świeża zielenina - Larnaka, Cypr

Rok bycia wege. Dlaczego nie namawiam na wegetarianizm?

Rok temu przeszedłem na wegetarianizm

Po roku niejedzenia mięsa, postanowiłem podsumować dlaczego podjąłem taką decyzję. Co do tego doprowadziło i czy było warto przejść na wegetarianizm. Bez namawiania, bez żadnej ideologii i indoktrynacji, chciałem się zastanowić dlaczego ludzie mogą podjąć taką decyzję, co przemawia za, co przeciw. Starałem się opisać mój tok myślenia i przejść przez argumenty racjonalne i te bardziej emocjonalne. Nie będzie tu oceniania ani diety wegetariańskiej, ani mięsnej. Celowo nie wklejałem tu żadnych badań, danych itp., bo tekst nie ma za zadanie niczego udowadniać, czy przekonywać. Chodzi raczej o  postawienie pytań i zachęcenie do szukania odpowiedzi – każdy samemu.

Tacos de cazo z podbrobami

Ja mięsożerca

Jeszcze niewiele ponad rok temu byłem zatwardziałym mięsożercą. Kochałem wołowinę i jagnięcinę, czekałem tyle czasu, żeby pojechać do Niemiec na chrupiącą, tłuściutką golonkę wieprzową, objadałem się jamon w Hiszpanii, we Włoszech zawsze musiałem próbować pysznej ndujy, wszystkich tych pikantnych salami i obowiązkowo carbonarra z guanchale, we Francji nie mogłem się oprzeć dojrzewającym kiełbasom, w stanach pochłaniałem burgery, philly cheese steak sandwich, w Argentynie boskie steki wołowe, w Japonii gęsty treściwy ramen, najlepiej na śwince. Jadłem mięso, bo tak się wychowałem. Jadłem mięso, bo wszyscy jedli. Teraz myślę, że albo byłem trochę ignorantem, albo po prostu padłem ofiarą jakiegoś systemu. Jakiego?

Miałem wśród znajomych wegetarian, a nawet wegan, ale nigdy ich chyba nie rozumiałem. Albo nie chciałem. Jadłem mięso, bo je lubiłem. Bo wszyscy jedli, bo to naturalne. Kiedyś nawet się podśmiewałem no bo „jak można nie jeść mięsa?”. Co się zmieniło? Gdzie nastąpił przełom? Ten moment, kiedy mówisz sobie – dobra dość, przestaję jeść mięso bo… – nigdzie. Nie było przełomu. Były małe kroki. Zaczęło się niewinnie – w Wietnamie. Już pierwszego dnia zobaczyłem w Hanoi stragan z mięsem. Psim mięsem. Wstrząsnęło mną to niesamowicie. Kocham psy miłością absolutną, zastanawiałem się jak chorym trzeba być, żeby w XXI wieku traktować psa jako źródło białka. Pomijam względy humanitarne, ale to ze wszech miar marnotrawstwo. Przecież od wieków psy są dla człowieka czymś więcej niż źródłem kalorii – chronią, strzegą, pomagają, wypasają, są przyjaciółmi.

Stoisko z psim mięsem - Miasteczko Duong Dong - wyspa Phu Quoc - Wietnam

Paradoks mięsożercy – karnizm

Jak to wytłumaczyć? Dlaczego oni jedzą psy a my nie? Z drugiej strony Żyd albo Arab zapyta mnie – jak możesz jeść świnię? – Hindus zapyta – jak możesz jeść krowę? – i tak dalej. Wtedy natrafiłem na teorię karnizmu w książce Melanie Joy „Ponad przekonaniami. Okazuje się, że we wszystkich kulturach ludzie czują się komfortowo jedząc tylko te zwierzęta, które nauczyli się klasyfikować jako jadalne. Pozostałe postrzegają jako niejadalne, a ich spożywanie jest obrzydliwe albo nieetyczne. Co więcej – każda kultura uważa swój podział zwierząt na jadalne i niejadalne za racjonalny, a te obowiązujące w innych kulturach za odrażające lub niemoralne. No i co teraz? Czy mam prawo oceniać Chińczyka, Koreańczyka czy Wietnamczyka za jedzenie psów, skoro sam jem krowę czy świnię? Zacząłem się nad tym zastanawiać. Od tej pory patrzyłem trochę inaczej na każdy kawałek mięsa, który jadłem. I co widziałem?

Tanie jedzenie w Australii oszczędzanie w podróży

Czy kotlet to zwierzę?

Nic. To znaczy nie widziałem w jedzonym mięsie zwierząt. Dlaczego? Bo tak wygląda nasze jedzenie. Jeszcze sto lat temu, ludzie polowali na zwierzęta, żeby je zjeść. A hodowla? Na wsiach ludzie – owszem – hodowali zwierzęta i ubijali je, żeby zjeść. Czyli tak jak teraz? Niezupełnie. Teraz kupujemy gotowe jedzenie – kawałek mięsa, kiełbaskę, szynkę. Nie zastanawiamy się skąd pochodzi, odcinamy związek przyczynowo skutkowy. Kupujemy jedzenie a nie martwy kawałek zwierzęcia. Ktoś powie – no tak, ale tak człowiek robił od zawsze, więc o co chodzi? – O to, że zanikła więź pomiędzy człowiekiem a naturą. Kiedyś człowiek polował i jedząc mięso, wiedział skąd pochodzi, czuł respekt wobec natury, zwierzęcia, które zabił, żeby samemu przeżyć. Np. Indianie w Ameryce modlili się nad zabitymi zwierzętami dziękując im za swoje ciało. To jest więź, szacunek, związek przyczynowo – skutkowy.

Co stało się z nami? Czujemy zniesmaczenie i oburzenie, kiedy w sklepie zobaczymy małego prosiaka w całości, bo przecież to mały piękny prosiaczek. Jak patrzylibyśmy na jagnięcinę wiedząc, że to mięso z maleńkich, kilkumiesięcznych owieczek? Niestety jest jeszcze gorzej, bo mięso się teraz produkuje. I oczywiście nikt nie chce wiedzieć, skąd bierze się jego kotlet, szynka czy nawet jajko. Wystarczy, że producent zapewni nam, że wszystko odbywa się według ustalonych procedur. Tymczasem zwierzęta cierpią od koszmarnych warunków, ciasnoty, chorób, ekspresowego tuczenia, faszerowania antybiotykami, zestresowane często zabijają się nawzajem. Jednocześnie ludzie są oburzeni ubojem rytualnym – no bo jak to tak można podrzynać zwierzętom gardła, upuszczać krew. To barbarzyństwo. Po kilku minutach googlania jak wyglądają ubojnie, barbarzyństwem okazuje się cały przemysł mięsny.

Świńskie głowy - kulinarna pamiątka z Japonii - dziwna

Dlaczego ludzie przechodzą na wegetarianizm?

Kto mi to wszystko powiedział? Nikt. Sam postanowiłem poszukać informacji o tym, dlaczego ludzie zostają wegetarianami. Pytałem znajomych – starałem się zwyczajnie zrozumieć, poznać – nie miałem jeszcze planu, żeby zrezygnować z mięsa czy tym bardziej z wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego. To przecież nie tylko jedzenie. To także ubrania – np. skóra czy wełna, to także kosmetyki, a nawet leki (większość pigułek jest z żelatyny). Co sprawia, że ludzie przechodzą na dietę wegetariańską?

  • kwestie etyczne – ludzie nie godzą się na zabijanie zwierząt na masową skalę, ale przede wszystkim na – jak się coraz częściej okazuje – ich bestialskie traktowanie w hodowli – jak przedmioty.
  • kwestie zdrowotne – coraz częściej potwierdzony negatywny wpływ konsumowania czerwonego mięsa na nasze zdrowie – szczególnie poziom cholesterolu, idące za tym choroby układu krążenia oraz rosnące ryzyko raka układu pokarmowego.
  • kwestie ekologiczne – hodowla zwierząt na pokarm prowadzi do dewastacji środowiska naturalnego poprzez m.in. wycinanie lasów deszczowych Amazonii pod pastwiska, oraz emisję gazów cieplarnianych – co razem powoduje przyspieszenie efektu cieplarnianego. Jest jeszcze ogromne zużycie wody, konieczne do wyprodukowania 1 kcal z białka zwierzęcego w porównaniu z roślinnym. Wydaje się więc, że hodowla zwierząt na pokarm jest zwyczajnie nieefektywna.

Celowo nie będę tu wrzucał żadnych konkretnych badań czy materiałów, bo nie chodzi mi o to, żeby kogoś przekonywać do swoich racji. Moim celem jest raczej, aby każdy przeczytał i sam się zastanowił nad tymi kwestiami i sam doszedł do wniosków. Wystarczy pogooglać, poszukać badań, opartych na nich filmów dokumentalnych. Nawet pamiętając o zasadzie ograniczonego zaufania i możliwości występowania teorii spiskowych, jest naprawdę dużo dowodów na to, że jedzenie mięsa przestaje mieć sens.

puste stragany na Shida Night Market - Tajpej, Tajwan

Co sprawiło, że ja przeszedłem na wegetarianizm?

W sumie to wszystkie trzy powody. Najbardziej chyba przemawia do mnie pierwszy punkt i odpowiedzialność za nasze decyzje, za to co jemy. A raczej brak tej odpowiedzialności. Jedząc wspieramy mordowanie stworzeń na gigantyczną skalę, ale zasłaniając się karmizmem – tą nieświadomością, amnezja na życzenie – udajemy, że nic się nie dzieje. Oszukujemy się, że szynka to nie zabite zwierzę. To nie zwłoki stworzenia. Czy szynka rośnie na drzewie? A co, jeżeli w sklepie będą sprzedawali kotlety z labradora? Brakuje mi świadomości podejmowanych decyzji, dokonanego wyboru. Jeżeli jem martwe zwierzę, to powinienem o tym pamiętać, być temu zwierzęciu wdzięczny. Trochę chodzi niesienie pewnego ciężaru – tej świadomości – zabijam, aby żyć. To chyba fair?

Na temat kwestii etycznych można by prowadzić akademickie dyskusje, do tego, mam wrażenie, dość mocno nierozstrzygalne – przez mocne osadzenie karnizmu w kulturze wyzwalające w ludziach mechanizmy obronne. Słowem, karnizm jest z definicji nieracjonalny, warunkuje nas do tego, żebyśmy nie zastanawiali się nad jedzeniem zwierząt, właśnie dlatego, że gdybyśmy to zrobili, najprawdopodobniej zakwestionowalibyśmy cały system, na którym zbudowany jest nasz świat.

Kwestie zdrowotne wydają się jednak dość dobrze przebadane i chyba trudno z nimi polemizować. Wyeliminowanie czy nawet obniżenie zawartości mięsa w diecie powoduje zmniejszenie zachorowalności na choroby krążenia, cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, nadwagę, a także niektóre nowotwory. Społeczności, które jadły mięsa a ich dieta opierała się na nisko przetworzonych produktach roślinnych, nie chorowały na wiele z wyżej wymienionych chorób. Może stwierdzenie, że jedynym składnikiem, którego brakuje w diecie roślinnej, a które dostarcza jedynie mięso, jest cholesterol – jest nieco zbyt radykalne, ale zalet zdrowotnych diety wegetariańskiej czy obniżenia spożycia mięsa nie sposób nie dostrzec.

Kwestie zdrowotne mają jeszcze jeden wymiar. Coraz częściej groźne wirusy, z którymi się zmagamy, pochodzą od zwierząt hodowlanych – a dokładniej – z gigantycznych ferm w Chinach. To tam, przy gigantycznej skali „produkcji” zwierząt wirusy mutują, w połączeniu z innymi gatunkami. Tak było z SARS, MERS, tak jest z COVID-19. Tak też będzie w przyszłości. Tak długo jak będą istnieć gigantyczne hodowle zwierząt – świń i kurcząt.

Także kwestie ekologiczne zdają się przemawiać na rzecz diety wegetariańskiej. Horrendalne zużycie zasobów: wody, ziemi i energii konieczne do wyprodukowania pokarmu z białka zwierzęcego powodują, że jest to nieefektywne i wręcz barbarzyńsko niszczące dla środowiska. Warto pomyśleć o tym co będzie za kilkadziesiąt lat. Już może nie dla nas, ale dla naszych dzieci. Globalne ocieplenie to fakt – jeżeli ktoś nie wierzy, niech jedzie na Spitsbergen zobaczyć co stało się z krainą wiecznego lodu. Mało? Pojedźcie do Pamiru, zobaczcie, jak wyglądają jedne z największych na świecie zapasów pitnej wody i jak szybko się kurczą. Zużycie wody i produkcja dwutlenku węgla – która prowadzi do suszy, czyli kolejnych braków wody – to największa zmora ekologiczna hodowli zwierząt.

Przy okazji warto zauważyć, że to nie tak, że uprawa niektórych roślin – np. kukurydzy, soi, palm olejowych, czy awokado – są nie bez znaczenia dla środowiska. Nie – tam też dochodzi do patologii, ale wegetarianizm to coś więcej niż awokado.

kolacja w restauracji The Old Man and The Sea jest nie do przejedzenia - 22 mezze na przystawkę - Port Jaffa, Tel Awiw, Izrael

Czy wegetarianizm to kwestia ego?

Przekonała mnie jeszcze jedna rzecz. Nie podoba mi się, że robi się z nas „konsumentów” – stworzonka tresowane do „konsumowania” tego co jest produkowane. Już samo słowo „konsument” ma w sobie coś uwłaczającego – sprowadza nas do roli „konsumujących”. Jakby w naszym życiu chodziło tylko o to, żeby się najeść. Biorąc pod uwagę, że branża mięsna jest jedną z najpotężniejszych na świecie – przy tym niemal w ogóle się o niej nie mówi. Nie ma tu przecież spektakularnych katastrof ekologicznych (przynajmniej nie na dużą skalę, bo lokalnie – owszem – każdy, kto choć chwilę przebywał niedaleko kurzej fermy wie o co mam na myśli), czasami pojawi się jakiś skandaliczny film z ubojni, ale w sumie to w ogóle nie ma o czym mówić. Może to kwestia ego, ale w końcu jestem myślącą istotą i dlaczego miałbym się dawać tresować komuś kto de facto mówi mi co mam jeść – bo tak trzeba, bo taka jest nasza natura (do tego odniosę się kawałek dalej). Podobnie jest z branżą paliwową czy energetyczną, która cały czas trzyma nas w sidłach ropy naftowej – bo to duży biznes. Czyli, mamy jeść mięso, bo ktoś na tym zarabia. Warto o tym poczytać.

Kontrargumenty, z którymi się zgadzam

Jest kontrargument, którego używają wszyscy krytykujący dietę wegetariańską. Przecież człowiek od zawsze jadł mięso. Co więcej – to przecież białko zwierzęce – czyli mięso sprawiły, że mózg człowieka zaczął się rozwijać, dzięki temu zostaliśmy najpotężniejszym gatunkiem. I co na to wegetarianie? Nie wiem co na to wegetarianie, ale dla mnie wszystko się spina. Zaczynając od końca – słyszałem o teorii, że to właśnie od jedzenia mięsa zaczął rozwój człowieka – i zgadzam się z nią. Tyle, że już jesteśmy rozwinięci i już mięsa nie potrzebujemy. Nasz rozwój zaszedł już tak daleko, że obecnie dieta mięsna nie daje nam w zasadzie żadnych benefitów a wręcz powoduje choroby, które skracają nasze – i tak już długie życie – po co więc je jeść? Mięso zrobiło swoje, możemy przejść dalej. Tak było z różnymi produktami na w historii ludzkości. Była era brązu, która pchnęła nas do przodu, dziś nie korzysta się z brązu, bo są inne surowce. Była maszyna parowa, były dorożki, był węgiel, który już odchodzi (niestety powoli) do lamusa. Myślę, że tak właśnie będzie z mięsem. Szczególnie, że to nie to samo mięso co setki czy tysiące lat temu – fakt – przez to, że jest hodowlane, ma może mniej pasożytów, ale z drugiej strony jest faszerowane paszami, chemią, antybiotykami. Nie wiem, czy jest przez to zdrowsze.

A co z drugim argumentem, że przecież ludzie są mięsożerni i od zawsze jedli mięso? Ostatnie badania antropologów potwierdzają, że nasza anatomia – a dokładniej budowa szczęki – temu przeczy. Nasze „kły” służące teoretycznie do szarpania mięsa, są w tym celu bezużyteczne (ze względu na budowę) a szczęka zbudowana jest jak u roślinożerców, z nastawieniem na przeżuwanie pokarmów roślinnych. Tyle z antropologii. Co do historii, tu jest chyba spore przekłamanie. Otóż nie zawsze jedli, bo ich nie było stać. Ostatnie odkrycia świadczą o tym, że Słowianie byli w zasadzie jaroszami. Mięso było zarezerwowane jedynie dla najbogatszych, większość jadła mięso od czasu do czasu – czyli od święta. Czyli generalnie, nawet jeżeli mięso się jadło to o wiele mniej. W skali świata konsumpcja mięsa w ostatnich 60 latach wzrosła aż pięciokrotnie! Dlatego, że mięso stało się dużo tańsze – właśnie z powodu przemysłowej hodowli – czyli tego co nas odsunęło od natury i przecięło naturalną więź pomiędzy łowcą a jego zwierzyną. Więc – nie – na taką skalę ludzie mięsa nie jadali. Jemy go zdecydowanie o wiele za dużo. Wiele wskazuje na to, że jest to niezdrowe, nieekologiczne i średnio etyczne (to jak wspominałem – kwestia dyskusyjna).

Czasami pada mój ulubiony argument – do wszystkiego – Rdz 1,28, czyli: Czyńcie sobie ziemię poddaną. Abstrahując od wiary czy niewiary i prawdziwości tych słów. W chwili gdy padały, na Ziemi żyło mniej niż 300 mln ludzi. Teraz żyje ponad 7,5 miliarda. To oznacza trochę większe zużycie zasobów planety. Wypadałoby więc zastosować nieco inne, bardziej dalekowzroczne spojrzenie. Dla porównania – mieszkacie w dwie osoby w mieszkaniu o powierzchni 50 metrów. Spróbujcie zachować ten sam standard życia, poziom konsumpcji i komfort mieszkając w tym samym mieszkaniu w 30 osób.

Konie islandzkie na farmie Bru, Margeiri - Islandia golden ring

Czyli po przechodzić na wegetarianizm?

Nie wiem. Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Wiem, dlaczego ja przestałem jeść mięso. Najważniejsze jest to, że chyba nie ma sensu nikogo do tego namawiać. Pamiętam z mojego doświadczenia, że w sumie nikt nie był w stanie mnie przekonać do wegetarianizmu argumentami „no bo zwierzęta cierpią”. Jak to bywa z ważnymi zmianami, do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć i dojść samemu. Nie będę więc nikogo namawiał do odstawiania mięsa. To do czego zachęcam, to czytanie, poszerzanie horyzontów, chęć i próba zrozumienia drugiego człowieka. U mnie zaczęło się właśnie od ciekawości, które spowodowała odkrywanie kolejnych poziomów zjawiska.

Na pewno nie jest tak, że po prostu świat został tak stworzony i nic z tym nie zrobimy, tylko musimy żyć według utartych schematów. Nie chodzi tu nawet o nonkonformizm. Chodzi o samodzielność, myślenie o tym co dalej, o patrzeniu do przodu. Ktoś powie – no ale chcę mieć wybór, co będę jadł – Paradoksalnie, chodzi o to, żeby właśnie mieć wybór, czyli o kwintesencję wolności. Wystarczy spojrzeć w jakim kierunku zmierzamy – odchodzimy od węgla, odejdziemy od ropy (bo się skończy), ludzi przybywa więc odejdziemy i od mięsa (bo go nie wystarczy). Ktoś powie – to za wcześnie! – To zależy… sto lat temu tak samo mówili niektórzy słysząc, że kobiety mają mieć prawo wyborcze.

Nie jestem fundamentalistą, uważam, że przede wszystkim potrzebny jest zdrowy rozsądek. Można zacząć od zmniejszania ilości mięsa w diecie, to już robi różnicę. Ważne, żeby mieć świadomość tego co się je. Pomyślcie, poczytajcie, znowu pomyślcie, a kiedy dojrzejecie, podejmiecie własną decyzję. (Podkreślam – własną – żeby nie było, że namawiam) Koniecznie świadomą i przemyślaną, bo to o was samych. Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą i żyć świadomie. Myślę, że to fair. Przede wszystkim w stosunku do siebie.

P.S. Nie jem mięsa i dalej nie będę go jadł. Nie brakuje mi go i jest mi dobrze. Okazuje się, że dieta wegetariańska jest bardzo różnorodna i wręcz odkryłem mnóstwo smaków, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Czasami w podróżach nie jest łatwo, bo jesteśmy jednak zaprogramowani na mięso – jako społeczeństwa – i wszystko kręci się wokół mięsa. Trochę wysiłku nie szkodzi. Wyznaję zasadę, że nie chcę przykładać się do cierpienia, a przede wszystkim śmierci zwierząt. Nabiału staram się konsumować mniej i tego lepszej jakości (bio, z niemasowej produkcji, jajka „zerówki” itd). Tak, nie używam też produktów ze skóry. Najważniejsze, wszystko staram się robić z głową.