Trekking wzdłuż fiordu Kangerluk, pływająca góra lodowa, Południowa Grenlandia

Grenlandia. Dzień 2. Stordalens Havn do Kangerluk Fjord

Dzień 2. Stordalens Havn do Kangerluk Fiord

Opis trasy trekkingu po Tasermiut Fjord, na odcinku Stordalens Havn do Kagerluk Fjord.

Rano wraz ze słońcem wracają wszystkie siły. Zapominamy o wczorajszej mordędze. Na tle przepięknego błękitnego nieba nawet góry po drugiej stronie doliny jakby nabrały kolorów. Powoli jemy śniadanie patrząc na góry i rozkoszując się cudowną naturą, chłoniemy każdy powiew zimnego wiatru. W rześkim powietrzu cały czas czuć jeszcze fiord. Czekamy aż słońce wyjdzie zza góry, suszymy namioty, w końcu koło 10:00 zaczynamy dalszą wspinaczkę. Dziś idzie łatwo. Docieramy do przełęczy pełni sił. Stąd pięknie widać dolinę i chmury, które w okamgnieniu powstają i przyklejają się do wierzchołków gór. Trudno się skoncentrować mając takie widoki dookoła. Po drugiej stornie kolejna dolina otoczona ze wszystkich stron górami. Pośrodku przepiękne jeziorko o cudownych barwach od lazurowego, przez szafirowy, aż po czysty granat. Wypełnia szczelnie cała szerokość doliny. Zanim zaczynamy zejście przyglądamy się dokładnie jezioru i porównujemy z izoliniami na mapie, żeby zobaczyć którą stroną mamy przejść. Na mapie niby zaznaczony jest jakiś „rekomendowany szlak”, ale w rzeczywistości nie istnieje, a mapa jest sprzed 23 lat. Od tego czasu trochę się tutaj pozmieniało.

Biwakowanie w ścianie masywu Issuttussoq, Aappilattoq, Grenlandia Południowa

Widok na łańcuch Tuvilissuaq z masywu Issuttussoq, Aappilattoq, Grenlandia Południowa

Zejście do doliny to masakryczny slalom przez ogromne, grząskie rumowisko. Krążymy i szukamy przejścia tak, aby nie zjechać na sam dół i się nie połamać. Śnieg, kamienie, stromizna. Wszystko na przemian i na raz. Wygląda na kawałek, okazuje się kawałem drogi. Nie wiem dlaczego, ale wszystko tu jakoś dziwnie się przybliża, kiedy się na to patrzy. Kiedy się idzie, nagle przestrzeń jakby się rozciągała i wszystko się oddalało. Na dnie doliny trafiamy na przepiękne pola soczyście zielonego mchu i delikatnych różowych kwiatów rosnących pomiędzy surowymi skałami. Przepiękny ogród pośród kamiennej pustyni. Dolina, w której jesteśmy zdaje się być starym kotłem lodowcowym. Po przeciwległej stronie widać kolejną przełęcz i inny kocioł w samym sercu łańcucha górskiego otaczającego Aappilattoq. My tymczasem chcemy schodzić w dół, do dolin i fiordu na północy. Wygląda na to, że będziemy otaczać wioskę od strony gór Issuttussoq.

Widok na Tuvilissuaq i dolinę Itillersuaq - Aappilattoq, Grenlandia Południowa

Jezioro górskie wewnątrz masywu Issuttussoq, Aappilattoq, Grenlandia Południowa

Z daleka, obejście jeziora wydawało się banalnie proste. Jak właściwie wszystko tutaj. Z bliska, okazuje się, że przedzieramy się przez kolejne gruzowiska i piargi. Ziemia ucieka spod nóg, osuwa się z szumem do lodowatego jeziora. Co chwila musimy się wspinać i okrążać kolejne zatok. Wszystko po koszmarnych kamieniach. Jeden niewłaściwy ruch grozi skręceniem kostki lub złamaniem nogi. Przy okazji zaczynam rozumieć jak coś może być nie do przejścia. Do tej pory nie byłem w stanie pojąć – jak to jakiś odcinek jest nie do przejścia? – A no tak, zwyczajnie. Widok pionowej ściany schodzącej prosto do lodowatego górskiego jeziora wszystko tłumaczy. Strome i śliskie pole lodowe również. Może to głupie, ale pewne rzeczy naprawdę trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć. Jezioro rozlewa się aż do końca kotła, gdzie przelewa się przez kamienie i spływa jako strumień. Kolejna długa u-kształtna dolina – Issortusut – wygląda już lepiej. W miarę płaskie dno, rozlewiska, które wyglądają na takie do przejścia, a na kocu widać już wody fiordu. Ale przed nami jeszcze więcej kamieni. Kolejne gruzowisko!

Trekking przez masyw Issuttussoq, Aappilattoq, Grenlandia Południowa

Issuttussoq - góry przy wiosce Aappilattoq, Grenlandia Południowa

Zanim zaczniemy schodzić w dół Issortusut, robimy sobie przerwę na gorącą herbatę i rozkoszujemy się widokiem. Wygląda jakby przy kolejnym rozlewisku woda spadała prosto do fiordu Ilua. Dziwne, według mapy powinna być tam jeszcze jedna dolina. Czyżby aż tak się pozmieniało? Czyżby miał się pojawić jakiś wodospad? No nic, dotrzemy na miejsce, to zobaczymy. Rozpoczynamy skakanie po kolejnych kamieniach, omijanie ogromnych głazów. Nigdy nie przypuszczałbym, że chodzenie po kamieniach to taki koszmar. I do tego tak łatwo zrobić sobie krzywdę. Z góry odcinek wyglądał jak kilkanaście minut marszu. Kamienie robią się coraz mniejsze, ale nadal trudne do forsowania, kilka razy trafiamy na strumień, który wije się gdzieś pod gruzowiskiem, i musimy go przeskakiwać.

Wysokogórskie jezioro niedaleko Aappilattoq, trekking, Grenlandia Południowa

Zejście do doliny Issortusut Aappilattoq, Grenlandia Południowa

Dolina Issortusut, w oddali fiord Ilua, Grenlandia Południowa

Na szczęście dolina Issortusut coraz bardziej się wypłaszcza. Nareszcie pojawiają się trawa i kwiaty. Zostawiamy za sobą cudowną ścianę surowych, ostrych, postrzępionych skał. Z dołu wyglądają przytłaczająco, jakby cały czas na nas uważnie patrzyły. Od czasu do czasu oglądamy się do tyłu, żaby jeszcze choć przez chwilę popatrzeć na zaklęte góry, ale już żyjemy tym co tu na dole. Pośród traw, na wietrze powiewają przepiękne, białe „puszki”. Tańczą delikatnie z każdym powiewem lodowatego powietrza spływającego z lodowych korytarzy opadających z gór. Zaczyna się robić mokro i grząsko, ale przynajmniej jest płasko. Nie kamieni jest coraz mniej i można je spokojnie ominąć. Docieramy do szmaragdowego rozlewiska, które wypełnia niemal całą dolinę. Zatrzymujemy się nad wodą na obiad. Przyjemne, nasłonecznione miejsce po kilku minutach spowija cień i robi się przeraźliwie zimno. Słońce schowało się za ścianą gór. Rozpoczynamy wyścig ze słońcem, żeby choć chwilę posiedzieć w cieple.

Koniec doliny Issortusut, Grenlandia Południowa

Łąki w dolinie Issortusut, Trekking na Grenlandii Południowej

Dolina Issortusut, i Fiord Ilua, podczas trekkingu do Tasermiut Fjord, Grenlandia Południowa

Za rozlewiskiem dolina Issortusut opada coraz bardziej, a jej ściany zaczynają się rozszerzać. Porozrzucane kamienie zaczynają obrastać coraz wyższymi krzakami i kwiatami. Rozgrzane arktycznym słońcem pachną niesamowicie. To tu poznaje delikatny aromat arktycznego tymianku. Pod nogami robi się miękko, zaczynamy chodzić po dywanie mchów i mikroskopijnych krzaczków pełnych czarnych bażyn. Wypełniają całą dolinę W pierwszym odruchu sięgam po kilka sztuk. Kwaskowaty, lekko cierpki, ale świeży smak nie robi na mnie zbytniego wrażenia. Zdaję sobie sprawę, że nie wiem czy nie ma tu zagrożenia bąblowicą albo innymi pasożytami. Raczę więc bażynami jedynie oczy. W miarę jak schodzimy w dół doliny i fiord robi się coraz większy, rzeka robi się coraz bardziej rwąca i szersza, a krzaki pod naszymi nogami rosną. Kiedy zdajemy sobie, że przecież musimy przejść rzekę, jesteśmy już w krzaczorach po pas.

Ujście doliny Issortusut i Fiord Ilua, drugi dzień trekkingu po Grenlandii Południowej

Przekraczanie strumienia w dolinie Issortusut, Grenlandia Południowa

Potykamy się co i raz i wpadamy w doły szukając węższego i spokojniejszego odcinka strumienia. I tak musimy ściągać buty, ale udaje się przynajmniej zostać w spodniach. Wystarczy zakasać nogawki po kolana. Lodowata woda jest jak miliony ostrzy wbijających się w stopy. Co i raz, miarowo, cały czas. Pierwsze kroki to mordęga. Wykrzywiają twarz, powodują skurcze szyi. Nogi powoli brną przez wartki strumień. Co i raz trafiam na ostre kamienie, które przemarznięte stopy atakują ze zwielokrotnioną mocą. Dla odmiany trafiamy na śliskie, wyszlifowane przez wodę otoczaki. Wzdrygam się na samą myśl, że można się tu wywrócić. Przechodzimy rzekę na dwa razy. Po wyjściu z lodowatej wody, miękki dywan z bażyn jest jak najcudowniejszy, jedwabny perski dywan. Igły i miękkie, pękające pod stopami owoce sprawiają tak niesamowitą przyjemność, że aż nie chce nam się z powrotem zakładać ciężkich butów. Wtedy uznaję, że przechodzenie strumieni na Grenlandii będzie dla mnie chyba najprzyjemniejszym elementem trekkingu.

dolina Issortusut i Fiord Kangerluk, Grenlandia Południowa

Widok z doliny Issortusut na Fiord Kangerluk, Grenlandia Południowa

W końcu docieramy nad fiord Ilua. Wydaje nam się, że tu będzie już łatwo. Jest dość płasko góry delikatnie schodzą do samego fiordu i zamieniają się w szeroką łąkę, na której tylko gdzieniegdzie wystają głazy narzutowe. Tak wygląda to z daleka. Z bliska jest jak zwykle – krzaki, wszędzie krzaki – pod spodem doły i kamienie. Ruszamy w górę krótszego fiordu. Robi się późno i w sumie jesteśmy cholernie zmęczeni, ale chcemy dotrzeć do końca. Paweł chce. W sumie nie wiem po co, ale nie zastanawiam się. Jesteśmy już z Jackiem w trybie my + natura. Nie ma pośpiechu, nie ma „muszę”. Nasz cel to odciąć się od świata, spędzić dwa tygodnie na łonie natury. Bez pośpiechu, bez zobowiązań. Mapa pokazuje nam jakieś 5 km do końca fiordu Kangerluk. Niby nic takiego, do tego na końcu widać już góry, z których spływa jęzor lodowca. Nauczyliśmy się już jednak, że na Grenlandii mapa oszukuje. Odległość tutaj nic nie mówi. To pusta, jałowa, zwodnicza miara. Tutaj rządzi natura, która potrafi rozciągać przestrzeń, zmieniać jej stan, konsystencję, tekstury, zwodzić, mamić, kiwać, zamienić jeden kilometr w piekło. Fiord może mieć jeden kilometr długości,  a może to być piętnaście.

Trekking wzdłuż fiordu Kangerluk, pływająca góra lodowa, Południowa Grenlandia

Każdy kolejny krok wgłąb fiordu Kangerluk staje się coraz trudniejszy. Zbocze jest coraz bardziej strome, krzaki coraz trudniejsze do przebycia. Zaczepiają się o buty, owijaj się wokół nóg, trzymają nas w kleszczach. Coraz więcej zamaskowanych dołów, w które co i raz wpadamy. Plecak ciąży coraz bardziej. Po plecach leje się pot, oddech coraz cięższy i krótszy. Koniec zamiast przybliżać, jakby się oddalał. W końcu czuję, że to już ten moment. Coś we mnie pęka. Nie pójdę dalej. – Szukamy miejsca, żeby się rozbić – rzucam. Chłopaki nawet nie dyskutują. Okazuje się, że musimy iść jeszcze spory kawałek, zanim znajdziemy jakiś w miarę płaski kawałek. Udaje nam się znaleźć dosłownie poletko dwa na dwa metry, gdzieś pod ogromnym głazem narzutowym, gdzie da się w ogóle rozbić namiot tak, żebyśmy leżeli w miarę prosto. Zmęczeni zrzucamy ciężkie plecaki i rozbijamy namiot. Po postawieniu obozu siadamy z gorącą herbatą na miękkim, jeszcze ciepłym od słońca dywanie bażynowych krzaków. Patrzymy na fiord. Wtedy do mnie dociera.

W Tasermiut Fjord nie spotkamy dużo dzikich zwierząt

Zachód słońca nad Fiordem, jeden z najpiękniejszych momentów trekkingu. Grenlandia

W jednej chwili przestaję myśleć o zmęczeniu. Patrzę dookoła i momentalnie pochłania mnie to co dookoła. Bajecznie piękny fiord. Chłodne wieczorne powietrze roznosi dookoła niesłychany spokój. Nad wodą unosi się cisza, którą co i raz rozdzierają ptaki kraczące nad dryfującą samotnie szafirową górą lodową. Zdaję sobie sprawę, że po raz pierwszy jestem tak blisko góry lodowej! Powoli zapada wieczór. Fiord jakby zaczynał się szykować do snu. Dostrzegamy foki pluskające się w wodzie niedaleko brzegu. Gdzieś nalej na środku fiordu słychać zdecydowane pufnięcie i widać lekką mgiełkę – wieloryb! Tyle piękna w jednym miejscu. I jeszcze te góry po drugiej stronie fiordu. Udekorowane są pojedynczymi puszystymi chmurami, jakby przyklejonymi do czubków. W lustrze wody odbija się zachodzące słońce. Patrzę na to wszystko, dotykam ręką miękkich krzaków jagód, które są wszędzie – Chwilo trwaj… – mruczę pod nosem i cały czas nie mogę uwierzyć w to, że tu jesteśmy, że to się dzieje. Zasypiamy na miękkim materacu z jagód, odurzeni zapachem ziół. W życiu bym nie pomyślał, że przytrafi mi się to akurat na Grenlandii.

Gdzieś nad fiordem Kangerluk, Grenlandia

Więcej o organizacji wyprawy do Tasermiut Fjord przeczytasz w tym materiale

Ciekawe książki, które warto przeczytać, przed wyjazdem na Grenlandię:

Nie mieszkam w igloo, Adam Janiszewski

Lud, Ilona Wiśniewska