Fukushu-en - to chiński ogród w sercu Naha - stolicy Okinawy

Okinawa. Beton w raju

Japonia była od dawna na liście. Ale na Sylwestra? Chcieliśmy koniecznie trafić w miejsce gdzie będzie ciepło. Tak padło na Okinawę. Szybki wypad. Tydzień czasu, praktycznie żadnego planu. Jedno było pewne – chcemy spędzić Sylwestra ze sobą, z dala od tego „trzeba gdzieś iść, coś robić”. Miało być na spontanie, całkowicie na luzie, w ciepełku tropików, z ładnymi widokami i przede wszystkim – razem!

SYLWESTER – INNY NIŻ WSZYSTKIE

Kokusai Street - główna ulica Naha - stolicy Okinawy
Sylwester okazał się faktycznie nietypowy. Przede wszystkim nastąpił tak nagle. Lądujemy w Naha – stolicy Okinawy – po 17:00. Od razu uderza nas inny – japoński świat. Czysta stacja metra, kompletna dezorientacja, bo ludzie praktycznie nie mówią po angielsku. Tylko uśmiechają się, kiwają głowami i przytakują. W takim miejscu, bariera językowa wyrównuje szanse – nikt się nie dogada, chyba że zna japoński. Bez tego zostaje komunikacja na migi. I jeszcze wszędzie te znaczki. Kompletny brak alfabetu łacińskiego. Totalne oczyszczenie umysłu z tego co znamy. Reset. I to jest super! Nadaje podróżowaniu prawdziwego smaku, przygody, tej odrobiny niepewności.

rzeczy, które można znaleźć na Kokusai street - najdziwniejsze pamiątki z Okinawy - najładniejsze są mikroskopijne ananasy

Po krótkiej jeździe ultra punktualną, czystą i super zorganizowaną kolejką, odnajdujemy nasze mieszkanie, zrzucamy plecaki i ruszamy w miasto. W końcu nie ma co tracić sylwestrowej nocy. Jest jeszcze inny powód – jesteśmy zwyczajnie głodni i chcemy wygrać z powoli dopadającym nas zmęczeniem po blisko 20-sto godzinnej podróży. Głowna atrakcja Naha to Kokusai Street – tzw. International. To główna ulica miasta. Tętniące życiem centrum. Kolorowy, pulsujący, migający i grający cyrk. Wszystko co się tu dzieje, uderza w nas z całej siły, wdziera się w nas wszystkimi zmysłami. Festiwal neonów, lamp i stroboskopów. Kakofonia dźwięków muzyki pomieszany z gwarem ulicznym. Zapachy dobiegające z restauracji – wolno duszony boczek, pieczone fioletowe słodkie ziemniaki, soba.

najdziwniejsze pamiątki z Okinawy - do kupienia na Kokusai street, głównej ulicy Naha

To miejsce to nasz pierwszy kontakt z Japonią. Spodziewaliśmy się dziwnych rzeczy, ale to co zastaliśmy przekroczyło nasze wszelkie oczekiwania. Ilość zupełnie nowych, nieznanych produktów, smaków, pomysłów nas przytłoczyła. Zwyczajnie nie mieściło nam się to w głowie. Marynowana skóra ze świńskich głów sprzedawana w wielkich paczkach, prażone świńskie uszy, wódka ze żmiją, Kit Katy w nietypowych smakach, miniaturowe ananasy, lody o smaku zielonej herbaty, sól o smaku kakao.

Kokusai street nocą czyli kalejdoskop wrażeń - Naha, Okinawa

Nawet sposób w jaki wyeksponowane jest sushi w supermarketach sprawia, że nie chce się go ruszać, tylko na nie patrzeć. Małe dzieła sztuki – każde z osobna i jako całość – w idealnej równowadze składników, kolorów i kształtów. Estetyczny raj. Tu piękno codziennych produktów miesza się z ekscentrycznością. Kropka nad i są wszechobecne automaty z napojami – stoją dosłownie co kilkanaście metrów. Wydaje się, że wszystkie oferują to samo, ale po dokładnym przyjrzeniu okazuje się, że konkurują ze sobą Suntory, Asahi, Boss i inne firmy. Każda maszyna ma średnio kilkanaście – kilkadziesiąt napojów w ofercie.

nasza kolacja sylwestrowa na Okinawie: sushi i lokalne piwo Orion. Okinawa

Po kilku godzinach błądzenia po Kokusai, szturchania się i pokazywania sobie palcem, patrz, wooooow, ojaaa, nie wierzę, wracamy do domu – już prawie północ. Generalnie nic się nie dzieje i nie zapowiada się aby odbywał się tu jakiś „Sylwester z Jedynką”, więc postanawiamy przywitać Nowy Roku przy sushi, patrząc na miasto z 10-tego piętra naszego mieszkania. I tak też się stało. Wybija północ. Na mieście cisza. Nic się nie dzieje. Słychać dogorywający miejski zgiełk. Na chwilę tylko odzywają się syreny statków rejsowych. To tyle. Mamy 2016 rok. Najspokojniejszy Sylwester jaki widziałem i przeżyłem.
NAHA – SZYBKI PRZEWODNIK PO STOLICY

Naha - stolica Okinawy z okien naszego apartamentu

kolejka miejska w naha - okinawa

Naha w dzień to zupełnie inny świat. Pierwszy raz widzimy miasto w świetle dziennym. Okinawa miała być tropikalnym rajem, a odnajdujemy się w ogromnym betonowym mieście. koniec złudzeń. Raju trzeba poszukać gdzie indziej. Mimo ogromnej liczby betonu, asfaltu i kabli, Naha jest bardzo przyjemna. Może to przez pogodą, względny spokój i ciszę po odejściu od głównych ulic. Do tego jest tu sporo zieleni. Przyjemnej, subtropikalnej zieleni. W końcu jesteśmy gdzieś w połowie drogi pomiędzy Japonią a Tajwanem. Dzięki tej zieleni, udaje nam się rozpocząć nowy rok naprawdę wykwintnym posiłkiem w przepięknych okolicznościach przyrody.

Fukushu-en - chiński ogród w sercu Naha - stolicy Okinawy

Fukushu-en - chiński ogród w sercu Naha - stolicy Okinawy. pagoda

Trafiamy do Fukushu-en. To przepiękny chiński ogród zbudowany w samym środku miasta. Od bloków i ulic szczelnie oddziela go 2,5-metrowy mur. Za nim znajduje się inny świat. Pawilony z kunsztownymi zdobieniami, pagody, altanki, staw z kolorowymi rybami i żółwiami a nawet wodospad. Całość pozwala odciąć się od miasta. delikatny szum wody, słońce i zieleń pozwalają zapomnieć, ze znajdujemy się w centrum ponad 300-tysięcznego miasta.

Fukushu-en To przepiękny chiński ogród

a na śniadanie w Naha, znowu sushi - za to kochamy japonię

Jedna z altanek nad woda to świetny punkt na śniadanie. Jeżeli chodzi o dietę, to jesteśmy monotematyczni. Może to i banalne, ale dla nas Japonia to przede wszystkim sushi. I nie mam tu na myśli łososia – surowego lub pieczonego, czy surimi zawiniętego w podły ryż i glona. Tutaj nawet w supermarkecie można dostać przepyszne, świeże sashimi. Przepięknie pokrojone: rozpływający się w ustach, delikatny tuńczyk, tłusty łosoś, lekko sparzona ośmiornica czy krewetki. Wszystko doskonale przygotowane i porcjowane. Taka przyjemność kosztuje około 20 złotych na dwie osoby. Tyle trzeba zapłacić za porcję 24 kawałków ryby i porcję ryżu. Czego chcieć więcej?

tsuboya - stara dzielnica naha - mieszkają w niej rzemieslnicy garncarze i rzeźbiarze

Kolejnym przystankiem jest Tsuboya – historyczna dzielnica garncarska. Historyczna to mocne nadużycie semantyczne. Jak reszta miasta, dzielnica została odbudowana po Drugiej Wojnie Światowej. Praktycznie cała wyspa została wtedy zrównana z ziemią. Tutaj w co drugim domku znajduje się pracownia, w której wytwarzane są naczynia, imbryki na herbatę lub tradycyjne smoki, które zobaczyć można praktycznie przed każdym domem – na murku lub na dachu. Dzielnica sprawia wrażenie maleńkiej wioski otoczonej miastem. Panuje w niej niesamowita cisza i spokój. Niesamowitego klimatu dodają też wszechobecne naczynia, rzeźby i dachy niskich domków pokryte pięknymi rudymi glinianymi dachówkami.

Shuri-jo czyli pałac w Naha - stolicy Okinawy

Tsuboya była tylko przystankiem po drodze do zamku Shuri-jo. Od wieków siedziba władz lokalnej dynastii Ryukyu. Po przybyciu Japończyków, zamieniona na koszary, zniszczona, zapomniana, doszczętnie zniszczona podczas wojny i odbudowana 20 lat temu. Zdecydowanie obowiązkowy przystanek podczas zwiedzania miasta.

niesamowity pokaza walk na zamku Shuri-jo, Naha, Okinawa

Doskonała rekonstrukcja zamku to jedno. Prosta, bardzo ascetyczna, niemal zupełnie pusta w środku budowla. Jednocześnie imponuje rozmachem i wszędzie przebijającą równowagą. Czyste drewno i maty. Żadnego złota i kamieni. Idealne w swej prostocie. Dodatkową atrakcją są często odbywające się tu pokazy walk i rytuałów wojennych.

Panorama Naha z zamku Shuri-jo, Okinawa

Z zamkowego wzgórza rozpościera się imponujący widok na miasto. Niewiarygodna ilość betonu i kabli z jednej strony tonąca w zieleni, z drugiej – w oceanie. Po raz kolejny jesteśmy zdziwieni, że w takim miejscu znajduje się tak duże miasto. Spodziewaliśmy się raczej małego miasteczka, tymczasem Naha wydaje się nie mieć końca. Rozlana jest pomiędzy wzgórzami Okinawy. Miasto wdziera się w każdą wolną przestrzeń. Lasy wydają się z trudem odpierać inwazję betonu. Gdzie ten raj?

jedzenie w Naha, japonska kuchnia jest najlepsza na swiecie

Zdecydowanie największą atrakcją Naha jest jedzenie. Między innymi po to tutaj przyjechaliśmy. Żeby bezwstydnie objadać się japońskimi specjałami. Tutaj można spróbować każdego jadalnego stworzenia morskiego, które pływa, pełza czy brodzi w okolicznych wodach. Ryby, krewetki, homary, ślimaki, małże. Wszystko to najlepiej na surowo. Sashimi je tu każdy. Tu ryb i owoców morza się nie piecze i nie smaży. Najwyżej gotuje w zupie miso. Aromatyczny, tłusty chiński ramen, japońska soba. Tłuste, długo gotowane do miękkości boczek lub żeberka w idealnej słodkawej marynacie.

Japońska kuchnia w Naha na Okinawie - coś pysznego. CHoćby dlatego warto tu przyjechać

Zapach świeżej ryby, sosu sojowego, kręcące w nos wasabi, orzeźwiająca biała rzodkiew. Ostry zapach sfermentowanej soi. Soja w postaci pasty, nasion, tofu, sosu. W każdej formie zaskakuje. To kulinarny raj. Jemy to wszystko bez opamiętania codziennie. Czas odmierzają nam kolejne posiłki. Każdy posiłek to kolejne odkrycie, nowa przygoda. Uczymy się siorbać udon tak aby nie pochlapać się tłustym bulionem. Próbujemy dobrać się do łagodnego mięsa homara tak aby nie pokaleczyć się ostrymi kolcami. Połowa rzeczy, które jemy to dla nas nadal tajemnica, bo wybieramy knajpy, w których nie ma angielskiego menu. Robimy losowanie w z karty, wybieramy patrząc na nieudolne, brzydkie zdjęcia potraw, lub abstrakcyjne, pieczołowite atrapy dań. Kuchnia japońska to prawdziwa przygoda.

CHURAUMI – AKWARIUM POŚRÓD PÓL KAPUSTY

PÓŁNOCNA OKINAWA to przede wszystkim wsie i pola, CHURAUMI

typowa japońska wioska na północy Okinawy

o kilkudniowej kulinarnej fieście z małymi przerwami, jedziemy do Churaumi na północy głównej wyspy. Tu główną atrakcją jest drugie co do wielkości akwarium morskie na świecie. Zanim jednak trafimy do parku, chcemy rozejrzeć się po okolicy. Park Expo z akwarium i kilka przylegających do niego wielkich hoteli stoją dosłownie w środku niczego. Otaczają je wioski z polami kapusty i malutkimi cmentarzami i krzaczorami. Zupełnie nas nie dziwią automaty z napojami, które można znaleźć przy drodze po środku pola. Całość tworzy naprawdę abstrakcyjne wrażenie.

Warumi To maleńka plaża ukryta w wąskim przesmyku pomiędzy skałami

Zupełnie przypadkiem trafiamy na Warumi. To maleńka plaża ukryta w wąskim przesmyku pomiędzy skałami. Łatka złocistego piasku którą zalewa lazurowa woda. Dojście do niej wymaga błądzenia po wiejskich drożynkach, na koniec schodzenie schodami ukrytymi w tropikalnym lesie. Na miejscu spotykamy dziwnego starszego Japończyka, z którym oczywiście nie możemy się dogadać. Zagaduje nas, coś opowiada, pokazuje zdjęcia małych żółwi, które zaraz po wykluciu się idą do morza. Kręci się, w końcu nieśmiało prosi mnie, żebym sięgnął mu jakiś krzak rosnący wysoko na skale. Czuję się trochę jak w jakiejś grze przygodowej. Abstrakcja na każdym kroku.

jedna z wielu przepięknych plaż na północy Okinawy

Jak to w przygodówce, w zamian za zerwanie krzaka, Pan mówi nam jak trafić na górę – na skały ponad plażą. Coś jednak idzie nie tak i zamiast dotrzeć na górę, trafiamy na pobliską szeroką plażę. Zadowalamy się nagrodą pocieszenia, miejsce jest przyjemne. Pogoda nas niestety nie rozpieszcza, przez kilka ostatnich dni na zmianę mokliśmy i marzliśmy, rzadko wychodziło słońce – ot takie nasze szczęście. Nauczyliśmy się jednak korzystać z każdej chwili kiedy nie pada. Spacerujemy więc plażą. Jest pochmurnie. Nawet przy niedoborze słońca, woda ma przepiękny lazurowy kolor. Taki jak na zdjęciach. To niesamowicie, że niemal wszędzie na wyspie, woda jest dokładnie jak na pocztówkach.

biegająca muszelka czyli krab pustelnik na plaży Okinawa

Naszą uwagę przyciąga wędrująca muszla. Krab pustelnik. Pojedyncza tajemnicza muszelka co i raz ganiająca we wszystkie strony. Nagle się zamiera w bezruchu i udaje, że jej tam nie ma. Jest coś pięknego w tych stworzonkach. Uwielbiam brać takie muszle i obserwować jak prześliczne niebieskie kraby ze swoimi wyłupiastymi oczkami wychylają się z muszli tylko po to by schować się w niej kiedy tylko drgnie mi ręka. Sposób w jaki powoli wychylają nóżki, lekko kłują nimi palce. Sprawdzają, badają grunt. Ich ruchy. Nigdy nie mogę się powstrzymać przed oglądaniem ich z bliska.

CHURAUMI - betonowe miasteczko na północy Okinawy

CHURAUMI - betonowe miasteczko na północy Okinawy. trudno powiedzieć o nim, że jest ładne

Z czasem odkrywamy, że nasza „wioska” nad brzegiem morza zamienia się w coś w rodzaju kurortu. Kurortu wylanego betonem. Dwa ogromne hotele, które mają przerób dosłownie przemysłowy. Cichy nadmorski deptak, tradycyjne domki. Uderzająca jest ilość szarego, zimnego betonu, który kontrastuje niesamowicie z przepięknym kolorem wody. Nie możemy się nadziwić jak takie piękne miejsce można ot tak oszpecić betonem. Całość jest zwyczajnie brzydka. Nie bronią tego widoku ani idealnie błękitno-zielone wody Pacyfiku, ani wyłaniająca się gdzieś z tyłu zieleń. Okinawa jest piękna, ale niestety jej dziewicza natura jest systematycznie deptana przez cywilizację. Nie ma tu super szybkiej kolei i super zaawansowanych robotów. Jest po prostu beton. Postęp w najbardziej pierwotnej i odrażającej formie. Szary, brudny i zimny. Ciągła sinusoida: piękna dziewicza przyroda i lekkość kontra człowiek za którym stoi stal zbrojona, kable, szkło i beton. Do tego bardzo trudno się nam przyzwyczaić.

Akwarium Okinawa

Wybierając się do akwarium, wiedzieliśmy czego się spodziewać. Tłum, rodziny, krzyczące dzieci. Nie zawiedliśmy się. Było dokładnie tak – tłoczno, głośno, intensywnie. Na szczęście japoński rozmach ma też swoje dobre strony. Akwarium wysokie na ponad 10-metrów, w którym pływają powoli, w kółko jak w jakimś dziwnym transie rekiny wielorybie, płaszczki, delfiny i dziesiątki innych rodzajów ryb robi naprawdę niesamowite wrażenie. Oglądanie tego niesamowitego, sennego tańca jest hipnotyzujące, może spowodować co najmniej zawroty głowy. Bycie tak blisko tych wszystkich stworzeń, możliwość zobaczenia podwodnego świata z tak bliska jest niesamowitą frajdą. Chociaż blisko, to kwestia względna, oddziela nas od nich jedynie metrowej grubości szyba. Jesteśmy jak małe dzieciaki, które z zadartymi głowami i rozdziawionymi ustami pokazują sobie coraz to nowe ryby.

Akwarium na Okinawie jest ogromne i niesamowite

Akwarium na Okinawie jest ogromne i niesamowitea. egzotyczne okazy

przepiękne meduzy i ich taniec w oceanarium na Okinawie

Oprócz ogromnego zbiornika, w kompleksie znajdują się również dziesiątki mniejszych akwariów, w których odtworzone są fragmenty raf. Można tu znaleźć setki rodzajów ryb. W każdym możliwym kolorze i o każdym możliwym kształcie.

biedne, smutne manaty w oceanarium na Okinawie

równie smutnym widokiem były żółwie, próbujące się wydostać z maleńkich akwariów, Okinawa

Trafiliśmy też niestety na rzeczy, które wywołały u nas ciarki na plecach i zwyczajny smutek w serach. Pierwsza z nich to manaty ściśnięte w małym brudnym, śmierdzącym chlorem akwarium. Ich widok był tak smutny i dołujący, że zwyczajnie chciało nam się płakać. Drugim bardzo dołującym widokiem były akwaria z żółwiami. Obok dużego akwarium znajdowały się mniejsze, w którym najwyraźniej były izolowane dwa osobniki. Te dostojne stworzenia cały czas nerwowo trzepotały płetwami i ślizgały się o ścianę próbując za wszelką cenę wydostać się z zamknięcia. Mam nadzieję, że cokolwiek się tam z nimi dzieje, jest dla ich dobra.

Latające delfiny w akwarium Okinawa

Główną atrakcją parku jest pokaz delfinów. Kilka razy dziennie odbywa się tu istne show z udziałem kilku delfinów butlonosych oraz „false whale killerów” co w tłumaczeniu na polski oznacza „szablogrzbiet waleniożerny”. Jak by się nie nazywały, zwierzaki wykazują się niesamowitą zwinnością i gracją. Skaczą na zawołanie, robią salta, unoszą się niemal nad wodą, łapią hula hop, odbijają piłki, klaszczą płetwami, plują wodą w widownię. A przy tym wszystkim robią to z taki wdziękiem, że chce się takiego delfina zwyczajnie złapać i przytulić.

szablogrzbiet waleniożerny - tak sie nazywa to zwierzę, akwarium, Okinawa

Przedstawienie było oczywiście w stylu słoń na taborecie. Uderzyła nas w tym wszystkim jedna rzecz. Jak te zwierzęta można wytresować. To jest absolutnie niesamowite, jak one muszą być inteligentne. Sposób w jaki reagowały na komendy – oczywiście zachęcane rybą – jak wykonywały polecenia, że w ogóle były w stanie się tego wszystkiego nauczyć! Warto zobaczyć takie show chociażby dlatego, żeby wiedzieć do czego zdolne są te stworzenia. Delfiny zachwyciły nas jeszcze podczas pobytu w Australii. Ich radość, energia, temperament, chęć ciągłej zabawy. Jednocześnie ich delikatność i piękno.

Okinawa to taka dziwna japonia - pełna pięknych tropikalnych plaż

Na koniec pobytu w parku, postanawiamy się jeszcze przejść po okolicy. I znowu zaskoczenie. Obok nowoczesnych pawilonów, obciachowych kolejek czu-czu wożących głośne wycieczki, można w jednej chwili znaleźć się na opuszczonej plaży. Co prawda znaki zakazują kąpieli, informują o licznych jadowitych wężach, groźnych koralowcach i meduzach. Mimo wszystko to piękne miejsce, w którym choć na chwilę można złapać wytchnienie po wrażeniach z akwarium. To miejsce jest niesamowite, bo pokazuje świat schowany pod powierzchnią wody – przepiękny, ale i przerażający. Z drugiej strony to tysiące stworzeń trzymane w niewoli. Tylko po to, żebyśmy mogli je obejrzeć. Odwieczny handel: nasza ciekawość za ich wolność. Trochę nam z tym było źle.

Tradycyjna japońska wioska Expo, Okinawa

Tradycyjna japońska wioska Expo, Okinawa

Schodzimy z plaży i idziemy do wyjścia przez mini ogród botaniczny. Nagle, po kilku krokach znajdujemy się w samym środku modelowej wioski z Okinawy. Labirynt uliczek, kamiennych murków i małych domków krytych glinianą dachówką. Całość idealnie wkomponowana w otaczający las. Modele, jak się okazuje, odzwierciedlają domy mieszkańców wyspy z kolejnych epok. Można zajrzeć do środka, w niektórych pochodzić po miękkich matach. To ciekawe uczucie znaleźć się w takim ascetycznie wykończonym i wyposażonym domku. W większości pokoi nie ma nic. Tylko podłoga. Mimo to, domy zdają się idealnie komponować z otaczającą przyrodą. Są spójnym elementem otoczenia a nie betonową plombą. Te domki przypominają, że kiedyś człowiek i natura to było jedno. Uświadamiają jak bardzo są dziś od siebie daleko.

Wybrzeże Okinawy, Japonia

Okinawa to kawałeczek Japonii, który na długo pozostaje w pamięci

Wracając z parku, jak każdego dnia tutaj, próbujemy zrozumieć to co zobaczyliśmy. Ludzi, ich miejsce w świecie, stosunek do natury, w ogóle TO MIEJSCE. Każdy kto myśli że Okinawa to tropikalny raj, japońskie Hawaje – musi pamiętać o jednym – to przede wszystkim Japonia – ze wszelkimi konsekwencjami tej „japońskości”. W przypadku Okinawy oznacza to beton bezwzględnie wdeptany w przepiękną, niesamowitą, magiczną przyrodę i ducha wyspy. Mimo tego – na szczęście – Okinawa nie straciła swojego klimatu i duchowości. To nie są Filipiny, Bali, Tajlandia czy Wietnam – to cały czas jest Japonia. Czyli kraj nie do ogarnięcia, poza naszymi zdolnościami percepcji i zrozumienia. Pomimo całego tego betonu, warto tu przylecieć, warto wdychać tą wyspę razem z powietrzem, pić razem z lokalnym piwem Orion, jeść w miejscowych przysmakach i zabrać ze sobą – we wspomnieniach – w głowie i przede wszystkim w sercu.

 

Naha, Okinawa, Japonia