Adam Bielecki Spod zamarzniętych powiek

Spod zamarzniętych powiek. To nie jest książka o himalaizmie

Jak trafiłem na „Spod zamarzniętych powiek”? O Adamie Bieleckim usłyszałem – jak zapewne większość – dopiero w 2013 roku, po wyprawie na Broad Peak. To wtedy, po pierwszym zimowym wejściu na szczyt zginęło dwóch naszych himalaistów: Maciej Berbeka i Tomek Kowalski. Wtedy też o Bieleckim zrobiło się głośno. Nie pomógł, a mógł. Powinien był a nie wrócił. Niedojrzały. Egoista. To już nie to co kiedyś. Gdzie ten etos polskich himalaistów? Pomijając te brednie ludzi, którzy nie mają pojęcia o czym mówią, mało kto zwrócił uwagę na wyczyn jakiego dokonał ten 30-latek. Daleki byłem od oceniania Bieleckiego, ale jakoś chyba wtedy nie budził mojej szczególnej sympatii. Trudno powiedzieć dlaczego, wydawał mi się jakiś zbyt cwaniakowaty. Moje zainteresowanie natomiast budziły jego wyczyny.

Adam Bielecki Spod zamarzniętych powiek - świetne zdjęcia z wypraw

Po przeczytaniu kilku książek o górach, himalaistach i samej wyprawie na Broad Peak, z niecierpliwością czekałem i z wielką chęcią rzuciłem się na „Spod zamarzniętych powiek” – biografię Adama. Pierwsza myśl – czy gość w moim wieku – 33 lat – zasługuje już na biografię? Czy to nie jest aby nieco przerost ambicji? Jakieś wybujałe ego? Kiedy zacząłem czytać książkę, przestałem mieć wątpliwości. „Spod zamarzniętych powiek” to książka o pasji, miłości do gór. Nie jest o spełnianiu marzeń. To książka o ciężkiej pracy człowieka przy ich realizowaniu. On nie czekał na manne z nieba, jakiś znak czy wygraną w totka. Sam brał się do roboty i realizował swoje cele. Młodość Adama pełna pasji, wagarowanie na rzecz gór, przy cichej aprobacie rodziców. Jeżdżenie autostopem po Europie i spełnianie marzeń o wspinaczce. To książka o robieniu a nie o gadaniu, że się nie da, narzekaniu, czekaniu.

Adam Bielecki Spod zamarzniętych powiek - dobra książka

Czy na pewno więc 33-latek zasługuje już na biografię. Tak! Adam Bielecki zasługuje na „Spod zamarzniętych powiek”. Jest w moim wieku, ale kiedy ja w 2000 roku biłem rekord w jedzeniu dużej Telepizzy na czas, on jako najmłodszy w historii – 17-latek – zdobył Chan Tengri. To najdalej wysunięty na północ siedmiotysięcznik na Ziemi. Wredna góra, która pokonała niejednego doświadczonego himalaistę. On to zrobił mając oczywiście dużo szczęścia, ale jeszcze więcej włożył w to wysiłku i zaangażowania. Dla mnie to kosmos. Co dopiero wtedy. Tak, Adam Bielecki zasługuje na tą książkę. Czytając ją możemy sobie zdać sprawę z tego jak wiele czasami przesypiamy. Jak bardzo nam się nie chce i jak życie przelewa się nam przez palce. Przykład Bieleckiego pokazuje ile jesteśmy w stanie osiągnąć jeżeli czegoś pragniemy, ale też nie czekamy tylko wkładamy w realizację marzeń dużo pracy.

Widok na Chan Tengri South Inylchek Base Camp Tienszan Kirgistan

„Spod zamarzniętych powiek” to zapis naprawdę niesamowitych przygód, jakie Adam przeżył na drodze do Himalajów. Wyjazd nad Bajkał ze znajomym, który cierpi na zespół Tourette’a. Włóczenie się po Syberii, zdobycie Góry Czerskiego w porażająco niskim czasie – 40 godzin – kiedy ludzie pukali się w czoło, że zimą to niemożliwe poniżej pięciu dni w jedną stronę. Są też i głupsze epizody, jak na przykład Bieg Rzeźnika zrobiony na kacu. Na szczęście to Adam wspomina z refleksją, jako coś faktycznie głupiego, szczenięcy wybryk. Sukcesy i porażki, upadki i wzloty z których Adam Bielecki wyciąga wnioski, uczy się, dojrzewa z każdą kolejną stroną. Studiowanie, które ze względu na wyjazdy trwały aż 9 lat, wyjazdy partnerskie, dzięki którym Adam Bielecki mógł jeździć w góry, zdobywać doświadczenie, rozwijać się. W końcu pierwsza wyprawa na ośmiotysięcznik. I kolejne…

Adam Bielecki Spod zamarzniętych powiek - wyprawy

Makalu – zdobycie szczytu zakończone dramatycznym zejściem polskiej ekipy. To po tej wyprawie Polski Himalaizm Zimowy okrzyknięto mianem narodowego programu narażania młodych. Kolejna wyprawa na Gaszerbrum 1 – zwycięska – zakończona pierwszym w historii zimowym wejściem na szczyt. Następnie wyprawa na K2, na której Bielecki stał w kolejce na szczyt, a podczas schodzenia palił papierosa na jakiś 7 000 metrów n.p.m. „Spod zamarzniętych powiek” to ciekawy zapis tego co dzieje się na wyprawach wysokogórskich – zarówno w obozie, w drodze na szczyt ale i po drodze w dół. Nuda i proza obozowego życia, różnice pomiędzy młodym a starszym pokoleniem. Jedni siedzą w laptopach, drudzy piją herbatę ze spirytusem. Ciekawie są nakreślone sylwetki Artura Hajzera, Krzysztofa Wielickiego. Bluzgający,  apodyktyczny Wielicki i hipochondryk Hajzer – prawdziwi ludzie a nie kukiełki. Opisani wprost, bez zbędnego ubarwiania.

Adam Bielecki Spod zamarzniętych powiek - wyprawa na Gaszerbrum 1

Jest oczywiście Broad Peak. Rozdział przełomowy, serce „Spod zamarzniętych powiek”. Słyszałem nawet opinię, że to właśnie dla tego rozdziału jest ta książka, że to spowiedź, tłumaczenie, próba rachunku sumienia. To nie tak. Rozdział opisuje ważny epizod, który zmienia życie Adama. Dzięki Broad Peak, ale też wszystkim wcześniejszym doświadczeniom przechodzi jakąś przemianę. Śmierć jest tak bliska, dotyka partnerów liny. Jest i ten paskudny kubeł pomyj jaki wylał się na 30-latka po tragedii na Broad Peak. Wszechobecni „eksperci”, którzy wiedzą o himalaizmie zimowym wszystko, bo oglądali K2 i jeszcze kilka innych filmów, a ich doświadczenia wysokogórskie kończą się na Kasprowym, oczywiście kolejką. Polskie piekiełko, przez które Adam Bielecki musiał przejść.

Adam Bielecki Spod zamarzniętych powiek - zdobycie Broad Peak

Ciężkie chwile po wyprawie na Broad Peak utwardzają Adama. Dzięki nim dojrzewa. To widać na kolejnych stronach książki. Przemyślenia Adama Bieleckiego są coraz dojrzalsze, poważniejsze. Z młodego, narwanego awanturnika wyłania się doświadczony, dojrzały himalaista. Doświadczenia po Broad Peak nie niszczą jego wysokogórskiej kariery, wręcz przeciwnie, nadają jej tempa. Dalej jest Kanczendzonga, z której himalaiści musieli zawrócić, bo „Góra powiedziała NIE”. Nieudana wyprawa na K2 i w końcu próba zimowego zdobycia Nanga Parbat, przed którą Bielecki aklimatyzował się w Chile na Ojos del Salado. Niestety nieudana. Nie powiódł się żaden z planów: A, B,C a sam Adam Bielecki o mały włos nie przypłacił wyprawy życiem. Niedługo po nich po raz pierwszy zimą Nanga Parbat zdobył Simone Moro. Takie jest życie. To góry wybierają. Będą kolejne wyprawy i następne… Do zdobycia zimą pozostało jeszcze K2.

Adam Bielecki Spod zamarzniętych powiek - książka o pracy nad realizacją marzeń

Książka jest świetna. Jedna z moich ulubionych. Napisana językiem bardzo prostym, czasami wydaje mi się nawet zbyt prostym. Dominik Szczepański świetnie spisał historie Adama. Zrobił z nich niemal gawędę. Momentami czuję się jakbym siedział z Adamem Bieleckim przy ognisku i słuchał jego opowiadania. Są w niej świetne zdjęcia z każdej z wypraw, dzięki którym można się przenieść w Himalaje i Karakorum. Wreszcie, są tu odnośniki do filmów z wypraw na stronie http://adambielecki.pl/. To jest niesamowite! Można oglądać Bieleckiego na K2, Gaszerbrumie, Broad Peak, podchodzącego pod Kanczendzongę. Słuchać ciężkich oddechów, bluzgów himalaistów. Nie ma tu żadnego upiększania, jest piekielne zmęczenie i zamarznięte gile pod nosem.

Adam Bielecki Spod zamarzniętych powiek - recenzja

To nie jest wybitna książka o himalaizmie. To książka napisana nie tyle przez himalaistę, co przez faceta, który ma swoją pasję i chce się tym dzielić. Nie chce nią zarażać, nie chce tłumaczyć dlaczego to robi, chce pokazać, że można realizować swoje marzenia. Wymaga to ciężkiej pracy, ale jest możliwe! Za to tę książkę tak lubię. Polubiłem też Adama Bieleckiego – facet ma zajawkę, ale mimo wszystko twardo stąpa po ziemi. Ciężkie przeżycia w górach pomogły mu poukładać sobie to i owo, przetrawić wszystko i wyjść z tego lepszym. Jedyne co mi się w książce nie do końca podoba, to ostatni rozdział „Spod zamarzniętych powiek”: Jak przedłużyć nieprzedłużalne. Za dużo. Niepotrzebny. Wieje trochę tanią motywacją i w ogóle brzmi jak uuuu… mogę wszyyystkooo! Wiem, że rozdział nie był tam doklejony na siłę, tylko Adam Bielecki naprawdę chciał go tam wsadzić, podzielić się tym, taki już pewnie jest, przez co w sumie budzi moją jeszcze większą sympatię. Mam nadzieję, że w drugim wydaniu, ten rozdział zamieni na wspomnienia z zimowego zdobycia K2.

Tak. Polubiłem gościa. Po przeczytaniu tej książki, chciałbym go kiedyś spotkać i przybić piątkę. A nawet sprzedać mu lekkiego prztyczka w nos, bo nie zliczę ile razy przegapiłem mój przystanek i zaczytany w „Spod zamarzniętych powiek” spóźniłem się do pracy…