Tonina, Ocosingo, Meksyk - ruiny miasta Majów

Tonina i Palenque. Mali rozbójnicy z Hwy 199

Wstajemy wcześnie rano, kiedy słońce ledwie unosi się nad górami otaczającymi San Christobal de las Casas. Pierwsze promienie porannego słońca nieśmiało wychylają się zza chmur otulających porośnięte gęstym sosnowym lasem zboczy. Jest zimno, zaledwie kilka stopni powyżej zera. Zaspani, trzęsąc się z zimna zbieramy się, żeby czym prędzej ruszyć w drogę. Dziś czeka nas ciężki odcinek. Hwy 199 – droga przez serce stanu Chiapas – z San Cristobal de las Casas do Palenque. Najczęściej unikana – zamiast niej wszyscy jeżdżą pętlą przez Villahermosa. Nadrabiając 200 kilometrów, ale bez ryzyka napadu. Kilka tygodni wcześniej znajomego napadnięto właśnie na tej drodze. Zamaskowani ludzie, długa broń, maczety, kolczatka na drodze. Pobierają myto za przejazd. Napady na tej drodze to standard. Dowiedzieliśmy się tego parę dni temu. Rozmawiałem z właścicielem hostelu, wzruszył ramionami, powiedział, że to standard. Po prostu płaci się „myto” i jedzie dalej. Najwięcej grup grasuje w ciągu dnia, dlatego wyruszamy jak najwcześniej.

Senne San Christobal de las Casas o poranku - Chiapas, Meksyk

Kiedy tylko opuszczamy miasto, udziela nam się dziwna atmosfera Hwy 199. Kiedy zjeżdżamy z głównej drogi i mijamy ostatnią bazę wojskową robi się pusto i nieswojo. Droga jest coraz gorsza, wije się przez las, z trudem omijamy coraz większe dziury. Mijamy małe senne wioski, w których ludzie patrzą się na nas wilkiem. Albo tak nam się wydaje. Wszystko, co cenne mamy pochowane, na wierzchu jakieś drobne na „myto”. W myślach przygotowujemy się na spotkanie z blokadą drogi. – A może trzeba było wybrać inną drogę? – Zastanawiamy się. – Co z tego, że dłużej, przynajmniej bezpieczniej! – napięcie narasta. Oprócz ponurego otoczenia, ogólnej atmosfery zapomnienia i opuszczenia tego miejsca, nic się nie dzieje. Aż do Huixtan.

Droga z San Christobal de las Casas do Palenque - stan Chiapas, Meksyk

Tam na wjeździe do miasta jest blokada. Nie do końca tego się spodziewaliśmy. Na zwieńczonej łukiem bramie wjazdowej wywieszona ręcznie pisana tablica „Casa de Cubro”, czyli punkt poboru opłat. Naokoło tłumy. Około setki osób siedzących i czekających. Na środku drogi postawiony słupek. Miejcowe auta 10 peso, my 50 peso. Panowie są mili, zbierają do puszki, informują, że to za przejazd przez ich ziemię. Nie ma targowania. Opłata albo zawrotka. Tłum patrzący w napięciu pomaga w podjęciu decyzji, zresztą kwota nie jest duża. Płacimy i pachołek na drodze znika. Jedziemy dalej. Oczywiście nie rozwiązuje to problemu dalszych blokad. Mogą się zdarzyć w każdej wsi, a nawet pomiędzy nimi. Ta droga to loteria – we wsiach zazwyczaj jest miło, ale stanowczo. Poza potrafi być niesympatycznie – włączając broń, kolczatki, a nawet barykady z płonących autobusów i napady organizowane przez pijane bandy. Nas na szczęście nie spotyka nic aż do samego Ocosingo.

Wjazd do Ocosingo, Chiapas Meksyk

Tonina - ruiny wspaniałego miasta Majów - okolice Ocosingo, Chiapas, Meksyk

To najdłuższe 70 kilometrów, jakie kiedykolwiek przejechałem. Kiedy mijamy rondo z figurą Indianina strzelającego z łuku, możemy odetchnąć z ulgą. Jesteśmy w mieście. W zasadzie w paszczy lwa – Ocosingo uchodzi za bastion rebeliantów tzw. zapatistas grasujących w całym regionie. Przejeżdżamy przez miasto i odbijamy na wschód. Mijamy kolejną bazę wojskową i po kilku kilometrach jesteśmy przy stanowisku archeologicznym Tonina – starożytnym mieście Majów. W 2015 roku odkryto, że cała nekropolia Tonina jest jedną ogromną piramidą – wyższą od Piramidy Słońca w Teotihuacan. Na miejscu miła niespodzianka – pustki i bezpłatne wejście. Praktycznie nie ma zwiedzających. Stojący dookoła ludzie to przewodnicy zachwalający swoje usługi i poganiacze koni oferujący przejażdżką do ruin. Wybieramy spacer pomiędzy pastwiskami, z przepięknym widokiem na całą pobliską dolinę.

Tonina - ruiny majów, Ocosingo, stan Chiapas, Meksyk

Tonina - ruiny miasta majów, Ocosingo, stan Chiapas, Meksyk

W kocu docieramy do ruin. Wychodzimy na Gran Plaza – taras pokryty przepięknie przystrzyżoną trawą i przed naszymi oczami ukazuje się wspaniała piramida. Tonina to w zasadzie jeden wielki pałac składający się z kolejnych poziomów. Chodzimy pomiędzy ołtarzami, które według przewodnika służyły do dekapitacji jeńców i składania ofiar. Majowie zamieszkujący Tonina słynęli ponoć ze swojego zamiłowania do pozbawiania głów pokonanych plemion. Ulegli im podobno nawet mieszkańcy wielkiego i silnego Palenque – jednego z najważniejszych ośrodków cywilizacji Majów. Na kolejnych poziomach znajdują się kolejne platformy.

Tonina, Ocosingo, Meksyk - ruiny miasta Majów

Ruiny Majów w Ocosingo - Tonina, Meksyk

Wspinamy się powoli po kamiennych schodach i podziwiamy części wielkiego miasta – łaźnie, kwatery budowniczych, salę balową, kolejne świątynie i jeszcze więcej ołtarzy. Zwiedzamy ciemne labirynty, w których duchota miesza się z zapachem stęchlizny. W kompletnych ciemnościach chodzimy dotykając ściany i modląc się, aby nic nas nie dotknęło. Na końcu krętego korytarza oślepiająca biała plama. Wychodzimy na kolejnym poziomie piramidy. Przed nami, zza niskich ruin rozpościera się bajeczny widok na zieloną dolinę. Lasy poprzecinane pastwiskami, gdzieś hen daleko wspaniałe góry otulone kłębkami chmur. Widok jak z pocztówki. Siadamy sobie na nagrzanych w słońcu, chropowatych kamieniach i patrzymy dookoła. Ponad nami krążą ptaki, lekki wiaterek pogwizduje pomiędzy kamiennymi ruinami. Czytamy sobie o historii miasta.

Tonina - wspaniałe ruiny miasta majów, Ocosingo, stan Chiapas, Meksyk

Tonina - tajemnicze figurki - ruiny miasta majów, Ocosingo, stan Chiapas, Meksyk

Tonina - labirynt ruiny majów, Ocosingo, stan Chiapas, Meksyk

Świątynia Wojny Kosmicznej, Pałac Wojny, Świątynia Ziemskiego Potwora, Świątynia Dymiącego Lustra – wszystkie te niesamowite nazwy to kolejne ruiny na coraz wyższych poziomach Tonina. Przeciskamy się przez kamienny labirynt, wspinamy po coraz bardziej stromych schodach, mijamy dziwaczne posągi. Są piękne i przerażające zarazem. Czuję się przy nich wyjątkowo nieswojo. Każda wydaje się obserwować najmniejszy mój krok. Tonina jest jak żywe muzeum, gdzie chodzi się pomiędzy eksponatami. Nie oddziela nas od nich żadna pancerna szyba, barierki. Są tuż tuż, na wyciągnięcie ręki. Można się do nich zbliżyć, dotknąć, można przejechać ręką po ścianach starożytnej świątyni Majów. Można usiąść i w ciszy patrzeć na niesamowity Mural de las Cuatros Eras (Mural czterech er).

Tonina to w rzeczywistości największa piramida Majów w Ameryce Środkowej Ocosingo stan Chiapas Meksyk

Tonina - widok ze szczytu piramidy - ruiny miasta majów, Ocosingo, stan Chiapas, Meksyk

Docieramy w końcu na szczyt piramidy. Przed pod nami całe pozostałości wspaniałego miasta ledwie odkryte przez ziemię. Przed nami boski widok na rozległą dolinę. Na górze zbierają się wszyscy zwiedzający. Jest nas łącznie około 10 osób. Wszyscy z zachwytem wpatrują się w bajecznie piękną okolicę. Siedzę na kamieniach, dotykam starożytnych ruin Majów i czuję niesamowitą ekscytację. Bardziej chyba z tego, co nieodkryte niż tego, co widać. Kto wie, co jeszcze kryje w sobie Tonina. To co wydaje się górą, w rzeczywistości jest wnętrzem piramidy. Znowu staram się sobie wyobrazić jak to wszystko wyglądało dwa tysiące lat temu. Jak mieszkańcy żyli, jak wyglądali, co jedli, jak prowadzili wojny, dlaczego, jak wyglądały ich krwawe obrzędy. W myślach odtwarzam wszystko, co kiedykolwiek czytałem, widziałem. Buduję, tworzę sobie świat Majów. Pewnie kompletnie odległy od rzeczywistości, ale kto wie.

Tonina - tajemnicze płaskorzeźby - ruiny miasta majów, Ocosingo, stan Chiapas, Meksyk

Ocosingo - strome ulice miasta - stan Chiapas, Meksyk

Trudno po prostu odejść z tego miejsca. Droga w dół to kolejna wspaniała podróż przez setki lat wspomnień zaklętych w kamieniach. Miejsce pozostanie w naszych głowach, ale i sercach. Wspaniały klimat miasta Majów ukrytego w dżungli. Nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy robi się dość późno. Na obiad jedziemy do Ocosingo. Przemierzamy strome ulice miasta w te i we wte w poszukiwaniu dobrego miejsca. Naturalnie najlepsze są te koło bazaru, ale jak to w takich miejscach, nie ma szans zaparkować, przynajmniej nie tak, żeby nikt nie porysował nam auta. Za którymś razem trafiamy na mały pawilon wciśnięty pomiędzy warsztaty samochodowe. Prowadzi go para – Pan robi mięso, Pani piecze tacosy a dzieciaki robią za kelnerów. Małe stoły, cerata, zimna cola a w menu dwie rzeczy: tacosy miękkie i chrupiące.

Chrupiące tacos w Ocosingo - stan Chiapas, Meksyk

Tacos w Ocosingo - stan Chiapas, Meksyk

Wystarczy spojrzeć jak pani je przygotowuje, żeby się zakochać. Najpierw formuje z maki kukurydzianej „kotlecika”, smaży go na głębokim oleju na krucho, rozcina, wydłubuje ze środka miękką mamałygę pozostawiając chrupiącą skorupkę przypominającą maleńką torebkę z nachos. Podaje mężowi a ten wypełnia taco szczelnie kawałkami tłustego mięsa z nóżek wieprzowych. Do tego świeża cebula, limonka, kolendra i salsa verde. Absolutne kulinarne niebo. Wokoło krzątają się wesołe dzieciaki, przynoszą colę. Zadowoleni właściciele widzą, że podpatrujemy jak robią swoje specjały, że nam smakuje. To mało powiedziane! Zamawiamy kolejne i kolejne. Wypływające z tacosów sos ścieka nam po palcach, zapominamy o higienie i odruchowo je oblizujemy. Przecież nic nie ma prawa nam się przydarzyć. Nie tutaj. W tej kulinarnej perełce Meksyku, ukrytej gdzieś pośród gór stanu Chiapas.

Droga z Ocosingo do Palenque - stan Chiapas, Meksyk

Dziury na drodze z Ocosingo do Palenque - stan Chiapas, Meksyk

Jedziemy dalej na północ z Ocosingo do Palenque. Zupełnie zapominamy o blokadach drogowych i napadach. Jedyne o czym myślimy, to wspaniałe miasto i zjawiskowo pyszne tacos. Poza tym droga wymaga skupienia. Jest pełna dziur, momentami takich, w których zmieści się nasze auto. Także z tego powodu w Meksyku nie jeździ się po nocy. Po kilkudziesięciu kilometrach, jak na złość trafiamy na blokadę. Znowu nie to, czego się spodziewaliśmy. Zaraz za postawionym pośrodku niczego tope i ostrym zakrętem, na którym trzeba było zwolnić niemal do zera, na jezdnie wybiegają dzieciaki rozciągając w poprzek linę. Kiedy się zatrzymujemy obskakują nasz samochód. Do szyby przyklejają się ich nosy. Widać mnóstwo dłoni trzymających torebki ze smażonymi bananami i natrętne spojrzenia. Pukają, wciskają ręce przez najcieńszą szczelinę w niedomkniętych oknach. Kiedy wyciągamy odruchowo 10 pesos i płacimy, za banany, wpadają w amok. Daliśmy jednej, teraz reszta chce sprzedać. – Jej dałeś, dlaczego nie mi? – zdają się mamrotać dzieci. Kiedy opuszczają, chyba przez nieuwagę linę, ruszamy z piskiem uważając, żeby nie przejechać żadnego z dzieci.

dzieci blokujące drogę - stan Chiapas, Meksyk

Po kilkuset metrach sytuacja się powtarza. Przy tope, kiedy musimy zwolnić, auto obskakują dzieciaki. Natrętnie chcą coś wcisnąć. Na nic zdaje się pokazywanie, że już mamy banany. To może jakieś chrupki, kokosa, cokolwiek. Stopniowo dociskamy gaz, powoli siłujemy się ze sznurkiem. Nie chcę zrobić krzywdy dzieciakom. W kocu się udaje. Z każdą kolejną blokadą idzie lepiej. Najlepiej, kiedy z naprzeciwka coś jedzie, wtedy dzieciaki głupieją i nie wiedzą, który samochód nagabywać. Za nami sypią się groźby i złorzeczenie. Z twarzy dzieci znikają proszące, niewinne, łagodne oblicza, a wstępuje nienawiść i zło. Przerażająca przemiana. Pieniądz niszczy to miejsce w zastraszającym tempie. Rozumiem krzywdy, jakich doznają miejscowi – ich ziemia jest zabierana, przez ich tereny przechodzą drogi, nic z tego nie mają, ale do walki z tym wybierają sposób najgorszy z możliwych. Od małego uczą swoje dzieci żebrania, wymuszania niemal rozboju. Przerażające, co będą robiły te dzieci, kiedy dorosną. Jak rozwinie się taka postawa roszczeniowa „daj mi bo ty jesteś biały i bogaty a ja jestem biedny”. To zniechęca przyjezdnych i odstrasza. To może się zemścić na tych ludziach. Pytanie tylko czy my „biali” nie zapracowaliśmy sobie na to?

Agua Azul - przepiękne kaskadowe wodospady w sercu dżungli - stan Chiapas, Meksyk

Agua Azul - piękne kaskadowe wodospady w sercu dżungli - stan Chiapas, Meksyk

W połowie drogi pomiędzy Ocosingo a Palenque zjeżdżamy na Agua Azul – kaskadowe wodospady pośrodku dżungli. Chyba coś nas ominęło i trafiliśmy na jakieś święto, bo na miejscu są koszmarne tłumy. Parking jest zapchany, na auto od razu rzucają się bandy dzieciaków, które za pieniądze pokażą miejsce i „przypilnują”. Dalej jest tylko gorzej. Miejsce wygląda jak jakiś zatłoczony festyn. Przedzieramy się przez tłumy ściskające się pomiędzy wąską aleją kramów z pamiątkami, jedzeniem a nawet ubraniami i płytami CD z marimbą. Nad wodą jest trochę wytchnienia. Kojący szum wodospadów zagłusza piekielny gwar festynu. Kilka kroków i jesteśmy w innym świecie. Ogromne masy szmaragdowej wody przelewają się przez rozległe tarasy i tworzą prześliczne baseny, w których od czasu do czasu moczą się ludzie. Zaraz nad woda wyrasta gęsta dżungla, która utrzymuje tu mocną wilgoć i nadaje okolicy niesamowitego zapachu.

Agua Azul - kaskadowe wodospady pomiędzy Ocosingo i Palenque - stan Chiapas, Meksyk

Agua Azul - kaskadowe wodospady pomiędzy Ocosingo i Palenque - widok na góry szaku - stan Chiapas, Meksyk

Ruszamy w górę szerokiego strumienia, wspinamy się coraz wyżej i przechodzimy przez kolejne, coraz wyższe tarasy Agua Azul. Niestety gwar i tłum się nie przerzedza. Po raz kolejny sfery sacrum i profanum, które się przenikają. Sanktuarium matki natury – dziewiczo piękne wodospady skalane brudem bezmyślnej konsumpcji – tymi wszystkimi balonikami, plastikowymi zabawkami z Chin, figurkami Predatora, Indiańskiego wojownika i Jezusa. Tłumaczymy sobie, że to wszystko to piekło, przez które musimy się przedrzeć, aby trafić do raju Agua Azul. Ogłuszający szum wodospadu, świeżość wody unosząca się w powietrzu i zapach dżungli wynagradzają wszystko. W górze strumienia nareszcie udaje się zgubić całe to zamieszanie.

Agua Azul - wodospady pomiędzy Ocosingo i Palenque - widok na rzekę w górnym biegu - stan Chiapas, Meksyk

Agua Azul - kaskadowe wodospady pomiędzy Ocosingo i Palenque - stragan z owocami kakaowca - stan Chiapas, Meksyk

W pewnym momencie na ścieżce pojawia się kilku młodziaków, którzy przedstawiają się jako przewodnicy i mówią, że dalej wstęp jest tylko z nimi. Oczywiście za opłatą. – To dla bezpieczeństwa! – mówi z uśmiechem jeden z nich. – Jassne… – ponieważ to i tak końcówka, a dalszy szlak i tak jest niedrożny ze względu na wysoki poziom wody, odpuszczamy. Przysiadamy niedaleko rzeki z widokiem na kaskady i zapominając o otoczeniu chłoniemy piękne obrazy Agua Azul. Mimo wszystko warto było tu przyjechać. Komercja jest naturalnym rezultatem rozwoju tego miejsca, dziwi jedynie to, że wszystko dzieje się tak gwałtownie, jest tak bezmyślne i w żadne sposób niekontrolowane. Natrętni sprzedawcy przypominają tych spod piramid w Egipcie, a to nie jest dobry punkt odniesienia. Rozwój turystyki to dla tych ludzi nie tylko ogromna szansa, ale też wielka próba. I to ciężka. Jak na razie, przegrywają na całej linii.

dzieci blokujące drogę, żądające pieniędzy - stan Chiapas, Meksyk

Wracając do auta znowu wpadamy w wir handlarzy. Uciekamy czym prędzej z tego miejsca, zachowując w pamięci jedynie bajecznie piękne wodospady. Nie to, co dookoła. Zaraz za Agua Azul trafiamy na ostatnią ego blokadę dzieciaków. Zmęczony i już poirytowany wyciągam przez szybę mały nożyk, który wieźliśmy, żeby pokazać, że przetnę linkę, jeżeli jej nie podniosą. Dzieciaki chyba nie zrozumiały, bo rzuciły sznurek i zaczęły się drzeć, że chce je zabić. W jednej chwili zdałem sobie sprawę jak głupio postąpiłem. Ruszam z piskiem i przez kolejne kilkadziesiąt kilometrów pędzę po dziurawej drodze patrząc czy we wstecznym lusterku nie pojawia się obdrapany picku-up z bandą Meksykanów z maczetami i bronią na pace. Przecież w każdej z tych wiosek są dorośli, którzy też robią blokady i na wieść, że ktoś groził ich dzieciom mogą się rzucić w pościg. Nie jest miło. Dopiero wieczorem, kiedy dojeżdżamy do Palenque możemy odetchnąć z ulgą. Tam nikt nas nie znajdzie. Szczególnie, że wybraliśmy hotel w dżungli, w pobliżu ruin. Po takim dniu pełnym wrażeń trudno zasnąć. A może to po prostu dzikie odgłosy dżungli…

Kawa w ogrodzie hotelu Paraiso Inn - Palenque, Chiapas, Meksyk

Rano leje jak z cebra. Do tej pory pogoda nas rozpieszczała, dziś to się skończyło. Nadal jednak jest pięknie. Dookoła słychać szum deszczu u łoskot ciężkich kropli roztrzaskujących się o szerokie liście palm, bananowców i innych tropikalnych drzew. Brodzimy na boska w mokrej trawie. Pod uszkodzoną przez wiatr hotelową wiatą siedzimy z kubkami gorącej czarnej kawy i patrzymy na rajski ogród. Wszystko jest tak soczyście zielone, że aż wżera się w oczy. Pomiędzy rajskimi kwiaty w odcieniach żółci i czerwieni lata maleńki koliber. Swoimi skrzydełkami porusza tak szybko, że ich nie widać, słychać jedynie ciche brzęczenie. Jemy świeże owoce, popijamy je kawą. Ta kawa! Najsmaczniejsza, jaką piłem. Zwykła przelewówka. No, nie zwykła. Tutejsza – z gór Chiapas. Właściciel Paraiso Inn dolewa nam czarnego nektaru i opowiada o plantacjach. O tym jak kupuje kawę od producenta, bo w sklepach jest horrendalnie droga, a w supermarketach takiej nie ma. Tylko tani sikacz i rozpuszczalna. Mówi o kawie z wyższych i niższych partii gór, tłumaczy różnice, opowiada o paleniu i smakach. Czuć wanilię, lekki posmak karmelu, suszone owoce – faktycznie zaczynam je wyczuwać. Ludzie, którzy potrafią godzinami rozmawiać o swojej pasji, a już szczególnie o jedzeniu, budzą moje zaufanie.

Templo de las Inscripciones - ruiny Palenque - Chiapas, Meksyk

Templo de la Cruz - Palenque, Chiapas, Meksyk

Po śniadaniu ruszamy do pobliskiego Palenque. Pomimo deszczu zaczyna się robić tłok. Parking jest zapchany i trzeba parkować przy drodze. Oczywiście znajduje się cały szereg ludzi, którzy chcą „popilnować” auta. Za opłatą ma się rozumieć. Następni naciągacze to „przewodnicy”. Ci rzekomo władający angielskim chcą 2500 pesos, czyli grubo ponad 100 dolarów za dwugodzinną wycieczkę. Mimo znalezienia kilku chętnych do grupy, nadal jest drogo. Przewodnik za każdą osobę chce dopłaty, więc rezygnujemy. Mamy przewodnik, liczymy też na inne grupy. Wkraczamy do dżungli. Z coraz rzadszego lasu wyłaniają się kontury pierwszej z piramid, zupełnie zarośniętej – to Templo XI. Szary, zimny kamień ukrywa się za zielonymi liśćmi i wijącymi się lianami. Zaraz za świątynią, las zupełnie się przerzedza i wychodzimy na otwarty teren alei Templo de las Inscripciones.

El Palacio - Palenque, Chiapas, Meksyk

El Palacio - wewnętrzny rynek - Palenque, Chiapas, Meksyk

Szereg wspaniałych świątyń wyrasta przed nami zaraz przed linią drzew. Po kolei stoją tu Templo de la Calavera (Świątynia Czaszki), Templo XIII, Tumba de la Reina Roja (Grobowiec Czerwonej Królowej) i sama Templo de las Inscripciones (Świątynia inskrypcji). Na końcu alei stoi El Palacio, czyli Pałac – serce Palenqe. Za nimi pośród drzew, za mgłą wyłaniają się ruiny kolejnych świątyń. Deszcze nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, nadaje temu miejscu atmosfery niesamowitości, niepowtarzalnego klimatu. Nie wyobrażam sobie tego miejsca w bezchmurny dzień, w pełnym słońcu. To przecież starożytne miasto Majów pośrodku dżungli. Tu musi być deszcz, zasnute gęstymi chmurami drzewa, krople wody kapiące z kamieni. Wdrapujemy się do Tumba de la Reina Roja i wąskim wilgotnym korytarzem docieramy do czerwonego sarkofagu. Templo de las Inscripciones z grobowcem króla Palenque – Pakala jest niestety zamknięte dla zwiedzających, żeby ochronić znajdujące się w środku malowidła, więc udajemy się do El Palacio – siedziby wodzów.

El Palacio -widoko na Templo de las Inscripciones Palenque, Chiapas, Meksyk

El Palacio - wnętrze - Palenque, Chiapas, Meksyk

Błądzimy po labiryntach kamiennych korytarzy. Przeskakujemy ogromne kałuże, uważamy, żeby się nie poślizgnąć na idealnie wypolerowanych głazach. Nie mogę pojąć jak to miejsce mogło powstać – bez metalowych narzędzi, bez zwierząt pociągowych i bez znajomości koła! A jest tu kanalizacja – w kwaterach mieszkalnych były nawet łaźnie z odprowadzaniem ścieków, miasto otacza system krytych wodociągów, zasilanych z pobliskiej rzeki. Podsłuchujemy przewodnika sąsiedniej grupy, który opowiada, że Palenque rządziły na zmianę kobiety i mężczyźni a największy rozkwit miasta przypada na lata kobiet. Ruiny w deszczu mają niesamowity klimat. Teren jest tak rozległy, że można się zgubić, uciec przed tłumami zwiedzających. Chodzę, dotykam ścian, zachwycam się przepięknymi płaskorzeźbami i pozostałościami malowideł. Wizualizuję sobie Palenque u szczytu. Z El Palacio rozciąga się widok na miasto, jego wspaniałe świątynie teraz pochłaniane przez dżunglę. To miejsce to marzenie. Działa jak narkotyk. Nie trzeba nawet zamykać oczy, żeby przenieść się w niesamowite czasy Majów.

Acropolis Sur - ruiny ukryte w lesie - Palenque, Chiapas, Meksyk

Acropolis Sur - płaskorzeźby - Palenque, Chiapas, Meksyk

Z El Palacio ruszamy do Acropolis Sur. To grupa świątyń odkrytych kilkanaście lat temu. Cały czas są zarośnięte dżunglą i tu i ówdzie prowadzone są prace archeologiczne. Wąska, ciemna ścieżka prowadzi do kolejnych piramid ukrytych pośród drzew. Są tak dobrze schowane, że widać je dopiero w ostatniej chwili. Niektóre z nich są jedynie częściowo odsłonięte. Widać więc, jak wyglądały zanim zostały odkryte. To niesamowite jak w ogóle ktoś je tu znalazł. Ponieważ Palenque jest jednym z najwilgotniejszych obszarów w Meksyku, ruiny zarosła dżungla zaraz po tym jak miasto zostało opuszczone około 900 roku. Na ponad 800 lat pochłonęła je dżungla. Przez ten czas wspaniałe piramidy zamieniły się w zwyczajne pagórki przykryte grubą warstwą ziemi, na której wyrósł gęsty las.

Acropolis Sur - płaskorzeźby ukryte w lesie - Palenque, Chiapas, Meksyk

Na piramidach prowadzone są prace archeologiczne. Świadczą o tym małe baraki kryte falistą blachą postawione na szczycie budowli. Stopniowo spod gęstej dżungli wyłaniają się kolejne ruiny. Spacer tu to dosłownie jakieś mistyczne przeżycie. Nikogo poza nami tu nie ma. Widać, za daleko. Jesteśmy sam na sam z milczącymi piramidami pokrytymi zielonym mchem. Wspinamy się po śliskich stromych schodach na Templo XIX. Przed nami pojawiają się wspaniałe płaskorzeźby przedstawiające jednego z władców Palenque. Dalej jacyś wojownicy. Dookoła przepiękne hieroglify wyglądają jak jakieś starożytne zaklęcia. Postacie powyginane w nienaturalnych pozach patrzą na nas w milczeniu. Przechodzą mnie ciarki. W tym miejscu budzą się we mnie wszystkie marzenia z dzieciństwa o podróżach, odkrywaniu, tajemniczych miastach Majów, wielkich przygodach. Prawdziwe starożytne ruiny w dżungli. Jak w filmie czy książkach przygodowych. Tak łatwo dostępne – kilka kroków od jednej z największych atrakcji turystycznych Meksyku.

Templo de las Cruces - Palenque, Chiapas, Meksyk

Templo del Sol - Palenque, Chiapas, Meksyk

Wychodzimy z lasu przy sąsiedniej formacji Grupo de las Cruces. To kilka świątyń ustawionych naprzeciwko siebie, tworzących niewielki placyk. Wdrapujemy się na Templo de las Cruces, aby podziwiać wspaniały widok na Palenque. To właśnie tą świątynię widziałem z El Palacio schowaną pomiędzy drzewami gęstej dżungli i przysłoniętą chmurami. Siadamy na szczycie piramidy i patrzymy na rozkład miasta. Mapa mówi, że miasto ciągnęło się kilometrami a mieszkały tu tysiące ludzi. To niesamowite jak tak wspaniała cywilizacja mogła się rozwijać z dala od nas, równocześnie, a nawet pod niektórymi względami nas wyprzedziła. Znowu oczyma wyobraźni widzę kolorowe budynki, kapłana na wieży astronomicznej El Palacio obserwującego słońce wdzierające się w dzień letniego przesilenia w komnaty Palacio de las Inscripciones. Ludzi składanych w ofierze bogom na zdobionych ołtarzach, Majów tańczących pod wpływem grzybków halucynogennych. To miejsce sprzyja marzeniom.

Spacer po ruinach Palenque - Chiapas, Meksyk

Muzeum Palenque - płaskorzeźby makieta grobowca Pakala - Chiapas, Meksyk

Wracamy pomiędzy kolejnymi ruinami Grupo Norte, czyli części północnej. Zbaczamy ze ścieżki i lądujemy na jakiejś błotnistej drodze w dżungli. Idziemy jak jakimś tunelem – roślinność po bokach jest tak gęsta, że nie da się nawet nic zobaczyć. W końcu docieramy na parking, który przeżywa właśnie najazd turystów. Pogoda się poprawia, więc ruch się wzmaga. Dobrze, że przyjechaliśmy wcześnie i zwiedzaliśmy ruiny podczas deszczu. Przynajmniej było luźno. Zahaczamy jeszcze o muzeum Palenque. Miała być chwila, ale wciąga nas na ponad godzinę. Reprodukcja grobowca Pakala pokazuje jak wspaniałe miejsce pochówku zapewnili królowi poddani. Przepiękne płaskorzeźby, malowidła i hieroglify na ścianach dosłownie zapierają dech w piersiach. Rysunki wydają się ruszać. Wojownicy na nich walczą, kapłani składają ofiary, wszystko dzieje się w takim tempie, że trudno nadążyć. To jak jakaś niesamowita wizja. A to tylko reprodukcja.

Aztecka zupa z tortilla - Chiapas, Meksyk

Pozol – słaby napój alkoholowy wytwarzany ze sfermentowanej masy kukurydzianej - CHiapas, Meksyk

Robi się późno, więc naturalnie jesteśmy głodni. Jedziemy do Palenque – tym razem miasta – szarawego, niewielkiego, niepowalającego swym urokiem. Trafiamy do dzielnicy ładnych restauracji w poszukiwaniu wifi. Musimy wyznaczyć trasę podróży i zarezerwować hotel, więc zaciskamy zęby i jemy na ładnych obrusach jedzenie podane przez schludnie ubranego kelnera. Na szczęście jest smacznie i jak zwykle świeżo – aztecka zupa z tortilli. Trafiamy też na ciekawy wynalazek – Pozol – słaby napój alkoholowy wywodzący się z kultury Majów, wytwarzany ze sfermentowanej masy kukurydzianej, rozcieńczonej wodą. Spieniony, smakuje nieco jak podpiwek wymieszany z kefirem i kukurydzą, z lekkim posmakiem czegoś ostrego jakby eukaliptusa. Dziwny, inny niż wszystko, co do tej pory próbowałem, ale również dziwnie orzeźwiający.

Korek na autostradzie w pobliżu Coatzacoalcos - Tabasco, Meksyk

Coatzacoalcos - Tabasco Meksyk

Najedzeni ruszamy w długa drogę. Najpierw na północ, małą drogą, potem na zachód, porządną szeroką autostradą. Kiedy wyjeżdżamy ze stanu Chiapas, możemy odetchnąć z ulgą. Koniec z blokadami, napadami i płaceniem haraczu, koniec z dziećmi rozciągającymi liny w poprzek drogi. Wjeżdżamy do dusznego stanu Tabasco. Mijamy Villahermosa, wjeżdżamy na bagniste wybrzeże. Kiedy zapada zmrok, z drogi widać błyskające po bokach ogromne płomienie. To platformy wiertnicze i kominy spalające gaz ziemny. Rozświetlają noc jak połykacze ognia w cyrku. W pewnym momencie utykamy w ogromnym korku – na autostradzie – to Meksyk, nikogo tu nie dziwią korki tak duże, że można sobie robić piknik przy drodze. W końcu pod wieczór docieramy do Coatazacoalcos. Miasto zdominowane przez ogromne podświetlone szkielety rafinerii. Całe spowite dymem i unoszącym wszędzie się duszącym zapachem benzyny. Śmiertelnie zmęczeni długa podróżą zatrzymujemy się tu na nocleg. Do tego zacina straszliwy deszcz. Jedyne miejsca, jakie odwiedzamy to brazylisjka churrasqueria i ogromny supermarket, w którym przecieka dach i w alejkach rozstawione są dziesiątki wiader i misek, które zbierają wodę lejącą się z sufitu. Przemoczeni wracamy do hotelu i padamy ze zmęczenia.

Przepiękne Zocalo wieczorem - Puebla, Meksyk

Starówka Puebla Meksyk widok z lotu ptaka

Następny dzień to kolejne kilkaset kilometrów i przeprawa przez góry. Późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w znanym i kochanym Puebla. Znowu rześkie górskie powietrze, ostre palące słońce i wulkany patrzące na nas ze wszystkich stron. Zmęczeni ruszamy na spacer tętniącymi życiem ulicami Puebla. Czujemy się jak w karnawale. Przysiadamy na Zocalo chłonąc radość i ciepło tego miejsca, zaglądamy do naszej ukochanej piekarni La Flor de Puebla obejrzeć przepiękne Rosca de Reyes – tradycyjne ciasta pieczone na trzech króli, idziemy zjeść taco w El Taco Poblano. Słowem – czujemy się jak u siebie! Puebla stało się już trochę takim naszym miastem. Lubimy na nie patrzeć, chodzić po nim i oddychać tutejszym powietrzem. Dzień kończymy w naszym hotelu -starej casie przerobionej na pensjonat, siedząc na patio pośród przepięknych kwiatów i popijając zimne piwo, aż wieczorny chłód wygania nas do pokoju. Zasypiamy razem z naszym Puebla.

Puebla