Co zobaczyć w Iranie - Grę świateł w Nasir al Molk czyli różowym meczecie, sala zimowa Shiraz, Iran

Różowy Meczet. Najsłynniejszy w Iranie

W piątek rano ulice Shirazu są kompletnie wyludnione. Na co dzień zatłoczone, gwarne aleje, obrośnięte po bokach straganami z dywanami, materiałami i miedzianymi naczyniami, teraz puste, ogrodzone metalowymi kratami i żaluzjami są nie do poznania. Idziemy w cieniu drzew pomarańczowych w kierunku Różowego Meczetu Nasir al Molk. Meczet jest trochę ukryty pomiędzy domami. Od głównej ulicy prowadzi do niego przyjemna alejka. Wiemy, że to tu, bo z daleka widać zmierzające grupy wycieczkowe. Jest 8:00 rano – najlepszy czas na odwiedzenie najbardziej fotografowanego miejsca w Iranie.

Nasir al Molk. Różowy Meczet w Shirazie

Najpiękniejszy meczet w Iranie Nasir al Molk czyli różowy meczet, Shiraz, Iran

Wnętrze Nasir al molk czyli różowego meczetu, Shiraz, Iran

Przechodzimy przez bramę i wychodzimy na przepiękny kameralny plac z podłużnym stawem i baśniowo różowym ejwanem na jednej ze ścian. Zanim zdążymy do niego podejść strażnik od razu każe kierować się na prawo – do sali zimowej. W półmroku wchodzimy boso na miękki ciepły dywan. Stopy delikatnie zapadają się w miękkiej wełnie. Kolorowe wzory z dywanów zdają się wpełzać do góry po kolumnach. Wszystkie te arabeski, dziwaczne wzory geometryczne przypominające pajęczaki rozpełzają się na wszystkie strony, pną do sklepienia, z którego zwisają oplecione wzorami lampy. Wszystko wokół nas tonie w przepięknych kolorowych wzorach. Wydaje się, że nagle znajdujemy się w środku kalejdoskopu. Meczet tkwi w jakiejś pułapce czasoprzestrzeni. Wzory wirują, mienią się, wyglądają jakby były w ciągłym ruchu napędzanym energią słońca wdzierającą się przez kolorowe szkiełka witraży.

Nasir al Molk czyli różowy meczet, sala zimowa Shiraz, Iran

Największa atrakcja Iranu -Nasir al Molk czyli różowy meczet, sala zimowa Shiraz, Iran

Poranne słońce wdzierające się tu przez małe kolorowe okienka o różnych kolorach i kształtach, przelewa się na ściany i dywan. Zalewa pomieszczenie baśniowymi wzorami. Przepiękne świetliste widma padają na pokrytą mozaiką ścianę, na bogato tkany dywan i rozpoczyna się taniec kolorów i wzorów. Wszytko tu odwraca uwagę o wszystkiego. Każdy wzór, zawijas, kawałek kaligrafii, arabeski, rzeźby, kolumny wszystko tu zabiega i naszą uwagę. Szarpie nas, odwraca głowy. Znowu czuję ten dyskomfort, że chciałbym jakoś spłaszczyć perspektywę, rozciągnąć wszystko to co widzę jak mapę świata, tylko po to żeby móc patrzeć na to wszystko jednocześnie. Zachłannie połykamy ten kalejdoskop barw i kształtów. Ten spektakl światła, wspaniały teatr, mistrzowski duet natury i ludzkiej kreatywności, mogłyby trwać wieczność.

Co zobaczyć w Iranie - Grę świateł w Nasir al Molk czyli różowym meczecie, sala zimowa Shiraz, Iran

Witrażę w Nasir al Molk czyli różowy meczet, sala zimowa Shiraz, Iran

Chodzimy po miękkim dywanie, od ściany do ściany. Jednej, drugiej, do okna. Przykleić się do tego witrażu, zanurzyć się w tym kalejdoskopie. Żeby te kolory, kształty nas oklejały jak jakiś kosmiczny tatuaż ze światła. W końcu siadamy i gapimy się na taniec kolorów. W międzyczasie wlewają się kolejne wycieczki. Zaczyna się muzealna joga. Kijki do selfie latają dookoła jak jakieś satelity. Ludzie kładą się na ziemi, wyginają, wykręcają. Co chwila sesja zdjęciowa – z przodu, z tyłu, wygięta, tak i tak, i jeszcze tak. Teraz „dziubek”, i jeszcze zrzucimy hidżab. Nagle pojawia się strażnik wyglądający jak zaspany, nieco otyły Tom Hardy i każe kobietom nakryć głowy. I tak w kółko. Podnosi się kakofonia migawek. Lekkie piknięcia i cyknięcia Canona, i przytłumiony, flegmatyczny szelest Nikona. Wchodzą seriami. Harmider, dużo zdjęć i znikają. Wchodzą następni. To samo. W końcu nastaje cisza. Wycieczki się chyba skończyły. Możemy w spokoju posiedzieć i podelektować się ciszą. Tymi pięknymi obrazami tworzącymi się na naszych oczach.

Spacer po podwórzu meczetu Nasir al Molk czyli różowego meczetu, Shiraz, Iran

Nasir al Molk czyli różowy meczet z zewnatrz, tutaj większość turystów nie dociera Shiraz, Iran

Kiedy po kwadransie nadchodzi kolejna fala, ewakuujemy się na plac. Jest kompletnie pusto. Podczas gdy wszyscy tłoczą się przy witrażach, my zachwycamy się przepięknymi mozaikami Różowego Meczetu. Z zadartymi głowami wchodzimy do ejwanów mieniących się różem i delikatnym błękitem. Stajemy pod przepięknymi ornamentami stalaktytowymi – tzw. Mukarnasami – złożonych z baśniowo ozdobionych komórek. Przypominają nieco jakiś wzorzysty plaster miodu. Wzory oszukują wzrok, sprawiają wrażenie jakby przestrzeń się wyginała, zapadała. Piękne jest to, że mamy to wszystko dla siebie. „Kolejny meczet”, kolejne ejwany, kolejne mozaiki, kolejne mukarnasy. Zawsze inne, zawsze jeszcze bardziej warte odwiedzenia i zobaczenia.

ejwan w Nasir al Molk czyli różowy meczet, Shiraz, Iran

To niesamowite jak wszyscy w Różowym Meczecie od razu pędzą do sali zimowej zobaczyć te instagramowe witraże. Są piękne, baśniowe – to prawda – trudno nie ulec ich czarowi. Zastanawiam się jak wiele osób jednocześnie omija i bezpowrotnie traci to co znajduje się tutaj. To dopiero tutaj, na placu można zobaczyć dlaczego meczet Nasir al Molk jest „różowy”. To tu można chodzić od jednego ejwana do drugiego i podziwiać baśniowe mozaiki. I tak jest ze wszystkim… ludzie wolą iść za innymi zamiast zrobić ten jeden ważny krok – na bok, ku prawdziwej przygodzie. Poza utarty szlak. Właśnie tam zaczynają się przepodróże.

Medresa Khan

Ejwan główny, Madraseh-ye Khan czcyli Medresa Khan, Shiraz, Iran

Madraseh-ye Khan czcyli Medresa Khan, Shiraz, Iran

Z Różowego Meczetu wracamy do centrum. Po drodze zza budynków wyrasta piękny ogromny portal ze stalaktytami mozaik zwisającymi spod kopuły. To Medresa Khan – wybudowana w XVII wieku szkoła koraniczna, która przez wieki była dręczona przez kolejne trzęsienia ziemi, którym dzielnie się opierała. Lekko nadwątlona zachowała przepiękny portal wejściowy niemal nietknięty. Medresa cały czas funkcjonuje. Na placu w środku uczniowie siedzą w cieniu i studiują Koran. Ogrodnik przycina rośliny, ktoś reperuje pompę. Od fontanny po środku bije przyjemny chłód, pielęgnowany przez cień, który rzucają palmy i pachnące drzewa pomarańczy. Ten rajski ogród otoczony jest pokrytą kwiecistymi wzorami mozaiką, która sięga aż do nieba. Czy można wyobrazić sobie piękniejsze miejsce na studiowanie ksiąg przodków. Samo siedzenie tutaj przepełnia energią, otwiera duszę, nastraja nas na odbieranie a nie nadawania. Chłonięcie świata – słuchanie, odczuwanie.

Pars Museum

ogród Pars Museum - tu nic nie ma - Shiraz, Iran

Pars Museum - muzeum, w którym nic nie ma - Shiraz, Iran

Wnętrze, sufit Pars Museum - Shiraz, Iran

Wracamy na ulicę Zand, gdzie koniecznie chcemy odwiedzić ogród Bagh-e Nazar, w którym znajduje się Pars Muzeum. Ogród okazuje się kompletną pomyłką. Wygląda jak zwykły ogródek przy domu jednorodzinnym – jakaś hałda piasku, stare taczki, sterta desek, trochę trawy. Płyty z rzeźbami wąsatych Persów nie zmniejszają rozczarowania. Jedynym wartym zobaczenia miejscem jest ośmiokątny pawilon pośrodku ogrodu. 400 lat temu to właśnie tu Karim Khan przyjmował zagranicznych gości, teraz znajduje się tu Pars Muzeum. Jest mikroskopijne, do tego stopnia, że po wejściu zastanawiamy się za co my właściwie zapłaciliśmy 200 000 IRR. To co prawda niecałe 6 PLN, ale jak na Iran to całkiem sporo. Na wystawie znajduje się kilka obrazów, ozdobnych skrzyń, ksiąg, jakaś ceramika i miecz Karim Khana. Więcej miejsca niż eksponaty zdają się zajmować przysypiający na krzesłach strażnicy. Podnoszę głowę i w jednej chwili zdaję sobie sprawę, że warto. Ponad nami przepiękne, przypominające stalaktyty sklepienie. Kwieciste, niemal wirujące nad głową. Bogate i intensywne, a jednocześnie nie przytłaczające. Dla tego jednego eksponatu warto.

Mauzoleum Ali Ibn Hamza

Mauzoleum Ali Ibn Hamza Mausoleum - Shiraz, Iran

Zbliża się południe, a my wpadamy na dość głupi pomysł spacerowania po mieście w pełnym słońcu. Idziemy na północ w kierunku grobowca poety Hafeza. Znikają drzewa a tonący w słońcu labirynt ulic staje się okropną pułapką. Nie ma cienia, nie ma gdzie się schować. Po przejściu przez most na wyschniętej rzece. Trafiamy na meczet. Nie ma go w żadnym przewodniku, ale uznajemy, że to dobre miejsce aby schować się przed palącym słońcem. Kiedy chcemy wejść do środka, momentalnie zjawia się jakiś wąsaty pan i po angielsku zaczyna nas wypytywać skąd jesteśmy, po czym każe iść za sobą. Zastanawiam się co takiego zrobiliśmy. Wchodzimy do klimatyzowanej komnaty z książkami i stołami a pan proponuje herbatę, stawia ciastka i pyta co chcielibyśmy wiedzieć o tym miejscu, o islamie, Iranie. Okazuje się, że to pan od „international relations„.

Wydział do spraw cudzoziemców w Ali Ibn Hamza Mausoleum, Shiraz, Iran

Każdy meczet i mauzoleum – tak jak również, to w którym się znaleźliśmy – Ali Ibn Hamza Mauzoleum ma osobę do kontaktu z cudzoziemcami. Pan jest miły, my pytamy, on odpowiada. Jest miły, nie nawraca, nie próbuje przekonać, odpowiada na pytania, czuć, że jest dumny ze swojej religii i swojego kraju. Jednocześnie nie czuć w tym żadnej sztuczności, żadnej propagandy, frazesów, wyuczonych formułek, fałszu. To niesamowite ile energii Irańczycy wkładają w to aby odczarować negatywny obraz Iranu jaki kreują media. Jak zawsze, prawda pewnie leży gdzieś po środku, nie ma co wierzyć w to co się mówi w telewizji. Najlepiej pojechać i samemu zobaczyć, posłuchać, porozmawiać, poobserwować, wyciągnąć wnioski. Prawdy pewnie nigdy nie odkryjemy, bo przecież nie ma jednej prawdy – tak jak z „prawdami historycznymi” jest tylko liczba mnoga. Na koniec pan daje nam jeszcze po zimnym soczku – żebyście nie byli spragnieni.

Restauracja Haft Khan, Shiraz, Iran

Kuchnia irańska, restauracja Haft Khan, Shiraz, Iran

Kiedy docieramy do grobowca Hafeza, okazuje się, że to jedynie mała altanka, wokół której kłębią się ludzie. Na wybetonowanym placu nie ma ani atmosfery, ani ładnego widoku. Jest gorąco, tłoczno i głośno, więc odpuszczamy. To pierwsza „przewodnikowa” atrakcja, od której odchodzimy. Wolimy chyba spacerować po mieście. Kawałek dalej docieramy do restauracji Haft Khan . Okazuje się, że to ekskluzywny lokal, cały w bieli, z kelnerami we białych koszulach. Stwierdzamy, że w sumie co nam szkodzi, raz możemy zaszaleć, szczególnie, że chcemy zwyczajnie posiedzieć w klimatyzowanym pomieszczeniu. Siadamy na podłodze i zamawiamy przystawki, pieczywo, sosy, świeżo wyciskane soki, okazuje się też, że zamówiliśmy ogromne danie składające się z całego kurczaka i góry ryżu. Restauracja jest pełna. Najedzeniu siedzimy, niemal leżymy. Dookoła ludzie jedzą całymi rodzinami. Ci, którzy już skończyli przysypiają przy herbacie. Jedno uśmiechają się do nas, inni zagadują. Przy naszym miejscu obsługa postawiła proporczyk z polską flagą. To miłe – mają flagę prawie każdego kraju świata, nawet USA. Spędzamy tu ponad dwie godziny. Na jedzeniu, leżeniu, zbieraniu sił.

Przepiękny ogród w tradycyjnym irańskim domu - Taha Traditional Hotel - Shiraz, Iran

Zachód słońca na ulicach Shirazu, Iran

Po obiedzie wracamy do naszego hostelu. Pakujemy się powoli. Mieliśmy jeszcze coś pozwiedzać, pochodzić, ale upał jest tak straszny a my robimy się zmęczeni po obfitym obiedzie. Poza tym patio hostelu jest takie piękne. Irańskie ogrody mają w sobie tyle magii. Tutaj nawet zwykły hostel jest jak orientalny pałac. Pluskająca fontanna, dużo zieleni, świeże owoce prosto z drzewa, klimat błogiego nicnierobienia. Do tego te kolory! Witraże w oknach, miękkie kolorowe dywany i płótna na dastarhanach. Wszystko razem sprawia, że zwyczajnie chce się tu siedzieć, nic nie robić, po prostu być. Zalegamy więc, do czasu kiedy musimy jechać na lotnisko. Jedziemy przez Shiraz mieniący się popołudniowym słońcem. Migają nam piękne domy w kolorze pustyni, chropowate mury z gliny i trzciny. Kolorowe minarety meczetów, szmaragdowo-różowe mozaiki, ejwanów. Posępne twarze męczenników pośród bloków, zielone i czarne wstęgi powiewające na gorącym pustynnym wietrze. Shiraz w całej swej pięknej okazałości. Tej orientalnej, cudownej niezwykłości. Do następnego razu.

Shiraz, Iran