Widok na Chorog Khorog - ogród botaniczny - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Pamir Highway: Chorog. Wystarczy przejść przez rzekę

Po nocy w domu Akima i jego rodziny, pośród pachnących drzew owocowych, wstaję tuż po wschodzie słońca. Dolina Wachańska wita mnie cichym bzyczeniem pszczół i ćwierkaniem ptaków. Poranek jest ciepły i radosny. Cała dolina emanuje jakąś mocą. Dziś ruszam na zachód w kierunku Chorog. Zgodnie z wczorajszym postanowieniem najpierw idę w górę, żeby zobaczyć twierdzę o poranku. Tym razem droga w górę prowadzi przez owe kręte ścieżki wydeptane przez owce i kozy. Zamiast 8 kilometrów idę co najwyżej dwa. Warto zawsze obserwować jak chadzają miejscowi – oni zawsze znajdą najszybszą drogę. Zgodnie z moimi oczekiwaniami, widoki są powalające. Wiatr zelżał i samo przebywanie w ruinach twierdzy jest o wiele przyjemniejsze. Łatwiej złapać oddech a miałki ciepły piasek nie zacina po oczach. Siadam więc na chyboczącym murku z kamieni ułożonych jeden na drugim i podziwiam widoki.

Twierdza Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Dolina wachanska widok z Twierdzy Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Wprost nie mogę się napatrzeć na wspaniałą dolinę Wachańską. Patrzę na okolicę i przypominam sobie opowieści Akima o życiu tutaj. Kiedy staliśmy pomiędzy kwitnącymi jabłoniami a kolorowe pranie powiewało lekko szeleszcząc na wieczornym wietrze. – No i tak tu sobie żyjemy – pokazuje ręką dookoła – krystalicznie czysta woda, świeże górskie powietrze, pyszne warzywa, słodkie, dojrzewające w słońcu owoce. To nasz Wachan – Dodaje, że ten widok mu się nigdy nie znudzi. A widzi go już od 61 lat. Z krótką przerwą na studia. Faktycznie, miejsce jak z pocztówki. Tak piękne, że trudno w to uwierzyć. Chce się wyciągnąć rękę i chwycić góry po przeciwnej stronie doliny, żeby tylko się upewnić, że są prawdziwe. Tak. Dla nas przyjezdnych to miejsce idealne. Znowu czuję jakbym bezkarnie, bez żadnych konsekwencji wykradał tym ludziom ich świat. Jakbym oszukiwał w grze życia. Miałem szczęście urodzić się na Zachodzie. Mogę żyć swoim życiem i jeszcze cieszyć się pięknem ich doliny. Bez tych wszystkich ich problemów i wyrzeczeń.

Dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Owce w ruinach twierdzy Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Siedząc tak pomiędzy liczącymi dwa tysiące lat ruinami, słyszę narastającą falę beczenia. Zboczem zbliżają się do twierdzy ogromne stado owiec pomieszanych z kozami. Są coraz bliżej i w pewnym momencie otaczają ruiny. Kiedy schodzę po kamiennych schodach, wpadam w sam środek nierozgarniętego stada. Owce niezdarnie chcą przeskakiwać mały kanał irygacyjny, ale podbiega pasterz i stekiem przekleństw zagania zwierzęta do stada. Zaczynamy rozmawiać. Sorusz wie jak mam na imię i że jestem z Polski. Nie wiedzieć skąd, cała wioska zna już gościa Akima „iz Polszy” – Legnica! Służyłem tam! – rzuca i wspomina dobre czasy w Armii Czerwonej. Nie rozumie dlaczego dla nas Polaków nie były to najlepsze czasy, zmieniam więc temat na piękno tutejszej przyrody. Sorusz oczywiście zaprasza na czaj wieczorem, kiedy wróci ze stadem do wioski. Grzecznie dziękuję i obiecuje, że kiedy tu wrócę, na pewno będę miał więcej czasu.

Dolina wachańska - droga do ISzkaszim Ishkashim - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Dolina wachańska - kiszłaki koło Iszkaszim Ishkashim - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Po drodze w dół spotykam Akima. Właśnie zmierza, jak co dzień, do pracy w szkole. Dziękuję mu za gościnę i wspaniałe opowieści. Żegnamy się wylewnie i obiecuję, że wrócę, aby posłuchać jego niesamowitych historii. Czuję, że znalazłem tu przyjaciela. To niesamowite ciepło jakim ludzie w Pamirze otaczają gościa jest nie do podrobienia. W domu jem śniadanie, żegnam się z żoną Akima, jego córką i wesołymi urwipołciami – jego wnukami i ruszam dalej w stronę Iszkoszim. Dziś idzie mi się źle. Bardzo źle. Upał doskwiera jeszcze bardziej niż wczoraj, a pasek plecaka już do reszty się wyrobił i ramie drętwieje pod dwudziestokilogramowym obciążeniem. Po dziesięciu kilometrach jestem już wykończony, robię coraz więcej przerw. W kiszłakach uzupełniam zapasy wody, chowam się w cieniu drzew. Już mnie kusi, żeby rzucić to w cholerę i pójść do kogoś „poczajkować” a nie chodzić jak jakiś głupek.

Autostop do Iszkaszim Ishkashim - Wachan - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

dzielona taksówka do Iszkaszim Ishkashim - Wachan - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Po jakiś dwudziestu kilometrach rezygnuje. Zrzucam plecak na kamienie i wykończony kładę się na gorącej ziemi. Wszystko mnie boli, chce mi się pić, mam dość. Zaczynam się zastanawiać co teraz począć. Jest wcześnie, droga pusta. Muszę w tym upale czekać pewnie kilka godzin. Na szczęście pogoda się psuje i niebo zamykają ciężkie sine chmury. Ale zaraz, to znaczy, że będzie padać. Nie zdążyłem nawet skończyć mojej pełnej defetyzmu tyrady, kiedy na wzniesieniu pojawia się stara wypakowana terenówka. Od niechcenia ledwie unoszę rękę a auto hamuje z impetem wznosząc tumany siwego kurzu. Kierowca wychodzi, otwiera bagażnik i zaprasza wskazując ręką. W podskokach gramolę się na pakę i po chwili jadę już popijając wodę i zagryzając batona. Tyle szczęścia.

Dolina wachańska - w deszczu - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Iszkoszim Ishkashim - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Akurat zaczyna padać i patrzę jak za oknem przewijają się ponure krajobrazy doliny wachańskiej. Akurat tu dominują brudnoszare, suche gruzowiska a góry zasnute są gęstymi deszczowymi chmurami. Wszystko dobrze się spina. Po zaledwie godzinie dojeżdżamy do Iszkoszim (Ishkashim) – miasteczku na skraju doliny Wachańskiej. Tutaj rzeka Pandż i biegnąca przy niej droga odbija na północ do Chorogu i później dalej na zachód, znowu na południe i jeszcze raz na zachód – już jako Amu Daria wyznacza zawiłą granicę Afganistanu. W Iszkoszim to jest piękna słoneczna pogoda. Auto toczy się powoli pomiędzy szerokimi, pustymi ulicami osłoniętymi rzędami smukłych powiewających na wietrze topoli. Zatrzymujemy się na głównym skrzyżowaniu miasta – przedziwnym i kuriozalnym. Szutrowa, podziurawiona i pusta droga pośrodku wioski, a nad nią nowoczesna sygnalizacja z wyświetlaczem odliczającym za ile sekund zmienią się światła. Oczywiście nikt nie zwraca na nie uwagi. Wszyscy jeżdżą jak chcą.

Panorama Iszkaszim Ishkashim - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Iszkaszim Ishkashim - Hanis Guesthouse - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Od współpasażerki dowiedziałem się, że kurs kosztuje 25 somoni, więc tyle wręczam kierowcy przy wysiadaniu. Ten oddaje mi banknot 5 somoni i pomaga zdjąć z paki plecak. Po chwili auto odjeżdża w kierunku bazaru, gdzie dzielone taksówki czekają na pasażerów. Ja ruszam w dół ładną alejką w poszukiwaniu noclegu. Po drodze mijam jedynie bazar i kilka sklepów. Niedaleko głównej drogi wpadam na Hanis Guesthouse – spory dwupiętrowy budynek przypominający szkołę, ale bardzo malowniczo położony – w tle wznosi się łańcuch Hindukuszu po afgańskiej stronie Pandżu. Dostaję zimny, ciemny pokój, w którym nie działają nawet gniazdka elektryczne, ale przynajmniej mogę zrzucić plecak i buty. Pierwsze co robię, to zbieram jedzenie i idę na powietrze zjeść obiad. Przeskakuję przez drut kolczasty i na murku pośrodku pobliskiego pola, z widokiem na Padndż i afgańską część Iszkoszim robię sobie piknik.

Piknik z widokiem na Afganistan - Iszkaszim Ishkashim - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

podwórka Iszkaszim Ishkashim - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Z przyzwyczajenia już chyba zajadam podsuszony nieco chleb maczany w gorącej herbacie. Kubek przyjemnie parzy w usta a widok chmur owijających się wokół gór i szum rzeki przynoszą ulgę. Fajnie tak sobie robić piknik z widokiem na Afganistan. Niestety szczęście nie trwa wiecznie, bo po chwili rozpętuje się ulewa. Ledwie zdążyłem schować się do budynku. Siedzę wsłuchany w huk deszczu uderzającego o powyginaną blachę. Patrzę na łąki łapczywie spijające każdą kroplę wody. Akurat przyjeżdża auto z kilkoma Japończykami. Hanis z nimi chwilę rozmawia, a kiedy znikają z powrotem przy aucie, podchodzi do mnie zmieszany – Słuchaj Piotr… mam prośbę – patrzy czy Japończycy nie wracają – jakby cię pytali ile zapłaciłeś, to powiedz, że 20 dolarów. Wiesz od ciebie wziąłem tylko 10 dolarów – wije się zmieszany – cena specjalna, bo było pusto, ale oni już płacą po 20 dolarów – Dodaje jeszcze, że ich na pewno stać. Przytakuję, ale obiecuję sobie, że jeżeli mnie zapytają, powiem prawdę. Rozumiem, że tu jest biednie, ale nie lubię cwaniactwa i na pewno nie zamierzam kłamać, żeby go bronić.

plakaty prezydent Emomali Rahmon Iszkaszim Ishkashim - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

droga do Iszkoszim Ishkashim - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Na szczęście dla Hanisa, nie pytali. W przerwach między kolejnymi ulewami przechadzam się po ulicach Iszkoszim. Pod szkołą otaczają mnie dzieciaki krzycząc swoje „hello” i „priwjet„. Pięknym rosyjskim wypytują skąd, dokąd, po co. Miasteczko jest małe w każdym tego słowa znaczeniu. Nic tu się nie dzieje. Jedyną żywą postacią wydaje się być wszechobecny prezydent Emomali Rahmon, który z plakatów podkreśla wagę rolnictwa i strategiczne znaczenie wody. Miasto ożywa dopiero pod wieczór, kiedy przed spowitymi w mroku sklepami zbierają się ludzie. Kiedy kupuję jakieś drobiazgi zaczepiają mnie – o dziwo – miejscowe dziewczyny. W kraju muzułmańskim rzecz nie do pomyślenia! Pytają skąd jestem, ile mam lat, czy mam żonę i dlaczego nie. To niesamowite, bo kobiety w Pamirze szczycą się naprawdę nadzwyczajną urodą. Ale spokojnie – to nie randka. Na czaj nie zapraszają, po prostu wykorzystują każdą, nawet najmniejszą okazję, aby podszlifiwać angielski. W Tadżykistanie to normalne. Ludzie lgną do przyjezdnych. Wieczorny spacer zamienia się więc w ciąg rozmów i wspólne skubanie pestek słonecznika – koniecznie w kucki! Aż się nie chce wracać do przeraźliwie zimnego, ciemnego pokoju.

wjazd do Iszkaszim Ishkashim - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

tankowanie droga do Iszkaszim Ishkashim - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Rano pada. Pogoda jest przygnębiająca. Z niskich chmur uczepionych stoków Hindukuszu siąpi deszcz. Przemykam pomiędzy topolami uważając, aby nie skąpać się w licznych kałużach porozrzucanych po całej powierzchni nierównego chodnika. Taksówki do Chorogu czekają. Kierowca oczywiście rzuca, że jadą „sczast więc mówię, żeby po mnie wpadli do Hanis Guesthouse. Wiem, że nie mam się co spieszyć. Próbuję jeszcze pochodzić po mieście, ale deszcz wygrywa. Przegonił nawet przekupniów z bazaru. Czekając na taksówkę rozkładam się na tapczanie pod zadaszeniem i popijam gorącą herbatą resztki chleba. Potem zwyczajnie patrzę na przepiękną okolicę. W deszczu wygląda pięknie, soczyście zielono. Jakby budziła się do życia. Po jakiś dwóch godzinach podjeżdża stary wypakowany mikrobus. Ledwo się wciskam i jedziemy. Zaraz za Iszkoszim zatrzymujemy się na stacji benzynowej, a raczej przy ruinach takowej. Kierowca robi ściepę, po czym zaczyna tankować auto benzyną z jakiś małych kanistrów. Na wszystko patrzy zadumany prezydent Emomali Rahmon z plakatu witającego przyjezdnych w Iszkoszim.

Droga Iszkaszim Ishkashim - Chorog Khorog - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Rzeka Pandż - droga Ishkashim - Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Nareszcie jedziemy! Droga wije się w dół rzeki Pandż, która coraz bardziej niespokojnie przeciska się przez zwężającą się dolinę. Jej brzegi są coraz bardziej strome a woda spieniona. Mijamy kolejne wioseczki pogrążone w letargu. O ile po tadżyckiej stronie można dostrzec jakiekolwiek życie, o tyle za rzeką – w Afganistanie – nie dzieje się nic. Tylko piasek, skały i wąska dróżka ciągnąca się to w górę, to w dół. Tylko czasem pojawiają się zielone plamki traw. Tam pośród topolowych gajów kryją się pojedyncze pudełkowe domy z gliny. Po półtorej godziny zatrzymujemy się na chwilę przy jakimś domku nad rzeką. Kierowca znika w drzwiach, po czym wraca z całą torbą pełną gorących „pirożków” nadziewanych ziemniakami i rozdaje je wszystkim pasażerom. Na koniec, kiedy wszyscy zostali poczęstowani, sam je kilka i ruszamy dalej. Ujmujący gest, a może nawet zwyczaj? Spotyka mnie to w dzielonej taksówce już drugi raz.

Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Chorog Khorog - stolica Górski Badachszan GBAO - Pamir Highway - Tadżykistan

W kiszłaku Andarob, gdzie odjeżdża droga do gorących źródeł Garm Czaszma (Garm Chashma), zatrzymujemy się przy posterunku milicji. Z papierami idzie kierowca i oczywiście ja, jako cudzoziemiec. W małym kantorku przy poobgryzanym biurku brzuchaty milicjant wypełnia duży zeszyt wpisując moje dane. Przy okazji, chyba już wiem, po co mają czapki z takimi ogromnymi rondami. Do środka bez problemu wchodzi kartka formatu A4 i się nie pogniecie. W ten sposób milicjanci przechowują ważne dokumenty! Po kolejnej godzinie jazdy przed nami rozpościera się widok na Chorog – stolicę Górskiego Badachszanu (GBAO). Miasto, ze swoimi domkami porozrzucanymi bez ładu i składu po dolinie wciśniętej między masywne góry, przypomina raczej sporą wioskę. Auto zjeżdża w dół serpentynach, przy których wyrastają kolejne domy i po chwili jesteśmy na zatłoczonym parkingu, który służy tu jako przystanek dzielonych taksówek jadących do doliny Wachańskiej. Przypomina to jeden wielki galimatias. Auta porozstawiane w tylko sobie znanym porządku. Jedno za drugim, blokują się, ale założę się, że kiedy przyjdzie odjeżdżać, wprawne głowy pamirskich kierowców bez problemu w mig rozwiążą tą kuriozalną logiczną zagadkę.

wąskie uliczki Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

bazar Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Idę przez całe miasto, żeby dostać się do Pamir Lodge. Wspinam się wąskimi uliczkami i maleńkimi kamiennymi schodami pod górę. Mijam brzydkie, dopiero co wybudowane kilkupiętrowe bloki i docieram do malowniczego hotelu u podnóża gór. Nie ekscytuje mnie zbytnio fakt, że jest tu gorący prysznic i wifi – bez obu przetrwałem pięć dni. Zrzucam rzeczy i ruszam na miasto coś zjeść. Znowu labirynt schodków i zaułków wchodzących wręcz na otoczone kamiennymi murkami podwórka. Potem brzydka i nieciekawa miejska zabudowa. Ląduję oczywiście na bazarze gdzie miejscowe warzywa, zioła i świeżo wypiekany, pachnący noon mieszają się z górami importowanych towarów: od piegowatych bananów, przez worki makaronu i konserwy aż po wszechobecną, kolorową i błyszczącą chińską tandetę. Najpiękniejsze są maleńkie stragany. Te z brzydkimi miejscowymi warzywami: rodzajem liściastego brukuła, rzepą, marchwią i cebulą oraz nieśmiertelnymi ziemniakami. Do tego maleńkie piekarnie – piec tandoor, nad którym umorusany w mace piekarz pochyla się i przykleja do jego ścian okrągłe chlebki.

narodowe danie Tadżykistanu - Osz, czyli Pilaw, płow - Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Ze względu na bliskość granicy, na bazarze panuje dość nerwowa atmosfera. Wszędzie kręcą się tajniacy, którzy mają zwracać uwagę na „podejrzane rzeczy”. O robieniu zdjęć nie ma mowy. To nic, mogę się przynajmniej nasycić wspaniałym widokiem nie skupiając na pilnowaniu aparatu. Moją uwagę przyciąga ogromne blaszane naczynie, w którym mężczyzna przyrządza narodowe danie Tadżykistanu – osz – popularnie znany jako pilaw czy płow. Przepiękny złocisty ryż z kawałkami marchwi, cebuli i baraniny. To miłość od pierwszego wejrzenia. Od razu podchodzę i proszę o „to”. Pan woła jakiegoś chłopaka, który prowadzi mnie przez zaułki i korytarze do niedużego kantorka, który służy tu za czajchanę, czyli rodzaj stołówki. Dosadza mnie do mężczyzn jedzących przy jednym ze stolików i po chwili na lepkiej ceracie przede mną ląduje dzbanek czaju i kopiasty talerz płowu z sałatką z rzepy i koperku oraz chleb. Zajadam tą wspaniałość chłonąc atmosferę czajchany. Starszych mężczyzn popijających herbatę i rozprawiających o czymś. Jakieś pamirskie disco wydobywające się z trzeszczącego radia. I to wszystko za 10 somoni, czyli jakieś 4 PLN.

ulice Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Central Park w Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Po obiedzie kręcę się jeszcze po okolicy, ale w samym Chorogu nie ma co zwiedzać. Na szczęście zza chmur coraz częściej pokazuje się słońce, więc idę do Central Parku powylegiwać się na trawie pośród odurzającego zapachu bzu. Wszędzie dookoła kwitnący fioletowy bez. Skondensowana dawka wiosny. Ten zapach przypomina mi dzieciństwo, ogród, w którym zawsze było pełno drzew bzu. Każda wiosna to był właśnie ten zapach! Kręcąc się po parku trafiam jeszcze do punktu informacji turystycznej, gdzie dowiaduję się o busikach kursujących do ogrodu botanicznego – drugiego najwyżej położonego ogrodu botanicznego na świecie. Nie tracę więc czasu i z pobliskiej ulicy Toshmuhammedov łapię busika numer 3. To mikroskopijne, rozpadające się chińskie pudełkowe auto, ledwo trzyma się drogi. Przy okazji, po tygodniu podróży przez Tadżykistan dowiaduje się, że 1 somoni to nie najmniejszy nominał. W obiegu są jeszcze monety 50 dirhamów. W Pamirze wszystko jest tak drogie, że pół somoni jest bezużyteczne, albo płaci się w dolarach.

droga do ogrodu botanicznego Chorog Khorog - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

po drodze do ogrodu botanicznego Chorog Khorog - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Po kilkunastu minutach w trzęsącej się marszrutce, wysiadam na ostatnim przystanku w dolinie wrzynającej się w surowe skały Pamiru. W dole szumi rzeka Szachdara (Shakhdara), dookoła której pomiędzy topolowymi gajami porozrzucane są skromne domki. Zaczynam się wspinać krętą aleją pomiędzy równiutko posadzonymi brzozami. Za mną pojawia się coraz piękniejszy widok na dolinę zakręcającą gdzieś daleko, w dole słychać codzienne wioskowe krzątanie. Na drodze mijam jakieś auta ustawione przy co lepszych punktach widokowych. Ciemne szyby, zza nich słychać głośne miejscowe lub rosyjskie disco i śmiechy. Milkną tylko kiedy przechodzę. To ponoć popularne miejsce na spędzanie czasu. Świadczyć mogą o tym duże ilości śmieci dookoła: butelki po piwie i wódce, jakieś torebki a nawet prezerwatywy. Wyżej droga robi się węższa i przydrożnych bibek jest coraz mniej. Na szczycie drogi docieram do dużej niebieskiej bramy. Wygląda na zamkniętą, ale postanawiam sprawdzić.

Brama Ogród Botaniczny Chorog Khorog - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Ogród Botaniczny Chorog Khorog - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Pcham lekko i wycięta w bramie furtka ustępuje ze skrzypnięciem. Ktoś nie zaciągnął rygla. Wewnątrz przenoszę się do innego świata. Ogród Botaniczny w Chorogu przypomina bardziej jakiś małpi gaj, tajemniczy ogród. Za bramą zaniedbane, rozpadające się asfaltowe alejki nikną pomiędzy chaszczami, zagajnikami i gajami. Kiedyś, kiedy ogród był zadbany, musiało być tu pięknie – tak jak w ogrodzie botanicznym. Teraz, kiedy natura upomina się o swoje, jest tu jeszcze piękniej! Pusto, żadnych ludzi. Żadnych eksponatów, tabliczek z opisami, po prostu aleje pośród drzew. Może to specjalnie, dla tych, którzy po czasie spędzonym w pustynnym Pamirze łakną zieleni, bujnej wegetacji. Bo ogród, otoczony dość suchymi wzgórzami przypomina oazę życia. Jest tu tyle drzew, kwiatów, takie zwyczajne dzikie łąki i lasy. Zapach drzew i traw atakuje nozdrza otępiałe nieco na suchych drogach Pamiru. Piękne miejsce.

spacer po ogrodzie botanicznym - Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Szukam drogi na skały, z których rozpościera się widok na Chorog rozrzucony w dolinie rzeki Gunt. Brnę po pas w chaszczach, jakiś wyschniętych trawach. Docieram do ruin jakiegoś basenu, betonowych silosów, bardziej przypomina to ruiny jakiejś sowieckiej fabryki niż ogród botaniczny. Znajduję ścieżkę biegnącą pomiędzy wielkimi kamieniami. Wychodzę już prawie na grań. Prowadzą mnie przewody wysokiego napięcia biegnące od dużego pylona na skraju klifu. Pod nim transformator i barak stróża. Dobiega z niego przytłumione radio i lekkie miarowe chrapanie. Przemykam dalej w kierunku krawędzi urwiska, z którego jak na dłoni widać całą dolinę. Pośród traw mijam jakiś grób ogrodzony płotkiem. Przemyka mi przez myśl, że to naprawdę piękne miejsce na wieczny odpoczynek. Jeszcze kilka susów po wielkich głazach i jestem.

Widok na Chorog Khorog wschód - ogród botaniczny - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Siadam na kamieniach i zapominam o całym świecie. Nie ma niczego poza wspaniałym widokiem. Przede mną rozpościera się dolina rzeki Gunt, dookoła której pomiędzy zgrabnymi, strzelającymi w niebo topolami porozrzucane są domy i domki Chorogu. Pomiędzy świeżymi soczystozielonymi liśćmi błyszczą dachy z blachy falistej, migają kolorowe ściany. Stąd Chorog wygląda przepięknie. Nie ma ulicznej szarzyzny, zaniedbania, zapomnienia, bylejakości. Miasteczko przypomina stąd raczej dużą wieś. Nie ma tu charakterystycznego miejskiego szumu, nie ma głuchego warkotu aut, jazgotu klaksonów. Jedyne co słychać, to szum wiatru i szelest spienionej rzeki Gunt niosącej z głębi Pamiru krystalicznie czystą wodę. Jedynymi oznakami miejskości są niebieskie rury hydroelektrowni i nowy kampus uniwersytetu mieniący się jaskrawą czerwienią i żółcią elewacji na półce skalnej ponad miastem.

Widok na Chorog Khorog - ogród botaniczny - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Siedzę tak zapatrzony a wiatr rozwiewa moje włosy. Jak na zamówienie przejaśnia się. Ponure ciężkie chmury się rozstępują odsłaniając śliczne błękitne niebo. Znad ośnieżonych szczytów Hindukuszu po afgańskiej stronie Pandżu wychyla się słońce, które delikatnie muska moją twarz. Uśmiech sam pojawia się na twarzy. I to piękne uczucie. Moje ciało przepełnia radość, spokój, szczęście. To ta chwila obcowania z górami. Kiedy na nie patrzę, słyszę, czuje ich zapach i dotyk. I to uczucie. Nie do opisania. Kiedy coś się ze mnie wyrywa. Nie wiem. Chcę skakać, krzyczeć, chciałbym móc złapać te góry, objąć je i ścisnąć. Czuję się trochę jak Asterix po wypiciu magicznego naparu. Mózg produkuje endorfiny. Mój gen DRD4-7R zaczyna szaleć. Wymiata ze mnie wszystkie złe myśli, wszystkie problemy, te bzdury, którymi często na co dzień żyjemy, które wobec piękna natury są niczym. Pozostaje tylko ja i natura. Oczyszczenie. Tak działają na mnie góry. Tak działa piękno Pamiru, bliskość Hindukuszu, szum spienionego Guntu, brudnawy Padż, błękit nieba i puszyste śnieżnobiałe obłoki. Szczęście.

Ogród Botaniczny Chorog Khorog - sady - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Ogród Botaniczny Chorog Khorog - widok na góry - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Znowu ten niezręczny moment. W końcu trzeba iść dalej. A tak bardzo można tu siedzieć i siedzieć. Znajduje strome schodki w dół. Przez krzaki docieram do zabudowań ogrodu botanicznego. Jakieś domki z biurami, salami wystawowymi, jest nawet jakaś czajchana. Wszystko puste, wygląda na opuszczone. Spaceruję alejką wzdłuż okazałych drzew, kiedy nie wiadomo skąd pojawia się przy mnie mężczyzna. Wygląda na ok. 50 lat, ale pewnie ma max. 40 lat. Przedstawia się jako Adolf – a ja od razu zastanawiam się jak ktoś w ZSRR mógł żyć z takim imieniem. Pracuje jako stróż i opiekun w ogrodzie botanicznym. Oprowadza mnie kolejnymi alejkami, mówi o historii ogrodu, o wspaniałych okazach, jakie były tu jeszcze za czasów ZSRR. Potem wojna domowa przyniosła spustoszenie. Nie było pieniędzy na utrzymanie, wszystko zarosło, część okazów zmarniała. Wymienia drzewa z Ameryki Północnej, z Azji i Afryki.

Ogród Botaniczny Chorog Khorog - ule - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Ogród Botaniczny Chorog Khorog - spacer - Dolina wachańska - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Podstawą ogrodu są owoce – Mamy tu wspaniałe morwy, morele, brzoskwinie, wiśnie, śliwy, orzechy, jabłka, gruszki – mówi podekscytowany Adolf – wszystko takie, że drzewa się uginają – Pokazuje na kolejne drzewa, które dopiero co dojrzewają. – Owoców jest tyle, że nie ma komu ich zbierać. Część marnieje na drzewach – dodaje. Kiedy mówię mu, że w Europie takie owoce są „organiczne” i „eko” i podaję ceny, łapie się za głowę i nie jest w stanie pojąć jak to możliwe. Kiedy mijamy kolejne bajeczne, zalane słońcem owocowe gaje Adolf opowiada o wandalach – przyjeżdżają, robią libacje, wycinają drzewa – stąd czujność gospodarza i zainteresowanie „obcymi”. Pokazuje mi ule pełne bajecznego miodu o aromacie rosnących dookoła kwiatów. Na samą myśl o świeżym nonie maczanym w tym miodzie dostaję ślinotoku. Teraz na terenie ogrodu jest tylko on, pszczelarz i stada krów, które co i raz przegania. Ogród botaniczny w Chorogu jawi się jako arkadyjski obrazek. Wszystko tak pięknie niedoskonałe. Łąki, sady owocowe, skąpane w słońcu, otoczone surowymi górami sięgającymi aż do błękitnego nieba. Zataczamy koło i wychodzimy koło niebieskiej bramy. Kiedy dziękuję za oprowadzenie, Adolf nieśmiało pyta czy nie dałbym mu „kilku rubelków” za zwiedzanie. Kiedy daje mu 10 somoni, niemal skacze z radości i wylewnie dziękuję. Nieco ponad 4 PLN a tutaj to tyle szczęścia. Duża miska płowu i herbata. Cieszę się, że pomogłem mu dziś zarobić.

Pierwsza ciężarówka, która przejechała Pamir - pomnik - Chorog Khorog - - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Z powrotem schodzę krętą piaszczystą drogą do wioski, skąd wracam pustawą marszrutką. Po krótkiej jeździe pomiędzy topolowymi i brzozowymi alejami, jestem z powrotem w gwarnym centrum. Przesiadam się w marszrutkę nr 1 i jadę na wschodni kraniec miasteczka. Wysiadam pod hydroelektrownią, którą widziałem przed chwilą z góry – ze skał ogrodu botanicznego. Nie zamierzam jednak zwiedzać elektrowni. Tuz przy wjeździe do niej stoi na podwyższeniu pierwsza ciężarówka, która przejechała Pamir w 1928 roku. Coś mi tu nie gra, ciężarówka wygląda jak ZIS 5 z lat ’30, kto by tam się tym przejmował. Auto jest trochę jak mumia Lenina w mauzoleum, spawana, zbijana deskami, „przypudrowana” grubą warstwą farby. Tak czy siak robi wrażenie. I przemawia do wyobraźni. Jakaż to musiała być niesamowita przygoda. Tłuc się autem na korbę, z drewnianą kabiną, przez Pamir, 90 lat temu. Kosmos!

Park Pobiedy - Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Rzeka Gunt - Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Wracam do centrum pokręcić się jeszcze trochę. Wpadam na Park Pabiedy niedaleko bazaru. Z góry, na tle szafirowego nieba spogląda nam nie czerwonoarmista. Lewą ręką skierowaną na zachód jakby pokazywał – Patrz, to moja zdobycz! – pokazuje na Afganistan, w którym Armia Czerwona dostała sromotne lanie od niezwyciężonych mudżahedinów. Pomnik zwycięstwa… Przypadek? Ironia? Chichot losu? Słońce chowa się za ścianą Hindukuszu a miasto spowija najpierw złoto-pomarańczowa łuna, by po chwili pochłonął go cień. Wracam do Pamir Lodge zatrzymując się jeszcze chwilę na moście i wpatrując w przepiękne góry. Nie mogę się na nie napatrzeć, nasłuchać. Odprowadzam wzrokiem kolejny dzień tułaczki, wspaniałej przygody.

Pamir Lodge - Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Zachód słońca - Chorog Khorog - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Odurzony Chorogiem, rozkochany w tym miejscu wracam do Pamir Lodge. Siadam pod wierzbami przykrywającymi swoimi gałęziami cały budynek hotelu i skubię chleb. Dołącza do mnie Joe – Amerykanin z Oregonu, który podróżuje po Tadżykistanie na rowerze. Rozmawiamy przy herbacie o podróżach. Ja opowiadam mu o tym, co go czeka w dolinie Wachańskiej, on mi o drodze do Duszanbe i jeziorze Iskanderkul. Rozmawiamy o Oregonie. Wspomina o wspaniałym wybrzeżu – jednym z najpiękniejszych, jakie w życiu widziałem – o drewnianym letnim domku dziadka, o wypadach w góry, na dzikie plaże. Słucham, ale nie potrafię się tam przenieść. Jestem teraz tu w Chorogu. Teraz nic nie może się równać z pięknem tych gór. Jest tylko tu i teraz. Pamir mnie pochłonął bez reszty, porwał, rozkochał w sobie. Wsiąkłem, wpadłem jak śliwka w kompot. Znowu to uczucie. Przepełniająca mnie energia, miłość, szczęście. A ja tylko siedzę i patrzę na złote światło cofające się ku wierzchołkom Hindukuszu. Ciekawe czy Joe rozumie?

Chorog, GBAO, Tadżykistan

Książki o Tadżykistanie:

Erika Fatland. Sowietstany. Podróż po Turkmenistanie, Kazachstanie, Tadżykistanie, Kirgistanie i Uzbekistanie

Ludwika Włodek. Wystarczy przejść przez rzekę

Jacek Hugo Bader. W rajskiej dolinie wśród zielska

Krzysztof Samborski. Zjadłem Marco Polo

Marcin Sawicki. Morze Światła. Opowieści Tadżyckie

Marta Owczarek, Bartek Skowroński. Pod Stopami Słońca. Motocyklami po Bezdrożach Azji

Szukasz noclegów?

Zarejestruj się, żeby dostać zniżkę:

50 PLN na pierwszą rezerwację na booking.com

100 PLN na pierwszą rezerwację na airbnb

Po prostu kliknij, zarejestruj się i rezerwuj.