twierdza Jamczun Yamchun - widok na dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Pamir Highway: Jamczun. Hindukusz na wyciągnięcie ręki

Po raz pierwszy podczas podróży po Pamir Highway rano budzi mnie upał, a nie mróz. Ciepłe promienie słońca wdzierają się przez przesłonięte ciężkimi zasłonami okna. Szybka toaleta poranna krystalicznie czystą, zimną wodą i już siedzę na podeście przed domem z czaszeczką czaju w ręku. Tanaz na koniec nieco się otwiera i zaczynamy rozmawiać. Okazuje się, ze ta kobieta, o której myślałem, że jest nieco przed pięćdziesiątką, jest w moim wieku – ma 35 lat. Kobiety w Pamirze są przepiękne, mają orientalne, delikatne rysy, głębokie oczy, są wysokie i szczupłe. Niestety, warunki życia, ciężka praca i klimat sprawiają, że się szybko starzeją i wyglądają na dużo dojrzalsze. Podobnie jest zresztą z mężczyznami – ci, którym dawałem czterdziestkę, nie mieli jeszcze trzydziestki, czterdziestolatkowie zaś wyglądali na sześćdziesiąt. Dla tych ludzi muszę wyglądać więc jak młokos.

Na piechotę przez Korytarz Wachański - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Po śniadaniu ruszam na piechotę na zachód. Mój cel to Iszkoszim (Ishkashim), miasteczko położone na skraju korytarza Wachańskiego, jakieś 150 km na zachód. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie zrobię tego jednego dnia. Nawet bym nie chciał. Mój cel to spokojne przejście korytarza Wachańskiego, z noclegiem gdzieś po drodze. Założenie jest proste – idę piechotą dopóki mogę, potem szukam okazji. Z tego, co mówił mi Rustam, nic tu nie jeździ, jedynie „private taxi„, ale to dla mnie ostateczność. Poza tym nie wierzę, że w razie potrzeby nic się nie znajdzie. A nawet jeśli, jestem przygotowany na biwakowanie. Może w końcu wykorzystam namiot, który taszczę na plecach.

trekking Korytarz Wachański - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Droga prowadzi przez kolejne tonące w słońcu i zieleni wioski. Idę tunelem pomiędzy rzędami topoli i brzóz powiewających na wietrze. Nie mogę się nacieszyć tą wszechobecną, bujną zielenią. Pamir był szary, ponury, jedyną cieszącą oko barwą był soczysty błękit nieba i biel obłoków. Wszystko pozostałe było nudne, mdłe lub wręcz przygnębiające – skały w odcieniach szarości, czerni i beżu, wyschnięta pożółkła trawa, biel ośnieżonych szczytów. A tutaj wysokie trawy, krzaki, piękne rozłożyste drzewa dające cień, szum krystalicznie czystej wody spływającej z gór dającej wytchnienie od nieznośnego upału. Od razu widać gdzie jest woda. To tam bucha zieleń, szary, jałowy piasek od razu zarasta gęstymi krzakami, wraca do życia. Tam też osiedlają się ludzie, powstają kiszłaki, czyli miejscowe wioski.

Widok na Hindukusz - Korytarz Wachański - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Hisor, Zong, Zugwand, Szirgin, Driż, Niżgar, kolejne znaki zapowiadają malownicze kiszłaki skryte w cieniu topoli i brzóz. Wszystkie wyglądają tak samo. Skromne gliniane domki, płaskie dachy, labirynty kamiennych murków. Kanały irygacyjne – aryki – szumiące wzdłuż drogi, pastwiska, pola i poletka, ogródki warzywne i sady owocowe. Ponad tym wszystkim bajecznie piękne szczyty Pamiru. Po drugiej stronie rzeki Padż, tajemniczy Afganistan z surowymi szczytami Hindukuszu, spomiędzy których wylewają się ogromne rzeki z topniejących lodowców. W każdym kiszłaku budzę sensację. Przyjezdni zazwyczaj przemykają tu w wynajętych terenówkach. Nie zatrzymują się. Dzieciaki podchodzą i krzyczą standardowo „hello„, kobiety niosące drewno patrzą w milczeniu, odpowiadają tylko na moje „zdrastwujcie„.

wioski wzdłuż drogi - Korytarz Wachański - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Mężczyźni są odważniejsi zaczepiają, pytają skąd – Z Polski? Służyłem w latach ’80 w Legnicy! – albo – Jeździłem do Polski w latach ’90 ciężarówką. Woziliśmy jabłka na Białoruś – Pytają też, dokąd idę, zdziwieni, że na piechotę. W każdym kiszłaku kilkukrotnie powtarza się ten sam scenariusz. Po kilku zdaniach pada zaproszenie na herbatę – Na pewno jesteś zmęczony! Dawaj poczajkujem! – i nie ma w tym żadnej kurtuazji, sztuczności. Ci ludzie naprawdę, sami niewiele posiadając, chcą mnie ugościć chociaż herbatą i kawałkiem chlebka noon. Wiem, że znając ich gościnność, taka wizyta może się zamienić w nocleg. Mogę tu wsiąknąć, a jest jeszcze wcześnie i chcę iść dalej. Nawet gdyby udało mi się po takiej „herbatce” iść dalej, to w następnej wiosce czekałaby na mnie kolejna i kolejna. I tak zamiast maszerować, piłbym tylko herbatę. Przykro stwierdzić, ale nie mam na to czasu. Jestem ograniczony tym, co przywiozłem ze sobą z Europy – naszym linearnym postrzeganiem czasu. A na Wachan potrzeba czasu. Duuużo czasu i niczym niezmąconego spokoju ducha. Żadnych terminów, biletów, zobowiązań. Z bólem serca muszę więc dziękować za gościnę. I ruszam dalej.

Korytarz Wachański - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Korytarz Wachański autostopem - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Pomiędzy kiszłakami, tymi zielonymi wyspami, straszą ogromne łaty szarego, brudnego piachu. To miejsca, które z braku wody pochłania słońce. Wystarczy, że strumień w pewnym momencie zmieni bieg i skieruje swe wody gdzie indziej, takie miejsce od razu ginie. Wiatr nawiewa suchy piasek, który przesuwając się pochłania i zabija rośliny, pozostawiając jedynie pofalowaną powierzchnię. Marsz przez takie łaty piachu to mordęga. Nogi grzęzną w miękkim, miałkim piasku. Nie wiem jak radzą tu sobie samochody. Tutaj znowu czuję się jak na obcej planecie. Z dala od cywilizacji, zdany sam na siebie. I tu właśnie natura znów staje się nieprzejednana, surowa i nieprzyjazna. Upał doskwiera bardziej niż dotychczas. Jak na złość powoli kończy mi się woda. Trzy półtoralitrowe butelki wystarczyły na niecałe 30 kilometrów marszu. We wioskach ludzie mówili, że woda w przydrożnych arykach jest dobra do picia, ale widząc jak piją z niej zwierzęta, a ludzie myją w niej naczynia, odechciało mi się pić. Z drugiej strony mieszkańcy kiszłaków przestrzegali przed ładnie wyglądającymi strumieniami spływającymi z gór. No cóż, byle do następnej wioski!

Kohe Hevad - Korytarz Wachański - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Trekking przez Korytarz Wachański - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Po drugiej stronie rzeki nieustannie panuje kompletna dzicz. O ile po tadżyckiej stronie co i raz pojawiają się zielone wyspy kiszłaków, w Afganistanie ciągnie się ten sam łańcuch Hindukuszu, który spływa niemal do samej rzeki Pandż. Co i raz pojawia się płaski skrawek terenu, na którym widać jakąś lepiankę. Jakiś objuczony osiołek, karawana wielbłądów przeciskająca się wąskimi ścieżkami. Średniowiecze. Rzeka Pandż to nie tylko granica w przestrzeni, ale też w czasie. Oba kraje oddzielają setki lat! Tam za rzeką rządzi natura. Jest tak naturalnie piękna. Co i raz góry rozstępują się a pomiędzy nimi na końcu doliny, z której z hukiem spływają wody lodowców, widać przepiękne, strzeliste szczyty Pamiru. Przede mną Kohe Hevad 6 849 m n.p.m. Patrzę na mapę, liczę w myślach odległości i próbuję złapać skalę, ale ogromne góry nie pozwalają znaleźć żadnego punktu odniesienia. Granica z Pakistanem przechodzi po grani szczytów, jakieś 20 km stąd, więc tak, stąd widać Afganistan i Pakistan. To niesamowite uczucie patrząc w jednym kierunku i widzieć dwa tak ogromne kraje. W jednej linii.

Korytarz Wachański z plecakiem - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

trekking przez Korytarz Wachański - obiad z widokiem- Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

W po południu robi się nieznośnie gorąco. Do tego droga zaczyna prowadzić pod górę, na krawędź klifu wiszącego nad rzeką. Nad wodą wyrasta szarawa pustynia. Wygląda na to, że tak ładna pogoda o tej porze roku to nic dobrego. Ostatnia zima była nadzwyczaj ciepła i spadło mało śniegu. To oznacza małe roztopy i mało wody, stąd wszędzie tak sucho. Do tego ten piach. Momentami po kostki. Docieram na krawędź klifu. Jestem wykończony po przejściu prawie 40 km. Przede mną rozpościera się widok na kolejną piękną dolinę zakończoną wysokim na 6 901 m n.p.m. szczytem Lunkho e Dosare. To dobry moment na obiad, wyciągam więc lepioszkę, którą mam jeszcze z Osz, pasztet i rozkoszuję się widokiem. Popijam nadzwyczaj niesmaczną wodą, która smakuje jak bimber. Niestety w Tadżykistanie trudno o butelkowaną wodę. Nikt jej nie kupuje, bo i po co. Jedyne co można dostać to wodę gazowaną, ale to też rzadko. Kto by się przejmował takimi pierdołami jak zleżała woda, kiedy przed oczami takie widoki.

Korytarz Wachański autostop - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

na pace UAZ Buchanka - Korytarz Wachański autostop - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

W głowie dojrzewa mi myśl, że chyba mam już na dzisiaj dość. Najbardziej ciąży mi plecak, w którym zepsuło się jedno ramie i pasek bezceremonialnie wrzyna mi się w bark. Zastanawiam się tylko jak tu coś złapać, skoro nic nie jeździ. Od rana nie minął mnie żaden samochód. Nie zdążyłem nawet pomyśleć jak zza zakrętu wytoczył się z łoskotem stary UAZ Buchanka w wersji pick-up, z paką załadowaną jakimiś meblami, dywanami i innymi dobrami. Nie zdążyłem nawet podnieść ręki, jak przejeżdżał, ale kiedy wyszedłem na drogę zatrzymał się i z szoferki wychyliła się głowa. Podbiegam i pytam czy zabiorą mnie do Jamczun – Wskakuj na pakę odpowiada kierowca. Tylko uważaj na szkło – i pokazuje mi gdzie, w misternej zbieraninie gratów jadą jakieś szyby do komody. Gramolę się razem z plecakiem po kole UAZ-a, przeskakuje posklecane drutami, drewniane ściany ciężarówki i Buchanka rusza zostawiając za sobą tumany kurzu.

Korytarz Wachański autostop - na pace UAZ - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Dolina Wachańska autostopem - Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Sadowie się wygodnie pomiędzy jakimiś rulonami dywanów a biurkiem. Trzymam się sznurków, które spinają jakieś kosze, trzymają trzeszczący kredens. Wszystko dookoła się trzęsie, podskakuje, tańczy w rytm Buchanki slalomującej pomiędzy dziurami i koleinami. Przemykamy przez kolejne kiszłaki. Wydaje mi się, że wciśnięty na pakę UAZ-a budzę jeszcze większą sensację. Wszyscy mijani ludzie uśmiechają się, machają do mnie, pozdrawiają. To miłe. Ci ludzie tak gościnni, przyjaźni, ciekawi przybyszów z innego świata. Tutaj uśmiech sam ciśnie się na usta. Mijamy kolejną wielką dolinę po afgańskiej stronie, po czym Buchanka wjeżdża pomiędzy gęste zielone topole. Dookoła rozsiane są zacienione domki nieduże pola uprawne. Mijamy wioskę Jamczun (Yamchun) i kierowca zatrzymuje się przy jakimś skrzyżowaniu – Do fortecy i gorących źródeł idzie się tędy. Jakieś 8 kilometrów. – pokazuje w górę. Kiszłak jest dwa kilometry wcześniej. No cóż, mój plany był taki, żeby zatrzymać się w wiosce a do źródeł Bibi Fatima i twierdzy Jamczun pójść na piechotę, bez plecaka, ale skąd kierowca mógł o tym wiedzieć.

Guesthouse Akim - Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Tradycyjnie zastawiony dastarchan - herbata, chleb noon i słodycze - Dolina Wachańska, Tadżykistan

Dziękuję mu i ruszam z plecakiem pod górę, pytając napotkanych ludzi o jakiś „hotel”. Wszyscy mówią to samo – Guesthouse Akim – i pokazują w górę. Ale gdzie, jak daleko, tego nie jestem w stanie się dowiedzieć. Ktoś rzuca – Jeden kilometr – ale bez przekonania, więc nastawia się na męczący marsz pod górę. Wreszcie wszyscy oferują mi „taxi„, bo to przecież pod górę a ja mam plecak. W końcu po jakimś kilometrze faktycznie trafiam na domek z tabliczką „Akim Guesthouse„. Wchodzę na podwórze i od progu wita mnie młoda, urodziwa, bardzo speszona Gulnar – córka gospodarza Akima. – Ojciec jest teraz w pracy, ale proszę się rozgościć – mówi i zaczyna nerwową krzątaninę. Po chwili na dastarchanie pojawia się herbata, chleb i słodycze.

Ogród owocowy- Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Widok na dolinę - Guesthouse Akim - Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Wychodzę na podwórze, gdzie pośród kwitnących drzew owocowych dynda kolorowe pranie. Siadam pod zadaszoną altanką, w trakcie budowy, jeszcze niedokończoną, bo widać dopiero co zaschnięty beton. A może tak tu stoi od lat. W końcu tu w Pamirze czas leci inaczej, swoim tempem. Przede mną, spomiędzy falujących na wietrze topoli rozpościera się bajkowy widok na Dolinę Wachańską. Widok za milion dolarów. Na wschodzie czyste błękitne niebo, białe, kłębiaste chmury delikatnie muskają szczyty Hindukuszu. Spomiędzy ciemnych gór naprzeciwko wylewa się równie ciemna rzeka niosąca lodwocowe roztopy. Od zachodu idzie wiatr niosący ze sobą chmurę gorącego piachu i pustynnego kurzu. To „Afganiec” wiejący znad wyschniętych wyżyn południowego sąsiada Tadżykistanu. Ogromny beżowy tuman powoli pochłania całą dolinę. Kawałek po kawałku. Postanawiam ruszyć do góry, do twierdzy, zanim burza uziemi mnie tu na dobre. Pytam jeszcze Gulnar czy to bezpieczne. Ta macha ręką mówi, że powinno przejść do wieczora, tylko radzi, żebym się dobrze ubrał, bo tam na górze porządnie wieje.

burza piaskowa nad Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

burza piaskowa Afganiec Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Droga pod górę ciągnie się długim na prawie osiem kilometrów zygzakiem. Wiejska dróżka wspina się pomiędzy polami, obejściami. Nieskończenie ciągnie się najpierw w jedną, potem w drugą stronę. Jedynym punktem odniesienia jest idąca od zachodu burza piaskowa. Ponure beżowe chmury ciążą nade mną jak miecz Damoklesa. Są coraz bliżej. Kolejne powiewy coraz zimniejszego wiatru przynoszą kolejne ziarnka piasku, które pieką w oczy i chrzęszczą pomiędzy zębami. Wszystko dookoła zmienia kolory. Dotychczas żywa dolina przechodzi wydaje się teraz być czarno-biała. Wszystko wygląda jak w jakimś zepsutym telewizorze. Wspinam się coraz wyżej i widok na dolinę robi się coraz wspanialszy. Oczywiście jeżeli akurat tuman wzburzonego piasku uchyli jej rąbka spomiędzy swojego oblicza. Na ostatnim odcinku ścieżki trafiam na ludzi pracujących w polu. Gospodarz woła mnie, zagaduje, pyta skąd jestem, od razu zaprasza na czaj, ale grzecznie dziękuję widząc, że jest w trakcie pracy. Nie miałbym serca rozbijać im dnia pracy. Szczególnie paniom, które musiałyby odejść od swojej roboty i dodatkowo krzątać się przy dastarchanie.

twierdza Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

ruiny twierdza Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

W końcu docieram pod twierdzę Jamczun. Ruiny ogromnego fortu warownego wznoszą się ponad 500 metrów ponad doliną Wachańską. Legenda głosi, że twierdza dzielnie opierała się inwazji arabskich najeźdźców pod wodzą samego Alego. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że zięć proroka Mahometa dotarł ze swoimi oddziałami tak daleko. Badania archeologiczne wskazują, że pierwsze fortyfikacje pochodzą z III wieku p.n.e., większość została dobudowana w XII stuleciu. Teraz ostały się zaledwie ruiny. Twierdza dumnie stoi na wysuniętym skrawku wzgórza. Nie ma tu żadnej straży, żadnego ogrodzenia. Każdy może wejść i oglądać. Takie żywe muzeum na świeżym powietrzu. Do twierdzy prowadzi wąska ścieżka, najpierw w stromo w dół, potem skok przez strumień i równie wąsko w górę. Ruiny są majestatyczne i wielkie. Można tu błądzić i błądzić. Chowam się pomiędzy chyboczącymi się kamiennymi murami przed silnym wiatrem niosącym gryzący piasek. Trudno tu nawet ustać, nie mówiąc o chronieniu oczu.

dolina wachańska widok z ruin twierdzy Jamczun Yamchun- Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

twierdza Jamczun Yamchun - widok na dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Widok na dolinę jest niesamowity. Można sobie wyobrazić jak przez setki lat żołnierze doglądali swojej ziemi z tego punktu. Zza gęstych piaszczystych chmur wyłania się nieśmiało ściana Pamiru. Miejsce hipnotyzujące. Do tego mam je tylko dla siebie. Poza mną nie ma tu absolutnie nikogo. Ruiny nie są w najlepszym stanie. Niestety nie ma komu się nimi zająć. Radzieccy archeolodzy ani ich spadkobiercy nie są już zainteresowani pracami w tym rejonie a tadżycka archeologia jest w powijakach. Na szczęście nie ma tu takiej dewastacji jak przy petroglifach w Langar. Widać nieudolne próby „rekonstrukcji” twierdzy przy pomocy cementu, na szczęście to margines. Ze względu na straszliwy wiatr i przenikliwe zimno postanawiam ruszać dalej i obiecuje sobie wrócić tu jutro z rana, żeby mieć lepszy widok na dolinę.

Tadżyckie SPA - Gorące źródła Bibi Fatima - Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Gorące źródła Bibi Fatima - Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Kilometr za twierdzą Jamczun znajdują się gorące źródła Bibi Fatima, nazwane na cześć córki Mahometa. Na końcu dróżki, obok hotelu z zabitą deskami restauracją, stoi nieśmiało wciśnięty pomiędzy skały mały budynek z elewacją w kolorze łososiowym. Nie jestem przekonany do gorących źródeł, nie mam stroju ani ręcznika, ale kiedy tylko docieram na miejsce, pan wręcza ręcznik i mówi, że strój jest niepotrzebny. Tłumaczy gdzie jest część dla mężczyzna, zwraca uwagę aby się nie pomylić i pokazuje drogę do szatni. Opowiada o leczniczych właściwościach wody. Zaczyna wymieniać wszystkie dolegliwości, na które pomaga kąpiel w Bibi Fatima, na koniec dodaje – i wzmaga płodność! – I to wszystko za 10 somoni. Zostawiam rzeczy w otwartej szatni i w stroju Adama i wchodzę do zabudowanej jaskini z gorącymi źródłami bijącymi z zarośniętych wapiennymi osadami rur. Dziwne nacieki wyglądają jak wnętrze statku obcych. Rury pochłaniane przez skały to jakaś kuriozalna hybryda techniki z naturą. Kiedy wskakuję do gorącego źródła zażywający kąpieli mężczyźni są zdziwieni. Przyjmują mnie z sympatią i ciekawością, zaczynają tłumaczyć co i jak. Że tu trzeba usiąść, tego się napić, tu dotknąć, nie można za długo. Pytają oczywiście skąd jestem, dokąd jadę, czy podoba mi się w Pamirze, czy lubię Rosję, czy mam gdzie się zatrzymać. Zamiast zalecanych piętnastu minut, spędzam w gorącej wodzie jakieś pół godziny na pogaduchach, ale faktycznie po obolałych od marszu nogach i plecach nie ma śladu.

Jamczun Yamchun - droga do twierdzy - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Kiedy skończyłem lecznicze kąpiele, po burzy piaskowej pozostał tylko lekka chmura pyłu ponad doliną. W dół postanawiam zejść do Jamczun inną krótszą drogą. Nie wierzę, że mieszkańcy wchodzą w górę tak naokoło jak pokazuje mapa. I faktycznie, wystarczy zejść wąską zarośniętą ścieżką przy ruinach fortecy i dalej przez krzaki i pastwiska drogą wydeptaną przez krowy i owce. Punktem odniesienia jest oczywiście dolina, którą widać stąd jak na dłoni. Bajka. W ten sposób dosłownie w dziesięć minut robię jakieś 2/3 całej drogi i wychodzę nieopodal domu Akima. Dzieli mnie od niego jeszcze kilkadziesiąt metrów w pionie, niestety do zrobienia naokoło. Kiedy chcę zrobić kolejny skrót inną dróżką wydeptaną przez owce, niespodziewanie kończę na czyimś podwórku, niemal pośrodku maleńkiego poletka, które właśnie pieli starszy mężczyzna ze swoją żoną. Przyjmują mnie z sympatią, pokazują drogę i oczywiście pada sakramentalne – dawaj poczajkujem – to niesamowite,jacy ci ludzie są gościnni. Tak bardzo ciekawi świata, chętni aby wędrowca przyjąć pod dach i napoić. Pamir jest pod tym względem wyjątkowy. Wzruszający.

Jamczun Yamchun - nadciągająca burza piaskowa - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Kiedy docieram do domu, Akim już jest i wita mnie z otwartymi ramionami. Okazuje się, że to jeden z mężczyzn, którzy siedzieli przy stole przed źródłami Bibi Fatima i popijali wódkę. Od razu zaprasza mnie do suto zastawionego dastarchanu. Siadamy przy stole po turecku a jego żona i córka donoszą kolejne herbatę i kolejne dania: chleb, kaszę gryczaną zasmażaną z ziemniakami, zieloną cebulkę. Akim ma 62 lata i pracuje jako dyrektor tutejszej szkoły. Opowiada mi o swoich studiach rosyjskiego w obwodzie tambowskim, potem o latach pracy jako nauczyciel. O swojej rodzinie i życiu w Pamirze – wybudowałem ten dom własnymi rękami i nie mam go komu zostawić – mówi ze łzami w oczach – dwóch synów żyje w Moskwie, dwie córki z mężami w Duszanbe, tu została jedna córka i wnuczkowie – pokazuje na dwóch maluchów wpatrzonych w telewizor z którego dobiega głośny jazgot afgańskiej muzyki – Wracać nie chcą. U nas nie da się zarobić – Dodaje, że wcale nie jest tak źle – Przez ostatni rok w Jamczun ani razu nie odcięli nam prądu. Ani razu! Mam tu diesla, ale nie musiałem używać – mówi z radością Akim.

Kolacja Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Akim opowiada mi o Ismailitach, o Aga Chanie IV i jego ogromnym wkładzie w rozwój Pamiru i kultury Pamirczyków. Oprowadza mnie po domu i pokazuje jego serce – tradycyjny pamisrki dom. To nie tylko przestrzeń mieszkalna, ale symbol, kryjący w sobie bogactwo znaczeń, symboli i wartości Pamiru. To świątynia. Skromy, wzniesiony z gliny i drewna. Oparty na pięciu filarach, odpowiadającym podstawowym zasadom islamu. Każda kolumna przypisana jest innej postaci. Najważniejszy, na lewo od wejścia, ozdobiony fotografią Aga Chana IV to Mahomet, kolejny to Ali, a następne: Fatima, oraz jej synowie: Hasan i Husajn. Za platformami wznoszą się drewniane platformy pokryte kolorowymi dywanami i poduszkami. Spowity w mroku pamirski dom to miejsce magiczne. Bijące jakąś niesamowitą energią, wiarą ismailitów. Spośród wszystkich moich podróży i spotkań to właśnie oni zrobili na mnie największe wrażenie – postępowi, pokojowo nastawieni muzułmanie, dbający o edukację, rozwój i rolę kobiety we wspólnocie. Zupełnie nie wiem dlaczego pogardliwie nazywani szyicką sektą.

Kolacja i wódka Jamczun Yamchun - dolina wachańska -Pamir Highway - Górski Badachszan GBAO - Tadżykistan

Kolacja przedłuża się w nieskończoność. Córka Akima przynosi przepyszne słone, usmażone na chrupiąco małe rybki. Zachwalam ich smak a gospodarz mówi, że nie jadł ryb chyba od roku i że dziś zrobili je specjalnie na mój przyjazd – Piotr… – zaczyna w pewnym momencie Akim w dość uroczystym tonie – czy moglibyśmy uczcić Twoją wizytę kieliszeczkiem wódki? – Dla mnie to zaszczyt napić się z kimś tam przyjaznym, tak dobrym, fascynującym, o tak bogatym życiorysie. Akim znika na chwilę, po czym pojawia się z litrową plastikową butelką rosyjskiej wódki „Ochota” – Rosyjska. Syn przywiózł z Moskwy – mówi z dumą Akim. Wychylamy i rozmowa toczy się dalej. Potem następny i jeszcze kolejny. Kulturalnie, za spotkanie, wznosząc toasty, zagryzając chrupiącą rybką. Po raz pierwszy zdarzyło mi się tak pić wódkę. Z Akimem – dyrektorem szkoły w Jamczun, opowiadającym o swoich planach otwarcia żywego muzeum miejscowego tkactwa. Nie po to, żeby się upić, ale by celebrować życie, podróż, by być tu i teraz. Z Nim! Czas się zatrzymał w miejscu, tutaj w Jamczun przestał istnieć. I dobrze. Do późnej nocy rozmawiamy. Chłonę każde jego słowo. O tym kraju, ludziach, o szczęściu i biedzie. O tym, co ważne i tym, co tylko ważnym się wydaje. O życiu. Takim, jakie jest tutaj w dolinie Wachańskiej. Dlatego właśnie warto podróżować, żeby spotkać takich ludzi. Dlatego trzeba przyjechać tu – do Langar. Żeby posłuchać Akima. I popatrzeć w czarne niebo ponad doliną Wachańską.

Dom Akima, Jamczun, Korytarz Wachański, Tadżykistan

Książki o Pamir Highway:

Książki o Tadżykistanie:

Erika Fatland. Sowietstany. Podróż po Turkmenistanie, Kazachstanie, Tadżykistanie, Kirgistanie i Uzbekistanie

Ludwika Włodek. Wystarczy przejść przez rzekę

Jacek Hugo Bader. W rajskiej dolinie wśród zielska

Krzysztof Samborski. Zjadłem Marco Polo

Marcin Sawicki. Morze Światła. Opowieści Tadżyckie

Marta Owczarek, Bartek Skowroński. Pod Stopami Słońca. Motocyklami po Bezdrożach Azji

Szukasz noclegów?

Zarejestruj się, żeby dostać zniżkę:

50 PLN na pierwszą rezerwację na booking.com

100 PLN na pierwszą rezerwację na airbnb

Po prostu kliknij, zarejestruj się i rezerwuj.