Na szlaku w Tasermiut Fjord, Grenlandia

Grenlandia. Dzień 1. Stordalens Havn

Dzień 1. Stordalens Havn

Opis trasy trekkingu po Tasermiut Fjord, na odcinku Stordalens Havn.

No więc jesteśmy. Sami na szlaku Tasermiut Fjord. Gdzieś na krańcu Grenlandii. Nasz trekking się zaczyna. Stoimy po kostki w miękkim śliskim kożuchu glonów, które od razu nazywamy „kapustą”. Od fiordu wieje lekki wiatr, ale jest ciepło. Rozglądam się dookoła. Po jednej stronie zakręcający fiord i ściana ciemnych skał schodzących do samej wody. Po drugiej płytka zatoka i przepiękna szeroka dolina, przecinająca łańcuch gór o dziwacznych kształtach. Kotły lodowcowe otaczają szczyty przypominające kły rekina, inne przywodzą na myśl zęby jadowe węża, jeszcze inne ostrze piły. Ostre, postrzępione skały zaraz obok tych wygładzonych przez ruchy lodowców. Te nieregularne, niepokojące kształty wyrastające nad gładką, zaokrągloną niczym rynna doliną lodowcową wyściełaną miękka warstwą trawy i krzaków. Nad tym wszystkim bosko błękitne niebo z porozrzucanymi kłębkami chmur. Surowa natura połączona z arkadyjskim spokojem. Piękno oczywiste i nieoczywiste zarazem. Kwintesencja Grenlandii.

Początek trekkingu, Zatoka Stordalens Havn, Aappilattoq, Południowa Grenlandia

trekking dolina w kierunku lodowca, Grenlandia

Za nami kolejna dolina. Dość krótka. Kilka kilometrów. Na końcu jęzor lodowca spadający z lądolodu, który przykrywa białą czapą całą Grenlandię na wysokości około kilometra. Tu na południowym wybrzeżu, na jego krańcach „wylewa” się ku fiordom odsłaniając kolejne doliny. Zaczynam się bać, bo właśnie do mnie dochodzi, że od teraz jesteśmy zdani tylko na siebie. Najbliższy człowiek znajduje się jakieś dwa dni marszu stąd. Cokolwiek się stanie, musimy liczyć na siebie. I te cholerne niedźwiedzie polarne… W tych okolicach nikt ich nie widział od kilku lat, ale Inuici zawsze mają przy sobie broń. My nie mamy. Mieliśmy mieć flary do odstraszania, ale okazuje się, że ta którą wzięliśmy, to flara sygnalizacyjna. Jedna, duża, ciężka. Na nic się nie zda, więc zostawiliśmy ją w Nanortalik. Kupiłem też odstraszasz dźwiękowy w spray’u. 120 decybeli… myślałem, że to takie jak mają na stadionach. Od razu postanawiam więc wypróbować. Kiedy jak nie teraz. Szykujemy się na straszny hałas, ale kiedy wciskam przycisk, wydobywa się cichy pisk. Potrafię głośniej gwizdać… Wściekły na siebie chowam pojemnik do plecaka i nie chcę już o tym myśleć. Jeżeli spotkamy niedźwiedzia polarnego, zwyczajnie nas zabije.

Trekking rozpoczyna się nad zatoka Stordalens Havn, dolina Itillersuaq, Aappilattoq, Południowa Grenlandia

Na szlaku w Tasermiut Fjord, Grenlandia

Zaczynamy się powoli piąć pod górę, przez coraz wyższą trawę. Kiedy tylko wychodzimy z cienia, który rzucała ściana gór, pojawiają się muchy. Chmary małych, upierdliwych owadów zaczynają latać wokół ust, nosa, oczu, uszu. Na nic odganianie, jest ich zwyczajnie za dużo. Od razu wyciągamy moskitiery i zakładamy na czapki. Dzięki temu da się iść. Idziemy wzdłuż strumienia, zaczynamy się wspinać południowym zboczem doliny. Pod nogami wyrastają coraz większe kamienie. Pojawiają się pierwsze strumienie spływające z góry. Według mapy, na końcu doliny mamy się wspinać na przełęcz gdzieś na tej ścianie, więc postanawiamy iść na skróty. Zamiast środkiem doliny wzdłuż strumienia, po płaskim, forsujemy ogromne rumowisko. Co może pójść nie tak? Wiemy po jakiś dwóch godzinach skakania po coraz większych kamieniach. Pierwsze miały wielkość skrzynki piwa, te na końcu były wielkości domku letniskowego. Wykończeni docieramy do urwiska i musimy i tak zejść w dół, żeby ponownie wspinać się pod górę. Poszliśmy na wariata. Nie doceniliśmy Grenlandii. Uczymy się trekkingu.

Kamienie na szlaku na Grenlandii

Trekking na Grenlandii w Tasermiut Fjord

Zmienia się kompletnie otoczenie. Jeszcze przed chwilą mieliśmy za sobą jedne z najwspanialszych widoków na świecie. Fiord, zielone doliny, ostre szczyty, błękitne niebo. Teraz dookoła mamy szare, brudne kamienie i błoto. Zieleń i błękit po prostu znikają. Świat traci kolory. Zaczynamy podejście pod górę. Na Grenlandii nie ma szlaków, więc idziemy na azymut, szukając na mapie izolinii, które układają się jak najdalej od siebie, tworząc jak najmniej strome podejście. Nie jesteśmy nawet pewni czy dobrze idziemy – spróbujmy, jak się wypłaszczy to zobaczymy – Najpierw kamienie i osuwający się żwir. Naprzemiennie. Ponad 20-kg plecaki stają się jeszcze cięższe. Nowe buty trekkingowe wpadają między kolejne ostre kamienie. Po godzinie podejścia guma i skóra są już pocięte. Duży palec stłuczony wielkim głazem, który osunął mi się na stopę. Nie zaglądam, ale czuję, że paznokcie już raczej nie mam. Jest tak niewygodnie, tak stromo i tak ciężko. I tak dużo jeszcze do przejścia. A robi się późno, już prawie 18:00.

Trekking przez góry na Grenlandii Tasermiut Fjord

Widok na Tuvilissuaq i Alleruusakasit, Grenlandia

Wchodzimy na litą skałę. Dość stromą, ale przynajmniej gładką. Momentami śliską, ale i tak wygodniejszą przy podchodzeniu. Suniemy pod górę gigantycznej skalnej zjeżdżalni. Ratunkiem są pęknięcia, szczeliny i chropowatości, na których zatrzymuje się noga. Nie myślę, co się stanie, jak się poślizgnę i stracę równowagę. Jest coraz ciężej i później. A grań, do której mieliśmy dojść coraz bardziej się oddala. Kiedy myślimy, że już prawie jesteśmy, okazuje się, że przed nami odsłania się kolejny odcinek i jeszcze kawał drogi. Jesteśmy wykończeni i jest już wieczór. Ale co tu robić!? Jesteśmy na pochyłej ścianie. Iść dalej? Złapie nas noc, a przecież trzeba jeszcze zejść po drugiej stronie ściany. Schodzić na dół i rozbić obóz? Nigdy nie zejdziemy, żeby nazajutrz podchodzić tu raz jeszcze. W końcu znajdujemy jakieś wypłaszczenie w szczelinie biegnącej w poprzek ściany. Akurat na dwa namioty. – Zostajemy! – rzucam bez namysłu.

Obóz na trekkingu góra Tuvilissuaq-i Angiartarfik Aappilattoq Południowa Grenlandia

Widok na masyw Tuvilissuaq nad zatoką Stordalens Havn, Aappilattoq, Południowa Grenlandia

Zrzucamy plecaki i siadamy na szerokiej półce skalnej z widokiem na dolinę, którą dziś przeszliśmy. Lodowiec nieśmiało wylewa się z góry. Pochylone pola lodowe wyglądają jak inny świat na jakiejś odległej planecie. Na GPS, wysokość 666 m n.p.m. Trochę faktycznie piekło. Jesteśmy kompletnie wykończeni. Zbyt hurraoptymistycznie podeszliśmy do marszu i do podejścia. Grenlandia sprowadziła nas momentalnie do parteru. Przemieliła i wypluła w pierwszych godzinach trekkingu. – Więcej pokory chłopaki – myślę sobie siedząc opatulany na skale i popijając gorącą herbatę. Skostniałe ręce ogrzewa szybko stygnący kubek. Z każdym łykiem przez ciało przechodzi magiczny dreszcz. Patrzę na niebo ciemniejące powoli wraz ze słońcem znikającym za górami. Wsłuchuję się w tą cudowną ciszę, przerywaną jedynie odgłosami lodowca. Tajemnicze trzaski, pluski, pęknięcia, osunięcia, podmuchy lodowatego wiatru. Jesteśmy z dala od wszystkiego. Tak blisko natury, że czuję, jakbym się z nią niemal zlewał. Takie małe poczucie spełnienia. Szczęście. A to przecież dopiero początek.

Południe Grenlandii, gdzieś na ścianie, 666 m npm.

Więcej o organizacji wyprawy do Tasermiut Fjord przeczytasz w tym materiale

Ciekawe książki, które warto przeczytać, przed wyjazdem na Grenlandię:

Nie mieszkam w igloo, Adam Janiszewski

Lud, Ilona Wiśniewska