Rekin i Baran to przepiękna książka o Islandii - bilet na islandię

Rekin i Baran. Bilet na Islandię

Są takie rzeczy, które wystarczy zobaczyć, by je chcieć. Często nie wiadomo dlaczego, co nas w nich urzekło. Po prostu są jak magnes, przyciągają, lub siedzą gdzieś głęboko w głowie i nie dają nam spokoju. Tak było z „Rekin i Baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów” autorstwa duetu Marta i Adam Biernat. Kiedy ją zobaczyłem, wiedziałem, że muszę ją mieć. Okładka sprzedała. Co w niej zobaczyłem? Chyba siebie na Islandii. Małego człowieczka gdzieś pośrodku niczego. Islandzka pogoda, islandzkie kolory. Obraz jak ze snu. Czasem miewam takie. Od razu zapałałem miłością do Bite of Iceland – bloga ze zdjęciami autorów i czekałem. Czekałem…

Rekin i Baran Marta i Adam Biernat - niesamowita książka autorów bloga Bite of Iceland

W końcu się doczekałem. Upalny dzień, odbieram „Rekin i Baran” i już po kilku stronach zapominam o świecie. Robi się zimno, chłodno, ponuro. Na rękach pojawia się gęsia skórka, włosy stają dęba z zimna. Nie ma mnie tu, uciekam na Islandię. Jestem wewnątrz baśni. Ta książka jest jak bilet w niesamowitą podróż. Jak szafa przenosząca do Narni. Wystarczy ją otworzyć, litery, słowa, całe zdania zaczynają nas oplatać i wciągają do niesamowitego świata, niesamowite i klimatyczne zdjęcia nie pozwalają nam z niego wrócić. Historia wyspy to żywa baśń o nieustraszonych żeglarzach, pasterzach, rybakach, awanturnikach, którzy przez setki lat zmagali się z kapryśną, bezlitosną naturą. Baśń, w której ludzie, zwierzęta, elfy i duchy żyją obok siebie a ich losy i historie przeplatają się co i raz.

Baśniowe krajobrazy Islandii

A historie są niesamowite. Aż trudno uwierzyć, że to działo się naprawdę. Lub tylko w głowach mieszkańców tej wspaniałej wyspy lodu i ognia. „Rekin i Baran” śmieszy, momentami przeraża, zadziwia, budzi niedowierzanie, czasem obrzydzenie, ale przede wszystkim – niezmiennie zachwyca. Rozdział opisujący niesamowite, wręcz kuriozalne zabobony trwające na Islandii aż po dziś dzień jest jak podróż na inną planetę. Kobiety w ciąży nie mogły np. jeść uszkodzonymi sztućcami, bo to powodowało zajęczą wargę u dziecka; nie mogły też załatwiać się podczas księżyca w nowiu bo to groziło urodzeniem szaleńca itp. Lista jest długa, usta nie zamykają się od niedowierzania. I te talizmany… aflakló czyli pazur czapli – najważniejszy amulet rybaków chowany do buta przed wypłynięciem na połów, miał przynosić im szczęście.

Rekin i Baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów. Marta i Adam Biernat

Niesamowicie są opisane w „Rekin i Baran” zwyczaje mieszkaniowe Islandczyków, ich higiena i kulinaria. Klimatyczne domki z mchu, niemal lepianki, ciemne, zatęchłe i zaparowane, bo kiedyś głównym pokojem była łaźnia z łóżkami i nigdy nie praną pościelą. Najcenniejszym przedmiotem Islandczyka była kołdra, szczególnie ta z pierzem miejscowej pardwy. Kto wiedział, że jeszcze kilkaset lat temu Islandczycy myli siebie i swoje ubrania… moczem!? Jeszcze większy grymas na twarzy wywołują fragmenty opisujące kuchnię Islandzką. Hakarl, czyli sfermentowany rekin „pieszczący zarówno powonienie jak i podniebienie”, skata – sfermentowana płaszczka o jeszcze gorszych właściwościach wonnych i smakowych, svið czyli gotowany barani łeb, brennivin – wódka z kminku i wiele innych… Pychotka… Jest na szczęście jeszcze przepyszny seropodobny skyr, pylsur czyli hot dog i najpopularniejszy wafelek na Islandii czyli Prince Polo.

Niesamowite wybrzeże Islandii - Dyrhoaley

Najbardziej jednak urzekł mnie w „Rekin i Baran” klimat. To nie jest reportaż, to nie opowieść. To baśń! Przepiękna i niesamowita. Wciąga bez końca. Tak jak Islandia. Czytając ją byłem tam, daleko na wyspie lodu i ognia. Przypominały mi się te wszystkie obrazy, zapachy, dźwięki, momenty. Samotne dni pośród soczyście zielonych łąk pachnących ziołami i – teraz już wiem, z czym kojarzył mi się ten zapach – ginem. Depresyjny szum otępiałego morza. Czarne niczym smoła piaski rozległej plaży Reynisfjara. Malutkie, energicznie machające skrzydełkami, przepiękne maskonury. Wszędobylskie, niezniszczalne owce… Samotny szkielet wraku Dakoty gdzieś pośród czarnych wydm. Białe noce. Gęste tajemnicze mgły. Majestatyczne wodospady – te małe i duże, ukryte i te widoczne z daleka. Potężne wulkany. Masywne, majestatyczne lodowce. Ziejące nicością szczeliny w czarnej poszarpanej ziemi. Woda, ogień, zieleń… I elfy. Wszędzie elfy! Może wtedy gdy spałem sam w dziczy, te odgłosy dochodzące w samym środku nocy gdzieś spoza namiotu – jakby szybkie drobne kroki – to właśnie one?

 Kocham Islandię. Kocham tą książkę.

Rekin i Baran” to bilet na Islandię zawsze wtedy, kiedy nie mogę tam polecieć.