Obłoki Fergany. Książka, jakiej brakowało

Przemysław Chwała dostał ode mnie chyba największy i najszybszy kredyt zaufania w historii. Od momentu kiedy zobaczyłem jego książkę gdzieś w internecie do kliknięcia „kup teraz” minęły jakieś 2 minuty. Większość na szukanie sklepu internetowego. „Obłoki Fergany” złapało mnie na tytuł. Kocham byłe republiki ZSRR, kocham Azję Środkową, kocham Kirgistan. Byłem tam już dwa razy, będę jeszcze nie raz. Niestety książek o tym kraju jest tak mało. I oto nagle widzę: książka o Kirgistanie. Do tego napisał ją gość mniej więcej w moim wieku… OK, na pewno jest młodszy, w każdym razie pewnie, mamy podobne podejście to tego pięknego kraju.

Już od pierwszych stron książka przenosi mnie hen daleko, daleko. Za góry, za lasy, za morza, wprost do małego, górskiego kraju gdzieś na końcu świata. „Obłoki Fergany” to przede wszystkim książka o ludziach. Kirgistan tworzą tu jednostki i ich historię. Klimat podupadłego, biednego kraju, który żyje z pieniędzy przesyłanych od rodaków pracujących w Rosji. Trochę przygnębiający, ale jednocześnie niesamowity. Czytając czułem się jakbym w letni dzień naprawiał dach domu gdzieś pod Biszkekiem razem z bohaterami książki. Ludzie, wódka, tęsknota za Rosją, smutne historie.

Kilka ciekawych historii, których brakowało mi, aby lepiej zrozumieć ten naród. Straszliwa historia zamieszek w Osz w 2010 roku, kiedy ludzie mieszkający obok siebie – sąsiedzi, od lat żyjący razem – nagle zaczęli do siebie strzelać i podpalać swoje domy. Przerażające jak nienawiść może trwać uśpiona w człowieku, wystarczy dosłownie jeden impuls, żeby ją wyzwolić. Po przeczytaniu tego aż przeszedł mnie dreszcz. Kirgistan jest najbardziej demokratycznym spośród środkowoazjatyckich „stanów”. To jedyny naród w regionie który obalił prezydenta, ten zrzekł się urzędu bez rozlewu krwi a zastąpiła go kobieta, która zdała swój urząd po przeprowadzeniu demokratycznych wyborów. Mimo to, w narodzie tym drzemie jakaś dzikość, niepokój i agresja. Może to przez koczownicze korzenie. Twarde, surowe życie na łonie natury, którego rytm wyznaczają pory roku. Jedno jest pewne – Kirgizi kochają wolność. Niesamowite jak to łączą z tęsknotą za ZSRR.

Gdybym czytał „Obłoki Fergany” nie będąc nigdy w Kirgistanie, bałbym się tam pojechać. Kraj i tak brzmi daleko, dziko i niesamowicie, a książka dodatkowo stwarza wrażenie, że jest tam naprawdę niebezpiecznie. Wiele z tego co przeczytałem mogę obalić po dwukrotnym pobycie w 2014 i 2015 roku, ale wnioskuję, że to są obserwacje z wcześniejszych wizyt około 2010 i 2011 roku. W tym czasie sporo się w Kirgistanie zmieniło. Wiadomo, Biszkek – jak i wiele innych miast, nawet europejskich – nie jest zbyt bezpieczny po zmroku, nie ma co się kręcić z telefonem i innym drogim sprzętem na widoku, ale nie jest aż tak źle jak jest opisane w „Obłokach Fergany”. Tam naprawdę da się żyć, pojechać i nie dostać „w japę” czy zostać „skrojonym”. Jak we wszystkim – zdrowy rozsądek przede wszystkim.

„Obłoki Fergany” jest bliska memu sercu, ponieważ to opowieść o podróży wyjątkowej. Nie tylko przez ten piękny kraj, ale i przez życiorysy ludzi, których spotkał autor. Ich historie i życie. To słuchanie, dociekanie, próba zrozumienia tego co siedzi w głowie i sercu drugiego człowieka. To co mnie tak bardzo pociąga w podróżach. To także wspaniały klimat. Czytając wraca do wspomnień zatłoczonych ulic Osz, do orzechowych lasów Arslanbob, do spokojnego Karakolu czy do ukochanego jeziora Ala-kul – mojego miejsca na Ziemi. Tak bardzo brakuje książek o Kirgistanie. Ta jest chyba pierwszą, niemal w całości (kilka rozdziałów o Uzbekistanie) poświęconą temu niesamowitemu krajowi. Mam nadzieję, że nie ostatnią. Poszerzyła moją wiedzę o kraju, jeszcze bardziej pobudziła apetyt, żeby tam wrócić. Dopełniają ją przepiękne zdjęcia ludzi, miejsc, uczuć. Autorowi szczerze zazdroszczę czasu spędzonego w Kirgistanie, zasłyszanych historii i poznanych ludzi. Nie zmarnował danego kredytu zaufania. Dzięki książce odżywają wspomnienia, masa zdjęć, pamiątek, obrazów, momentów… przepiękne góry, niesamowici ludzie ponad wszystko kochający wolność, szaszłyki zawijane w strony z książek z rosyjską poezją i ten kirgiski koniak, palący niemiłosiernie w gardło, pity małymi łyczkami na przełęczy Ala-kul (3 860 m. n.p.m) jako nagroda za wspinaczkowe wyczyny.

Super, że moja opinia o „obłokach Fergany” nie jest odosobniona. Książka dostała bardzo dobre noty na lubimyczytać.pl