Widok na boskie wybrzeże Na Pali, Kauai, Hawaje

Waimea Kanion. Pocztówka z Hawajów

Następnego dnia jedziemy na Waimea Canyon. Nazywany Wielkim Kanionem Pacyfiku. Nie bez powodu. To tak jakby wziąć kawałek Grand Canyon z Arizony, nieco przysypać i obsiać soczyście zielonym tropikalnym lasem. Jedna z flagowych atrakcji wyspy i całego stanu. Oczekiwania są więc spore. Po drodze – w Kalaheo, trafiamy na przedsmak tego co nas czeka. Z punktu przy drodze, rozpościera się widok na porośnięte dżunglą wzgórza i kaniony. Oczekiwania i ekscytacja są jeszcze większe.

Salt Pond Park na południu Kauai, Hawaje. Foka tzw. monkseal

Po drodze, w Hanapepe zjeżdżamy nad morze, bo zainteresował nas znak prowadzący na Salt Pond Park. Na miejscu okazuje się, że to stara stacja pozyskiwania soli morskiej. Wielkie stawy, z których woda morska odparowuje, pozostawiając warstwę soli. Cały czas szukamy jednak miejsc do snorklingu, więc postanawiamy sprawdzić pobliską plażę. Zostawiamy samochód i idziemy na brzeg zamoczyć nogi. Dostrzegamy wielki szary worek wyrzucony na brzeg. Kiedy worek okazuje się wygrzewającą się na słońcu wielką foką, dosłownie skaczemy z podniecenia. Na tyle na ile można, bo naokoło leniwca, rozstawione są znaki zakazujące zbliżania się na bliżej niż dwa metry i w ogóle przeszkadzania zwierzakowi. Setki kilogramów leniwego, pociesznie mruczącego i pluskającego się cielska. Sposób w jaki poruszają się foki jest dosłownie rozbrajający. Uwielbiamy je.

tu zaczyna sie Waimea Canyon - czyli wielki kanion pacyfiku, Kauai, Hawaje

Jedziemy dalej. Za miasteczkiem Waimea droga odbija w głąb wyspy. Zaczyna się stopniowo piąć pod górę. Za sobą zostawiamy ogromne przestrzenie oceanu doskonale widoczne z trawiastego klifu. Przed nami pojawiają się góry i drzewa. Droga zaczyna kręcić. Co i raz po prawej stronie, zza wzgórz widać ogromną zieloną przestrzeń. Migawki kanionu, idealnie ulotne. Kiedy trafiamy na przerwę we wzgórzach, zatrzymujemy się przy barierce. Przeskakujemy przez nią, żeby nasycić się tymi widokami. Wygląda to jakby kręte kaniony parku Canyonlands w Utah, ktoś obsiał soczyście zieloną trawą. W dole nieśmiało płynie rzeka. Daleko z tyłu majaczą wzgórza centralnego Kauai. Widok doskonały.

po drodze do Waimea Canyon, Kauai, Hawaje

Zakłóca go jedynie para Chińczyków. On – około 50-tki. Pan i władca. Krzyczy głośno, za nim truchta usłużna żona. Robi zdjęcia tak siak. On pozuje, poprawia grzebieniem zaczes na pożyczkę, ona fotografuje. Lata koło niego niczym służąca. Chińczyk nie zwraca uwagi na nic naokoło. Nie przejmuje się tym, że patrzymy, że robimy zdjęcia. Tylko on. Wchodzi w kadr, wydziera się. Kiedy ma już serię zdjęć, woła żonę i wracają do taksówki. Taksówkarz cały czas stał i z pobłażliwym uśmiechem patrzył. To na nas to na nich. pewnie nie jedno już widział. Nie ich pierwszych wozi. Za każdym razem gdy trafiamy na Chińczyków, uświadamiamy sobie jak bardzo jesteśmy od nich różni.

Waimea Canyon - wizytówka z Kauai, Hawaje

Jedziemy dalej. Co i raz mijamy kolejne prześwity. Kolejne okna na przepiękny kanion. Jesteśmy coraz wyżej. W końcu wjeżdżamy w las. Wysokie drzewa zasłaniają wszystko naokoło. Docieramy do głównego punktu widokowego – Pu’u Hinahina Lookout. Parking, pełno ludzi, kury biegające pomiędzy samochodami. Krótka droga pod górkę i wchodzimy na taras widokowy. Przed nami rozpościera się Waimea Canyon w całej swej okazałości. Widok powala nas na kolana i długo nie pozwala się podnieść. Wrażenie podobne do tego kiedy pierwszy raz na żywo widzi się Grand Canyon. Przeogromna przestrzeń, od której bije powietrze. Czuć w nim wolność, nieskończoność. Gdzieś w głębi pojawiają się maleńkie, przemieszczające się punkciki. To helikoptery wycieczkowe, które wożą ludzi wzdłuż kanionu. To musi być przeżycie.

Kanion Waimea - Kauai, Hawaje

Niesamowite formacje skalne odsłaniające miliony lat historii tego miejsca. To mapa tworzenia świata. Wszystko widać jak na dłoni. Każda warstwa skał to miliony lat. Całość delikatnie przykryta zielonymi krzewami. Jest to doskonała kopia Grand Canyonu, nieprzypadkowo nazywana Wielkim Kanionem Pacyfiku. Od pierwowzoru różni się kolorem – ten jest zielony – i wielkością – jest o wiele płytszy i nieporównywalnie mniejszy. Tym niemniej, miejsce zachwyca. Szczególne wrażenie robi w takie dni jak ten, gdy na niebie pełno jest ciężkich chmur, przez które co i raz przebijają ostre promienie słoneczne. W kanionie widać wtedy niesamowity taniec cieni. Gdzieniegdzie pomiędzy zielenią przebija się długi biały jęzor wodospadu. Można tu siedzieć godzinami i po prostu patrzeć na ten istny cud stworzenia. Niesamowite dzieło wszystkich żywiołów – ognia, ziemi, wody i wiatru. Po prostu moc.

Hawajczyk w Waimea Canyon - Kauai, Hawaje

Kiedy tak stoję oparty o barierkę i pochylony chłonę te nieskończone przestrzenie, zza pleców, mimochodem dochodzi do mnie jakaś dziwna historia. Opowiada ja Hawajczyk stojący nieopodal, ubrany w tradycyjny hawajski strój. Ubrany to mocne nadużycie semantyczne, bo facet ma na sobie jedynie opaskę i na plecach coś w rodzaju słomianej kapoty. Stoi na kamiennej ławce. Myśleliśmy, że on prostu zarabia na zdjęciach z turystami. Okazuje się, że opowiada przyjezdnym co to znaczy być rdzennym hawajczykiem, ze to rasa a nie narodowość, że do tej pory nie została przez rząd USA uznana. Rozprawia o tożsamości i dumie Hawajczyków, o ich dramacie i walce o uznanie. Przy okazji zbiera pieniądze. – nie zbiera – jak sam mówi – ponieważ nie może (został już za to kiedyś ukarany), ale wielka tykwa sobie leży przed nim i – jak tłumaczy – nie może nikomu zabronić, jeżeli ktoś będzie chciał tam wrzucić pieniądze. Ameryka nigdy nie przestanie nas zaskakiwać.

Kanion Waimea - przepiękny, Kauai, Hawaje

Nie lubimy się wozić. Lubimy za to chodzić. To ważne szczególnie tu – w Stanach, gdzie jedzenie to mocno przetworzone, tłuste i pełne cukru zapychacze. Na owoce nie ma co liczyć, bo to hodowana na GMO kolorowa woda. Nie pomaga ciągłe spędzanie czasu w aucie. Stąd możliwość spaceru po jednym z malowniczych szlaków od razu przypada nam do gustu, mimo że wcale tego nie planowaliśmy. Wybieramy odcinek Waimea Canyon Trail – czteromilowy odcinek prowadzący przez las, po klifie i nad malowniczy wodospad. Ruszamy w dół kanionu. Upał w połączeniu z wilgotnością powietrza szybko daje się we znaki. Momentalnie jesteśmy mokrzy. Z ulgą czekamy na każdy najdelikatniejszy powiew powietrza. Mijamy błotniste kałuże, przeskakujemy ponad korzeniami, przeciskamy się pomiędzy wijącymi się drzewami.

Kanion Waimea, Kauai, Hawaje

W końcu obchodzimy fragment kanionu i wychodzimy na punkt widokowy umieszczony na klifie. Tu jeszcze lepiej widać kanion. Mamy miejsca w pierwszym rzędzie. Kanion teraz nas otacza. Stąd jeszcze lepiej widać jego niesamowitą budowę. Z bliska już nie wydaje się tak bardzo zielony. Ciemne skały przebijają coraz odważniej. Całość robi jeszcze bardziej majestatyczne wrażenie. Nieśmiała zieleń już tylko trochę ożywia surowy kamień. Dalej droga znowu chowa się w lesie. Przecinamy kolejne krzaczory, przeskakujemy nad ogromnymi kamieniami pokrytymi rudoczerwoną ziemią. W końcu wychodzimy na otwartą półkę z która prowadzi wzdłuż kanionu.

Waimea Canyon, Kauai, Hawaje

To już nie jest punkt widokowy. Tu już nie patrzymy na kanion. Tu jesteśmy w nim, stajemy się jego częścią. Dociera maleńkość człowieka w porównaniu z ogromem i potęgą natury. To jedno miejsc, które pokazują nam gdzie jest nasze miejsce. Pozwalają nam grzecznie i pokornie wrócić na ziemie, gdybyśmy się zbytnio rozmarzyli i zachwycili swoją wielkością. Jednocześnie samo miejsce zdecydowanie sprzyja rozmarzeniu i refleksji. Piękno dosłownie powala. Trudno opisać to co się dzieje. Kanion pochłania nas, obejmuje i otacza ze wszystkich stron. Jakby to były nie tylko skały, ale tez i powietrze które je wypełnia.

Wodospad w Waimea Canyon Park, Kauai, Hawaje

Dalej odbijamy w głąb lasu i docieramy do niewielkiego wodospadu. Nie jest to zupełnie to czego się spodziewaliśmy. Myśleliśmy, że zobaczymy jeden z tych białych jęzorów zwisających z zielonych ścian kanionu. Z bliska. Będziemy czuli jego przyjemną wilgoć. Wrażenia i oczekiwania wzmagał jeszcze coraz wyraźniejszy szum wody dobiegający zza drzew. Po przedzieraniu się przez podmokłe trawy i skakaniu przez ogromne kamienie, docieramy do niewielkiego wodospadu nad oczkiem wodnym, otoczonego drzewami. Nie da się nawet wykąpać, bo brunatna woda zdecydowanie nie zachęca nawet do moczenia nóg. Po krótkim odpoczynku ruszamy z powrotem. Nie żałujemy ani trochę. W końcu najważniejsza jest droga a nie cel. Po drodze trafiliśmy na zapierające dech w piersiach widoki kanionu. No i ruch to podstawa.

Waimea Kanion - Kauai, Hawaje, USA

 

Większość pozostałych szlaków jest przeznaczona do konkretnych dłuższych wędrówek. My nie jesteśmy przygotowani a nasze buty do biegania są już nieźle ubłocone, postanawiamy więc pojechać do końca drogi i obskoczyć punkty widokowe. Droga stopniowo zaczyna się robić coraz węższa, bardziej dziurawa. Wjeżdżamy do Koke’e State Park. Dojeżdżamy do końca drogi. Kanion skończył się już dawno. Jesteśmy wyżej, na płaskowyżu ponad jego krawędziami. Porastają go lasy złożone z niewysokich cienkich drzew, krzaków i kwiatów. To ponoć świetne miejsce na trekking. Żałujemy, że nie możemy skorzystać. Idziemy kawałek wzdłuż szlaku, do punktu widokowego. Na mapie tkwi punkcik Kalaulau lookout. To ma być zwieńczenie naszej dzisiejszej przygody.

Kalaulau lookout - pierwszy widok na Na Pali Coast, czyli chyba najpiękniejsze wybrzeże jakie widziałem, Kauai, Hawaje

Kiedy docieramy na miejsce, chcemy coś powiedzieć, ale nie możemy. Wydać z siebie jakiś odgłos, westchnięcie, chrząknięcie, cokolwiek. Nic. Oboje zaniemówiliśmy. Widok jest tak absolutnie rozwalający, że nie ma o czym mówić. Nic nie przychodzi do głowy. Tylko patrzymy. Absolutnie pierwsza liga jeżeli chodzi o widoki. To natura w swej najpiękniejszej, absolutnie powalającej odsłonie. Kategoria – idealna pocztówka. Obraz, który raz zobaczony na zawsze zapisuje się w pamięci. Odbija się jak na filmie. Oboje możemy go odtworzyć niemal z pamięci.

Widok na boskie wybrzeże Na Pali, Kauai, Hawaje

Strome góry o wymyślnych kształtach wyrytych przez wodę, jakby pokryte cieniutkim zielonym materiałem. Chylące się delikatnie do idealnie niebieskiego może. Nad nimi tańczące chmury. Obraz idealny. Dynamiczny, zmieniający się na naszych oczach. Jedyne co mi przychodzi do głowy to uszczypnąć się i przekonać, że nie śnię, że widzę to naprawdę. To miejsce, w którym każdy kręci się jakiś otumaniony, patrząc pod różnymi kątami, z różnych stron, jakby próbował sobie udowodnić, że naprawdę widzi to co widzi, że to nie jakaś fatamorgana. To tu zaczyna się wybrzeże Na Pali, na które chcemy jechać następnego dnia. To wizytówka nie tylko Kauai ale całych Hawajów – jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc archipelagu. Po tym co zobaczyliśmy, nie możemy się doczekać wycieczki na Na Pali.

Typowy amerykański lunch - hamburger i frytki - w Waimea, Kauai, Hawaje

Spędzając niemal cały dzień w kanionie, dosłownie zapominamy o jedzeniu. Uczucie łaknienia włącza się dopiero po jakimś czasie, kiedy ochłoniemy z tego co widzieliśmy. Kiedy bajeczne widoki przestają nas karmić. Wracając z parku zatrzymujemy się w Waimea na to, co będąc w Stanach, zwyczajnie trzeba zjeść – burgery. Oczywiście zapominamy, że burger i frytki tu, to nie to samo co u nas. Tu wystarczy, że na dwie osoby zamówi się jedną porcję frytek. Małą. Jest i tak nie do przejedzenia. Nawet dla kogoś, kto nie jadł od ponad siedmiu godzin.

Nasze auto Mustang GT - ponad 400 koni mechanicznych przyjemności, Kauai, Hawaje

Wracając słyszymy jakieś stukanie w tylnym kole naszego Mustanga. Auto jest nowe, więc nic się nie powinno dziać. Zaczynamy główkować. Zupełnie niepotrzebnie. To Ameryka. Jedziemy do wypożyczalni, gdzie bez pytania dostajemy drugie auto, w wyższej wersji. Zwykłego kabrioleta zamieniliśmy na potwora w wersji GT z pięciolitrowym silnikiem. Tak mija kolejny dzień. W niewytłumaczalnie szybkim tempie. Czujemy się permanentnie oszukiwani przez hawajski czas. Niby nie czuć kiedy czas leci, nie ma pośpiechu, nic nie musimy. Z drugiej strony dni mijają zbyt szybko. Kiedy chcemy iść dalej, oglądać, zwiedzać, przeżywać, nagle przychodzi wieczór. I trzeba iść spać. Lepiej wcześniej, bo pobudka w wykonaniu kogutów jest – jak w zegarku.

Dolina Hanalei, Kauai, Hawaje

Koguty jak zwykle nie zawodzą. Co do minuty – 4:58. Wcześnie rano ruszamy na północ żeby dotrzeć przez 9:00 na parking w parku Na Pali. Przejeżdżamy przez rajska dolinę Hanalei trafiając na przemian na słońce i ulewy. Kilka razy, co kilometr-dwa zmienia się klimat. W deszczu mijamy małe, wąskie mosty i poszatkowane pola taro. Kiedy docieramy do wejścia na szlak, spada kolejna ulewa. Deszcz oznacza, że nici ze spaceru. Szlak jest śliski i przy deszczu zamienia się w zjeżdżalnię z kamieni i błota. Więc odpuszczamy. Inni ubrani szczelnie w płaszcze przeciwdeszczowe i foliowe sztormiaki uparcie idą na szlak. Parking jest pełen. Przy wjeżdżaniu, niemal skasowaliśmy podwozie o ogromne kamienie wystające z ziemi. Wyjazd z parkingu był jak manewrowanie po polu minowym z jedną myślą w głowie – co z miską olejową.

Haena State Park - Kauai, Hawaje

Cóż, nie tym razem. Pogoda naprawdę mocno z nas zadrwiła. W parku Na Pali, kolejna ulewa. Tymczasem dosłownie kilkaset metrów wcześniej w Ha’ena State Park, pogoda jest idealna. Nad wodą lekkie chmurki, idealnie niebieskie niebo, słońce. Do tego gorący piasek i bajecznie piękna woda. Idealne warunki na plażowanie i snorkling. Wszystkie chmury są nad wyspą. Zatrzymały się na górach i skraplają w postaci ulewnych deszczów. Postanawiamy spędzić dzisiejszy dzień na plażowaniu a nazajutrz znowu zaatakować Na Pali. Boimy się wchodzić do wody na północy – tu prądy są najsilniejsze – więc postanawiamy jechać na południe do Po’ipu. Miejscowość słynie z ładnych, osłoniętych plaż, na których można się kąpać i da się nawet popływać.

Piwo longboard - prawdziwe z Hawajów. Plaża w Poipu Beach Park, Kauai, Hawaje

Na plaży spędzamy kilka godzin. Więcej się zwyczajnie nie da. nie potrafimy plażować. Sama plaża jest też symboliczna. To raczej wąski pas kamieni przy brzegu, na których można zrzucić rzeczy i wejść do wody. Zatoka miała być spokojna i pozwalać na snorkling. Próbujemy. Widać różnokolorowe ryby, rybki i rybeńki wszelkich kształtów. Ryba z rogiem, z dziobem niczym papuga, z długim jak piła mieczem. Okrągłe, długie, zaokrąglone, kanciaste, gładkie, chropowate, kolczaste, skrzydlate. Można tu spotkać dosłownie wszystko o czym sobie wymarzymy. Niestety o tej porze mamy tylko przedsmak prawdziwego snorklingu. Rafa nie jest szczególnie duża ani urozmaicona. Do tego kilkanaście metrów od brzegu zaczynają się dość silne prądy.

Poipu Beach Park - wracamy z plaży naszym Mustangiem, Kauai, Hawaje

Zaczyna się niewinnie. Płynę zauroczony podwodnym życiem. Nagle jakbym wpadł w rwący górski potok. Nie wiadomo skąd pojawia się prąd, który odciąga mnie pod kątem w bok i stopniowo oddala od brzegu. Woda się kotłuje. Próbuję z całych sił machać rękami i nogami. Bez płetw już by było po mnie. Staram się nie zachłysnąć wodą, co przy wyczerpujących ruchach i szybkim oddechu jest naprawdę trudne. W głowie dźwięczy mi jedna myśl – nie odwracaj się plecami do oceanu – to pułapka. Płynę pod kątem, żeby wypłynąć z prądu. Udaje się. Wyczerpany padam na brzegu. Dla mnie snorkeling na dziś się skończył. Zapowiadało się tak niewinnie. Byłem nie więcej niż 30 metrów od brzegu. Na lądzie tez jest fajnie. Leżymy grzebiemy palcami nóg w piasku, gadamy o głupotach, uśmiechamy się. Kiedy już nie wytrzymujemy upału i piasku, wsiadamy w auto i wracamy.

Spacer po promenadzie Kapaa, Kauai, Hawaje

Zbliża się wieczór, więc postanawiamy się przejść na kolację. Postanawiamy przejść się do pobliskiego Kapaa. Idziemy plażą, na tyle na ile jest to możliwe. Najpierw przedzieramy się przez podwórka prywatnych condosów. Potem są równiutkie chodniki nadmorskich hoteli i resortów. Naokoło równiutko przycięta trawa, ludzie biegający z białymi słuchawkami w uszach, starsze panie wyprowadzające swoje francuskie buldożki. Wreszcie udaje nam się iść bliżej plaży. Morze o tej porze jest piękne.

popołudniowy spacer po Kapaa, Kauai, Hawaje

Słońce chyli się ku zachodowi. Wszystko naokoło zaczyna żyć tym tajemniczym światłem. To moment w którym cały świat jakby robił się na chwilę wyraźniejszy, bardziej ostry, barwy bardziej soczyste, zanim nastanie noc i wszystko pogrąży się w ciemnościach. Uwielbiam tę krótką chwilę. Tą nienazwaną porę dnia. Moment zaraz przed zachodem słońca, kiedy jeszcze do końca się nie schowało, ale już go nie widać. To moment, który chciałbym zatrzymać i widzieć świat właśnie w ten sposób. Przechodzimy akurat przy plaży. W oczy rzuca mi się jeden obraz. Niepozorny. Dwa krzesła stojące na plaży. Niby nic a jednak. Obraz bardzo wymowny, piękny.

przepiękne miejsce na plaży w Kapaa, Kauai, Hawaje

Wierzę w moc obrazów. W ich symbolikę. Wiem, że nie są dziełem przypadku. W jednej chwili widzę nas siedzących nas na tych krzesłach i patrzących w przepiękne niebo tonące w oceanie. W przepiękne chmury. Wokół jest cisza zakłócana tylko od czasu do czasu delikatną bryzą od morza. Razem. Po raz kolejny zdaję sobie sprawę z tego jak ważne jest spotkać w życiu kogoś prze. Kto podziela Twoje pasje, rozumie marzenia i wspiera Cię. Po prostu prze. I jak ważne jest to wszystko dzielić z drugą osobą. Bo szczęście jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy jest dzielone. To niesamowite. Dwa krzesła. Jeden obraz. Tyle myśli. W końcu dlatego warto podróżować, żeby te obrazy wyzwalały w nas coraz to nowe myśli.

kolacja w Bubba Burgers w Kapaa, Kauai, Hawaje

Pełni wrażeń po dość spokojnym dniu, docieramy do miejscowego Bubba’s Burger. Jesteśmy już kosmicznie głodni, bo mimo wszystko było dość aktywnie i w ciągu dnia nie mieliśmy głowy do jedzenia, podjadania, snackowania. Zamawiamy sobie zestawie największego zła, czyli podwójne cheeseburgery z bekonem i chilli fries. Ociekające serem kanapki to niebo w gębie. Tak, to jest Ameryka i tu się je źle. Najgorzej. Ale co począć, że to jest takie pyszne. Poza tym to żarcie to część przygody. Nie myślimy o cholesterolu. Najedzeni wracamy do hotelu by po raz kolejny, przed 22:00 już spać. To jest czas hawajski. Znamy już zasady – oszukuje nas ciągle, leci szybciej, nie daje się zatrzymać i… kogut o 4:58.

Waimea Canyon, Kauai, Hawaje