Zatoka Ha Long z lotu ptaka Wietnam

Zatoka Ha Long. Świat zaginiony

Po dwóch dniach spędzonych w Hanoi, ruszamy nad Zatokę Ha Long. To jedna z najpopularniejszych – bo i najpiękniejszych – atrakcji Wietnamu. Chciałem zobaczyć to miejsce od zawsze. Od pierwszych wspomnień zdjęć statków z żaglami niczym origami snującymi się pomiędzy pięknymi wapiennymi wyspami porośniętymi dżunglą. Ha Long to także niezły biznes tu, na miejscu. Praktycznie nie da się odwiedzić zatoki na własną rękę. Trzeba skorzystać z oferty, któregoś z biur podróży. Nie robimy tego zazwyczaj, ale bardzo chcieliśmy zobaczyć Ha Long. Przed przyjazdem zrobiliśmy małe rozeznanie. Oferują je setki biur podróży. Koszt zaczyna się od kilkudziesięciu dolarów, górnej granicy raczej nie ma. Pytając, szukając, porównując i czytając wybraliśmy biuro Vega Travel. Nie było najtaniej, ale zaryzykowaliśmy i poszliśmy za radą znajomych.

Wycieczka zatoka Ha Long - Hanoi, Wietnam

Wycieczka nad zatokę Ha Long - postój w manifakturze marmuru - Wietnam

Wycieczka zaczyna się jak wiele podobnych. Busik zabiera nas z hotelu wcześnie rano. W strugach deszczu przemierzamy senne uliczki Hanoi. Zostawiają nas w biurze, gdzie już koczuje kilkanaście osób czekających na swoje wycieczki. Totalny chaos. Podjeżdżają jakieś busy, ktoś czyta listy, ludzie wsiadają, wysiadają, pytają, przekrzykują się. I tak kilka razy. W końcu lądujemy w ciasnym zaparowanym busiku z dziesiątką innych przyjezdnych. Jacyś starsi Holendrzy, Francuskie rodziny, para z Niemiec. Towarzysze doli i niedoli na najbliższe trzy dni. Poznajemy przewodnika. Mały Wietnamczyk o imieniu Taller przedstawia nam plan na najbliższe dni. Rzuca nazwami, które jeszcze nic nam nie mówią. Niby mamy plan, ale wszystko wydaje się takie egzotyczne, tak enigmatyczne. Czuję trochę jakbym tracił kontrolę nad tym dokąd jedziemy, co oglądamy. To dziwne uczucie. Jakbyśmy oddawali część siebie. Nagle pozwalali się prowadzić za ręce.

Port w miasteczku Ha Long - Wietnam

Statki wycieczkowe - Ha Long, Wietnam

Po drodze zatrzymujemy się tylko przy jakiejś manufakturze marmurowych gargameli. W wielkim ogrodzie setki rzeźb. Dla każdego coś miłego: od Japonii, przez Chiny, Mezopotamię, Grecję aż po Afrykę i Amerykę Południową. Są nawet delfiny i krasnale ogrodowe. Do tego jakieś obrazy i sklep ze słodyczami. Że też każda wycieczka musi się w takich miejscach zatrzymywać. Po dwóch godzinach jazdy w końcu docieramy do przystani w miasteczku Ha Long. Obok siebie w rzędzie stoi zacumowanych kilkadziesiąt łodzi – to tzw. junki. Pierwsze co zwraca moją uwagę to to, że nie ma śladu po pięknych, czarnych statkach z czerwonymi żaglami wyglądającymi niczym origami. Kilka lat temu wszedł zakaz. Teraz wszystkie łodzie muszą być białe i nowe. Te raczej nie wyglądają. Wszystkie przypominają trochę zwyczajne pływające baraki. No cóż… marzenia kontra brutalna rzeczywistość.

Wycieczka po zatoce Ha Long

wycieczka Ha Long Bay - Wietnam

Wycieczka statkiem po zatoce Ha Long - Wietnam

Podczas gdy załoga nerwowo pakuje zapasy na łódź, my zdajemy sobie sprawę z jedynego prawdziwego problemu. Jest 12 stopni Celsjusza, wieje wiatr i zaraz zacznie padać. A my mamy krótkie rękawki i szorty. Jedyne ciepłe ubranie jakie mamy, to bluzy, które mieliśmy w samolocie. – Przecież jesteśmy w tropikach !!! – Wietnam jest przecież oddalony od równika mniej więcej tyle co Dubaj. Co poszło nie tak? Taller tłumaczy, że północ Wietnamu jest dość chłodna w zimie. No to już wiemy… Kiedy jesteśmy gotowi, pakujemy się do naszej kabiny wyciągamy koce, żeby się ogrzać. Statek zaczyna warczeć i się trząść. Słychać monotonny trajkot diesla i czuć gryzący zapach spalin. Z portu wypływamy opatuleni w koce i ze szklankami gorącej, aromatycznej wietnamskiej kawy ogrzewającej dłonie.

Wycieczki zatoka Ha Long - Wietnam

Wycieczka Statkiem Ha Long Bay - Wietnam

W kantynie pojawia się obiad. Wszyscy siedzą przy stole i próbują się ogrzać. Każdy jak najbliżej drugiej osoby. W szyby zaczyna walić wiatr. Zacina deszcz. Zza chmur wypływają kolejne junki płynące do zatoki Ha Long. Przed nami stopniowo wyłaniają się z nicości kolejne wapienne wyspy. Śpiący smok. To właśnie nazwa zatoki Ha Long w tłumaczeniu. Te wszystkie wyspy wyglądają jak wijący się po wodzie, śpiący smok. Wychodzę na zewnątrz i próbuję przezwyciężyć zimny wiatr i zacinający deszcz. Spoglądam na kapitana, który niemal przysypiając, w maleńkim mostku siedzi i gołymi stopami steruje łodzią. Zza opuszczonych, pokrytych zimnym deszczem leżaków spoglądam na wyłaniającą się bajecznie piękną zatokę Ha Long. Za nami podążają dziesiątki junków płynące do zatoki. Wygląda to jak jakaś flotylla podczas inwazji. W sumie to jest inwazja. Przyjezdni najeżdżają zatokę Ha Long.

Kajaki w zatoce Ha Long

Rejs statkiem w zatoce Ha Long, Wietnam

Kajaki - Zatoka Ha Long, Wietnam

To zupełnie nie to, czego się spodziewaliśmy. Zamiast słońca, błękitnego nieba i zielonych wysp jak z pocztówki jest zimno, szaro i pada. A mimo wszystko jest magicznie. Smętnie, melancholijnie, ale pięknie. Łódź przemierza labirynt wysp Ha Long. Mijamy zacumowane statki towarowe, dryfujące śmieci i inne łodzie. Przyklejeni do szyby lub próbujemy wyjść na zewnątrz. Po paru godzinach orientujemy się, że inne łodzie zniknęły, a my docieramy do zacisznej zatoczki. Statek cumuje przy maleńkim pływającym pomoście. Pojawia się Taller i mówi, że czas na kajaki. W taką pogodę to chyba ostania rzecz, na którą mamy ochotę. Z drugiej strony… jest tak zimno, że woda wydaje się cieplutka. Mówimy sobie, że nie ma co marudzić i po chwili jesteśmy już w kajakach, opatuleni czym tylko się da. Jest zimno – to fakt – fale wlewają nam się przez burtę, momentalnie jesteśmy cali mokrzy, ale sprawia nam to nieopisaną radość.

Kajaki w Zatoce Ha Long, Wietnam

Wycieczka do zatoki Ha Long Bay, Wietnam

Pod wiatr, przemy do przodu grupą. Próbujemy zrobić kółko po małej zatoczce. Pływamy pomiędzy wyspami. Mijamy cuchnącą farmę małży. Dopływamy do jednej z wysp i zostawiamy kajaki przy maleńkiej plaży. Wspinamy się do jaskini Trong. W klapkach i na bosaka to istny tor przeszkód. Na zmianę śliskie i ostre skały. Przynajmniej już nie wieje. Taller tłumaczy, że w tych jaskiniach od tysięcy lat mieszkali rybacy. Potem, podczas wojny były tu kryjówki i szpital. Teraz czasami są tu jakieś koncerty. To zdaje się potwierdzać drewniana scena rozłożona gdzieś w kącie. Tyle, że nie ma tu żywego ducha. Mikroskopijna wyspa z jedną jaskinią wygląda na zupełnie opuszczoną. Kiedy wracamy do kajaków, są w zasadzie podtopione. Po kolei wylewamy z nich wodę i ruszamy dalej. W pewnym momencie słychać jakieś stłumione krzyki i głośny plusk. To Holendrzy właśnie wylądowali w wodzie. Ktoś musiał być pierwszy. Uśmiechnięci mówią, że nie jest tak zimno, a przecież i tak byli mokrzy.

Wieczór na statku wycieczkowym w zatoce Ha Long - Wietnam

Kurs robienia Spring Rolls na wycieczke po zatoce Ha Long Bay - Wietnam

Taller z daleka pokazuje nam jeszcze jaskinię Trinh Nu i mówi, że teraz można się wykąpać w lazurowej wodzie zatoki Ha Long. Woda ma ładny kolor. Do lazuru jej nieco brakuje, z powodu braku słońca. Nikt nie jest jednak zainteresowany. Wszyscy chcą dotrzeć do ciepłej łodzi i się przebrać w suche rzeczy. Znowu gorąca kawa i koce. Znowu skuleni wracamy na pokład gdzie już czeka na nas zastawiony stół. Jeszcze nie kolacja. Najpierw kurs robienia sajgonek. Czy raczej spring rolli – tych świeżych, niesmażonych. W taki ziąb pewnie stalibyśmy tylko nad garnkiem z olejem i grzali ręce. A tymczasem, tyle radości w moczeniu papieru ryżowego, nakładaniu makaronu dokładaniu ziół, mięsa, krewetek, warzyw, zwijaniu tego wszystkiego. Pęka, rozpada się, wyłazi, próbujemy jeszcze raz. W końcu się udaje.

Rambutany na kolacje - wycieczka po zatoce Ha Long, Wietnam

na wycieczce po zatoce Ha Long - Wietnam

Na talerzu rośnie górka gotowych, lekko klejących się spring rolli, które w końcu maczamy w przepysznym lekko kwaskowym sosie i pochłaniamy jeden za drugim. Kiedy ledwo się z tym uporaliśmy, na stół wjeżdża właściwa kolacja. Jakieś sosy, ryby, owoce morza. Najlepsze są krewetki ułożone w pucharkach w jakieś kiczowate rzeźby rodem z „Tygrysów Europy”, lampiony z ananasów i rambutany przypominające mrożony małpi móżdżek ze sceny z „Indiana Jones i świątynia zagłady”. Potem rozmowy do późna. Wiatr w końcu ustaje. Łódka lekko kołysze się na wodzie delikatnie ostukującej burtę. Łodzie dookoła gdzieś zniknęły. Nie widać nawet światełek. Jesteśmy sami gdzieś pośrodku małej zatoczki, pośród ciemnych wapiennych olbrzymów zatoki Ha Long. Nie było tak jak sobie wymarzyłem. I dobrze. Marzenia nas oszukują. Próbują nas wpędzić w jakieś alternatywne wyobrażenie o rzeczywistości. My dostaliśmy Ha Long taką jaka naprawdę jest. Zasypiamy opatuleni szczelnie kołdrami, wsłuchując się w ten cichy, kołyszący nas plusk wody.

Jaskinia Sung Sot

Rejs po zatoce Ha Long - Wietnam

Przewodnik wycieczki po zatoce Ha Long - Wietnam

O 6:00 rano budzi nas warkot silnika. Taller zbiera wszystkich na śniadanie. Przepraszającym głosem tłumaczy, że to dlatego, że chcemy być jako pierwsi w jaskini Sung Sot oraz na punkcie widokowym Titop. Wszyscy i tak są zadziwiająco wypoczęci. Albo to ekscytacja, albo spanie na lekko kołyszącej się łodzi jest aż tak relaksujące. A może poranny chłód. Chyba po trochu wszystkiego. Statek opływa wysepkę przy, której nocowaliśmy i wpływa do zatoki, w której są już dziesiątki statków. Kolejne płyną ze wszystkich stron. Rzucamy kotwicę koło jakiejś repliki parowca w stylu Missisipi, na którym dopiero ludzie wstają. My tymczasem dojadając kanapki ze śniadania sprawnie pakujemy się na małą łódkę, która zabiera nas na jedną z wysp. Udało się! Jesteśmy pierwsi. Faktycznie warkot silników dookoła zwiastuje najazd turystów. Inwazja jest o krok!

Przepiękna Jaskinia Sung Sot - Zatoka Ha Long, Wietnam

Spacer po jaskini Sung Sot - Zatoka Ha Long, Wietnam

Zaczynamy wspinaczkę pomiędzy gęstymi drzewami. Robi się nieco cieplej, nie ma już nieprzyjemnego wiatru. Pomiędzy gałęziami wyłania się zatoczka, po której mkną już w naszą stronę kolejne łódki ze zwiedzającymi. Znikamy w ciemnej, dusznej jaskini. Panuje tu niesamowita wilgoć, którą rozrywają odgłosy kapiącej wody. Z ciepłego światła lamp wyłaniają się kolejne sale i bajkowe zjawiska krasowe: stalaktyty, stalagmity. Ściany pokrywa błyszcząca warstwa wilgoci, w ustach czuć kwaskowy wapienny smak. Jaskinia Sung Sot jest ogromna. Okazuje się, że odkryto tu szczątki ludzi sprzed ponad 12 tysięcy lat. Tu więc zaczynał się Wietnam. Udało nam się. Można się zatrzymać, poczekać aż grupa zniknie za zakrętem, pokontemplować, wsłuchać się w śpiew jaskini, dotknąć w spokoju ściany, rozejrzeć, przez chwilę nie mieć ludzkiej twarzy w zasięgu wzroku. Fajnie poczuć jakąś taką pierwotną siłę kamienia. Jest w tym jakaś prehistoria. Potęga natury. Jej dziewicze piękno. Dobrze było tu trafić.

Statki w Zatoce Ha Long - Wietnam

Panorama zatoki Ha Long - Wietnam

Ti Top Island – wyspa radzieckiego kosmonauty

Wychodząc mijamy już tłumy walące prosto do jaskini. Na schodkach zaczyna się robić ciasnawo, już słychać znajome pokrzykiwanie, harchanie i plucie. Chyba już nici z kontemplowania. Z ciszy. Z magii tego miejsca. Dobrze, że stąd uciekamy. Taller wciska nas na łódkę, która niczym na filmie akcji, niemal ślizgiem przecina zatoczkę i kieruje się do wysepki obok Ti Top. Dobijamy do pomostu i na mikroskopijnym placyku niemal wpadamy na bieluteńki pomnik podpisany G.X Ti-Top. Taller mówi, że wytłumaczy jak tu wrócimy. Od razu zaczynamy więc wspinaczkę po 340 stopniach na całkiem stromą górę. Momentalnie robi się gorąco. Przypominamy sobie wieczorną walkę z chłodem na łodzi i od razu robi się lżej. Na końcu schodów jest mały okrągły taras z pagodą. Przed nami dotarła tu już jedna łódź, ale cały czas jest luźno.

Zatoka Ha Long Bay - wycieczka, Wietnam

Robię to co, na każdym punkcie widokowym. Nie patrzę, dopóki nie podejdę do krawędzi, tak, żeby zobaczyć wszystko od razu w pełnej krasie. To taka dziwna chęć niespojlowania sobie widoków. Nie chcę ich po trochu. Chcę całość! Zawsze warto. Tak i tu. Zatoka Ha Long to bajka. Niezależnie od pogody. Te wszystkie skały tworzące „śpiącego smoka”, ciężkie stalowe niebo, soczysta zieleń, która zdaje się wić, jakby chciała mnie opleść swoimi mackami i pochłonąć. Nawet te żrąco białe statki na szmaragdowej wodzie. Tak. Bez względu na pogodę Ha Long wymiata. Chodzimy dookoła i próbujemy zapisać w pamięci te widoki. Zdjęcia ich nie są w stanie oddać. Spłaszczają, spłycają, odzierają z kolorów, z tej niesamowitej przestrzeni. Pozostaje tylko pamięć, żywe wspomnienia, które za każdym razem wzbogacają zatokę Ha Long, upiększają, dobudowują. Tak to już jest ze wspomnieniami.

Radziecki astronauta - German Titov - pomnik na jednej z wysp Zatoki Ha Long, Wietnam

Droga w dół to horror. Akurat chyba było lądowanie kilku łodzi z Chińczykami. Można ich wszędzie poznać. Krzyczą, przepychają się, charczą i plują. Idą całą szerokością schodów, nie reagują na „Excuse me”. Jedyna opcja to zwyczajne przesunięcie ich. Co ciekawe w ogóle się na to nie obruszają, jakby to było u nich normalne. Na dole dzikie tłumy. Taller zaprasza na maleńką plażę i mówi, że teraz zgodnie z planem czas na „refreshing dip in the bay”. Hasło jak z ulotki biura podróży, ale biorąc pod uwagę temperaturę, wszyscy opatuleni w bluzy – i ręczniki plażowe – siadają i na piasku i po prostu patrzą na piękną okolicę. Ja drążę tego Ti-Topa z pomnika. Rysy ma mało wietnamskie. Taller mówi, że to jakiś radziecki kosmonauta i ma to związek z misją kosmiczną, w której uczestniczył Wietnamczyk. Próbuję to wszytko poskładać, ale mocno się to nie klei. Wietnamczyk – Pham Tuan  – uczestniczył w misjach Sojuz 36 i 37 w 1980 roku, ale to nie on. Okazuje się, że to German Titov – drugi człowiek w kosmosie, po Gagarinie, który w misji Vostok 2 okrążył Ziemię 17 razy. Skąd się wziął jego pomnik tutaj. Trudno powiedzieć, ale to ciekawy akcent.

Wyspa Cat Ba

Ładna zatoka w Wietnamie - Ha Long

Farmy małży w zatoce Ha Long, Wietnam

Uciekamy z zatoki, mijając dziesiątki kolejnych łodzi dowożących nowych turystów. Vega Travel super to obmyśliło, żeby spać na statku blisko i przypłynąć tu wcześniej, przed innymi. Płyniemy na południe w kierunku wyspy Cat Ba. Znowu jest zimno i wieje. Po kilku kilometrach podpływa do nas mniejsza łódka, na którą przesiadamy się z bagażami. Podobno to już inny region, w którym łodzie z Ha Long nie mogą już pływać. W małej, jednokabinowej łodzi płyniemy przez labirynt wysepek a Taller przechodzi przez plan zwiedzania. Znowu jest zimno, przez szpary ciągnie nieprzyjemny wiatr. Ukojenie przynoszą bajkowe widoki za oknami. Po godzinie dopływamy do maleńkiego portu Viet Hai. Schowani pomiędzy górami od razu odczuwamy ulgę. Pierwszy krok na ląd i od razu robi się jakoś tak cieplej. Przesiadamy się na rowery. Pordzewiałe, powykrzywiane jakby trawione rowerowym reumatyzmem. Hamulce nie działają, kierownica się rusza, ale te rowery to ruch. A ruch oznacza ciepło.

Wycieczka rowerowa Cat Ba Island - Wietnam

Góry wokół wioski Viet Hai, Wyspa Cat Ba Island, Zatoka Ha Long, Wietnam

Suniemy powoli wąską drogą wzdłuż brzegu. Wjeżdżamy w gęstą, wilgotną dżunglę miejscami wykarczowaną. Na małych łatkach rozciągają się pastwiska z wychudzonymi krowami, zalane pola ryżu. Na zboczach wyrastają rzędy uli i drzewa bananowe. Dalej już tylko gęste krzaki i dżungla wspinająca się po wapiennych skałach. Przejeżdżamy przez jaskinię i docieramy do małej wioski Viet Hai. Senne uliczki, jakieś banany suszące się na słońcu, którego nie ma. Dym znad ogniska. Biegające dzieciaki, psy i kurczaki. Mała wioska zapomniana przez świat. No może nie do końca, bo ulokowało się tu kilka homestayów. Na pewno to świat, jakiego niejeden Europejczyk chciałby posmakować. Taki, w którym wskazówki zegara zatrzymują się. Telefon bezpowrotnie gaśnie a my możemy się rozkoszować przyrodą dookoła. Po prostu sobie przebywać w tym nieczasie. Słuchać szumu wiatru, patrzeć na kiście bananów na drzewach i spacerować po wilgotnym lesie.

Trekking po dżungli, wioska Viet Hai, Wyspa Cat Ba Island, Zatoka Ha Long, Wietnam

Trekking po dżungli, Wyspa Cat Ba Island, Zatoka Ha Long, Wietnam

Zostawiamy rowery pod jakimś sklepem i ruszamy pieszo do lasu. Znowu robi się gorąco. Dżungla stopniowo zamyka się dookoła nas. Otula nas, jej objęcia zaciskają się coraz bardziej. Robi się duszno, mrocznie. Dookoła dziwne trzaski, złowrogie pajęczyny spoglądają spomiędzy gałęzi. Przeraża mnie ta chwila, w której uświadamiam sobie, że spadam w łańcuchu pokazowym na sam dół. To się dzieje w dżungli. Przeraża mnie każdy odgłos, każda gałązka, jakieś bliżej niezidentyfikowane stworzenie. Każdy dotyk – nigdy przecież nie wiadomo, czy to liść, pajęczyna czy wąż. Przechodzimy przez jakąś ciemną jaskinię – ponoć żyją w niej nietoperze wampiry – na szczęście, na żadnego nie trafiamy. Znowu pochłania nas dżungla. Z przerażeniem patrzę jak Taller chodzi w sandałkach! W końcu wspinamy się po skałach na gęsto porośniętą górę. Wejście to naturalne schody, bambusowe drabiny, jakieś rury związane trzciną. Wszędzie ślisko, skały ostre jak brzytwa. Strach w oczach.

widok na wioskę Viet Hai, Wyspa Cat Ba Island, Zatoka Ha Long, Wietnam

Trekking, Dżungla na wyspie Cat Ba Island, Zatoka Ha Long, Wietnam

Docieramy na przełęcz, z której rozciąga się przepiękny widok na wioskę i okoliczne lasy. Viet Hai jest malowniczo położona w dolinie odciętej ze wszystkich stron od świata zielonymi górami. Kiedy tak patrzę na tą ukrytą dolinę, na te pokryte gęstą dżunglą góry, przypomina mi się „Świat Zaginiony” A.C. Doyle’a. Tak właśnie wyobrażałem sobie miejsce odcięte od świata. Poza czasem i przestrzenią. Przepiękne. Warto było kupić tą wycieczkę chociażby po to, żeby przyjechać w to jedno miejsce. Schodzimy równie stromą ścieżką do wioski. Co i raz słychać czyjeś krzyki. Bardzo łatwo się tu poślizgnąć. Zejście musimy tez dzielić z chmarą ogromnych mrówek, które nie są zbyt skore aby ustępować nam miejsca. Do tego wszystko dookoła czuje jakąś nieodpartą potrzebę dotykania nas. Co chwila czuje na sobie jakąś nieznaną materią. Chropowatą, gładką, wilgotną, zimną, ciepłą. Brrr!

Dżungla na wyspie Cat Ba Island, Zatoka Ha Long, Wietnam

Wioska Viet Hai, Wyspa Cat Ba Island, Zatoka Ha Long, Wietnam

Wracamy z powrotem rowerami przez wioskę. Trochę się gubimy, rozdzielamy na drodze, wracamy, czekamy, ale przewodnika nie ma. W końcu stwierdzamy, że nie możemy się tu zgubić i wybieramy nową, nieznaną drogę. Okazuje się, że prowadzi ostro pod górę, żeby po chwili stromo zejść w dół. Po drodze przystajemy na przepięknym punkcie widokowym. O ile wcześniej przyszło mi do głowy skojarzenie ze „Światem zaginionym”, tak tutaj poczułem się dokładnie jak w książce. Stojąc w tym miejscu, nadstawiałem uszu aby usłyszeć ryk dinozaurów, które gdzieś tu przecież musiały być! I ta soczysta zieleń dżungli. Żrąca, wręcz szczypiąca. Nienaturalna, zmuszająca do mrużenia oczu. Wspaniała. Aż szkoda stąd odjeżdżać. Ale łódka czeka! Ze zdziwieniem stwierdzam, że po pobycie w dżungli wszystko jakby nabrało bardziej soczystych barw. Ciężkie stalowe niebo jest jakby cieplejsze a woda bardziej szmaragdowa.

Zatoka Han La – pływające wioski

Pływające wioski - Cai Beo - wycieczka po zatoce Ha Long - Wietnam

Zatoka Ha Long z lotu ptaka Wietnam

Ruszamy łodzią pomiędzy wyspami do zatoki Lan Ha. Jemy obiad, a za oknami pojawiają się plwające wioski. Zwyczajne domki zbite ze wszystkiego co było pod ręką drewna, blachy falistej – pływające na starych beczkach po ropie. Taki „Wodny Świat” Kevina Costnera. Docieramy do jednego z domów, z pomostem pełnym kolorowych kajaków, gdzieś pośrodku niewielkiej zatoki  i Taller ogłasza czas na kajaki i zwiedzanie pływających wiosek. Jesteśmy gdzieś pośrodku zatoki Lan Ha. Albo Ha Long. Jedna jest częścią drugiej. Rozglądam się dookoła. Tylko ta pogoda… Nie rozpieszcza nas. Jest 10 stopni i pada deszcz. Tłumaczę sobie, że przecież w słońcu to wszystko byłoby takie banalne. W taka pogodę trzeba patrzeć, szukać, wysilić się aby dostrzec piękno nieoczywiste tego miejsca. Bez filtra. Bez tapety. Trzeba wszystko zobaczyć takie jakim jest. Piękne w każdym calu. Wtedy można z cała odpowiedzialnością powiedzieć – tak. Zatoka Ha Long jest piękna. Zwyczajnie piękna.

Pływająca wioska Cai Beo - Zatoka Ha Long, Wietnam

Życie na wodzie - pływające wioski - Wietnam, Zatoka Ha Long

Jest tak zimno, że kajaki wydają się jedynym sensownym sposobem na ogrzanie. Ruszamy grupą na wycieczkę po pobliskiej pływającej wiosce. To niesamowite, że pomiędzy tymi pięknymi wapiennymi wysepkami pokrytymi dżunglą żyją ludzie. Pływające wioski zatoki Ha Long i Lang Ha to kompletna abstrakcja. To jakby nasz lądowy świat przeniesiony na wodę. Domy, sklepy, urzędy. Zamiast pola ryżu jest woda, zamiast obory i stodoły są sieci z rybami i kaczki. Są nawet psy. Na małych pomostach nie maja szans się wybiegać. Ale za to mogą popływać. Zycie tutaj wydaje się niczym nie różnić od tego na lądzie. Nawet podatki od nieruchomości trzeba płacić. Za dom na wodzie… w zamian władze pilnują, żeby nie było za dużo śmieci, które kiedyś niestety kończyły w wodach zatoki. Teraz w Ha Long też pływają tu śmieci, ale jest ich znacznie mniej.

zwiedzanie pływającej wioski - Cai Beo - wycieczka po zatoce Ha Long - Wietnam

Zatoka Ha Long kajakiem - Wietnam

Ciekawostką jest dieta mieszkańców. Żyją z łowienia ryb i owoców morza, ale tych ostatnich jedzą dość mało. Bynajmniej nie chodzi o to, że można je drożej sprzedać, tu krewetki są prawie tak tanie jak kurczak. W owocach morza jest dużo wapnia i nadmiar tego składnika w diecie, powoduje zwyrodnienia kości. Dlatego zamienili owoce morza na ryż i warzywa sprowadzane z lądu. Ha Long to naprawdę jest „Wodny Świat”. Do sklepu płyniesz łodzią. Do sąsiada pożyczyć cukier – też. No chyba, że łodzi akurat nie ma, wtedy można powiosłować, np. na dużym kawałku styropianu. To przychodzi mi do głowy akurat wtedy, kiedy mija mnie Wietnamczyk kucający na wielkim styropianowym sześcianie i wiosłujący od niechcenia od wioski do wioski. Czuję, że mógłbym tak sobie pływać od domku do domku i podglądać tych ludzi. Lekko kołysząc się na wodzie, patrzyłbym jak żyją, drzemią przed domem, jak psy szczekają a dzieci się bawią jakimiś prętami. Jak matki szykują jedzenie a ojcowie doglądają ryb pluskających w sieciach. Po prostu patrzeć na ten inny, wodny świat.

Pływająca wioska Cai Beo

Pływająca wioska Lang Chai - zatoka Ha Long, Wietnam

Statki rejsowe w zatoce Ha Long, Wietnam

Robi się późno więc wracamy na łódź. Czekają na niej przemarznięci maruderzy, którym nie chciało się wiosłować. Ruszamy z tego malowniczego zakątka w kierunku wyspy Cat Ba. Po kilku dziesięciu minutach wpływamy do pływającej wioski Cai Beo – największej w Wietnamie, liczącej ponad 300 domów, i jednocześnie najstarszej – założonej 7000 lat temu. O ile poprzednie wioski przypominały przypadkowe skupisko domów kotwiczonych gdzie się da, o tyle w Cai Beo domy są ułożone i zorganizowane tak aby były jak najlepiej skomunikowane. Tory wodne przypominają ulice, są sklepy, bazar a całość jest podzielona na kwartały i dzielnice. Zaraz obok pływającej wioski Cai Beo jest Ben Beo – wioska, w której znajduje się przystań. Tutaj czeka na nas busik, który wiezie nas kilkaset metrów do miasteczka Cat Ba.

Nocowanie na wyspie Cat Ba –  Hung Long

Wieczór na wyspie Cat Ba - zatoka Hanlong, Wietnam

Miasteczko to w zasadzie nadużycie semantyczne. Cat Ba to po prostu plama betonu na wyspie porośniętej dżunglą. Wjeżdżamy w jasno oświetlone ulice, pomiędzy wysokimi budynkami hoteli. Taki kurort nadmorski w miniaturce. Jest nawet miniaturowa promenada, po której chodzą ludzie. Ku naszemu zdziwieniu, podjeżdżamy pod najładniej wyglądający hotel w miasteczku – Hung Long –  i dostajemy naprawdę ładny pokój. Przemarznięci po dwóch dniach, od razu prosimy o piecyk. Niestety nikt tu o takim nie słyszał. A klimatyzacja tylko chłodzi. Pierwsze co więc robimy to mini ogrzewacz – wciskam hotelową suszarkę w oparcie fotela i ustawiam grzanie na max, żeby choć trochę nagrzać pokój. Do tego prysznic, gorąca herbata i jakoś ożywamy. Teraz można pomyśleć o kolacji.

Wieczór w Cat Ba, Zatoka Ha Long, Wietnam

Zupa Pho - Cat Ba, WIetnam

Większość restauracji serwuje dania zachodnie, więc postanawiamy zaryzykować i iść do poleconego przez Tallera Phuong Nhung. Zazwyczaj nie korzystamy z poleceń przewodnika, bo nie zawsze muszą być szczere, dziś jednak nie mamy siły szukać dalej. Pho Bo okazuje się strzałem w dziesiątkę. Przemili ludzie i przepyszne pho za grosze. Po drodze spotykamy parę Szkotów, którzy mieli ze sobą tylko szorty i t-shirty. Paradują dumnie w nowych bluzach North Face. Zadowoleni chwalą się, że kupili je po 10 dolarów za sztukę. – Nie wierzę, że ubrania North Face są tu tak tanie – dziwi się Szkot. Nie mamy serca mu powiedzieć, że… może to podróbki… Jak wszędzie tu. Najważniejsze, że jest im ciepło. Kiedy wracamy, na promenadzie zaczyna się koszmar. Centralnie pod naszym hotelem – i pod naszym balkonem – rozstawiło się przenośne karaoke. Rozradowani i podchmieleni Wietnamczycy zaczynają po kolei realizować swoje niespełnione ambicje wokalne. Okna i tak mamy zamknięte, bo przecież zimno. Po raz pierwszy w życiu usypiamy przy koszmarnym akompaniamencie wietnamskiego ulicznego karaoke. Ale przynajmniej jest ciepło.

Pływająca wioska Lang Chai - Cat Ba, zatoka Ha Long, Wietnam

Najlepsza wycieczka zatoka Ha Long Wietnam

Rano wracamy na łódź. Jest jeszcze zimniej i zaczyna padać. Przed nami powrót przez wszystkie te piękne zatoczki zatoki Ha Long i Lan Ha. Według planu, dziś jest czas na „relaxation on the boat deck”. Czyli chillout i opalanie się. Tymczasem jest tak koszmarnie zimno, że znowu, wszyscy jak jeden mąż walczymy o odrobinę ciepła. Siedzimy w jednym miejscu, zarzucamy na siebie ręczniki plażowe a dziurawe drzwi zatykamy kapokami. Nikt nie myśli nawet o wychodzeniu na ląd. W połowie drogi wracamy z powrotem na wczorajszy, większy statek. Niestety nie mamy kajut. A szkoda, bo najchętniej owinęlibyśmy się tu w kołdrę. Kiedy docieramy do portu, okazuje się, że nasz bus się spóźnia, więc zmarznięci czekamy na lodowatym wietrze. W końcu, zaparowanym i wygrzanym busem wracamy do Hanoi. Jeszcze tylko przystanek na marmurowe gargamele i jesteśmy w stolicy.

Zima w Hanoi

Wieczorny spacer po Hanoi - Wietnam

Uliczne stragany w Hanoi - Wietnam

Bun Cha - kolacja w Hanoi

W Hanoi doznajemy szoku. Temperatura 12 stopni Celsjusza. Wszyscy chodzą w kurtkach i w czapkach. Obok charakterystycznych stożkowych kapeluszy z trzciny na straganach do kupienia są wełniane czapki. Nie tak to wszystko miało wyglądać. Przecież jesteśmy w tropikach. Tutaj 30 Grudzień powinien być ciepły. Siadamy przy misce bun cha w jakiejś zacisznej, ciepłej knajpce, blisko kuchni i podsumowujemy wycieczkę. Pomimo pogody, było świetnie. Wybraliśmy naprawdę dobre i solidne biuro, które ma super plan podróży – zwiedzanie jest bardzo komfortowe, bez tabunu Chińczyków na plecach. Łódź i hotel były bardzo przyzwoite. Jedzenie super. Tyle zależało od organizatora. Przyroda zatok Ha Long i Lan Ha oraz wyspy Cat Ba to coś o czym trudno mówić, trudno pisać. Można powiedzieć, że to „świat zaginiony”, „wodny świat”, że jaskinie, że góry, że szmaragdowa woda… wszytko to jednak na nic. Trzeba to zwyczajnie zobaczyć na własne oczy.

Zatoka Ha Long, Wietnam