Wejście do Mauzoleum Boqeh-ye-Seyyed Mir Mohammad, Shiraz, Iran

Shiraz. Miasto poetów. I meczetów

Shiraz – miasto poetów. Jest jak piękny kwiat pośrodku pustyni. Otoczony wyschniętymi górami w kolorze piaskowca, kwitnie w życiodajnym cieniu drzew. Upał jest tu cały czas nieznośny, ale wydaje się nieco lżejszy niż w rozgrzanym do czerwoności labiryncie ulic Jazdu. Po prawie 7-godzinnej podróży z Jazdu i dotarciu tu ok północy, leniwy poranek w dastachanie, przy herbacie i świeżych owocach wydaje się najlepsza nagrodą za trudy podróży. W fontannie pluska świeża woda a drzewa owocowe dają przyjemny cień. Po takim śniadaniu jesteśmy gotowi na zwiedzanie tego pięknego klejnotu kultury perskiej, jej serca od blisko 2000 lat. Lądujemy w samym środku starego miasta, gdzie fasady starych pięknych kamienic przeplatają meczety z których roznosi się smętny śpiew muezina.

Spacer ulicami Shirazu, Vakil Bazaar, Shiraz, Iran

Meczet na starym mieście - Shiraz, Iran

Shiraz budzi się powoli. Rano, kiedy da się w miarę chodzić, na ulicach jest dość sennie. Kiedy słońce wznosi się wysoko ponad horyzont, ulice wyludniają się. Wszyscy są we wnętrzach – meczetach, bazarach, restauracjach czy muzeach. Jeżeli ktoś już wyściubi nos poza budynek, to chowa się jak tylko może w cieniu figowców i rozrośniętych krzewów granatu. Przemykając przez spalone słońcem ulice docieramy do kompleksu Shahecheragh – dużego kompleksu, w którym znajduje się mauzoleum Sayyed Mir Ahmad. Jak to w przypadku mauzoleum, nie do końca wiemy czego spodziewać się w środku. Zapraszają nas jak zwykle pięknie wykładana mozaiką kopuła i minarety unoszące się gdzieś ponad budynkami.

Kompleks Shahecheragh

Mauzoleum Shahecheragh Holy Shrine - Shiraz, Iran

Piękne mozaiki, Mauzoleum Shahecheragh Holy Shrine - Shiraz, Iran

Przy wejściu pan nas nie wpuszcza i każe nam czekać z boku. Obserwuje ludzi wchodzących do mauzoleum. Uwagę zwraca grupa kilku mężczyzn o ciemnej karnacji i ubiorze przypominającym bardziej ten z Pakistanu czy Afganistanu. Kiedy przechodzą przez bramkę z wykrywaczem metalu, wszystko zaczyna pikać i się świecić. Ochrona przy wejściu cofa ich do depozytu. Każdy z nich ma w kieszenie spory nóż… kilkukrotnie ludzie mówili, że przybysze z Beludżystanu – wschodnich rubieży Iranu – są niebezpieczni i wszyscy się ich boją. Teraz chyba rozumiem dlaczego. Nagle znikąd zjawia się jakaś kobieta z wielką szarfą przewiniętą wzdłuż czarnego czadoru. Wygląda jak jakaś policja i idzie do nas. Zastanawiam się co takiego zrobiliśmy i jak się wyplątać z ewentualnych problemów. W pamięci wyszukuję numer o ambasady.

Wycieczka do Mauzoleum Shahecheragh Holy Shrine - Shiraz, Iran

Wejście do Mauzoleum Boqeh-ye-Seyyed Mir Mohammad, Shiraz, Iran

Pani okazuje się naszą przewodniczką. Bez niej nie muzułmanom niewolno wchodzić na teren mauzoleum. Każe mi przechodzić przez bramki dla mężczyzn. A sama z Ulą znika za kotarą, gdzie są bramki dla kobiet. Tam kontrola trwa nieco dłużej. Kiedy czekam po drugiej stronie po kilku chwilach podchodzi do mnie strażnik i coś zaczyna mówić. Pokazuje wyjście. Chyba nie mogę tu przebywać. Pokazuje mu na zasłonkę, za którą znajduje się damska bramka i moja przewodniczka, ale chyba nie rozumie, że czekam na kobietę-przewodnika. Takiej bym sam nie dostał. W końcu piszę mu na Google Translate o co mi chodzi. Akurat pojawia się też Ula z przewodniczka. Strażnik się uśmiecha i odchodzi. Jesteśmy na placu przed mauzoleum.

Ejwan Mauzoleum Shahecheragh Holy Shrine - Shiraz, Iran

Piękna architektura Mauzoleum Shahecheragh Holy Shrine - Shiraz, Iran

Przewodniczka okazuje się pracowniczką jakiegoś działu współpracy z zagranicą. Jej praca polega na oprowadzaniu odwiedzających od miejsca do miejsca. Nie chodzi o opowiadanie, tylko o to, żeby nie-muzułmanie nie rozłazili się po mauzoleum. Nie mamy więc z niej zbytniego pożytku, ale przynajmniej możemy podziwiać przepiękną architekturę Shahecheragh. Historia tego miejsca nie różni się zbytnio od innych mauzoleów szyickich. Męczennik zabity przez sunnitów zasługuje na miejsce pamięci. Do gry wkraczają architekci, projektują zapierające dech w piersiach ejwany, portale, sklepienia, kopułę, minarety. Przechodzimy przez kolejne części kompleksu i obserwujemy pielgrzymów oddających cześć zmarłym męczennikom.

Mauzoleum Boqeh-ye-Seyyed Mir Mohammad, Shiraz, Iran

Do głównego mauzoleum nie mamy wstępu, ale możemy zwiedzać plac i przylegające do niego budynki. Niesamowite jest to, że budynki mają maksymalnie 150 lat a wzory są tak piękne jakby pochodziły sprzed kilkuset lat. Znowu klimaty z baśni 1000 i jednej nocy. Piękne błękitne mozaiki, kaligrafia, kwiaty i geometria. W Iranie cała ta magiczna, baśniowa przeszłość wydaje się tak bliska. W zasadzie ona niemal cały czas żyje. Wchodzimy do mauzoleum, w którym pochowany został jeden z przywódców rewolucji islamskiej – pochodzący z Shirazu Abdul-Hussein Dastghaib. Zamordowany w 1981 roku przez komunistów uznany za męczennika, jest otoczony czcią. W Shirazie, jego zdjęcia są niemal na każdym kroku.

Wewnątrz mauzoleum Shahecheragh Holy Shrine - Shiraz, Iran

Wnętrze mauzoleum mieni się światłem słonecznym załamywanym i odbijanym przez tysiące maleńkich luster. Grób męczennika podświetlony na zielono. Dookoła cisza, spokój i modły wznoszone do zmarłego. Po wyjściu z mauzoleum, podekscytowana przewodniczka pyta nas – Co czuliście przy grobie Abdul Hussein Dastghaiba – Odpowiadamy zachowawczo, że to piękne miejsce. O ile zachwyca nas przepiękna architektura, ten wszechobecny klimat baśni 1000 i jednej nocy. To bogate piękno, które nie ma w sobie nowobogackiego przepychu i przesady, o tyle nie czujemy magii rewolucji islamskiej i męczenników. Zachwyca nas ta strona religii pełna radości, miłości i wychwalania – poprzez piękno – a nie ta mroczna, posępna, pełna śmierci i cierpienia. Religia ma nieść nadzieję. Nadzieja powinna się opierać na miłości i szczęściu. Nie na śmierci, żałobie i cierpieniu.

Vakil Bazaar

Handlarze dywanów na bazarze Vakil Bazaar, Shiraz, Iran

Kolorowe mozaiki Mauzoleum Shahecheragh Holy Shrine - Shiraz, Iran

Karawanseraj wewnątrz Vakil Bazaar, Shiraz, Iran

Z kompleksu Shahecheragh i mauzoleum trafiamy na Vakil Bazaar. Szerokie aleje schowane pod arkadami z cegły. Ponad nami przepiękne sklepienie z małymi otworami, przez które wdziera się słońce. Patrząc w górę, co i raz trafiamy na przepiękne portale z mozaiki. Oglądamy na zalane słońcem podwórza starych karawanserajów, na których rozłożyły się małe knajpki. Nareszcie odnajdujemy bliskowschodni bazar jakiego się spodziewaliśmy. Radosna wrzawa, w powietrzu unosi się jakaś ekscytacja. Dzieje się handel, kupujący oglądają, mierzą, wąchają, sprzedawcy zachwalają, pokazują, przekonują. Są taktowni, nienachalni, nikt nie krzyczy, nie nagania, nie nagabuje. To naprawdę robi różnicę w irańskich bazarach. Aleje pełne są orientalnych towarów. Nareszcie chińską plastikową tandetę przytłaczają kolorowe dywany, pledy, kilimy o wymyślnych wzorach, jedwabne szale, chusty. Jest dużo miedzianych naczyń, emalia w przepiękne symetryczne wzory. Więcej jest tradycyjnych strojów perskich, rękodzieła. Magia dzieje się przy stoiskach z przyprawami, ziołami i suszonymi owocami. Całe worki orzechów, suszonej morwy, rodzynek. Kręcące w nosie suszone cytryny, natka kopru, wysuszone kawałki mleka. To jest orient. To jest bliski wschód. To jest magia bazarów, w których jesteśmy tak beznadziejnie rozkochani.

Meczet Vakil

Wejście do Meczetu Vakil Mosque, Shiraz, Iran

Meczet Vakil Mosque, Shiraz, Iran

Ejwan w meczecie Vakil Moasque - Shiraz, Iran

Prosto z bazaru trafiamy do Meczetu Vakil. Przed wejściem znowu przechodzi mi przez myśl – po co oglądać kolejny meczet? – Wystarczy jednak, że spoglądam w górę na baśniowy portal wejściowy i znów robi mi się głupio. Nieważne, że to kolejny meczet. To kolejny czas spędzony na patrzenie na przepiękne rzeczy! Na rozległym pustym placu, naprzeciwko siebie stoją dwa ogromne ejwany. Spoglądają na siebie jak bokserzy przed walka, jakby licytowały się, który jest piękniejszy. W ich ogromie można zginąć. Z zadartymi głowami wchodzimy i śledzimy te wszystkie przepiękne wzory. Znowu to robimy, znowu uciekają nam, zdają się ruszać, tworzyć na naszych oczach. Wodzimy rękami po pięknych mozaikach. W Shirazie, oprócz królującego błękitu i żółcie, jest więcej różowego. Te wszystkie alkowy, ganki, łuki.

Wycieczka do meczetu Vakil Mosque, Shiraz, Iran

Wnętrze Meczetu Vakil Mosque, Shiraz, Iran

Przechodzimy przez główny ejwan patrząc do góry i znajdujemy się w innym świecie. W głównej sali modlitewnej dosłownie gubimy się w lesie kolumn. Przepiękne ukośnie prążkowane filary wyglądają jakby się kręciły. Jakby oplatały je jakieś węże. Prowadzą wzrok do góry, skąd spoglądają na nas przepiękne mozaiki, arabeski i cienkie cegły z gliny wypalanej na słońcu, ułożone w wymyślne wzory. Jest pusto. Cisza i spokój oddają powagę tego miejsca, jednocześnie nie czuć tu pretensjonalności czy nadęcia. Piękno i skromność jednocześnie. To nadaje meczetom w Iranie jakiejś magii, baśniowości. Dlatego w Iranie warto wejść do każdego meczetu. Znajdziemy tu nie tylko walory estetyczne – choć te są niezaprzeczalne – ale także spokój i ciszę sprzyjającą kontemplacji. To właśnie tu najłatwiej poczuć magię kultury perskiej. I tak zwyczajnie, po ludzki, przyjemnie się tu przebywa. Poza tymi wszystkimi mozaikami, arabeskami i ejwanami, miło zobaczyć ludzi, którzy spędzają tu czas z bogiem. Tak po prostu, bez żadnego nabożeństwa. Bez wstawania i klękania na 3-4. Są tu tak po prostu. Z potrzeby serca.

Łaźnie Vakil

Łaźnie Vakil Bath, Shiraz, Iran

Wnętrze łaźni Vakil Bath, Shiraz, Iran

Zaraz obok meczetu trafiamy na hammam Vakil z XVIII wieku. Niestety nie działa. Zostało tu jedynie muzeum. Bardzo dobrze zorganizowane i urządzone. Na przepięknie odrestaurowanych ścianach i sklepieniach widać oryginalne freski z czasów dynastii Zand. Z góry, przez małe otwory wdziera się tu oślepiające południowe słońce. Na sali porozstawiane są manekiny przedstawiające gości łaźni. Z ukrytych głośników dobywają się pluski, syk pary i przyciszone rozmowy. Wystarczy zamknąć oczy i można się przenieść o 200 lat do tyłu. Nawet temperatura i wilgotność powietrza sprzyjają. Po otwarciu oczu jest jeszcze lepiej, trzeba tylko udawać, że się nie widzi wielkich klimatyzatorów, które ewidentnie nie dają sobie rady z chłodzeniem powietrza w hammamie. Po łaźni oprowadza nas Irańczyk, który zagaduje nas już na wejściu. Na koniec daje do siebie wizytówkę – jest przewodnikiem. Nie chce pieniędzy za opowiadanie o łaźni, mówi, że jeżeli będziemy potrzebowali pomocy lub chcieli gdzieś pojechać, żeby się do niego zgłosić. To miłe. Tak powinno wyglądać oferowanie swoich usług.

Cytadela Karim Khan

Cytadela Karim Khan Citadel - Shiraz, Iran

Wieża Karim Khan Citadel zapadająca się pod swoim ciężarem, Shiraz, Iran

Spacerujemy deptakiem Zand, wzdłuż którego powoli zaczyna się życie. Ludzie pochowani pod rosnącymi w równych rządkach drzewami piją herbatę i rozmawiają. Docieramy do Cytadeli Karim Khan, która wyznacza centrum miasta. Fort wybudowany jest z cegły suszonej na słońcu. Ułożona jest w taki sposób, że grube mury obronne zdobią bogate wzory geometryczne. W rogach fortecy stoją cztery grube wieże. Jedna z nich jest wyraźnie wykrzywiona, jakby się zapadła z jednej strony. Bilety sprzedawane są w szklanej budce stojącej samotnie na środku placu. W środku zaczepia nas Hossein, pokazuje legitymacje przewodnika i oferuje, że za ok. 15 Euro zawiezie nas na wycieczkę do Persepolis i będzie naszym przewodnikiem. I tak mieliśmy to w planach na popołudnie a to nieco taniej niż w hostelu, więc biorę od niego numer i obiecuje, że pomyślimy i damy znać.

Wnętrze cytadeli Karim Khan Citadel - Shiraz, Iran

zabytkowe mozaiki w Karim Khan Citadel, Shiraz, Iran

Cytadela Karim Khan została wybudowana pod koniec XVIII wieku na wzór średniowiecznego perskiego zamku. Była wykorzystywana jako rezydencja królów z dynastii Zand. Później za czasu Kadżarów, stała się biurem gubernatora. Pahlavi zrobili z cytadeli więzienie. Wykonana z najwyższej jakości materiałów, z pięknymi zdobieniami, mozaikami została kompletnie zdewastowana. U schyłku swojego panowania szah Reza Pahlavi nakazał odbudowę cytadeli w ramach odbudowywania dziedzictwa kulturowego Persji. Prace cały czas trwają. To co jest teraz daje pojęcie jak cytadela wyglądała za czasów swojej świetności. W środku fortecy znajduje się piękny ogród. Wzdłuż kanału z fontannami, rosną drzewa granatu i pomarańczy. Spacer pod nimi daje niesamowite poczucie wytchnienia – trochę cienia i zapach kwiatu pomarańczy.

kolorowe mozaiki Karim Khan Citadel, Shiraz, Iran

Łaźnie w podziemiach Karim Khan Citadel, Shiraz, Iran

Wewnątrz pomieszczenia czeka jeszcze długotrwała restauracja. Bezcenne freski i mozaiki zostały zwyczajnie zerwane. Teraz odtwarzane są krok po kroku. Wracają stopniowo, jak jakiś powoli rozrastający się na sklepieniu organizm. Jak wielki plaster miodu tworzący się komórka po komórce. To pocieszające, że Iran przykłada tak wiele wagi do swojej historii, dziedzictwa. Jak bardzo starają się odbudować to, co przez wieki było zaniedbane. Na przekór geopolityce, z pomocą UNESCO bezcenne zabytki są tutaj odbudowywane. Znaczna większość sal jest zamknięta. Trafiamy na przepiękne, hipnotyzujące witraże. Słońce przeciska się przez nie delikatnie, dając im kolorowe życie. Niesłychane wzory kwiatowe, które z daleka są tak złożone, z bliska okazują się po prostu kolorowymi szkiełkami wciśniętymi w miedzianą ramę, zlutowaną kawałek po kawałeczku. Efekt całości jest powalający! Docieramy do podziemnej łaźni, w której pustych salach, pośród półmroku roznosi się donośny śpiew. Kiedy wchodzę, okazuje się, ze to jakaś wycieczka. Kilkudziesięciu chłopaków śpiewa unisono jakąś pieśń, zapewne religijną. Brzmią jak na nagraniach ISIS. Aż przechodzą mnie ciarki. Przy okazji okazuje się, że łaźnia, w której stoimy, znajduje się pod ową krzywą wieżą, która powoli zapada się do łaźni pod własnym ciężarem.

Spacer po ulicy Zand, głównym deptaku Shirazu, Iran

Po cytadeli Karim Khan znowu najcięższe zadanie – znalezienie w Iranie czegoś smacznego na obiad. Po kilku próbach błądzenia po bazarze i szukania restauracji, poddajemy się i kończymy standardowo – na szaszłyku. Umawiamy się z Hosseinem u nas pod hostelem. Jeszcze tylko chcę skoczyć na wymienić pieniądze do zagłębia kantorów na ulicy Saadi. Na miejscu okazuje się, że wszystkie są już zamknięte – przecież jest czwartkowe popołudnie – będą otwarte dopiero w sobotę. Wszędzie kręcą się cinkciarze, kiedy decyduję się u jednego wymienić pieniądze, ten próbuje mi wcisnąć coś co wygląda jak miejscowe pieniądze z „Monopoly” o jakimś małym nominale „50” podczas gdy kurs 1 Euro to blisko 150 000 riali. Kiedy mówię, że chce normalne pieniądze, chowa tamto i wyciąga jakieś stare banknoty, które bardziej przypominają ścierkę do podłogi niż pieniądz. Chowam moje pieniądze i jak najszybciej się zwijam. Natręt biegnie za mną i próbuje mi wcisnąć pieniądze, odpuszcza dopiero kiedy mówię o policji. Czyli jednak są nieuczciwi ludzie w Iranie.

Pieniądze w Iranie - irańskie riale

Wracamy z Hosseinem. Potrzebujemy riali, a tylko miejscowy jest gwarantem, że nas nie oszukają. Zawozi nas do sklepu z sokami…, w którym właściciel wyciąga plik pieniędzy i odlicza. Oczywiście za mało, więc mówię, że chcę normalny kurs albo wychodzę. Ten liczy pieniądze, mruczy pod nosem „fuck” i pokazuje środkowy palec na banknoty. Kiedy wstaję i chcę wyjść, Hossein mówi, że się dogadamy. W końcu staje na kursie 142 500 za 1 Euro. Dochodzę do wniosku, że nie chce mi się kłócić o złotówkę. Transakcja nie była miła, ale doszła do skutku. To dla mnie zadziwiające. Najwyraźniej w Iranie negocjacje i handel rządzą się swoimi prawami. Można bluzgać, ale to nie znaczy, że ktoś cię obraża, a jedynie daje upust swoim emocjom przy negocjacjach. Tak to przynajmniej wyglądało.

No to możemy w końcu jechać do Persepolis…

Shiraz, Iran