Shida Night Market czyli nocny targ z jedzeniem - Tajpej, Tajwan

Tajwan. Wszystkie skarby Chin

Budzi nas stukot kropli deszczu uderzających o metalowy parapet. Ulice Tajpej błyszczą niczym lustro. Odbija się w nich smętna szarzyzna nieba. W porannym deszczu miasto jest świeże, czyste, i tak bardzo soczyste. Wzdłuż małych, ciasnych uliczek po ścianach wiją się węże kabli i rur. Idziemy pomiędzy alejami straganów i witryn zatrzaśniętych żaluzjami przeciwwłamaniowymi. Na ulicach mijamy jedynie ociekające deszczem skutery. Na stacji metra tłumy przeciskają się w każdym kierunku. Z porannego letargu budzą nas melodyjne dźwięki bramek. Pikanie zamienia się w jedną wielką symfonię. Potem szum kolejki i już jesteśmy w środku. Cały czas niedospani i z jet-lagiem przysypiamy. Jak przez sen widzę jak kolejka wyjeżdża z tunelu, przejeżdża przez przerzedzające się miasto i w końcu wrzyna się pomiędzy porośnięte gęstą dżunglą wzgórza.

Ulice Tajpej w porannym deszczu - Tajwan

Stacja Metra Taipei Zoo - pociąg wjeżdżający do dżungli - Tajpej, Tajwan

Ostatnia stacja. Wysiadamy z kolejki zawieszonej na estakadzie gdzieś pomiędzy chmurami. Naokoło falujące, pokryte dżunglą wzgórza. Wszystko spowijają deszczowe chmury. Jesteśmy w innym Tajpej. Od centrum odgradzają nas porośnięte lasem góry, zza których momentami widać sylwetkę wieżowca Taipei 101. Po chwili docieramy do Taipei ZOO. Przed nami opustoszałe wejście. Spodziewaliśmy się tłumów, tymczasem nikogo nie ma. Z megafonów leci muzyczka, jakieś komunikaty, pomalowane na asfalcie linie wyznaczają kierunek kolejki. Raczej kolejek, bo sądząc po tych wszystkich oznaczeniach zwykle są tu dzikie tłumy, które trzeba ustawiać, dzielić, szeregować, śluzować. Biegamy w poprzek pustego placu jakby na złość wyrysowanym liniom. Depczemy je i zadowoleni kupujemy śmiesznie tanie, kolorowe bilety. Zoo w Tajpej jest cztery razy tańsze niż to w Warszawie.

opustoszałe Wejście do Taipei ZOO - Tajpej, Tajwan

Bilety do Taipei ZOO - Tajpej, Tajwan

Po co przyjechaliśmy do ZOO? W zasadzie to nasz główny powód wizyty w Tajpej. Pandy! Nie chciało nam się załatwiać chińskiej wizy, żeby lecieć do Chengdu, a ZOO w Tajpej słynie ze swoich pand. A może to była po prostu wymówka, żeby tu przyjechać na te kilka dni? Tak czy siak jesteśmy. W środku zoo również wygląda na opuszczone. W deszczu, pojedynczy ludzie przemykają pomiędzy gęsto zarośniętymi alejkami. Z niecierpliwością doskakujemy do mapy ogrodu, szybka orientacja i lecimy podekscytowani ścieżkami do Panda House. Znaki pokazują, że jesteśmy coraz bliżej. Nic innego się nie liczy. Tylko pandy! Tymczasem pada coraz bardziej. Kiedy docieramy do budynku z misiami, szare niebo pęka i wylewa się z niego ściana wody. W ostatniej chwili.

Wizyta w Taipei ZOO - idziemy do Panda House - Tajpej, Tajwan

Panda House przygotowane na tłumy. Barierki, korytarze, strzałki, pracownicy ustawieni do kierowania tłumami. Tylko ludzi brak. I całe szczęście. Przeskakujemy barierki i lecimy na skróty do wielkiej niebieskiej ściany. Przyklejamy się radośni do szyby. – Są! – Prześliczne, duże, włochate, tak słodko nieporadne, absolutnie rozczulające. Totalne przemiłe pierdoły potykające się o własne nogi. Siedzą i chrupią pędy bambusa. I te prześliczne, małe okrągłe sterczące uszka wyglądające jakby je ktoś dokleił do dużej głowy. To jedne z najpiękniejszych zwierząt jakie widziałem. – PLASK! – W jednej chwili bezgraniczna radość i szczęście zamienia się w smutek. Zdajemy sobie sprawę, z tego gdzie się znajdujemy.

panda wielka w Taipei Zoo - tajpej, Tajwan

panda Taipei Zoo - tajpej, Tajwan

Dwa zwierzaki. Samica i samiec. Oddzielnie, w zamkniętych klatkach o powierzchni ok 100 metrów kwadratowych każda. Oddzielone małym zakratowanym okienkiem. Za szybą. Sztuczne kikuty mają naśladować drzewa. Jakieś sznurki, huśtawka z opony, klocki. Czy tak żyją pandy? Samica siedzi sobie zgaszona i powoli skubie pędy bambusa. Obok, znerwicowany samiec chodzi cały czas w kółko po swoim wybiegu. Niespokojny, rozpędzony, jak w jakimś amoku. Aż smutno na to patrzeć. Dochodzi do nas jak strasznym miejscem jest zoo. Trzymanie zwierząt w klatkach, na wybiegach w tak nienaturalnych warunkach i tak obcym środowisku jest dla nich makabrą. To zupełnie inne zwierzęta niż te oglądane na wolności. Pandy są przepiękne. Są boskie! Słodkie, futrzaste, nieporadne, najlepsze, są po prostu prze! Ale czy, żeby je oglądać, musimy je skazywać na takie katusze?

Panda House - Taipei Zoo - tajpej, Tajwan

Robi mi się głupio, że w ogóle tu przyjechaliśmy. Odchodzimy i pytamy o małą pandę, o której czytaliśmy w internecie. – dzisiaj maluch odpoczywa – odpowiada pan z obsługi. – Jednocześnie wystawiamy dwa zwierzęta, dziś jest matka i ojciec – tłumaczy – maluch będzie jutro. Na pocieszenie daje nam po naklejce przedstawiającej słodkiego malucha. Jest prześliczny, ale żal mi, że przebywa w takich warunkach. Szkoda, że misie nie są chociaż na otwartym wybiegu obok Panda House. Obiecujemy sobie, że nie będziemy chodzić do ZOO. Będziemy oglądać zwierzęta w środowisku naturalnym, lub najbardziej do niego zbliżonym – otwartych parkach lub sanktuariach. To zupełnie inne doświadczenie. Wolność dodaje skrzydeł.

Panda obgryzająca bambusa w Taipei Zoo - tajpej, Tajwan

Wychodzimy z Panda House i postanawiamy się jeszcze przejść po zoo, skoro już tu jesteśmy, dajemy sobie szansę na zobaczenie pingwinów, koali, wilka, niedźwiedzia, słoni, krokodyli. W sumie widzieliśmy je na żywo, ale coś nas ciągnie. Jest zimno i coraz bardziej pada. Przejeżdżamy na drugi koniec zoo wahadłową kolejką, która okazuje się kolejką „czu-czu”. Jadąc w zafoliowanych „wagonikach” obiecujemy sobie, że nikomu o tym nie powiemy. Ale jest tak zimno… Dalej jest tylko gorzej. Kiedy docieramy do wybiegu dla pingwinów, chce mi się płakać od tego co widzę. Kilka osowiałych pingwinów stoi odwróconych plecami od szyby i patrzy w ścianę. Jak w żałobie. Żadnej zabawy, żadnego życia. W najmniejszym stopniu nie przypomina to frywolnych zabaw pingwinów na Boulders Beach w RPA. To jakiś koszmar! Uciekamy stąd.

słonie - Taipei Zoo - tajpej, Tajwan

Od tej pory zaczyna się naprawdę nieprzyjemnie. Pogoda się chyba sprzymierzyła z tym koszmarnym miejscem. W ucieczce przeszkadza nam ciężki deszcz i plątanina alejek. Kolejne więzienne cele. Niedźwiedź leży po prostu i ciężko dyszy, wilk – przepiękny, ogromny i majestatyczny – stoi wpatrzony martwym wzrokiem gdzieś w dal. Równie dobrze mógłby być wypchany. Nawet krokodyl, po którym trudno poznać jakiekolwiek uczucia, wydaje się smutny. Uciekamy stąd czym prędzej, zatrzymując się jeszcze na chwilę przez wybiegiem ze słoniami. Piękne, stare, wyglądające na nieprzeciętnie mądre, powoli drepczą w deszczu. Przygnębiający widok, to zdecydowanie nie miejsce dla nas. Z jednej strony to wspaniałe móc zobaczyć te wszystkie piękne zwierzęta i gdyby nie zoo, trudno byłoby to zrobić. Z drugiej to przykre patrzeć jak cierpią.

dzielnica Shilin w drodze do muzeum pałacowego - Tajpej, Tajwan

Ramen w Noodle Shop 195, Shida - Tajpej, Tajwan

Uciekamy jak najdalej. Zmarznięci i przemoczeni lądujemy na drugim końcu miasta w Shilin – w drodze do National Palace Museum – Narodowego Muzeum Pałacowego. Najpierw jednak musimy się ogrzać i zjeść coś dobrego. Ta część miasta – z dala od centrum – wydaje się jakaś spokojniejsza, pochłaniana przez zieloną wyspę. Zaraz przy stacji, w rzędzie starych domków, gdzieś pośród setek zaparkowanych skuterów znajdujemy Noodle Shop 195. Lokal wygląda na sieciówkę, ale nie jesteśmy wybredni. Tym razem nie ma chodzenia, szukania, kombinowania. W środku jest ciepło, obsługa nie mówi po angielsku, menu obrazkowe, czego więcej chcieć? Razem z kleistym grubym makaronem i gorącym aromatycznym bulionem, nasze ciała wypełnia szczęście i błogość. Sprawdzamy drogę do muzeum, ogrzewamy się i suszymy. W końcu ruszamy w drogę.

National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

Rzeźba smoka National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

Krótka podróż autobusem i jesteśmy przed National Palace Museum (Narodowe Muzeum Pałacowe). Przechowywana jest tutaj największa i najsłynniejsza na świecie kolekcja sztuki chińskiej – prawie 700 tysięcy unikatowych eksponatów, które w większości pochodzą z cesarskiej kolekcji sztuki zgromadzonej przez cesarza Qianlonga. Zbiory do lat ’20 XX wieku były trzymane w Zakazanym Mieście, niedostępne dla nikogo poza cesarzem. Po inwazji Japonii, kolekcja jeździła po całych Chinach, aż w końcu w 1949 roku – pod koniec wojny z komunistami – została ewakuowana razem z rezerwami złota na Tajwan przez chińskich nacjonalistów (Kuomintang). W ten sposób uchowała się przed Rewolucją Kulturalną w Macierzy.

idziemy do National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

Już sam budynek robi niesamowite wrażenie. Przepiękny pałac osadzony na zboczu góry, pośród gęstego, soczyście zielonego lasu. Prowadzi do niego szeroka aleja przechodząca pomiędzy pięknymi bramami i strzegącymi ich smokami. Po przeciwnej stronie, straszą nieco szare obdrapane bloki wystające spośród dżungli. Jakby we wspaniałej i bogatej historii Tajwanu odbijała się jego zwyczajna, przyziemna codzienność. Wspinamy się powoli, aż dochodzimy do zatłoczonego budynku muzeum. W środku harmider. Mnóstwo Chińczyków. Tych z Macierzy, nie z Tajwanu. Skąd wiemy? Widać. I słychać. Podobnie jak w Hong Kongu – od razu można odróżnić Chińczyka stąd od tego „stamtąd”. To tak jak różnica pomiędzy Chińczykiem a Japończykiem. Nawet jeżeli ktoś nie jest w stanie rozpoznać różnic w budowie i rysach, wystarczy popatrzeć na zachowanie. Japończycy są cisi i grzeczni. Chińczycy krzyczą, charczą, napierają, rozpychają się. Wszędzie ich dużo. Poruszają się stadami, otaczają, wręcz atakują. Nie zwracają uwagi na nic ani na nikogo. Rozszalały kolektyw.

obraz ze zbiorów National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

ceramika z dynastii ming - National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

Zbiory muzeum wgniatają w podłogę. Dosłownie. Na czterech piętrach zebrane są tysiące wspaniałych dzieł sztuki. Obrazy, skrypty i zwoje, kaligrafia, statuy i rzeźby, ceramika, biżuteria, wspaniałe wazy, pudełeczka i pojemniki, talerze, dzwony, buteleczki. Wspaniałe artefakty, które zapierają dech w piersiach. Każda kolejna sala, to skok w przeszłość – wspaniałą historię wielkiej cywilizacji Chin. Z łatwością przenosimy się do czasów kolejnych dynastii zaklętych w porcelanę. Śnieżnobiałe, zgniłozielone i fioletowe wazy z dynastii Song, biało czerwone z okresu Yuan, idealnie wzorzyste biało-niebieskie z dynastii Ming, w końcu różnokolorowe, idealnie gładkie i błyszczące z okresu Quing. Z instrukcjami próbujemy rozszyfrować różne kształty charakterystyczne dla danego okresu: wazy o konturze Śliwy, gruszki, główki czosnku, begonii, granatu a nawet amfory. Jest jeszcze rodzaj gliny, sposób wypalania, „glazura”.

rzeźba ze zbiorów National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

miniaturowe butelki National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

W kolejnych salach podziwiamy figury, obrazy, miniaturki. Rzeźbione w kości słoniowej i kamieniach szlachetnych mikroskopijne dzieła sztuki. Tak doskonałe i piękne. Trudno uwierzyć, że stworzył je człowiek kilkaset lat temu. W końcu docieramy do chyba najsłynniejszego eksponatu muzeum – jadeitowej kapusty. Tak, to nie żart. Sztandarowym materiałem muzeum jest rzeźba przedstawiająca główkę kapusty pekińskiej, na której siedzi świerszcz. Wykonana w XIX wieku, wykorzystuje naturalnie różne kolory jednego kawałka jadeitu. Faktycznie widać niesamowity kunszt rzeźbiarza, ale nazywanie tego najważniejszym elementem zbioru muzeum pałacowego to gruba przesada. Zaraz obok jest rzeźba z jaspisu opisana jako meat-shaped stone. Wygląda jak kawałek surowego mięsa – czyli nieszczególnie, ale faktycznie ktoś miał pomysł.

jadedite cabbage czyli kapusta z jadeitu - National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

Meat-shaped stone - rzeźba z jaspisu w kształcie kawałka mięsa - National Palace Museum - Narodowe Muzeum Pałacowe - Tajpej, Tajwan

Narodowe Muzeum Pałacowe jest wspaniałe. Przechadzka jego korytarzami, to niesamowita podróż w czasie i przestrzeni. Ogromne zbiory zachwycają, pozwalają choć trochę zrozumieć kulturę Chin, wielkość Państwa Środka. Nie przeszkadza nam nawet to, że w pewnym momencie ściągamy buty, które nas obcierają i chodzimy w skarpetkach. Wywołuje to niemałą sensację. Nie jedna pani z obsługi nawet za nami chodzi, żeby się zorientować co się dzieje, ale nikt nie zwraca nam uwagi. Jedyny problem to chmara Chińczyków, którzy każdego dnia dokonują – dosłownie – inwazji na muzeum. Niezliczone autokary wysadzają ich przed wejściem po czym dzikie tłumy przewalają się przez sale muzeum. Nie zwracają zupełnie uwagi na znaki „silence” ani na pracowników muzeum chodzących za nimi ze takimiż znakami w rękach. Krzyczą, wołają, przekrzykują się. W swojej masie przerażają, dosłownie przelewają się pomiędzy salami porywając wszystko i wszystkich na swojej drodze. Lepiej nie wpaść pomiędzy nich – grozi to stratowaniem. Przy wyjściu z muzeum okazuje się też, że ktoś „pożyczył” sobie naszą parasolkę z kosza na parasole. Raczej nie Tajwańczyk. Nie pozostaje nam więc nic innego jak również wyciągnąć pierwsza z brzegu i iść dalej.

Shida Night Market czyli nocny targ z jedzeniem - Tajpej, Tajwan

stragan z jedzeniem - Shida Night Market - Tajpej, Tajwan

Wieczorem postanawiamy ruszyć na jeden ze słynnych nocnych marketów. W końcu to z nich słynie Tajwan i Tajpej. Całe aleje straganów z przepysznym i niedrogim miejscowym jedzeniem przygotowywanym na miejscu. To właśnie w takich miejscach najlepiej poznaje się kulturę kraju , regionu czy miasta. Pierwszy na celownik bierzemy Shida Night Market na południu Tajpej. Wydaje się blisko naszego hostelu i dobrze skomunikowany. Na miejscu okazuje się, że marzenia o straganach z jedzeniem nie za bardzo się spełnią, bo markety zwijają się dość szybko, te nocne działają nieco dłużej, ale raczej nie później niż do 21:00-22:00. Na miejscu zastajemy kilka straganów z jedzeniem, które – owszem – są ładne, ale jakoś nie możemy niczego dla siebie znaleźć. We wszystkich to samo – zupy. Jednakowa zasada: wybiera się składniki, po czym wszystko wędruje do gara z bulionem i kluskami. Chcemy chyba coś innego.

opuszczone aleje - Shida Night Market - Tajpej, Tajwan

puste stragany na Shida Night Market - Tajpej, Tajwan

Spacerujemy sobie w deszczu pomiędzy świecącymi straganami, z których co i raz bucha para. Jej kłęby spowijają pulsujące neony. Z kolei ich blask odbija się w idealnie mokrej tafli ulicy. Wydaje się, że unosimy się gdzieś pośrodku jakiejś nieskończonej, wypełnionej kolorami przestrzeni, takiego małego błyszczącego wszechświata. To niesamowite jak deszcz potrafi wyciągnąć piękno z tego miejsca. Na pozór tak zwyczajnego i nieciekawego. Ruszamy poszukać innego marketu z jedzeniem. Wracając do kolejki trafiamy do przeraźliwie pustej alei pośród zatrzaśniętych na cztery spusty straganów. Ciemnawy tunel pełen blachy krat, łańcuchów i metalowych stołów oświetlony jest jedynie bladymi, migającymi jarzeniówkami. Jesteśmy kompletnie sami, każdy najmniejszy szmer powoduje przyspieszone bicie serca. Jak w horrorze. Z kulminacją przy wiszących samotnie w ciemnościach, oskubanych kaczkach.

Ningxia Night Market - nocny targ z jedzeniem w sercu Tajpej, Tajwan

grillowane kalmary - Ningxia Night Market - nocny targ z jedzeniem - Tajpej, Tajwan

Ningxia Night Market - stragany na nocnym targu z jedzeniem -Tajpej, Tajwan

Ryzykujemy i ruszamy na Ningxia Night Market. To okazuje się strzałem w dziesiątkę. Market żyje i ma się dobrze. Na szerokiej ulicy, pod zadaszeniem rozstawione są dwa rzędy straganów pomiędzy którymi przechodzi alejka szczęścia. Wchodzimy pomiędzy kolorowe, pachnące stoliki, grille i lady pełne bajecznie pięknego jedzenia. Grillowane kalmary, ośmiorniczki, ryby, małże i inne owoce morza. Wszystko kolorowe, rozłożone na lodzie. Obok smażone na głębokim oleju kurczaki, wielkie gary aromatycznych bulionów. Świeżutki makaron rozciągany przez kucharzy w rękach. Buchająca para, pryskający tłuszcz, duszno, aromatycznie, wspaniale. Do tego przekrzykujący się sprzedawcy i kucharze. Każdy zachwala swoje dania, uśmiechnięci Chińczycy żywo gestykulują i pokrzykują w swoim donośnym języku.

Ningxia Night Market - małe rodzinne restauracje chińskie na nocnym targu z jedzeniem -Tajpej, Tajwan

menu w restauracji - Ningxia Night Market -Tajpej, Tajwan

Jesteśmy niezdecydowani. Wszystko jest tak piękne, że trudno podjąć tą najcięższą decyzję. Chęci kontra pojemność żołądka. Odwieczny dylemat. Postanawiamy dziś przyjąć inną taktykę. Zamiast siadać w jednym miejscu, chcemy popróbować. Wymyślamy sobie, że chcemy zjeść coś stricte tajwańskiego. Więc może w końcu „oyster omlet” czyli omlet z ostrygami. No i oczywiście beef noodles. Te praktycznie w każdym miejscu są robione inaczej, więc nie ma szans aby się znudziły. Chodzimy jeszcze wzdłuż bezimiennych rodzinnych restauracyjek dookoła marketu. Lokale są maleńkie, z otwartą kuchnią, tak, że można kucharzowi zajrzeć do garnka lub na grill. Wszystkie działają na tej samej zasadzie – tata na grillu, mama za ladą, dzieci latają pomiędzy stołami. Przysiadamy w jednej z takich. Podchodzi do nas nastolatka, wesoło zagaduje łamaną angielszczyzną i podaje menu z ołówkiem. Wygląda jak kupon totolotka, jakieś znaczki, numerki, coś trzeba skreślać.

oyster omlet w restauracji - Ningxia Night Market -Tajpej, Tajwan

beef noodles w restauracji - Ningxia Night Market -Tajpej, Tajwan

Pokazujemy na obrazki co chcemy zjeść, młoda uśmiecha się i kursuje przynosząc na nasz stolik wszelkie niezbędne akcesoria. Łyżki, pałeczki, jakieś sosy, przyprawy, pasty, posiekane chilli, czosnek, dymkę. My w tym czasie patrzymy jak kucharz przygotowuje omleta a pani obok pochyla się nad parującymi garami i szykuje makaron. W końcu są. Tonący w dziwnym pomidorowym sosie tajwański omlet ostrygowy z liśćmi selera i chyba rzodkwi. Obok miska gorącego aromatycznego, lekko kleistego makaronu z kawałkami rozpływającej się w ustach długo gotowanej wołowiny. Jedzenie kolacji pałeczkami to dopiero zabawa. Kawałki rozpadającego się omleta spadają do sosu i rozpryskują się na ubranie. Głośne siorbanie makaronu wypełnia szczelnie cały lokal. To jest szczęście!

Ningxia Night Market -pierożki gyoza -Tajpej, Tajwan

Kawałek dalej trafiamy jeszcze na lokal serwujący pierożki gyoza. W menu nie ma nic innego, a pracujące tam staruszki wyglądają na takie, które znają się na rzeczy. Wchodzimy, ku wielkiemu zdziwieniu pań, które wyglądają jakby zastanawiały się co tu robimy. Pokazujemy, co byśmy chcieli, a panie coś zaczynają żywo tłumaczyć, pokazywać na palcach. My przytakujemy nie wiedząc kompletnie co z tego wyjdzie. Panie dalej swoje. W końcu lituje się nad nami siedzący obok chłopak i tłumaczy nam – One mówią, że musicie poczekać 15 minut – nigdzie nam się nie spieszy, więc odpowiada coś paniom po chińsku a one uśmiechnięte wracają do blachy i zaczynają coś robić. Mu siedzimy i chłoniemy atmosferę stuprocentowo blaszanego lokalu. W międzyczasie jedna z pań na naszych oczach przyrządza jakąś magiczną, pysznie wyglądającą miksturę z kilku buteleczek, które stoją na każdym stole. Trochę tego, potem tego, teraz kapkę tego, łyżeczkę tej pasty i jeszcze to czarne. W końcu uśmiechnięta podsuwa nam dwie miseczki z ciemnobrązowym sosem i pokazuje, żeby w nich maczać pierożki. Nie wiem co to było, ale to doskonałość!

Nocny spacer ulicami Tajpej, Tajwan

Najedzeni i szczęśliwi wracamy do hotelu pustoszejącymi ulicami Tajpej. Po zgiełku nocnego marketu Ningxia nie pozostał żaden ślad. Ulice stają się coraz ciemniejsze. Rozświetlają je tylko pojedyncze światełka i neony. Tajpej zapada w sen. Uciążliwy deszcz zamienia się w końcu w lekki kapuśniaczek, który po chwili przewiewa świeży wiatr. W zasadzie przestaliśmy już nawet zwracać uwagę na deszcz. Parasolka stała się przedłużeniem ręki, kalosze traktujemy jak normalne buty. Polubiliśmy deszcz. Można nawet powiedzieć, że się z nim zaprzyjaźniliśmy. To dzięki niemu Tajpej jest tak pięknie kolorowe. To deszcz zamienia ciemnoszary asfalt w krystalicznie czyste lustro. W nim Tajpej wygląda jak kalejdoskop. Chyba nie potrafię sobie wyobrazić Tajwanu bez deszczu.

Tajpej, Tajwan