny zapach wolności.

Waiahole Poi Factory - najlepsze hawajskie jedzenie na Oahu

Waiahole Poi Factory - Oahu, Hawaje

Przy drodze trafiamy na obskurny drewniany pawilon o nic niemówiącej nam nazwie Waiahole Poi Factory. Wygląda jak stary garaż, przed którym siedzą ludzie. Hawajczycy. Wszyscy pałaszują aż im się uszy trzęsą. To jest miejsce na obiad. Żadnych talerzy, kelnerów, żadnych frytek, burgerów czy spaghetti. Po długiej analizie, rozszyfrowaliśmy menu – 4 rzeczy w różnych kombinacjach. Wybieramy miejscowe specjały: Kalua Pig – świnia długo pieczona w całości, w dole wykopanym w ziemi – idealnie miękka, rozpływająca się w ustach o delikatnym dymnym smaku. Laulau – kawałki boczku zwinięte w liście taro i duszone na parze. Lu’au – kałamarnica duszona z liśćmi taro i mlekiem kokosowym. Wszystko miejscowe do szpiku kości, tak proste i tak absolutnie pyszne, że aż chce się płakać ze wzruszenia. Czujemy się naprawdę szczęśliwi, że tu trafiliśmy.

Valley of the Temples - Oahu, Hawaje

Valley of the Temples - Oahu, Hawaje
Jadąc dalej trafiamy na przedziwny twór – Valley of the Temples. Trudno powiedzieć co to jest dokładnie. To ogromny cmentarz, na którym każda religia ma swój zakątek ze świątyniami, grobami i kapliczkami. Całość sprawia bardzo dziwne wrażenie. Rozległa dolina zwieńczona przepięknymi stromymi, zielonymi klifami gór Ko’olau. Równo przycięta trawa, alejki pod palmami, świątynie, pomniki. Miejsce od którego bije niesamowity spokój.

świątynia Byodo-In niedaleko Honolulu - Oahu, Hawaje

Na końcu doliny największe dziwactwo – świątynia Byodo-In. W zasadzie to replika 900-letniej japońskiej świątyni w japońskim mieście Uji. Całość wygląda przepięknie. Przed budowlą rozpościera się staw z setkami złotych ryb. Wokół kręcą ścieżki prowadzące do maleńkich pagód i altanek. Co i raz roznosi się mocny dźwięk 3-tonowego mosiężnego dzwonu stojącego nieopodal. Uderzenie weń ma przynieść szczęście. Atmosfera jest niesamowita. Nie psuja jej nawet tłumy Azjatów wylewające się z kolejnych busów i przetaczające się przez świątynię.

świątynia Byodo-In oahu, hawaje

W środku statua Buddy, dużo miedzianych i mosiężnych elementów. Ofiary z owoców, odurzający zapach kadzidełek. Ludzie starają się zachować ciszę i powagę, zgodnie z zaleceniami na tabliczkach. Spokoju nie daje mi muzyka dochodząca za ściany. Jakby ktoś słuchał radia. Pojawia się i znika, jakby ktoś włączał i wyłączał, ściszał i pogłaśniał. Po chwili dosłownie zbieram szczękę z ziemi kiedy okazuje się, że obok głównej sali – w świątyni, odbywa się jakiś bankiet połączony z koncertem kwartetu jazzowego. Nie wierzę. To takie amerykańskie. Po prostu nie wierzę.

Honolulu - Oahu, hawaje

Czas nas znowu goni. Nie wiadomo jak, znowu minął nam prawie cały dzień. Jedziemy na Pali Hwy, chcemy wejść na punkt widokowy, ale pogoda się psuje i przy przejeździe przez góry spada na nas nawałnica. Odpuszczamy, mamy jeszcze kilka dni. Tu czas inaczej płynie, na pewno się uda. Jakoś go oszukamy. Kiedy zbliżamy się do Honolulu, nagle jakby wszystko się zmieniło. Momentalnie czujemy rytm dużego miasta. jakieś napięcie, pośpiech, pęd. Czym prędzej uciekamy i wracamy na północ. Do naszego spokojnego sennego azylu. Nie poznajemy drogi, którą pokonaliśmy dwa dni wcześniej w nocy. Odkrywamy ją na nowo.

Turtle Beach - północ wyspy Oahu, Hawaje. Przepiękne żółwie

 

przepiękne, spokojne, majestatyczne i dostojne - żółwie na Turltle beach niedaleko Pupukea na północy wyspy Oahu, Hawaje

Kiedy jesteśmy już prawie na miejscu, wpadamy na pomysł, żeby zahaczyć o Turtle Beach. A nuż trafi się jakiś żółw wylegujący się na plaży. Kiedy docieramy na miejsce okazuje się, że nie mogliśmy lepiej trafić, bo oto właśnie na środku drzemie sobie przepiękny okaz. Mało które zwierzę robi na mnie takie wrażenie jak żółw morski. Jego spokój, dostojność, jakby mądrość starego człowieka. Widok absolutnie oszałamiający. Do tego sposób w jaki rozkosznie leży sobie na plaży. Co i raz od niechcenia lekko unosi jedną powiekę, żeby zobaczyć kto się kręci obok. Spokój i błogość jakie od niego biją. Patrząc na niego można odnieść wrażenie, że czas jeżeli się nie zatrzymał, to bardzo mocno zwolnił.

wieczór na Hawajach - Waimea, Oahu, Hawaje

nasze ulubione hawajskie piwo - Castaway IPA - pite na tarasie w Pupukea, Oahu, Hawaje

Tak minęły nasze pierwsze dwa dni na Hawajach. Chociaż sam nie wiem czy były dwa, czy jeden. W końcu tak szybko wszystko przeleciało. A może było ich więcej, tylko czas zwyczajnie przyspieszył. Trudno powiedzieć. Wpadliśmy w pułapkę czasu. Prosto z bardzo rzeczywistego korpo-życia, po dwóch dniach podróży na koniec świata, jakbyśmy się zaplątali w czasoprzestrzeni. Byliśmy tu i jakby nie było tamtego świata. Odcięliśmy się. Czas leciał po swojemu. Liczyło się tylko słońce, szafirowa woda, soczysta zieleń, złoty piasek, zimne piwo, pyszne jedzenie i żółwie. Zegarków nie mamy.

 

Pupukea, Oahu, Hawaje, USA