Trekking w Kirgistanie - jak zorganizować wyprawę w Tien Szan

Trekking w Tienszan – Kirgistan. Poradnik

Trekking przez lodowiec Inylczek Południowy to wspaniała przygoda. Sześć dni marszu po przepięknych, dziewiczych górach. Rzeki, lodowce, jeziora, urwiska, piargi, głazy… Inny świat. Wszystko to pozwala nam uciec od codziennych stresów i zmartwień, od bzdurnych problemów w stylu „co na siebie dziś założyć”. Możemy odetchnąć mroźnym, rozrzedzonym powietrzem, popatrzeć na piękne góry i napić się jałowej wody prosto z lodowca. Taka przygoda rekompensuje wszystko i jest warta każdych pieniędzy. No właśnie, bardzo łatwo zapłacić za nią bardzo duże pieniądze, a taka przygoda wcale nie musi być droga.

Ile kosztuje trekking do South Inylchek BC?

Najprostsza opcja – jeżeli nie mamy czasu, ochoty lub zdolności, żeby zorganizować trekking samodzielnie – to skorzystanie z oferty biura podróży. Ceny 14-dniowej wyprawy, z czego 9 dni jest na samym szlaku, to koszt od 2 300 do 5 100 USD od osoby (w zależności od liczby uczestników w grupie, przy 5 osobach, koszt wynosi 2 360 USD /os) plus ok 2 100 PLN za przelot do Biszkeku. Całość daje więc jakieś 11 500 PLN za osobę. Jak dla mnie to ogromna kwota, przy której absolutnie nie mógłbym sobie pozwolić na taki wyjazd. Czy to dużo za trekking w Kirgistanie? Tak! Czy dużo za zorganizowanie takiej wycieczki – w to nie wnikam, nie jestem typem osoby, która będzie mówiła „to drogo, mogę sobie zorganizować taniej”, po prostu sobie organizuje. Biura podróży zarabiają właśnie na robieniu wszystkiego za innych. Za to biorą pieniądze. Jeżeli ktoś nie potrafi, nie może lub nie chce czegoś zrobić, zleca to innym. Każdy chce zarobić.

Nam udało się zmieścić ze wszystkim w kwocie 3 100 PLN za osobę. Wchodzi w to przelot, transfery, noclegi, przelot helikopterem z South Inylchek Base Camp do Karkary i wycieczka do Kanionu Szaryńskiego w Kazachstanie. Jak zmieścić się w takiej kwocie? Potrzeba sporo szperania, trochę znajomości, dużo cierpliwości, stalowych nerwów i wytrwałości. Po kolei.

Czego potrzebujemy?

Pozwolenie – 25-50 USD/os

Przede wszystkim, trekking, a nawet sama wycieczka w prigranicznyj teritorij, czyli region przygraniczny jakim jest centralny Tien Szan, wymaga pozwolenia od władz, tzw. border zone permit. Dotyczy to praktycznie całego obszaru na granicy z Chinami, który zaczyna się jakieś sto kilometrów od granicy. Jeżeli chodzi o Tien Shan, w zasadzie obejmuje większą część gór, z wyjątkiem łatwo dostępnych obszarów Parku Karakol czy Dżeti Oguz (Jeti Oguz). Uzyskanie pozwolenia nie jest raczej problematyczne, można to zrobić w licznych biurach podróży, które niejako ręczą za osobę przyjezdną przedstawiając władzom „plan wycieczki”. Dlatego też nie ma możliwości załatwienia pozwolenia osobiście w urzędzie. Zazwyczaj plan istnieje oczywiście tylko na papierze, ale dopóki przyjezdni płacą, nikt nie drąży. A płacić trzeba niemało – nawet 50 USD. Do tego potrzebny jest paszport i czas – do 14 dni roboczych przed wjazdem do zony. Dostajemy za to pozwolenie na praktycznie cały obszar, na okres 1 miesiąca. Cel jest zazwyczaj opisany tak samo „obuslowljenije turisticzieckoj pragulki s cjelju atdycha i ekoturizma„.

Mapa strefy granicznej, w któej potrzebne jest pozwolenie na trekking, Kirgistan
Mapa strefy przygranicznej w Kirgistanie. Źródło: www.visitkarakol.com

W dokumencie są wpisane wszystkie podróżujące osoby, z numerami paszportów i zawodami. Biura zazwyczaj wpisują bezpieczne zawody z palca. Nigdy nie znajdziemy więc żurnalist (dziennikarz) – ci zawsze budzą podejrzenia. Nam trafił się skład sportiwnowo magazina (sklepu sportowego): jurist (prawnik), ekonomist (ekonom?), uprawljajuścij (zarządzający) i dwóch konsultantow. Chodzi więc o to, aby ktoś wydał papier z a ktoś inny za niego zapłacił. Czy to jest więc potrzebne? Zdecydowanie tak. Papiery są sprawdzane na posterunkach. W przypadku wyprawy na Inylczek Południowy potrzebny jest oryginał i co najmniej 3 kopie. To ważne, bo każdą oddaje się na innym posterunku: pierwszą na wjeździe do parku, drugą w Maida Adyr, trzecią na wyjeździe z Karkary. Brak kopii dla żołnierzy, mimo posiadania oryginału oznacza smarowanie w dolarach.

Kirgistan - Pozwolenie na trekking w strefie granicznej
Pozwolenie na trekking w strefie przygranicznej. Kirgistan.

Wyrobienie dokumentów można zlecić osobiście w biurze, już w Kirgistanie. Trzeba się jednak liczyć z oczekiwaniem, minimum tydzień, na gotowe papiery. Jeżeli się dobrze poszuka, można to załatwić nawet za 25 USD. Za dwa razy więcej można zlecić to przez Internet. Jeszcze parę lat temu biura nie odpisywały nawet na maile w tej sprawie, teraz łatwo to załatwić. Koszt w obu przypadkach jest taki sam, więc lepiej załatwić to zawczasu. My wybraliśmy właśnie taką opcję. Należy oczywiście odebrać osobiście oryginał i kopie dokumentów w Kirgistanie. Lepiej nie liczyć na pocztę kirgiską.

Park narodowy Chan Tengri - miejsce na trekking, Tien Szan, Kirgistan

Ważna kwestia przy wszelkiego rodzaju formalnościach. Trzeba się na bieżąco dowiadywać na co potrzeba obecnie pozwolenia. Kiedy organizowałem wyjazd, ministerstwo turystyki wprowadziło opłatę za wstęp do parku narodowego Chan Tengri. Każdy podróżujący musiałby zapłacić 5000 somów (ok. 73 USD). Nie wiadomo było natomiast od kiedy, komu i gdzie płacić. Na szczęście nikt od nas opłaty nie chciał, ale warto pamiętać, że Kirgistan to stan permanentnej niepewności jeżeli chodzi o przepisy. Nie wiadomo co, gdzie, kiedy, jak i za ile. Nie ma się więc co przejmować, tylko być gotowym na przygodę i mieć trochę ekstra dolarów niedużych nominałach – na nieprzewidziane wydatki.

Transport na szlak 100-120 USD/samochód

Początek trekkingu na Inylczek Południowy zaczyna się daleko od Karakol – w górach Tienszan, w samej dolinie lodowca. Marsz można rozpocząć w jednym z trzech miejsc:

  • opuszczone miasto Inylczek – 138 km od Karakol

  • obóz Maida Adyr – 154 km od Karakol

  • obóz At Jailoo – 175 km od Karakol

Droga prowadzi aż do ostatniego obozu. Stamtąd ruszają wszystkie komercyjne wycieczki. Nie kursuje tu żaden transport publiczny, droga prowadzi przez przełęcz Chon-Ashu 3 800 m n.p.m. i jest mocno zaniedbana. Asfaltu raczej nie ma, więc mało który kierowca będzie chciał tu jechać. Transportu trzeba szukać w Karakol, w okolicy bazaru, z jednodniowym wyprzedzeniem. Trzeba brać pod uwagę tylko tych z autami 4×4 (np. Mitsubishi Delica), UAZ-ami Buhanka lub ciężarówkami. Jeżeli ktoś będzie chciał jechać zwykłym autem, znaczy, że jest szaleńcem. Cena za samochód to około 100 USD. Koniecznie trzeba się umówić na konkretne miejsce – większość będzie chciała jechać do Maida Adyr, za dalszą podróż mogą chcieć więcej pieniędzy.

Bazar w Karakol - tu można szukać transportu na trekking do Maida Adyr, Kirgistan

Marsz z Maida Adyr jest piękny i warto go zrobić, ale zajmuje jeden dzień więcej. Jeśli ktoś się więc spieszy – nie wiedzieć czemu – lub chce mniej iść, powinien jechać aż do samego At Jailoo. W Inylczek można się zatrzymać, ale nie ma sensu stamtąd ruszać – 16 km do Maida Adyr idzie wzdłuż polnej drogi i nie jest szczególnie ciekawe. Ładnie zaczyna się właśnie w Maida Adyr.

Trekking w Kirgistanie - nasz UAZ buchanka w Karakole

Warto pamiętać, że nie każdy kierowca będzie chciał lub mógł wjechać do strefy przygranicznej. Do tego potrzebne są papiery lub zameldowanie w odpowiednim miejscu. Dla świętego spokoju również transport można załatwić z wyprzedzeniem. Organizując to przez biuro mamy pewność, że transport będzie i minimalizujemy niespodzianki. Jeżeli mamy więcej czasu, możemy zaoszczędzić szukając transportu bezpośrednio – ciężko W naszym przypadku – przy pięciu osobach – transport w jedną stronę UAZ Buhanką kosztował nas 120 USD za auto.

Helikopter do Karkary 300 USD

Po dotarciu do South Inylchek Base Camp czeka na nas zimne piwo za 5 USD butelka i – jeżeli pogoda dopisze – opalanie na 4 050 m n.p.m. Przychodzi jednak czas na powrót. Wyczekiwany jeszcze bardziej po spędzeniu w obozie nocy lub dwóch. Opcje są dwie – marsz z powrotem, tą samą drogą lub 40-minutowy lot helikopterem Mi-8 ponad doliną lodowca, jeziorem Merzbacher i szczytami Tienszan. Ta ostatnia opcja jest oczywiście lepsza. Lot helikopterem w tym miejscu jest wspaniałym przeżyciem i śmiało można powiedzieć, że jedną z głównych atrakcji całej wyprawy. Warto to zrobić. Koszt jest dość wysoki. W zasadzie to helikopter i bilet lotniczy do Kirgistanu razem to ponad 2/3 kosztu trekkingu. Bilet kosztuje 300 USD od osoby – i nie ma niestety zniżek za zakup wcześniej czy większej ilości biletów. Porównując ceny z lotami w Himalajach jest to ponoć nadal niewiele, a widoki są obłędne.

Helikopter z South Inylchek Base Camp do Karkary - Tienszan Kirgistan

Kupno biletu to jedna z trudniejszych rzeczy. Monopol na przeloty na trasie ma biuro podróży AkSai Travel – do nich należy South Inylchek Base Camp, oni ustalają rozkład lotów, oni dyktują ceny. Te są stałe – 300 USD w jedną stronę, 520 USD w obie. Próbowałem usilnie kupić bilety przez ich stronę – to znaczy mailowo kontaktując się z pracownikami, ale mnie olali. Ponieważ chciałem kupić bilety razem z pozwoleniami, powiedzieli, że nie mogą mi zaoferować tych drugich, jeżeli moja drużyna nie będzie posiadać telefonu satelitarnego, w zamian oferowali pakiety wycieczkowe. Na prośbę o same bilety nawet już nie odpisali. Kupiłem więc te same bilety przez inne biuro. Za tą samą cenę, więc marża – i to słona – jest już wliczona. Kwestia biur – podobnie jak w przypadku pozwoleń. Konieczne jest przesłanie skanów paszportów, danych pasażerów i pieniędzy.

Trekking w Kirgistanie. lądowisko w Karkarze - tu przylatuje helikopter z south inylchek base camp. Trekking w Kirgistanie

Teoretycznie można oszczędzić. W South Inylchek Base Camp trzeba się udać do Big Bossa lub jego zastępcy i pogadać, czasem może trzeba poczekać do wieczora i napić się z nimi kielonka. Jeżeli będą mieli wolne miejsca w helikopterze, może nas wcisną na lot za mniejszą kwotę – rzędu 200 USD. To jest opcja bardzo ryzykowna, bo mimo, że panowie są Rosjanami, to nie bardzo są skłonni do negocjacji czy puszczania kogoś bokiem – to niestety nie te czasy. Historia Adama Bieleckiego opisana w „Spod zamarzniętych powiek”, gdzie udało mu się polecieć za  60 USD (znegocjował ze 100 USD) może być nie do powtórzenia. To było 17 lat temu. Koniec końców nikt nie chciałby skończyć w Base Campie, bez jedzenia czy sił na trekking z powrotem lub w najlepszym przypadku czekając kilka dni na miejsce w helikopterze.

Karkara Base Camp - tu ląduje helikopter z SOuth Inylchek Base Camp
Lądowisko Helikoptera w Karkara Base Camp.

Loty są dość nieregularne, odbywają się według rozkładu na dany sezon zamieszczonego na stronie biura. Niestety nie zawsze jest on aktualny i trzeba go koniecznie potwierdzić z biurem. Bilety można mieć zarezerwowane tylko po zapłaceniu 100% kwoty, są niezmienialne i nie podlegają anulacji, dobrze więc przewidzieć zapasowy 1 dzień na szlaku, bo spóźnienie na lot oznacza konieczność kupna biletów jeszcze raz. Loty są w 100% uzależnione od pogody. Jeżeli ta nie dopisze, niestety oznacza to odwołanie lotu i czekanie. Opóźnienie powodują kolejki, które później ciężko rozładować, więc koniecznie przy planowaniu należy założyć 1 ekstra dzień po – na wszelki wypadek – gdyby lot z Base Camp do Karkary się opóźnił. Planowanie np. lotu powrotnego do Polski na dzień po locie helikopterem to ruletka.

tu kończy się trekking. Lądowisko Karkara, Kirgistan

Jednorazowo helikopter przewozi kilkanaście osób z bagażami – w cenie biletu jest 30 kg, za każdy dodatkowy kg płaci się 4 USD. Zdarza się, że jest kilka lotów dziennie. Zaczynają się od ok. 8:00 rano i odbywają się co mniej więcej 2 godziny – tyle czasu potrzebuje helikopter aby obrócić. To bardzo ważne. Warto się upewnić, którym helikopterem lecimy, żeby nie pokrzyżować sobie planów. Porządek lotów ustala w bazie Big Boss lub jego zastępca. Po dotarciu do Base Campu należy się do nich zgłosić z voucherami otrzymanymi z biura – oryginały z pieczątkami – i dopytać o godzinę lotu. Im szybciej, tym lepiej można zaplanować transport z Karkary do Karakol.

Transport z Karkary 60 USD/samochód

Helikopter ląduje w Karkara Base Camp na górskiej polanie pośrodku niczego. Tu znajduje się dokładna lokalizacja bazy. Oprócz kilku namiotów i baraków, nie ma tam dosłownie nic. Do najbliższej wioski jest ok 20 km polną drogą. Wzdłuż rzeki wyznaczającej granicę z Kazachstanem. Na okazje raczej nie można liczyć. Można natomiast załatwić sobie transport samochodowy do Karakol. Kosztuje ok 60 USD za przejazd, można załatwić go na miejscu – wtedy trzeba poczekać aż przyjedzie – do Karakol jedzie się prawie 2 godziny – może też więcej kosztować. My załatwiliśmy transport wcześniej – kierowca czekał na nas w określonym dniu.

Karkara - granica Kazachsko Kirgiska - droga z bazy helikoptera z South Inylchek Base Camp - góry Tienszan Kirgistan

Trzeba się z nim umówić na konkretną godzinę, dlatego tak ważne jest ustalenie godziny wylotu. My mieliśmy obsuwę i kierowca czekał na nas 8 godzin – od 8:00 do 16:00, co kosztowało nas dodatkowo 500 somów. Podobnie jak w przypadku transportu na szlak, można to dogadać w Karakol, potargować się i znaleźć lepszą ofertę, ważne jest aby kierowca mógł wjechać do strefy przygranicznej – kilka kilometrów przed obozem – przy wiosce jest posterunek. Nie potrzebne jest tu natomiast auto 4×4, bo droga do Karakol, w większości prowadzi po asfalcie – chyba, że kierowca wybierze malowniczy skrót.

Nocleg na szlaku i w South Inylchek Base Camp

Przygotowując się do wyprawy czytałem, że obozy na trasie należą do AkSai Travel i za rozbijanie się w nich, biuro pobiera opłaty. My nie spotkaliśmy się z taką sytuacją, nocowaliśmy raz w Camp Glina za darmo, za pozwoleniem szefa obozu. Powiedział – rozbijajcie się gdzie chcecie – . Na szlaku można się rozbijać gdziekolwiek się znajdzie miejsce, więc absolutnie nie byliśmy uzależnieni od obozów. Co ważne, dwa ostatnie obozy na trasie trekkingu – Komsomolec i Dikij znajdują się poza szlakiem i żeby do nich dotrzeć, trzeba nadłożyć nieco drogi po morenie, co nie jest super komfortowe.

Obóz Iva - camp Iva, czoło lodowca Inylczek Południowy - South Inylchek - Kirgistan

na tą górę można patrzeć i patrzeć - Pik Pobiedy po kirgisku Jengish Choksu po polsku szczyt zwycięstwa - South Inylchek Base Camp - Tienszan Kirgistan

W Base Campie można również się rozbić za darmo, o ile znajdzie się miejsce. Morena jest pofałdowana, pełna seraków, brył lodu, szczelin, zapadlin, trudno więc znaleźć kilka metrów płaskiej powierzchni. Po 6 dniach marszu skusiliśmy się na żółte obozowe namioty – za 10 USD za osobę za noc. Plusem jest to, że jest w nich miejsce – można się rozprostować – i miękki materac. Minusem jest to, że są większe i szybciej się wychładzają w nocy.

Wydatki na szlaku

W obozach na szlaku można – w miarę dostępności – spać w żółtych namiotach (10 USD/os) lub zjeść ciepły posiłek – (10 USD/os). W Base Campie można jeszcze kupić alkohol: piwo 5 USD/butelka, wódka 20 USD/butelka, lub korzystać z sauny 100 USD/rozgrzanie, do 5 os. Nie ma możliwości zakupu kartuszy na trasie, trzeba więc wziąć odpowiedni zapas. W naszym przypadku wzięliśmy po jednym kartuszu 220 g na osobę. Przy gotowaniu 1 ciepłego posiłku dziennie + 2 razy herbata (rano i wieczorem), wystarczyło nam na całą wyprawę. Kartusze można zakupić w Karakol w sklepach ze sprzętem turystycznym – mały (220g) kosztuje 450-500 somów (ok 25 PLN). W sklepach dostępne są kartusze w standardzie EN417. Paliwa do kuchenek z systemem mocowania Easy Click Plus nie dostaniecie w Karakole. Warto o tym pamiętać wybierając kuchenkę.

Kirgizi przeprawiający się przez rzekę At Jailoo na koniach, Kirgistan

Przy obozie At Jailoo trzeba przekroczyć rzekę o tej samej nazwie. Przejście przez wodę o własnych siłach możliwe jest jedynie wcześnie rano, kiedy poziom wody jest niski po nocnym mrozie. Im później, tym rzeka jest głębsza i bardziej rwąca. Z pomocą bardzo chętnie przychodzą Kirgizi, którzy za 300 somów (ok 15 PLN) od osoby przewiozą na koniu piechura z plecakiem przez wzburzone wody At Jailoo. Nie jest to oczywiście obowiązkowe, ale bardzo ułatwia wyprawę, upadek w wodzie może się tragicznie skończyć. Kilkadziesiąt metrów dalej rwąca woda wpada do o wiele większej, silniejszej i równie lodowatej rzeki Inylczek.

Mapa na Trekking po Tien Szan, Kirgistan
Mapy są bardzo przydatne na trekking.

Na trasie trekkingu koniecznie trzeba mieć mapę. Niestety nie ma idealnych. Odcinek na lodowcu najlepiej przedstawiony jest na mapie Terra Quest Tien Shan. Przy okazji mapa jest zalaminowana, dzięki czemu nie zmięknie i nie podrze się. W Karakol, np. w sklepie biura EkoTrek czy w Hostelu Nice można kupić mapy. Nie są już laminowane, ale za to nieco tańsze niż w Polsce – kosztują ok. 600 somów (30 PLN).

Telefon Satelitarny

Inylczek Południowy to sam środek gór. Nie ma tu absolutnie żadnych śladów cywilizacji. Ta kończy się na skorupach miasteczka Inylchek. W czasie trekkingu, maszerując 6 dni w dziczy, oprócz ubezpieczenia obejmującego akcję ratunkową w górach, warto mieć awaryjne źródło kontaktu ze światem – na wszelki wypadek. Ponieważ komórki służą na Inylczeku jedynie do robienia zdjęć, zdecydowaliśmy się na telefon satelitarny. Który wybrać? Przed wyjazdem dokonaliśmy krótkiej analizy telefonów dostępnych do wypożyczenia.

Telefon satelitarny - trekking jest bezpieczniejszy. Kirgistan

W Kirgistanie są dostępne 3 sieci: Iridium (30 PLN/dzień) – najdroższa, ale pracująca na niskich satelitach, czyli najbezpieczniejsza jeśli chodzi o dostępność. Inne to Immarsat (25 PLN/dzień) i Thuraya (20 PLN/dzień) – obie sieci pracują na satelitach geostacjonarnych, co oznacza, że góry mogą zasłonić satelity i może nie być zasięgu – wygląda jednak na to, że Thuraya pracuje pod Cheng Tengri – ktoś pisze, że używał. Jeżeli chodzi o połączenia, mieliśmy do wyboru dwie opcje: wziąć kartę SIM od firmy i płaci się tylko za wykonane połączenia. Czyli jeżeli się nic nie stanie i nie będziemy korzystać z telefonu to nie zapłacimy, przy czym w tej opcji oczywiście połączenia są droższe – kilka USD za minutę. Druga opcja to kupno karty SIM (cena minimum ok. 220 PLN, ważność na 30 dni). Jeśli nikt nie zamierza więc dzwonić, to lepsza jest opcja pierwsza – z wypożyczoną kartą SIM. Telefony niestety ładują się z 12V (większość) a więc z „kontaktu”, którego na trasie trekkingu nie znajdziemy. Czas czuwania to ok 30-40 godzin, trzeba zatem mieć wyłączony telefon i włączać tylko w razie potrzeby. Kombinacje z przetwornicą z 5V na 12V wydają się przesadą. Ostatecznie wzięliśmy, telefon Thuraya z kartą wypożyczalni, za 20 PLN/dzień, oraz kaucją zwrotną 2000 PLN. Telefon niestety nie działał w górach, więc trzeba jednak wybrać droższy, ale zapewne działający Iridium.

Trekking w Tienszan Kirgistan

Telefon zapewnia pewien komfort psychiczny, czy jest jednak potrzebny? Każdy sam sobie odpowie na to pytanie. W razie czego, w każdym obozie na szlaku, znajduje się radiostacja, przez którą można wezwać na pomoc śmigłowiec. Oczywiście jeżeli się to tego obozu najpierw dotrze. Odległości między nimi nie są duże – ok 15 km, ale to są góry. Pogoda zmienia się nagle, jest nieprzewidywalna, zaskoczyć może wszystko. Na lodowcu jest niebezpiecznie. Przy takiej wyprawie jak nasza telefon (Iridium) to 72 PLN /os, a może uratować życie.

Załatwianie przez Internet

Moje doświadczenie jest takie, że biura podróży są bardziej zainteresowane zorganizowanymi wycieczkami, a zapytania o pozwolenia czy loty zazwyczaj ignorują, ewentualnie zaproponują cały pakiet za tysiące dolarów. Na stronach można znaleźć masę przydatnych informacji, które pozwolą zaplanować trekking – np. rozkład lotów, plany wycieczek, mapy, opis trasy, listę rzeczy do zabrania itp. Przy organizowaniu wyjazdu i zamawianiu dokumentów przez Internet jedyna niedogodność to wykonywanie międzynarodowych przelewów – w dolarach lub euro. Tutaj trzeba się postarać o dobre konto, żeby nie utonąć w kosztach. O płatnościach PayPal lub kartą kredytową można zapomnieć.

Przewodnik po Kirgistanie - do zaplanowania trekkingu

Trzeba się upewnić czy osoba, z którą rozmawiamy i załatwiamy interesy to nie oszust. Nikt by nie chciał, aby po przelaniu pieniędzy na drugi koniec świata zostać na lodzie. Szczególnie, że nie ma raczej możliwości bezpiecznej płatności przy pomocy karty kredytowej czy PayPal, które zabezpieczą w jakiś sposób transakcję. Najlepiej takie rzeczy załatwiać przez znajomych, którzy są na miejscu i mogą sprawdzić potencjalnego partnera. Wybór jest prosty: czas lub pieniądz. Jeżeli macie czas i możecie pozałatwiać wszystko na miejscu, tak będzie bezpieczniej i taniej. Jeżeli nie macie dużo czasu i chcecie jak najlepiej wykorzystać pobyt w Kirgistanie, warto załatwić formalności przez Internet – będzie drożej, ale wygodniej. Kontakt, który mogę polecić to Alex – Amerykanin mieszkający w Biszkeku, pomaga w załatwianiu formalności i organizowaniu transportu – ceny ma takie jak w biurach, a kontakt z Anglosasem będzie dla wielu zwyczajnie łatwiejszy niż z Kirgizami. Chłopak jest współwłaścicielem UAZ Buhanka Rental – wystarczy odezwać się do nich na Facebooku – pomogą.

Przydatne adresy

Agencje turystyczne – głównie sprzedają pakiety, zainteresowanych „małymi zakupami” raczej spławiają, ale na ich stronach – szczególnie AkSai – można znaleźć dużo cennych informacji, inspiracji, wskazówek i praktycznych porad.

https://visitkarakol.com/

http://www.ecotrek.kg/index.php/en/

https://ak-sai.com/

https://www.facebook.com/buhankaforrent/

Powodzenia tam wysoko!