Widok z mostu Dotonbori - neony odbijające się w wodzie - Osaka, Japonia

Osaka nocą. Halloween na Dotonbori

Po całym dniu spędzonym w Nara, przyszedł czas na noc w Osace. Wiedzieliśmy, że w kilka dni możemy zobaczyć jedynie wycinek tego ogromnego miasta, chcieliśmy za wszelką cenę przeżyć Osakę nocą. Tak się złożyło, że trafiliśmy tu przed samym Halloween. Po tym, co słyszeliśmy, spodziewaliśmy się prawdziwego balu przebierańców. Po krótkim odpoczynku w maleńkim hoteliku, osuszeniu butów i ubrań, byliśmy gotowi na Dotonbori i szaloną noc w japońskim stylu.

dzielnica Shinsekai - Osaka, Japonia

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od dzielnicy Shinsekai – założonej w 1912 roku wokół parku rozrywki. Przy budowie tej części miasta wzorowano się na Nowym Jorku i Paryżu, więc na początku XX wieku była to najnowocześniejsza część Osaki. Po II Wojnie Światowej wiele się zmieniło. Przy odbudowie miasta zapomniano o Shinsekai i dzielnica popadła w ruinę. Zaniedbana, pozostawiona sama sobie obrosła warstwą zapomnienia i bylejakości. Pełno tu starych budynków, bezdomnych, ciemnych uliczek i podejrzanych typków. Do tego pełno salonów gier – pachinko. Pod tą grubą warstwą kurzu historii kryje się jednak niesamowity klimat. I to właśnie ten klimat tak bardzo chcieliśmy poczuć.

Wieża Tsutenkaku - Osaka, Japonia

Nasz spacer zaczynamy w okolicy Tsutenkaku – postawionej w 1955 roku, lekko już rdzewiejącej i ogólnie trącącej myszką 103- metrowej wieży. To coś pomiędzy wieżą Eiffela a wieżą ciśnień. W nocy wygląda bardzo zjawiskowo – jest podświetlana we wszystkich kolorach tęczy. Razem z wąskimi uliczkami tonącymi w świetle kolorowych neonów tworzy niesamowitą ferie barw. Dalej, ponad ciemnymi zaułkami wskazuje drogę do najbardziej rozrywkowego kwartału w tej części miasta. Wystaje zza budynków niczym latarnia morska. Pulsuje jak ogromne, kolorowe serce Osaki. Jest w niej coś niesamowitego. Jakby ładowała nas jakąś energią na cały wieczór.

Ulice Osaki nocą - okolice Dotonbori, Japonia

Krążąc tak po ulicach i uliczkach, dostajemy niemal oczopląsu od wszechobecnych neonów i świateł, trafiamy na przedziwny, brylasty, biały budynek z napisem MARUHAN. Wygląda jak jakieś centrum handlowe. Kiedy z ciekawości wchodzimy do środka, okazuje się być statkiem kosmicznym. Ludzie, pełno ludzi. I maszyny. Dziesiątki, setki Japończyków. Młodych i starych. Wszyscy siedzą jak zahipnotyzowani i patrzą tępo w ekrany automatów do gry. Platformówki, strzelanki, wyścigi samochodów i statków kosmicznych, koszykówka, gra na gitarze, taniec, słowem wszystko! We wszystko się tu gra, wszystko się udaje.

Wewnątrz Pachinko Maruhan - ogromnego salonu gier - Osaka, Japonia

Całe rzędy maszyn, zupełnie jak w Matrix, podłączone do ludzi, wysysają z nich energię. Do tego ten ogłuszający hałas. Odgłosy wszystkich tych gier zlewające się w jeden niewyobrażany jazgot, który wdziera się do głowy przez uszy i wgryza się w mózg. Nie daje spokoju, ani chwili wytchnienia. Migające, epileptyczne światła, światełka, diody – istne szaleństwo. Wpadamy w pułapkę. Nie ma tu okien, nie ma wyjścia. Dziesiątki rzędów, jeden za drugim, ślepe zaułki, zakręty, we wszystkie strony. Zewsząd hałas, oślepiające światła, ludzie przyklejeni do maszyn. Zwariuje! Gdzie jest wyjście? Hałas robi się coraz głośniejszy i bardziej nieznośny, przyspieszamy, w popłochu szukamy wyjścia – to nie tu! – wyjście chowa się przed nami. Chcemy już po prostu uciec z tego labiryntu światła. Wszystkie rzędy wydają się takie same. W końcu, zupełnie przypadkiem znajdujemy maleńkie szklane drzwi. – Jesteśmy uratowani!

Animate - gigantyczny sklep z komiksami manga i anime - Namba, Osaka, Japonia-2

Po ucieczce z pachinko, ruszamy w kierunku Dotombori – głównej ulicy Osaki. To ta, którą można zobaczyć jako pierwszą po wpisaniu „Osaka” w Google: kolorowe neony, gigantyczny krab Kani Dōraku, wielka ręka z sushi, talerz pierożków gyoza na ścianie budynku, świecący billboard z biegnącym Glico Manem i tysiące ludzi na ulicy. Wszystko to w jednym miejscu, centrum wszechświata. Tego wszechświata – Japonii. Niedaleko centrum handlowego Namba trafiamy na Animate Osaka Nipponbashi – gigantyczny, wielopoziomowy sklep ze wszystkim, co związane z manga, oraz anime. Ile pięter ma sklep? Nie wiem, zrezygnowaliśmy już na siódmym.

Animate Osaka Nipponbashi - wewnątrz sklepu z komiksami manga - Osaka, Japonia

Od samego wejścia, czuć, że to kompletnie inny świat. Zimne, ostre światło ledów, tysiące, dziesiątki tysięcy komiksów, ściśniętych jeden obok drugiego. O wszystkim, dla każdego. Poukładane są alejkami, wydaje się, że tematycznie, ale nie. Wszystko jest tu ułożone w jakimś tylko sobie znanym porządku. Komiksy poprzekładane są wszelkiego rodzaju gadżetami filmowymi, rekwizytami, kostiumami, plakatami, zabawkami. Można się tu wcielić w dowolna postać z komiksu czy filmu. Są nieśmiertelne pokemony, są znani z dzieciństwa na Polonia1: Tsubasa, GiGi i Yattaman. Szukam Generała Daimosa, ale bezskutecznie – tutaj nie da się odnaleźć, nie da się pojąć panującego tu porządku. Wszystko jest abstrakcyjne, dziwne, nie do ogarnięcia.

Animate Osaka Nipponbashi - sklep z komiksami manga - Osaka, Japonia

Z każdym piętrem oddalamy się od ziemi. Dosłownie i w przenośni. Świat mangi pochłania nas bez reszty, coraz bardziej odcina od rzeczywistości. Na każdym kolejnym piętrze jest tego więcej, zaczynamy przecierać oczy z wrażenia. Ile jeszcze? Zdajemy sobie sprawę jak niewiele wiemy o Japonii. Jaka mikroskopijna część tego świata dociera do nas do Europy, nawet teraz – kiedy dzięki internetowi możemy niemal wszystko. Komiksy, płyty DVD, znowu komiksy, gadżety, zabawki, a obok dział dla dorosłych. Komiksy z pozaklejanymi okładkami – setki tytułów, tysiące. Kompletna abstrakcja! Wszystko to bombarduje ilością, kolorami, krzykliwością. Dla nas to kosmos. Dziesięć empików z komiksami w jednym wielkim budynku. Do tego te pustawe alejki, w których pomiędzy białymi ścianami sterczą tajemnicze sylwetki. Stoją niczym manekiny, pochylone nad komiksami, zaczytane w mandze. Japonia to stan umysłu.

Ebisu Bashi Suji - ulica handlowa, Osaka, Japonia

Ebisu Bashi Suji - ulica handlowa - wnętrze pasażu - Osaka, Japonia

Dalej droga w kierunku Dotonbori prowadzi przez ulicę Ebisu Bashi Suji. W zasadzie trudno nazwać to ulicą. To ogromna kryta aleja wyciągnięta żywcem z hali targowej. Idzie się jak przez ogromny bazar. Wejście do Ebisu Bashi Suji to jak portal do innego świata, skok w hiperprzestrzeń. Wszędzie naokoło kolory, jak we wnętrzu obracającego się kalejdoskopu. Wprost trudno się zorientować skąd atakują kolejne jaskrawe neony, migawki, znaki, billboardy i neony. Niemiłosierny tłok – rzeka ludzi sunie wolno, szczelnie wypełniając każdą, nawet najmniejszą przestrzeń, rozlewa się na wszystkie strony – w każdy zakątek. W tłumie pojawia się Jack Sparrow, jacyś żołnierze, wampiry, czarodziejka z księżyca, minionki, Iron Man, są nawet wojownicze żółwie ninja! Czy to już Halloween, czy po prostu Japonia?

jedna z największych atrakcji dotonbori - Kani Doraku Crab - Osaka Japonia

Dotonbori nocą - Osaka Japonia

W końcu, niesieni nurtem rzeki ludzkich ciał, docieramy do Dotonbori. Serce Osaki! To tu prowadzą wszystkie drogi, dostarczając kolejne masy ludzi. Tysiące głów wydaje się tworzyć jedną zwartą masę delikatnie falującą w górę i w dół pomiędzy stromymi ścianami neonów. Z tej ogromnej ludzkiej rzeki wypełza na ścianę ogromny 6,5-metrowy krab. To Kani Doraku Crab – zbudowany w 1960 roku jeden z pierwszych mechanicznych billboardów – rusza odnóżami i oczami. Pod nim znajduje się restauracja specjalizująca się oczywiście w przyrządzaniu krabów. Zaraz obok nad tłumem unosi się napięta do granic możliwości ryba rozdymka. Świeci i obraca się odprowadzając wzrokiem przechodniów. Ryba reklamuje kolejną restaurację – tym razem, serwującą ryby.

Billboardy na dotonbori - pierożki chińskie gyoza - Osaka Japonia

Billboardy na dotonbori - sushi - Osaka Japonia

Patrząc na neony i wystające, trójwymiarowe billboardy można sobie wybrać miejsce na kolacje. Wszystko widać jak na dłoni. Tutaj jest sushi – pokazuje ogromna biała ręka trzymająca kawałek nigiri. Tam, do ściany przyklejony ogromny talerz z pierożkami gyoza. Dalej miska ramenu, ośmiorniczka, znowu jakaś ryba. Decydujemy się na sushi. Pod wielką ręką kolejka. Na środku ulicy stoi ogonek ludzi. Z obu stron obmywa go rzeka ludzi. Na czele naszej ludzkiej wysepki stoi ubrany na niebiesko pan z notesikiem. Coś sprawdza, liczy, patrzy na kolejkę, znowu liczy, sprawdza i kolejni gości proszeni są do środka. Czekamy cierpliwie aż wypadnie w końcu na nas. Patrzymy na ogromną masę ludzi, która przetacza się przez Dotonbori. Ludzie przychodzą tu na zakupy, zjeść, do klubu lub chyba po prostu się przejść. Wygląda jakby cała Osaka schodziła się tu na noc.

Genroku Sushi - czyli sushi train - restauracja typu kaiten sushi - Dotonbori, Osaka, Japonia

Kiedy nadchodzi nasza kolej, mijamy napierające ze wszystkich stron tłumy i już po chwili jesteśmy w Genroku Sushi. To nie jest zwykła restauracja, a kaiten sushi czyli taka, w której jedzenie jeździ wokół baru na taśmociągu. Tego typu lokale wynaleziono właśnie w Osace – w latach ’50. Nie jest to wykwintna restauracja, bardziej bar, ale jest szybko, świeżo, smacznie i – jak na Japonię – tanio. Czego chcieć więcej? Siadamy przy barze, za którym mistrzowie sushi (nie kucharze!) uwijają się jak w ukropie. Delikatnie z pietyzmem odkrawają kawałki ryb, formują w dłoniach ryżowe kulki, układają na nich tłuściutkie kawałki i siup! – talerzyk z porcją sushi ląduje na obracającym się taśmociągu i zmierza prosto w naszym kierunku. Oczywiście dopóki ktoś nam go nie zwinie sprzed nosa.

Genroku Sushi - restauracja typu kaiten sushi - Dotonbori, Osaka, Japonia

Parę razy ktoś nas jednak uprzedza, wybieramy więc i próbujemy wszystkiego co jeździ na taśmie. A jest w czym wybierać: tuńczyk jasny, ciemny, tłusty i chudszy, łosoś taki, siaki, makrela, halibut, węgorz opalany w sosie teriyaki, ośmiornica, krewetki, krab a do tego ikra: mała, duża, różowa, pomarańczowa, czarna, wszystko! Jeżeli coś nie dojedzie, wołamy pana i prosimy o konkretną porcję, która po chwili ląduje przy nas. Siedzimy tak i polujemy na sushi – wszystkiego niestety nie sposób spróbować. Jest pyszne i bosko świeże. Żadnych rolek, żadnego serka Philadelphia, żadnego ogórka i pieczonego łososia. Tutaj sushi to przede wszystkim sashimi, czyli kawałek świeżej tłuściutkiej ryby na kulce lepkiego ryżu. Do tego odrobina wasabi i kropelka sosu sojowego. To w tej prostocie tkwi tajemnica smaku. Obok nas uzbierała się już spora kupka pustych talerzy. Zaczyna w końcu brakować sushi. Taśma pustoszeje. Okazuje się, że jest już 22:00 i zamykają lokal. Ruszamy więc dalej z nurtem ogromnej ludzkiej rzeki Dotonbori.

ulica Dotonbori - Osaka Japonia

Jesteśmy najedzeni, więc ociężali turlamy się dalej przez Dotonbori. Ogromne, rozświetlone ściany budynków oślepiają, migają, przytłaczają. Czujemy się przy nich jak plankton unoszony przez wody tej rwącej rzeki ludzkiej. Dajemy się jej ponieść, krążymy w te i we wte z zadartymi głowami, wpatrzeni w kolorowe neony, wsłuchani w zgiełk, podążamy wzrokiem za ludźmi, za ich przebraniami, widzimy uśmiechy, słyszymy głosy. Zaglądamy w spokojne, wymarłe uliczki dochodzące do Dotonbori – coś niesamowitego – wystarczy zejść kilka metrów, aby znaleźć się w ciemnym, zacisznym zaułku. Dwa kroki do tyłu i z powrotem jesteśmy na głośnej ulicy. Lokalnym centrum wszechświata.

Widok z mostu Dotonbori - neony odbijające się w wodzie - Osaka, Japonia

Docieramy do pobliskiej rzeki i wchodzimy na mały most Aiai. Jesteśmy zaledwie sto metrów od centrum całego tego zgiełku i zamieszania a mimo wszystko jest tu jakoś ciszej, spokojnie. Jakby rzeka była zapleczem całego Dotonbori. Wzdłuż niedużego, wąskiego nabrzeża opierającego się o gładkie ściany wysokich budynków, rozciągają się sklepy i kluby nocne. Po obu stronach, w nocne ciemne niebo strzelają kolorowe światła neonów. Odbijają się w lustrze wody tworząc jakiś niesamowity tunel świateł. Stoimy tak i patrzymy na ten kalejdoskop. Hipnotyzujący obraz – tak krzykliwy i tak spokojny jednocześnie. Kiedy zaczyna mżyć, ruszamy wzdłuż rzeki, przechodzimy przez kolejne sklepy, nocne kluby.

Glico Man - jeden z najsłynniejszych billboardów na Dotonbori - Osaka, Japonia

Halloween w Japonii - Dotonbori Osaka

Kiedy zrywa się ulewa, siadamy skuleni na ławce, przytuleni pod małym parasolem chowamy każdą część ciała i patrzymy sobie na ludzi bawiących się w klubie naprzeciwko. Na moście Ebisu znowu tłumy, ludzka rzeka. Stajemy gdzieś z boku i patrzymy na Glico Mana – bodaj najsłynniejszy billboard reklamowy w Osace. Biegacz reklamujący słodycze pojawił się tu w 1935 roku, przez większą część czasu jako neon, od niedawna – jego szóste wcielenie to ekran LED. Glico Man niemal ginie na tle wszystkich pozostałych świateł. Jest ich tak dużo, jest jasno jak za dnia. Cała ściana pulsuje, miga, jeden wielki kalejdoskop. Hipnotyzuje, zachwyca, przyciąga. Ma w sobie coś niepojętego, jakiś magnes, przyciągający tą małą cząstkę naszej duszy, ukrytą głęboko, o której nie wiemy, że istnieje. Nasze jądro dziwności.

Halloween w Japonii -ludzie idący na imprezy Dotonbori Osaka

Halloween w Japonii - w drodze na impreze Dotonbori Osaka

Przy Glico Manie zaczyna się kolejny kryty pasaż – następny skok w hiper przestrzeń, królicza nora, czarna dziura, które złapała nas w już w swoje objęcia. Tu jest jeszcze głośniej, jeszcze bardziej krzykliwie. Tłum jest niemiłosierny, momentami musimy się przeciskać. Dokąd idziemy? Sami nie wiemy, po prostu przemy pod prąd, oglądamy tych wszystkich poprzebieranych ludzi. Spidermanów, żołnierzy, SWAT-owców z czarodziejkami, ludzi z głowami koni, kuso ubrane Japonki w strojach rodem z mangi. Absolutnie niezapomniane przeżycie. Istny gabinet osobliwości. Wszyscy bohaterowie z filmów, książek, komiksów i gier komputerowych w jednym miejscu, przechodzą obok, uśmiechają się, zagadują, przybijają ”żółwika”, pozują do zdjęć.

Halloween w Japonii to niezapomniane przeżycie Dotonbori Osaka

Halloween w Japonii - wielka zabawa na ulicy Dotonbori, Osaka

Lubię miejsca, w których jest swobodnie, gdzie ludzie są uśmiechnięci, nie patrzą na siebie wilkiem. Tutaj jakby prysła japońska powściągliwość, rezerwa, to wyobcowanie. Może dlatego, że to sami młodzi ludzie? Może, ale Japonię jak dziwna by nie była, też na pewno się zmienia, rozluźnia. A może to przebieranie, te chwile zabawy i szaleństwa to ich wentyl bezpieczeństwa, to upuszczanie nadmiaru problemów, ich japońskości? Obserwowanie tego jest fascynujące. To jak żywy kurs antropologii. Osaka nocą powinna być pierwszą lekcją na kursie poznawania Japonii.

stragan z Takoyaki - kuleczkami z ośmiornicy - Dotonbori, Osaka, Japonia

Wracamy na Dotonbori. Przechodząc koło tych wszystkich restauracji i stoisk z jedzeniem, nie sposób znowu nie zgłodnieć. A może tak sobie to tylko usprawiedliwiamy, może po prostu jesteśmy łakomczuchami. Zapach smażonej wołowiny kobe, grillowanych ośmiornic, tofu, kawałków łososia powoduje ślinotok. Mamy ochotę spróbować takoyaki – kulek z ciasta z ośmiornicą. Stajemy w kolejce do jednego ze straganów i cierpliwie czekamy. Tutaj na jedzenie się czeka. Nic nie jest gotowe, nie leży w folii, nie czeka na odgrzanie. Tu wszystko się robi na zamówienie. W rozgrzanej formie lądują kawałeczki ośmiornicy, które zalewane są ciastem. Następnie z zegarmistrzowską precyzją kawałki są po trochu przewracane aż uformują się z nich kształtne, złociste kuleczki. Wtedy z prędkością światła są nakładane na tackę. Zanim ta trafi w nasze ręce, całość jest zalewana sosem, majonezem, posypywana sproszkowanymi wodorostami i płatkami bonito. Efekt? Niebo w gębie.

Takoyaki - kuleczki z ośmiornicy - Dotonbori, Osaka, Japonia

Jest już zdrowo po północy a Dotonbori ani myśli kłaść się spać. Osaka kipi życiem. Jest jak w ulu. Wszystko pulsuje, wibruje, rusza się, bawi. Dociera do nas zmęczenie, niedospanie z poprzednich dni. Zbieramy się do naszej Shinsekai. Za Dotonbori tłum się szybko przerzedza. Ludzie trzymają się głównych ulic, w mniejszych jest cisza i spokój. Kilkaset metrów od rozrywkowego zagłębia widać tylko pojedynczych ludzi, dalej jest kompletni pusto i cicho. Jedyną oznaką życia są migające neony. Znowu pada. Spacerujemy pośrodku nocy skuleni pod parasolem, przez opuszczoną Osakę. Tą samą, która przed chwilą tętniła życiem. Parę godzin temu po tych ulicach ciągnęły tysiące samochodów. Po chodniku w pośpiechu gnali ludzie w garniturach. Sklepy tętniły życiem. Teraz miasto stygnie po gorączce dnia powszedniego. Czuwają tylko rozświetlone 7-Eleven i Family Mart na rogach ulic. Osaka zapada w spokojny sen. Tak jak my. A Dotonbori? To już nie Osaka. To inna planeta.

Osaka, Japonia