dzień jak codzień pod dawną ambasadą USA w Teheranie, Iran

Teheran. Co zobaczyć w jeden dzień

Teheran to duże miasto. Głośne, pełne aut, które tłoczą się na dusznych ulicach. W upalny letni dzień wytchnienie przynoszą lekkie podmuchy wiatru schodzącego z gór. Wszędzie jest zielono. Z ponad rozłożystych, dających cień drzew w górę strzelają kilkunastopiętrowe budynki w kolorze piasku. Miasto wygląda jakby zatrzymało się w czasie po koniec lat 70 XX wieku. Jakby Rewolucja Islamska i izolacja Iranu na arenie międzynarodowej zatrzymały postęp, który próbuje ukradkiem przemykać pod postacią pojedynczych budynków, które deweloperom z Chin, Rosji czy Francji udało się tu i ówdzie postawić. To nadaje miastu jakiegoś bliskowschodniego uroku, egzotyki. Zamiast wszechobecnego syfu, lekkie zapomnienie i dekadencja. Teheran jest przyklejony do gór, które od północy odgradzają miasto od Morza Kaspijskiego. Ułatwiają też orientację w mieście. Jeżeli jest pod górę to znaczy, że idziemy na północ. Z górki – to znaczy, że idziemy na południe.

Ambasada USA w Teheranie

Ambasada USA w Teheranie, teraz US Den of Espionage - muzeum, Teheran

Budynek ambasady amerykańskiej w Iranie, Teheran

Po śniadaniu na tarasie, w cieniu figowców, ruszamy zwiedzać Teheran. Mamy niestety tylko jeden dzień. To zawsze mało, ale w Teheranie wydaje się jeszcze mniej. Pierwszy przystanek to oczywiście budynek Ambasady USA, który podczas rewolucji islamskiej został zajęty przez grupę studentów. 52 pracowników ambasady przetrzymywano jako zakładników przez 444 dni. Obecnie budynku mieści się muzeum, zwane „US den of espinoage” czyli amerykańska nora szpiegów, lub „Museum od anti-arrogance” czyli Muzeum przeciw arogancji. Okazuje się, że mieszkamy dosłownie na tyłach całego kompleksu. Wysokie mury obłożone są workami z piaskiem i drutem kolczastym, a na nich stoją ludzie z bronią. Całość wygląda jak więzienie. Okazuje się, że od 1979 budynek jest zwyczajnie okupowany, przy przyzwoleniu władz. Funkcjonuje tu coś co nazywa się 13th Aban Cultural Complex, ale całość wygląda jak jakaś jednostka wojskowa. Strach nawet robić zdjęcia.

Ambasada USA w Teheranie, wytłumaczenie zwrotu death to America - Teheran

Antyamerykańska propaganda w budynku dawnej ambasady USA - Teheran, Iran

Od frontu, ambasada USA w Teheranie wygląda zupełnie inaczej. Niewysoki mur, na nim płot a za nim rezydencja z alejkami i palmami w ogrodzie. O nietypowości miejsca mogą świadczyć szczegóły – szczątki helikoptera na równiutko przystrzyżonym trawniku i antyamerykańskie i antyizraelskie murale na ścianie. Na wejściu wita nas miły strażnik. Uśmiechnięty odrywa bilety i wręcza nam kolorowe karteczki z antyamerykańskimi hasłami. Niesamowity kontrast pomiędzy tym ciepłem, uśmiechem i życzliwością a miejscem, które pełne jest nienawiści do Ameryki. Jakby to było coś naturalnego. Przed wejściem obdrapana pieczęć z godłem USA, wszystko tu ma pokazać upadek mocarstwa, jak garstka studentów pokonała Amerykę. Dalej na ścianach wycinki z gazet, propagandowe plakaty, na których Ameryka i Izrael są pokazywane jako szatan. Wszędzie punktowana jest hipokryzja i zło jakie stoi za władzami obu państw.

Korytarze ambasady amerykańskiej w Teheranie, Iran

Sekretny pokój w ambasadzie amerykańskiej w Teheranie, Iran

Wchodzimy po krętych schodach na górę. Przysypiający pan za biurkiem wita nas i zaczyna opowiadać o historii ambasady. Zaczyna o pytania czy oglądaliśmy film „Operacja Argo” z Benem Afflekiem, opowiadający o brawurowej akcji wywiezienia 6 pracowników ambasady w Teheranie, którym udało się uciec z budynku podczas szturmu. Następnie tłumaczy jak doszło do szturmu. Pod bramą ambasady zbierał się wściekły tłum protestujący przeciwko Ameryce, która udzieliła azylu zbiegłemu z Iranu szachowi. Ktoś daje znak, ktoś wspina się na płot. Za nim idą następni. Napierają na bramę. Brama ustępuje. Lecą kamienie. Tłum wlewa się na teren ambasady. Zdezorientowani marines używają gazu łzawiącego, żeby zatrzymać szturmujących. Na szczęście nikt nie decyduje się na otwarcie ognia.

Widok z okna Ambasady USA w Teheranie, Iran

Biurko ambasadora USA w Teheranie, Iran

Pracownicy ambasady barykadują się na pierwszym piętrze za pancernymi drzwiami. Rozpoczyna się walka z czasem. Wszystkie dokumenty są niszczone – piece, niszczarki, pracują na 100% mocy. Dyski twarde, taśmy, mikrofilmy – cokolwiek co może wpaść w ręce Irańczyków jest niszczone. Tłum cały czas napiera na zaplombowane drzwi – palec przewodnika pokazuje na drzwi przed nami – otwierają się dopiero po kilku godzinach, gdy protestujący grożą zamordowaniem schwytanych marines. Ambasada USA zostaje zdobyta. Wszystko to niemal na żywo jest transmitowane w telewizji na całym świecie. Rozpoczyna się dramat zakładników, który ma trwać 444 dni.

Zwiedzanie ambasady amerykańskiej w Teheranie, Iran

Tajny pokój w ambasadzie USA, Teheran, Iran

Przechodzimy przez kolejne pokoje, w których wyłożone są dokumenty mające świadczyć o zaangażowaniu USA w destabilizację sytuacji na Bliskim Wschodzie. Notatki, dokumenty, mapy, szyfrogramy. Biurka pełne papierów, maszyny, specjalny pokój do rozmów, których nie da się podsłuchać. W końcu ukryta część wywiadowcza, w której stoją maszyny do niszczenia dokumentów – niszczarki, spalarki. Wszystko jakby ktoś wyłączył na chwilę. Dookoła rozbite dyski twarde, monitory. Niedokończona dramatyczna próba pozbycia się tajnych informacji. Niesamowite są dokumenty posklejane z tego co wypluła niszczarka. Po zdobyciu ambasady w Teheranie setki Irańczyków składało dokumenty z wiórów, które zostały niespalone. W ten sposób w ręce Irańczyków wpadło wiele tajnych informacji.

niszczarka do dokumentów, ambasada USA w Teheranie, Iran

wejście do budynku dawnej ambasady amerykańskiej w Teheranie, Iran

Przechodzimy przez kolejne drzwi, kontenery, jakieś tajne przejścia. To niesamowite, że pierwszy raz możemy zobaczyć jak działało zaplecze wywiadowcze. Teheran to jedyne miejsce, w którym można zwiedzić ambasadę USA. O samych zakładnikach jest tutaj nieco mniej – kilka wycinków z gazet o dobrym traktowaniu – przede wszystkim muzeum skupia się na działalności szpiegowskiej USA na Bliskim Wschodzie, hipokryzji administracji i działania na rzecz znienawidzonego Izraela. Wytłumaczone jest też pojęcie „Death to America”, które stało się niemal sloganem islamskiej Republiki Iranu. Nie chodzi w nim o zabijanie ludzi, nawet nie o amerykański styl życia, a o politykę. O sposób w jaki Ameryka narzuca innym swój sposób bycia, swój przepis na szczęście. Nienawiść tłumaczona, ubrana w jakaś dość pokrętną ideologię. Ciężko się z nią zgodzić, jak z każdą nienawiścią, ale trudno też stwierdzić, że nie ma powodów, by jej nie podsycać. Ambasada USA w Teheranie to obowiązkowy punkt dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć współczesny Iran.

antyamerykański mural na murze ambasady USA w Teheranie, Iran

Propagandowe graffiti przed ambasadą USA w Teheranie, Iran

Spacerujemy wzdłuż muru, na którym świecą kolejne murale. Statua wolności z trupią czaszką, flaga Izraela powiewająca ponad gmachem Kapitolu, pistolety, bomby. Jest też lista grzechów USA: od zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę, wojen w Wietnamie i Laosie, przez Jugosławię aż po epidemie dengi w Pakistanie. Z drugiej strony Chomeini, gołębie i kwiaty. Przekaz jest jasny. Zła Ameryka sterowana przez Izrael i Iran, który dzielnie broni się przed szatanami. Wszystko przejaskrawione postawione na ostrzu noża, bezpardonowe, ostre pełne wrogości. A dookoła tego wszystkiego dzieje się życie. Jak co dzień. Ludzie chodzą do pracy, czekają na autobus. Nikt nie zwraca uwagi na te wszystkie hasła, trupie czaszki, bomby i gwiazdy Dawida.

Antyamerykańskie murale pod dawną ambasadą USA w Teheranie, Iran

antyamerykańskie plakaty na budynku naprzeciwko ambasady USA, Teheran , Iran

To ciekawe jak pielęgnowanie nienawiści, strachu i uprzedzeń staje się z czasem coraz trudniejsze. Jakby powoli wypalał się ten ogień, jakby tym co mają to robić mniej się chciało, jakby kończyły im się pomysły. Pierwsze murale pod ambasadą USA w Teheranie miały w sobie jakąś moc, pasję, namiętność. Każde kolejne są już słabsze, jakieś takie sztuczne i zwyczajnie brzydsze. Zaczynają się stawać karykaturami samych siebie. Są śmieszne i wątpliwe aby kogoś jeszcze przekonywały. W najlepszym przypadki pozostają zwyczajnie niezauważone – jak jakiś zaciek na murze, pęknięcie tynku. W tym wszystkim stałe są tylko ptaki. Przez lata z taką samą obojętnością srają na to wszystko z góry. Pewnie nie tylko tu w Iranie. Po drugiej stronie na pewno też. I to jest najlepsza reakcja na szerzenie nienawiści. Ludzie chcący ją pielęgnować muszą się coraz bardziej silić na oryginalność. Na szczęście jest im coraz trudniej. Oby przyszedł taki dzień, że skończą im się pomysły. I skończy się bezsensowna nienawiść.

Pałac Golestan

wieża wiatrowa w Pałacu Golestan, Teheran, Iran

Edifice of the sun - Pałac Golestan, Teheran, iran

Spod ambasady USA ruszamy do Pałacu Golestan, który jest jednym z najstarszych, największych i najpiękniejszych pałaców królewskich w Iranie. Wysiadamy pod Wielkim Bazarem – Reza Great Bazaar. Bazar zostawiamy sobie na później, najpierw chcemy zwiedzić pałac Golestan. W poszukiwaniu wejścia, okrążamy cały kompleks, który jest dobrze schowany pomiędzy jakimiś rządowymi molochami. Za każdym razem kiedy zbliżam się z telefonem w ręku – szukając drogi na mapie – ktoś zza płotu krzyczy na mnie – no photo! – Pod względem tej szpiegowskiej paranoi, Iran nie różni się od krajów arabskich. po drodze podziwiamy przepiękne kamienice, które pamiętają czasy dynastii Kadżarów. Okazuje się, że wejście do Pałacu Golestan przegapiliśmy na samym początku. Znajduje się niedaleko wyjścia ze stacji metra. Przynajmniej pospacerowaliśmy po okolicy.

Przepiękne mozaiki - Pałac Golestan - Teheran, Iran

Głowne sale pałacowe Pałacu Golestan, Teheran, Iran

Bilety wejściowe do Pałacu Golestan to droga zabawa. Płaci się tu oddzielnie za wejście na teren kompleksu – standardowo 250 000 IRR – oraz dodatkowo za wstęp do każdej części. Łącznie milion riali, czyli jakieś 8 Euro. To najdroższa atrakcja w całym Iranie. Jako, że i tak nie mamy za dużo czasu, wybraliśmy wejście to pałacu i głównych pomieszczeń. Przechodzimy przez bramę i wchodzimy do przepięknego ogrodu. Golestan to właśnie ogród pośrodku Teheranu. Ponad nami z każdej strony wysokie budynki, które przypominają, że jesteśmy w samym centrum dużego miasta. Wysokie mury chronią przed miejskim zgiełkiem, piękne drzewa dają cień i sprawiają, ze można się zapomnieć. Spacerujemy alejkami w cieniu drze pomarańczowych i granatów. Przechadzamy się nad stawem z szafirową wodą. Najpiękniejsze jednak okazuje się spacerowanie wzdłuż murów pałacu.

Przepiękne mozaiki w ogrodach Pałacu Golestan - Teheran, Iran

Ogrody pałącu Golestan - Teheran, Iran

Ściany pokryte są przepięknymi mozaikami. Arabeski, kwiaty, sceny z dworskiego życia. Bajeczny mariaż niebieskiego, żółtego, różowego i szafirowego. Nie ma tu motywów religijnych, jest tylko delikatne, obezwładniające piękno. Nie możemy się powstrzymać. Idąc dotykam tych ścian, pod palcami czuć lekką chropowatość – pociągnięcia pędzla na delikatnej powierzchni kafelków. Znowu próbujemy objąć wzrokiem całość – te piękne ściany. Śledzić wzory – od lewej do prawej, od góry do dołu. Nie da się. Baśniowe wzory wymykają się, uciekają przed naszymi łakomymi spojrzeniami. Cudo! Idąc tu można się zapomnieć, przenieść w czasie do epoki szachów, przepychu i baśni. Mijamy piękne badgiry – wierze wiatrowe – które tutaj są dziełami sztuki. Pokryte od góry do dołu pięknymi mozaikami zdając się pulsować na tle błękitnego nieba.

Pałac Golestan - muzeum, główne sale - Teheran, Iran

Pałac Golestan - sala tronowa - Teheran, Iran

Przechadzamy się pomiędzy kolumnami, znikamy w cieniu krużganków i arkad, podziwiamy schowane w cieniu tarasy i ganki. W końcu znikamy za jednymi z pięknych drzwi z kolorowymi witrażami. Przechodzimy przez część muzealną, w której zebrano XIX wieczne obrazy, rzeczy osobiste szachów, sprzęty dworskie – od fajek i noży do papieru, przez szkatułki na królewskie skarby aż po wytwarzane we Francji wazy i rzeźbione muszle małż. Wchodzimy do głównego hallu. Powiedzieć, że panuje tu przepych, to nic nie powiedzieć. Ściany i strop zdają się aż uginać od ciężkich sztukaterii i płaskorzeźb. Pomiędzy łukami i rzeźbionymi kolumnami, z wykładanego lustrami sufitu zwisają ciężkie kryształowe żyrandole. Ściany uginają się pod ciężkimi zwiniętymi zasłonami, które zatrzymują się tuż nad perskimi dywanami. Od ich wyszukanych wzorów można niemal dostać oczopląsu. Bogactwo bije z każdej strony. Tutaj nawet witraże zdają się przytłaczać swoimi intensywnymi kolorami.

Pałac Golestan - kwatery szacha - Teheran, Iran

Ogrody Pałacu Golestan w Teheranie, Iran

Kolejne sale to jeszcze więcej przepychu. Talar-e Ayaheh – lustrzany korytarz. Sale pełne złota, kryształów, jedwabiu, miękkich dywanów. Wszędzie zbytek, przepych i przesada. I lustra. Tutaj lustra nie są jak w mauzoleach, aby odbijać światło i rozjaśniać przestrzeń. Tutaj mają potęgować bogactwo, odbijać, powielać. Zwierciadła pychy, w których obrzydliwie bogaci władcy mogli się przeglądać na tle swoich wszystkich zbytków. Nie ma tu nic z lekkiego piękna, subtelności mozaik i cudowności meczetów. Zastanawiamy się dlaczego to wszystko tu nadal jest. Jakim cudem rewolucja islamska nie zmiotła tego bogactwa w gniewem uciemiężonych mas? Oczywiście to bogactwo jest potrzebne, żeby rewolucję uzasadnić. Udowodnić, że była konieczna. W biednym kraju, w którym władza żyła w takim zbytku, takim obrzydliwym przepychu, musiało dojść do buntu. Pałac Golestan jest tu nie tyle po to aby przypomnieć wielkość Persów, ich historię. Jest tu właśnie po to aby przypomnieć ludziom jak to wszystko się zaczęło. Żeby nie mieli wątpliwości co jest czarne a co białe. Bo wszystko przecież musi być czarno-białe. My i oni.

Grand Bazaar

Okolice Grand Bazaar, piękne kamienice, Teheran, Iran

Grand Bazaar w Teheranie, Iran

Z Pałacu wychodzimy wprost na Reza Great Bazaar. W upale przedzieramy się przez tłumy wylewające się ze wszystkich możliwych ulic i wciskających w alejki bazaru. Nawoływania sprzedawców, przekrzykiwania, plastikowa chińska tandeta na zmianę z dywanami i świeżo wyciskanymi sokami. Przeciskamy się pomiędzy tłumem, dajemy ponieść falującej masie ludzkiej. Wchodzimy pod zabudowane aleje, żeby liznąć choć trochę tego głośnego, bliskowschodniego bazarowego klimatu. Przez świetliki pod sklepieniem przeciskają się grube promienie światła, które niczym miecz świetlny przecinają mrok bazaru wzmagany zraszaczami pracującymi w pobliżu bazarowych restauracji. Światło płata tu figle, bazar nie jest ponury i mroczny a jasny i ciepły. Czujemy, że możemy ugrzęznąć tutaj na dobre parę godzin. Niby nie ma tu wielkiej historii, najstarsze konstrukcje mają 200 lat, ale bazar jest trochę jak pułapka. Coś ładnego, podchodzimy, widzimy coś innego, potem kolejne i kolejne. Każdy krok i wchodzimy głębiej i tak aż do serca bazaru.

Grand Bazaar w Teheranie, tłok na bazarze - Teheran, Iran

Tłok na ulicach Teheranu, Iran

Znowu wszystkie te przyprawy o tajemniczym aromacie orientu. Miękkie jedwabne dywany o baśniowych wzorach. Przepiękne tkaniny powiewające kiedy tylko ktoś przejdzie niedaleko. Błyszczące miedziane naczynia, puchary i garnki. Ludzie pijący herbatę, pociągający leniwie fajki wodne. Muzyka wymieszana z gwarem. Grand Bazar to jakiś niesamowity inny świat. Tutaj nawet plastikowe chińskie badziewie chowa się przed wzrokiem, jakby zawstydzone swoją obecnością, wiedziało, że tu nie pasuje. Trafiamy w końcu do kilkupiętrowej restauracji Moslem, która doskonale oddaje atmosferę bazaru. Jest tłoczno, gwarnie, wszystko dzieje się szybko, kelnerzy uwijają się jak w ukropie, kucharze rzucają sobie paczki z jedzeniem na wynos jak jakaś dobrze zorganizowana taśma produkcyjna, goście siedzą przy małych stolikach przypominających bardziej jakiegoś prehistorycznego fast fooda niż restaurację. Wszystko dookoła sprawia wrażenie, że to miejsce tylko do jedzenia, nie do spędzania czasu (jak restauracja), a mimo to ludzie zdają się celebrować każdy kęs. Rozmawiają, uśmiechają się. Cały ten tłok i gwar sprawiają wrażenie, że cały czas czujemy się jak na bazarze. W takim miejscu nawet zwykły ryż – mimo swej monotonii – nabiera smaku orientu.

Metro w Teheranie - na mapie jest linia, która nie istnieje - Iran

metro w Teheranie, część tylko dla kobiet

Po obiedzie wsiadamy w metro i jedziemy obejrzeć panoramę Teheranu z Milad Tower. Na planie metra sprawdzamy, że wystarczy przejechać dwie stacje, potem przesiąść się w bordową linię numer 7 i dojechać do stacji Borg-e Milad. Więc jedziemy. Na stacji przesiadkowej nie możemy znaleźć przejścia do drugiej linii. Chodzimy w kółko a kiedy okazuje się, że przeczesaliśmy całą stację od lewa do prawa i nie ma żadnego przejścia, zatrzymujemy się i próbujemy na spokojnie jeszcze raz wszystko sprawdzić. Od razu podchodzi do nas jakaś dziewczyna, która chce pomóc. Pokazujemy na mapie dokąd chcemy pojechać, a ona coś próbuje nam powiedzieć. Kręci głową, macha rękami. W międzyczasie schodzi się kilka osób, mówią miedzy sobą potem do nas, że trzeba się wrócić, że taxi. My dalej swoje, że chcemy do linii nr 7. W końcu znajduje się ktoś, kto zna angielski – nie ma takiej linii. Jest od kilku lad w budowie – Ale przecież plan, mapa… cała linia jest na oficjalnym planie metra. – Na razie tylko tam… – wszyscy uśmiechają się przepraszająco, a my wracamy i postanawiamy jechać inną linią jak najbliżej wieży i stamtąd wziąć Snappa.

Holy Defense Museum

Meczet, Holy defense museum - Teheran, Iran

Rakiety w Holy defense museum - Teheran, Iran

W końcu trafiamy na metro, które istnieje i jedziemy na stację Shahid Haqqani. Kierujemy się do Parku Taleghani, w którym znajduje się słynny most pieszy – Tabiat Bridge. Po drodze trafiamy na sterczące pomiędzy drzewami pociski balistyczne. Nie dowierzam, więc podchodzimy bliżej. Przechodzimy przez mały meczet i przed naszymi oczami rozciąga się park, w którym faktycznie starczą w rzędzie rakiety! Białe z niebieskimi czubkami wyglądają jak jakieś gigantyczne kredki. Za nimi miasto, wieżowce, jeszcze dalej góry. Sterczą jak gdyby nigdy nic, jakby to było ich miejsce. Dalej w rzędach czołgi, samochody opancerzone, helikoptery. Trafiamy do Muzeum Świętej Obrony – Holy Defense Museum – poświęconego wojnie Iracko – Irańskiej. To coś w rodzaju muzeum wojska, tyle że w propagandowo-religijnym anturażu. Znowu wszystko doprowadzone na skra absurdu.

Wystawa przy holy defense museum - Teheran, Iran

Park, wokół holy defense museum - Teheran, Iran

Park, w którym ławki mają kształt czołgów a na śmietnikach jest gwiazda Dawida rozsypująca się na kawałki, które zamieniają się na bomby spadające do śmietnika. Wszystkie te czołgi, samoloty, samochody, karabiny, haubice. Sprzęt radziecki, amerykański, francuski, brytyjski. Jak się okazuje, biznes wojenny nie ma uprzedzeń. Biznes is biznes. Spacer w centrum Teheranu, pod rozgrzanymi słońcem lufami czołgów ma w sobie coś kuriozalnego. W muzeum dziwaczne wystawy, galeria męczenników – każdy kto zginął w tej wojnie ma to zaszczytne miano – jest nawet cała sala poświęcona opisowi raju, do którego trafili polegli w walce i każdy następny, który zgonie w obronie Iranu. Obok cała galeria wraków samochodów. Peugeoty ostrzelane i okaleczone. Powyginane i rozszarpane od bomb. W środku zdjęcia ludzi zabitych w zamachach. Wszyscy mieli jeden zawód – fizycy jądrowi. Zabici przez Mossad. Tak mówią tabliczki pamiątkowe.

Czołgi w Holy defense museum - Teheran, Iran

Wystawa poświęcona irańskim fizykom jądrowym zabitych - jak twierdzą opisy - przez izraelski Mosad - Holy defense museum - Teheran, Iran

Tyle tragicznych historii. Tylu ludzi, którzy odeszli zbyt wcześnie. W obronie swojej ojczyzny, w pracy na jej lepszą przyszłość. Tyle smutku. Szkoda, że to wszystko jest ubrane w taką formę pełną agresji i nienawiści. Muzeum świętej obrony to straszliwa propagandowa papka religijno-wojenna. Bardzo złe połączenie. Nie ma wątpliwości, że wojna Iracko-Irańska była straszna, że agresorem był Irak a ofiarą Iran, ale aż takie wiktymizowanie wydaje się mocno przesadzone. Podobnie jak pielęgnowanie nienawiści poprzez te wszystkie propagandowe murale, pochłania niepotrzebnie tak dużo energii. Sprawia, że wielu dobrych ludzi postrzega się jako fanatyków. Zupełnie niesłusznie. Oczywiście, będąc w Teheranie warto zobaczyć to miejsce. Warto przeczytać o wojnie iracko-irańskiej. Warto mieć świadomość, że Iran przez to, że wybrał swoją drogę, zupełnie inną niż ta, której chciał Zachód, zapłacił za to wysoką cenę. Przede wszystkim jednak – zawsze – trzeba patrzeć na szerszy kontekst i pamiętać, że prawda – jeżeli istnieje – leży zawsze gdzieś po środku.

Most Tabiat Bridge

Park Taleghani i Holy defense museum - Teheran, Iran

Ruszamy dalej, do parku Taleghani. To chyba jedno z ulubionych miejsc na piknik w Teheranie. Pod drzewami poukrywane są dastarhany, na których przesiadują całe rodziny. Rozłożone dywany, obok na grillu pieką się szaszłyki, w garnkach pod przykryciem ryż, obok samowary z herbatą. Rodzinne pikniki poutykanie w parku pomiędzy drzewami. Miłe miejsce żeby ukryć się przed żarem lejącym się z nieba. Przemykamy labiryntem ścieżek szukając odrobiny cienia. Droga prowadzi na wzgórze, za którym wyrasta most Tabiat Brigde. Ten przepiękny pieszy most to dzieło sztuki. Wybudowany w 2014 roku, 270-metrowy Tabiat Bridge miał połączyć obie części parku, który został przecięty autostradą. Wedle założeń architekta – laila Araghiana – most miał nie tylko łączyć dwie strony, ale przede wszystkim być miejscem, w którym chce się być.

Most Tabiat Bridge, Iran

Mosta Tabiat w parku Taleghani - Teheran, Iran

Tak też się stało. Dziś Tabiat Bridge to popularne miejsce na randki wśród młodych Irańczyków. No i mijamy grupki młodziaków, pary z przyzwoitkami, rodziny z dziećmi. Pasaże na trzech poziomach przecinają tarasy, kafejki i małe zieleniaki. Tyle miejsc, żeby przysiąść, porozmawiać, lub po prostu popatrzeć na Teheran. Do wyboru są dwie strony – północna i południowa. Miłośnicy gór wybierają północną stronę – z widokiem na góry Alborz. Ci, którzy wolą miejskie klimaty, raczej będą stać na stronie południowej, z której rozpościera się wspaniała panorama Teheranu. Oprócz kilku budynków rządowych na pierwszym planie i wielkiego masztu z irańską flagą, uwagę zwraca ogromne pole budowy Mosalla, zwana też Wielkim Meczetem Teheranu.

Panorama Teheranu z mostu Tabiat Bridge, Iran

Widok na Teheran i góry z mostu Tabiat Bridge, Iran

To gigantyczny kompleks pielgrzymkowy i meczet w jednym, w budowie od prawie 30 lat. Obecnie pełniący funkcję centrum konferencyjnego. Gigantyczna kopuła, wysokie minarety i ogromna skorupa rozpościerająca się nad meczetem obrośnięta żurawiami dźwigów. Wszystko to razem przypomina statek obcych z Prometeusza. W tej zieleni, rządkach drzew, powiewających flagach i tym nieładzie architektonicznym składającym się na panoramę miasta jest tyle spokoju i jakiegoś romantyzmu. Zawsze zazdroszczę mieszkańcom miast, w których są takie miejsca, w których można chłonąć swoje rodzinne miasto. Miejsca zwyczajne i niezwyczajne zarazem, gdzie piękne widoki łączą się z codziennością. Gdzie można patrzeć na ukochane miasto trzymając za rękę ukochaną osobę.

Milad Tower

Jazda ulicami Teheranu, Iran

Wieża Milad Tower - najwyższy budynek w Teheranie, Iran

Po drugiej stronie mostu Tabiat Bridge znajduje się park Ab-o Atash. Po środku parku stoi latarnia morska. Okazuje się, ze to dlatego, że zaraz obok znajduje się ministerstwo morza. Prowadzi do niego piękny tunel przykryty roślinami. Zaprojektowany chyba po to, żeby urzędnicy mogli się przechadzać w cieniu. To ważne, bo akurat po południu jest apogeum upału i z nieba leje się nieznośny żar. Łapiemy Snappa i jedziemy na wieżę Milad Tower. Niestety akurat zaczynają się apokaliptyczne korki i wszystkie ulice są zakorkowane. Na nasze szczęście lub nieszczęście trafiamy na starszego krnąbrnego kierowcę, który odwraca się z uśmiechem – no problem – i zaczyna piracić. Widzieliśmy już w Iranie wiele, ale nigdy nie byliśmy tak blisko łamania przepisów. Przejeżdżanie na centymetry między samochodami, zawracanie i jazda tyłem po autostradzie, przejeżdżanie przez pasy zieleni, wyprzedzanie na n-tego, omijanie korków chodnikiem. Za każdym razem kiedy bledniemy i wzdychamy, kierowca odwraca się i z uśmiechem rzuca – OK, OK – Sposób jazdy kontrowersyjny, ale skuteczny. Szybko docieramy do wieży.

Teheran widziany z wieży Milad Tower - Teheran, Iran

Przepiękne góry i Teheran z wieży Milad Tower - Teheran, Iran

Milad Tower. Wieża marzeń. Jedna z tych konstrukcji, które w sumie nie do końca są potrzebne, ale spełniają marzenia. Oto w Teheranie jest ogromna wieża, z której można obejrzeć miasto. Coś co, zmienia całą panoramę. Coś dużego, zauważalnego. Powód do dumy. To jakby taki dowód na to, że można zostawić coś po sobie. Jakby sama bryła miasta nie wystarczała do zaspokojenia chorych ambicji poskromienia natury. Coś jeszcze, żeby Teheran nie wyglądał tak licho na tle gór. Musi być. Seattle ma swoją Space Needle, Kuala Lumpur ma Menatę, nawet Canberra musi mieć swoją wieże – lichą i krótką, ale jest. Tak i tu, jest wieża. Schody do nieba. Naprawdę imponujące. W dużym centrum handlowym zaraz po kupieniu biletów, przejmuje nas pan w garniturze, który sadza nas na krzesłach i robi prezentację dotyczącą wieży. Animacje, wideo, zdjęcia z helikoptera, robotnicy pokonujący siły natury żeby postawić szóstą pod względem wielkości, wolnostojącą wieżę na świecie.

Piękna Panorama Teheranu z wieży Milad Tower - Teheran, Iran

Panorama Teheranu z wieży Milad Tower - Teheran, Iran

Potem jazda superszybka windą. Odsłoniętym szybem. Teheran pojawia się pod naszymi stopami. Odrywamy się i miasto robi się coraz mniejsze. Na widok potłuczonych szyb w niektórych segmentach wieży w głowie pojawiają się wątpliwości. Czy pomimo sankcji ktoś to serwisuje? Czy to bezpieczne? Kto to w ogóle budował – Irańczycy, Francuzi, Chińczycy? Na górze kilka poziomów z obracającymi się restauracjami. My wysiadamy na tarasie widokowym. – Wow – nawet jeżeli to trochę śmieszne, takie dziecinne marzenia o lataniu, jakaś chęć zaimponowania, postawienia sobie w mieście wieży, to ja to lubię. Z góry roztacza się przepiękny widok na miasto. Pod nami zawijasy estakad, autostrady przecinające miasto. Teheran kawałek po kawałeczku zajmujący przestrzeń aż po horyzont. Miasto pokrojone równo na dzielnice, kwartały, z których niczym klocki wyrastają identyczne budynki.

Góry i Teheran - widok z wieży Milad Tower - Iran

Wieża Milad Tower, - widok na Teheran, Iran

Niesamowite połączenie ładu i przypadkowości. Wszystkie te domy wydają się jakieś niespasowane, podoczepiane do siebie przypadkowo, nierówne. Poukładane bez żadnego klucza. Jednocześnie wszystkie do siebie przylegają tak idealni, ze tworzą jedną całość. Jak ogromne plastry miodu. Gdzieniegdzie spomiędzy tych śnieżnobiałych klocków wystają cieniutkie minarety i błyszcząca szmaragdowa kopuła. Gdzieś daleko widać ogromną Azadi Tower. Tak żałuję, że już nie zdążymy jej zobaczyć. Może następnym razem… Stojąc na wietrze, smagani popołudniowym upałem obserwujemy samoloty powoli schodzące nad miastem i znikające gdzieś po środku miasta na lotnisku Mehrabad. Po drugiej stronie miasto wspina się ciężko po coraz bardziej stromych stokach gór Alborz. Miasto i góry to wspaniałe połączenie.

Murale pod Ambasadą USA w Teheranie, Iran

Mauzoleum Imama Chomeiniego na przedmieściach Teheranu, Iran

Szkoda, że musimy już wracać. Jedziemy Snappem na lotnisko i chłoniemy to co za oknem. Zatłoczone ulice, Irańczycy jeżdżący jak wariaci. Motocykle wylewające się z każdej dziury pomiędzy autami, hałas i smród spalin. Ale ten klimat. Orient. Persja. Wspaniały kraj, wspaniałych ludzi. Jest nam smutno. Żegnamy Teheran. Zabudowania stają się coraz rzadsze, giną w różowym zachodzie słońca a my wyjeżdżamy na pustynię. Miasta już nie ma. Teheran jest naprawdę piękny. Przed przyjazdem tutaj, słyszeliśmy wielokrotnie, że w Teheranie nie ma co robić, że jest brzydko. Nie jest. Miasto jest głośnie, zatłoczone i duszne od spalin, ale ten labirynt klocków kryje w sobie tyle pięknych tajemnic. Szkoda, że nie było nam dane ich odkryć tym razem. Przy następnej wizycie zostaniemy tu dłużej. Będziemy chodzić po muzeach, pałacach, popijać herbatę w dekadenckich kafejkach, wąchać kwiaty zwisające z drzew, dotykać baśniowe mozaiki na ścianach i jeść świeże owoce. Oby tylko było nam to dane. Oby to wszystko przetrwało. Do następnego razu!

Teheran, Iran