Wyjazd do Kirgistanu. Poradnik

Wyjazd do Kirgistanu – organizacja

Kirgistan jest małą postsowiecką republiką wciśniętą pomiędzy Kazachstan i Chiny, graniczy również z Uzbekistanem i Tadżykistanem. Kraj ma powierzchnię 2/3 Polski, ale mieszka tu zaledwie 5 mln ludzi. To dlatego, że 93% kraju zajmują góry. Te największe, to pasmo Tienszan położone na południowym wschodzie kraju. Kirgistan to kraj dla ludzi kochających góry, dziką naturę i takich, którym nie przeszkadza zbytnio sowiecka spuścizna. Na poziomie mentalności, kultury i zaniedbanej infrastruktury.

Jak zorganizować wyjazd do Kirgistanu? Najlepiej jechać tam na własną rękę, z plecakiem. Istnieje wiele opcji wyjazdu na zorganizowane wycieczki, ale są one drogie. Wszystko, co oferują, można zwiedzić na własną rękę za niewielkie pieniądze, poświęcając jedynie trochę czasu na organizację podróży. Kirgistan jest krajem bardzo tanim i łatwym w zwiedzaniu. Mimo, że nie ma tu dobrze rozwiniętej infrastruktury turystycznej, transport pomiędzy miastami jest bardzo dobrze zorganizowany. Drogi są w złym stanie, ale są. Pomimo położenia kraju – w wysokich partiach gór – podróżowanie po Kirgistanie nie nastręcza dużego bólu głowy.

Nie trzeba nawet zbytnio planować pobytu. Jeżeli chcecie jechać w góry na trekking i bierzecie swój namiot, będziecie w 100% niezależni. Jeżeli chcecie zwiedzać miasta, też nie ma problemu, transport to często kursujące marszrutki, a nocleg tez zawsze się znajdzie. Jedyne wyprawy, które wymagają uprzedniego planowania to te w regiony przygraniczne – z Chinami czy Tadżykistanem. W niektórych strefach wymagane są pozwolenia na pobyt. Te można załatwić na miejscu, ale trwa to zwykle około tygodnia, lepiej więc zorganizować wszystko zawczasu. Jeżeli chcecie dotrzeć pod szczyty Tienszan – Chan Tengri i Pik Pabiedy – do Base Camp South Inylchek – i wracać stamtąd helikopterem, to też lepiej zakupić bilety z wyprzedzeniem.

Coraz popularniejszą opcją jest tez wypożyczenie auta. Biorąc pod uwagę warunki na drogach a także poza nimi, oraz kirgiską drogówkę, jest to opcja dla odważnych. Oczywiście zamiast korzystać z zachodnich sieciowych wypożyczalni, lepiej postawić na coś miejscowego UAZ-a. Oczywiście nie są to kultowe łaziki z czasów ZSRR, tylko modele z lat od 1990 do 2014 (cały czas produkowane), tym niemniej wyglądają identycznie. Minusem jest to, że są bardziej zawodne niż oryginały, ale w tym tkwi ich urok. UAZ Buhanka Rental oferuje auta już od ok 40 USD za dzień. W autem mogą komfortowo (pojęcie względne w przypadku UAZ-a) podróżować cztery osoby, więc to niezły interes. Konieczne będzie międzynarodowe prawo jazdy (honorowane są zarówno te na podstawie konwencji wiedeńskiej jak i genewskiej). Benzyna jest dość tania ok. 40 somów za litr (ok. 2 PLN) a stacje łatwo znaleźć w większości miejscowości. Wyzwaniem są drogi górskie, na których można zniszczyć auto. Nie ma co liczyć na assistance jaki znamy z Europy.

Ja za każdym razem korzystałem z marszrutek i podróżowałem raczej spontanicznie, bez ułożonego z wyprzedzeniem planu. Wiedziałem dokąd chcę pojechać, ale dostosowywałem się do zmieniających warunków i nadal udało mi się podróżować tanio, znajdować noclegi i zobaczyć to, co chciałem.

Wyjazd do Kirgistanu – przekraczanie granicy i wiza

Obywatele Polscy, od 2012 roku nie potrzebują wizy do Kirgistanu na pobyt do 60 dni. Kontrola na granicy i odprawa nie są problematyczne. Nie trzeba wypełniać żadnych podań, kart wjazdu itp. Raz zdarzyły mi się pytania o cel przyjazdu i ilość wwożonej waluty. Od 2017 roku również sąsiedni Kazachstan zwolnił obywateli Polskich z obowiązku wizowego. Tu jednak trzeba na wjeździe wypełnić kartę wjazdu i zachować kwitek przez cały swój pobyt. Przy przekraczaniu granicy, szczególnie – wyjeździe z Kirgistanu mogą paść pytania w stylu – czy wieziesz jakieś narkotyki? – i to nie jest żart. I lepiej odpowiadać szczerze, że nie. Słyszałem też o próbach naciągania przez strażników na granicy z Kazachstanem (Karkara) na „zieloną kartę”, która nie jest potrzebna.

Warto pamiętać o tym, że Kirgistan jest demokracją bardzo młodą a postsowiecka biurokracja ma się tu jak najlepiej. Przed wyjazdem koniecznie należy sprawdzić obowiązujące przepisy, bo te zmieniają się jak w kalejdoskopie. Na przykład, w 2016 roku wprowadzono przepis, że każdy przyjezdny mający zamiar pozostać w Kirgistanie powyżej 5 nocy, musi się zarejestrować w urzędzie i zameldować pod konkretnym adresem. To oznaczało kolejki w urzędach, nową opłatę i nic więcej. Po kilku dniach od wprowadzenia, z przepisu się wycofano. Zmienia się dużo i często. Trudno za zmianami nadążyć, warto więc sprawdzić przed samym przyjazdem. Na chwilę obecną, nie potrzebna jest rejestracja czy zameldowanie.

Wyjazd do Kirgistanu – dolot i transport z lotniska

Dolot do Kirgistanu generalnie nie jest tani, ale łatwo da się tą cenę obniżyć. Najwygodniejszą, ale też najdroższą opcją są loty z Warszawy do Biszkeku – oferują je Turkish Airlines i Aeroflot. Loty z przesiadką w Stambule lub Moskwie. Godziny i czas lotów raczej znośne. Ceny zaczynają się od około 2 100 PLN. Co ciekawe, te same loty Turkish z Berlina lub Pragi zaczynają się już od ok. 1 500 PLN. Tańszą opcją może być Pegasus Airlines – loty z Pragi, Lwowa lub Berlina – leciałem dwoma pierwszymi połączeniami za ok. 800 PLN każde. Trzeba pamiętać, że praktycznie wszystkie loty z Europy przylatują tu i wylatują o barbarzyńskich porach między 3:30 a 6:00 rano. O tej porze do miasta można się dostać jedynie taksówką – kierowcy dosłownie rzucają się na przylatujących oferując przejazd za 1000-1500 somów (15-20 USD).

Dlatego warto przeczekać kilka godzin na lotnisku. Od ok. 7:00 rano zaczynają kursować marszrutki. Po wyjściu z terminala trzeba skręcić w prawo i wypatrywać mikrobusów z numerem 380. Za kurs zapłacimy 50 somów (ok 2,6 PLN) + 10 za bagaż. Kurs do centrum trwa ok. 40-50 minut, w zależności od natężenia ruchu i liczby przystanków po drodze. Jeżeli jedziemy na dworzec autobusowy, warto poprosić kogoś, żeby nam powiedział gdzie wysiąść. Nie ma sensu jechać do końca, wysiadając przy ulicy Kuliev skrócimy sobie spacer na dworzec. Marszrutka kończy bieg przy skrzyżowaniu głównych ulic: Jash Gvariya Blvd (Molodaya Gvardiya) i Chuy (czyt. Czuj). Z tego samego miejsca odjeżdżają marszrutki na lotnisko. Średnio co ok. 30 minut, ostatnia ok 21:00. Jeżeli zależy nam na oszczędnościach, warto pojechać ostatnią marszrutką i spać na lotnisku (warunki są bardzo dobre). Na samolot odlatujący ok. 5:00 i tak trzeba się stawić ok 3:00, płacenie więc za hotel i taksówkę na lotnisko (ok. 500 somów) to zbytek.

Do Kirgistanu przez Ałmaty

Najtańszą i nadal w miarę wygodną opcją dostania się do Kirgistanu jest lot do Ałmat w Kazachstanie i transfer stamtąd do Biszkeku lub Karakol – w zależności od celu naszej wyprawy. Loty z Warszawy do Ałmat obsługuje Ukraine International Airlines oraz Bielavia. Ceny biletów wahają się od 1100 PLN do 1500 PLN Obie linie odlatują z Warszawy po południu, po krótkiej przesiadce w Kijowie lub Mińsku, czeka nas nocny lot. W Ałmatach lądujemy ok 4:00-5:00 rano. Z lotniska bierzemy autobus miejski – numery i godziny kursowania się zmieniają – ale około 5:00 rano powinny już kursować. Przystanek jest zaraz po wyjściu z budynku terminala, dosłownie kilkanaście metrów w prawo. Za bilet płacimy kierowcy – 250 KZT (ok. 2,60 PLN). Tańszą opcją są autobusy miejskie łapane zza lotniska – kosztują 80 (ok. 0,85 PLN) KZT, ale kursują dopiero od ok. 6:00 rano. Nawet taksówka nie wydaje się droga – ok 4000 KZT (ok. 45 PLN). Wystarczy dojechać do metra, np. do najłatwiejszej do zapamiętania stacji Bajkonur. Tam przejechać metrem do stacji Moskwa (cena 80 KZT), następnie przejść 2 km do dworca autobusowego Sayran (Sayran Bus Station).

Tam czekają na nas kursujące co ok. godzinę marszrutki do Biszkeku. Cena biletu to 1 500 KZT (ok. 16 PLN). Kurs do przejścia granicznego w Korday trwa 3 godziny. Na granicy zabiera się swoje rzeczy i przechodzi granicę pieszo. Po stronie kirgiskiej czeka już lokalna marszrutka, która zabiera nas na kazachskim bilecie do Biszkeku. Po pół godzinie jesteśmy na dworu autobusowym. Ta opcja wydaje się skomplikowana, ale nie jest! Oszczędza się w ten sposób dużo pieniędzy a i czasu nie traci tak wiele. Przy pomyślnych wiatrach o 11:00 będziecie już na dworcu, skąd można spokojnie łapać marszrutki do Karakol – dojedziecie na 19:00-20:00. Przylatując bezpośrednio do Biszkeku łączna podróż do Karakol potrwałaby może 3 godziny krócej.

Pieniądz w Kirgistanie czyli Somy

Walutą Kirgistanu jest SOM. Jeden kosztuje ok. 0,05 PLN. Pieniądze kupić można jedynie w Kirgistanie. Jeżeli przylatujemy samolotem do Biszkeku, na lotnisku najlepiej wymienić drobną kwotę, rzędu 10-20 USD – żeby mieć na transport i zapas. Kurs nie jest najlepszy. Resztę somów można kupić w jednym z kantorów w mieście. Wybór jest ogromny, po całym centrum wzdłuż alei Chuy widać kantory. Dużo jest ich także wokół Bazaru Osz (Osh Bazar) oraz przy dworcu autobusowym. Na przejściu granicznym Korday również jest dużo kantorów – oferują dobre kursy wymiany. W mieście trzeba patrzeć na kurs wymiany, ale jak wielu postsowieckich republikach – mają się one nijak do rzeczywistości, kiedy przychodzi do transakcji. Dlatego zanim położymy pieniądz na ladzie, trzeba koniecznie zapytać o kurs! Kurs zależy od trzech kwestii:

Przede wszystkim waluta, jaką wymieniamy. Najbardziej pożądanym pieniądzem na świecie jest oczywiście dolar amerykański. Tak też jest w Kirgistanie. Branie naszego euro mija się z celem, mogą być problemy z wymianą, a jeżeli już znajdziemy chętnych to kurs będzie słaby, na pewno mniej się opłaci niż dolar. Z walutą wuja Sama poradzimy sobie wszędzie na świecie. Jeżeli ktoś nie uznaje dolara, lepiej już wziąć rosyjskie ruble lub kazachskie tenge.

Ważna jest też kwota, jaką wymieniamy – oczywiście im więcej, tym kurs jest lepszy – zbliżony do tego na tablicy. Wymiana 20 USD zazwyczaj wiąże się z niższym kursem. 100 USD jest już porządną kwotą.

Trzeba również zwrócić uwagę na banknoty. Jak wszędzie w krajach byłego ZSRR, banknoty muszą być nowe – w przypadku dolarów – kolorowe, z dużymi głowami prezydentów. Ze starymi dolarami jest problem. Po długich negocjacjach może się udać wymiana, ale po dużo gorszym kursie. Pieniądze muszą być też w idealnym stanie. Nie mogą być pogniecione czy porwane, odgięty pasek zabezpieczający również dyskwalifikuje banknot. Zapomnijcie też o wymianie dolarów, na które są pomazane, czy jest coś na nich popisane. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego takich banknotów nie da się wymienić. W końcu mnie olśniło. W krajach z tak dużą szarą strefą i tak skorumpowanych, każdy charakterystyczny banknot, który da się namierzyć i zidentyfikować, staje się bezużyteczny. Dlatego takich banknotów nikt nie przyjmie nawet po negocjacjach.

Bankomaty to rzadkość, jeżeli już występują to w dużych miastach. W Kirgistanie rządzi gotówka. Bierzcie więc ze sobą papierowy pieniądz i zwracajcie uwagę na walutę: dolary, nowe, nieuszkodzone banknoty!

Wyjazd do Kirgistanu – co jeść

Jedzenie w Kirgistanie jest przepyszne. Łączy w sobie niesamowite smaki i wpływy z Azji Centralnej i oczywiście z Rosji. Zapomnijcie, żeby przywozić tu swoje jedzenie – chyba, że ktoś panuje wysokogórskie wyprawy czy długie trekkingi, na których przydaje się jedzenie liofilizowane – o to tu ciężko. Również konserwy nie są tu szczególnie dobre na wyprawy w góry. Do wyboru jest wołowina, baranina lub konina. Wszystko tłuste i raczej średnie. Oprócz tego konserwy rybne – włączając w to ryską „złotą sairę”. W góry warto zabrać ze sobą rzeczy z Polski. Jeżeli planujecie tułaczkę i wizyty w miastach oraz wsiach – kosztujcie boskiego lokalnego jedzenia!

Warto oglądać, wąchać, dotykać, próbować! Kirgiskie jedzenie smakuje słońcem, pachnie przygodą. Czeka tu na was kilka niespodzianek i nie raz się zdziwicie. Sporo jest wpływów rosyjskich oraz chińskich, wszystko to połączone z prostą kuchnią koczowników. Podstawa wyżywienia to baranina, świeżo wypiekany chleb oraz – w sezonie – wspaniałe świeże warzywa. Popijane trącącym drożdżami kumysem lub cienką zieloną herbatą. W podróży można złapać pyszną samsę z baraniną, manty lub pielmieni. Ciekawą pozycją jest plow, czyli popularny w dużej części Azji pilaw. Jako deser najlepsze są suszone morele z Batkenu i orzechy włoskie z Arslanbob zanurzone w miodzie.

Kirgiska kuchnia nie należy może do najlżejszych i najzdrowszych, ale jest pyszna, oparta na świeżych, lokalnych składnikach i warta grzechu. To, czego warto spróbować podczas pobytu w Kirgistanie okazało się tematem na oddzielny post, znajdziecie go tu.

Wyjazd do Kirgistanu – podróżowanie i transport

Transport publiczny jest bardzo dobrze zorganizowany. Ze stolicy – Biszkeku – można się dostać bez problemu praktycznie wszędzie. Nie zawsze bezpośrednio, ale składanie planu podróży jest naprawdę proste. Transport opiera się na tzw. marszrutkach, czyli minibusach, które jeżdżą pomiędzy miastami zabierając pasażerów z dowolnego miejsca. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że nie ma co liczyć na rozkład jazdy. Zasada jest taka, że marszrutka odjeżdża, kiedy się zapełni – nikt przecież nie będzie jechał na pusto. W zależności od kierunku, dnia tygodnia i pory dnia czeka się chwilę lub nawet kilka godzin. Najlepiej stawić się na dworcu jak najwcześniej. Marszrutki w Kirgistanie to w większości dość dobrze utrzymane Mercedesy Sprintery, które rozwijają w trasie konkretne prędkości. Nie dla osób o słabych nerwach i wygodnickich – w środku jest ciasno, bywa też duszno. Za to jest tanio i dość szybko.

W Biszkeku, praktycznie wszystkie marszrutki zaczynają kursy z Dworca Zachodniego (Zapadnyj Avtovakzal). Znajduje się nieco z dala od centrum, można tam dojechać marszrutką lub dojść na piechotę – z Osz Bazar to około 15 minut. Stamtąd można dojechać wszędzie.

Przykładowe ceny marszrutek i czas podróży:

Biszkek – Karakol – 350 somów (ok 7 godz.)

Biszkek – At Baszy – 400 somów (ok 8 godz.)

Osz – Dżalal Abad – 150 somów (ok. 2 godz).

Dżalal Abad – Arslanbob (z przesiadką w Korgon Bazar) – ok 110 somów (ok. 3 godz.)

Zazwyczaj doliczana jest opłata za bagaż. W zależności od kursu to kwota ok. 50 somów. Bagaż tak czy siak ląduje z tyłu w bagażniku. Warto dopilnować pakowania, żeby nie wypadł po drodze z otwierających się drzwi marszrutki lub żeby nic się w nim nie połamało (np. przytroczone kijki trekkingowe).

W przypadku marszrutek miejskich – jeżdżą dosłownie wszędzie, kursy opisane są na tabliczkach za przednią szybą. Próba jakiegokolwiek usystematyzowania i zrozumienia numerów marszrutek niestety kończy się niepowodzeniem. Ich numery są chyba przypadkowe, lepiej więc czytać tabliczki nadjeżdżających aut. Nie jest to łatwe, bo zbliżają się szybko, a czytanie kirgiskich nazw pisanych tutejszą cyrylicą to nie lada wyzwanie. Do marszrutki wsiadamy na pewniaka. Bywa tłoczno, więc lepiej uważać na bagaż. Nie warto pytać kierowcy o cenę przejazdu, bo na 99% ją zawyży. Wystarczy dobrze się rozejrzeć po kabinie – cena przejazdu powinna być wydrukowana i przyklejona w widocznym miejscu (zwykła kartka A4). Napisy po kirgisku, ale taryfę łatwo odczytać. Zazwyczaj to 10 somów + 10 za bagaż (jeżeli jedziemy z plecakiem). Żeby wysiąść, wystarczy dać znać kierowcy lub zwykłym „ostanowities’ pażałsta”. Marszrutki nie mają przystanków, zatrzymują się w okolicach skrzyżowań.

Opcją są również taksówki, bądź wynajmowane auta. Taksówki w opcji dzielonej, można złapać praktycznie na każdym dworcu – oferują przejazdy do najpopularniejszych miejsc: Osz, Ałmaty, Bałykczy, Karakol, Jalal Abad. Są nieco droższe niż marszrutki, zazwyczaj szybsze i szybciej się zapełniają – chociaż nie ma na to gwarancji. Podróż jest w maksymalnie 5-6 osób, więc komfort powinien być wyższy. Plusem jest to, że dzielone taksówki mogą pojechać tam, dokąd nie jadą marszrutki – do mniejszych miasteczek i wsi, poza głównymi szlakami komunikacyjnymi, do mało uczęszczanych przejść granicznych (np. Karkara) itp.

Wynajem auta jest ciekawą opcją, jeżeli chcemy dostać się w miejsca, do których nie kursuje transport publiczny – na szlak w górach – np. do opuszczonego miasta Inylcczek, gdzie zaczyna się szlak po lodowcu Inylczek Południowy, czy do Tasz Rabat z najbliższego miasteczka At Baszy. Cena zależy od auta i miejsca, do którego mamy jechać. Można negocjować – konkurencja wśród kierowców jest spora a przyjezdnych cały czas mało. Na odcinku Karakol – Inylczek (obóz Maida Adyr 15 km dalej za miastem) – zapłaciłem ok. 100 EUR, za pół dnia auta z kierowcą na trasie At Baszy – Tasz Rabat zapłaciłem 1 500 somów (ok 75 PLN).

Nie ma sensu korzystanie z kolei w Kirgistanie do przemieszczania się w ramach kraju. Jedyna linia wewnętrzna łączy Biszkek z Bałykczy nad jeziorem Issyk Kul. Pociąg jeździ rzadko, nieregularnie i długo – 7 godzin na trasie, którą marszrutka robi w dwie. Pociąg w Kirgistanie powinien być rozpatrywany bardziej jako ciekawostka niż środek transportu.

Loty krajowe są dość tanie. Praktycznie jedyna linia, która oferuje loty krajowe to AirManas – spółka należąca do tureckich Pegasus Airlines. Loty z Biszkeku do Osz odbywają się kilka razy dziennie, najtańszy bilet kosztuje 24,99 USD (w tym bagaż nadawany 15 kg). Biorąc pod uwagę odległość i warunki drogowe pomiędzy miastami, to bardzo dobra opcja. Oszczędność czasu jest ogromna, a piękne widoki z drogi zastępują te z okien samolotu.

Podsumowując, w przypadku transportu w Kirgistanie mamy dwie zmienne: czas i koszt. Możemy poświęcić czas i zapłacić dużo mniej, lub być szybciej, ale za nieco wyższą kwotę. Zazwyczaj i tak wychodzi niedrogo.

Bezpieczeństwo w Kirgistanie

Kirgistan to postsowiecka republika. W tej grupie krajów myśląc o bezpieczeństwie, warto rozpatrzeć dwie perspektywy: ze strony państwa i jego organów oraz ze strony innych ludzi. W Kirgistanie, jako najbardziej demokratycznym państwie regionu, ze strony państwa: wojska, policji czy innych służb raczej nic nam nie grozi. Nie pójdziemy tu do więzienia stwierdzenie typu „w kraju panuje korupcja a prezydent sobie nie radzi” – bez względu na to czy to prawda czy też nie. W pozostałych republikach – może wyłączając Kazachstan – może być z tym gorzej. Pod tym względem możemy się czuć w Kirgistanie bezpiecznie. A jak z bezpieczeństwem na co dzień? Niestety to, co w pierwszej kwestii jest zaletą, w drugiej działa na niekorzyść kraju. O ile w Turkmenistanie czy Uzbekistanie nic nam nie grozi na ulicy, bo przyjezdni są albo pod kloszem, albo pod specjalnym nadzorem – i jakikolwiek kontakt z nimi jest ryzykowny – o tyle w Kirgistanie jesteśmy zdani na swoje własne szczęście.

Kirgistan jest krajem muzułmańskim, ale panuje tu dość swobodne podejście do religii. Po latach sowieckiego ateizmu islam wrócił, ale jest nieinwazyjny. Widać meczety, słychać muzeina, wieprzowiny raczej nie ma dużo w sklepach, ale nie ma mowy o kobietach chodzących z zakrytymi twarzami. Trochę bardziej widać to na południowym zachodzie – w kotlinie fergańskiej gdzie mieszkają Uzbecy – tam generalnie kobiet widać mniej – siedzą w domach. Jednak nawet w wersji uzbeckiej islam wydaje się bardzo kulturalny, wyważony, powściągliwy. Nie ma tu problemów typowych dla krajów arabskich.

Samotnym kobietom podróżowanie w Kirgistanie jest raczej odradzane. Rola kobiet w tym tradycyjnym, pasterskim kraju jest raczej z góry ustalona i mocno zakorzeniona – gospodarstwo domowe i mąż. Spotkanie z grupą nietrzeźwych Kirgizów może być nieprzyjemne (jak również dla mężczyzn). Wzmianki o napadach czy próbach gwałtu na turystkach są rzadkie, ale się zdarzają. W 2007 roku zdarzyło się nawet, że dwie amerykanki padły ofiarą tzw. ała kaczuu (ala kachuu), czyli porwania kobiety w celach matrymonialnych. Ofiara jest uprowadzana i zmuszana do ożenku z obcym mężczyzną. Kirgizi uważają to za islamską tradycję, w rzeczywistości to bzdura, zjawisko rozpowszechniło się za czasów ZSRR. To chyba najczarniejsza z plam na kulturze kirgiskiej – szacuje się, że nawet 25% małżeństw jest tu zawieranych w wyniku porwania. Cudzoziemki raczej nie padają ofiarą ala kachuu, ale warto mieć świadomość procederu.

Problemem jest za to bardzo tania wódka (65 somów, czyli 3,30 PLN za pół litra) i alkoholizm. Po alkoholu lub żeby zdobyć na niego pieniądze, ludzie mogą robić głupie rzeczy, dlatego nie warto kręcić się po Biszkeku, Jalal Abadzie czy Osz po nocy. Słyszałem historie o napadach, mi podczas trzech podróży do Kirgistanu nic nieprzyjemnego się nie przytrafiło. Warto zachować podstawowe zasady zdrowego rozsądku. Kirgistan to kraj biedny, więc chodzenie z drogim sprzętem i w ostentacyjnie drogich ubraniach będzie przyciągało niepotrzebnie uwagę. W małych miasteczkach i wioskach nie powinno być problemów – tam gdzie wszyscy się znają, napaść na przyjezdnego raczej się nie ukryje.

Warto również pamiętać, że w Kirgistanie wciąż drzemią konflikty etniczne. W przeciwieństwie do sąsiedniego Tadżykistanu, nie było tu wojny domowej, ale co jakiś czas wybuchają zamieszki pomiędzy Kirgizami i Uzbekami. Tak było w okolicach Osz i Dżalalabadzie w 1990 roku i ostatni raz w 2010 roku. Według szacunków mogło zginąć nawet 2 tysiące osób, głównie Uzbeków. Nieciekawie może również być na zachodzie kirgiskiej części kotliny fergańskiej – Batken i okolice, gdzie potrafią się zapędzić grupy muzułmańskich separatystów z terytorium Tadżykistanu. Cały czas jest tam sporo wojska a poruszanie się w strefie jest kontrolowane. Do podróżowania i trekkingu w przygranicznych górach, potrzebne są specjalne pozwolenia, które można wyrobić w biurach turystycznych. Kosztują ok 50 EUR za osobę (na 1 miesiąc). Więcej szczegółów na temat pozwoleń tu.

Jak we wszystkich byłych republikach ZSRR – z wyjątkiem Bałtyków i Gruzji – unikałbym kontaktu z policją. Panowie w mundurach nie zarabiają zbyt dużo, co czasami skłania ich do poszukiwania dodatkowych źródeł zarobku. I tak, jadąc wypożyczonym samochodem warto przygotować się na łapówki za cokolwiek. Zdarza się także, że policja potrafi zaczepić na ulicy pod pozorem kontroli. Takie rzeczy często zdarzają się w pobliżu Osz Bazar w Biszkeku. Nagle znikąd pojawia się kilku panów w cywilu, machają jakimś papierkiem i chcą zobaczyć dokumenty. Po ulicach kręci się pełno cwaniaków z podrobionymi lub kupionymi legitymacjami policyjnymi albo swoimi – po godzinach pracy – i próbują naciągać cudzoziemców. Zasada w Kirgistanie najważniejsza – nigdy, ale to przenigdy nie wypuszczamy z rąk paszportu. Dokument raz pochłonięty przez urzędniczego potwora może nie wrócić a jeżeli już, to potrwa to długo i będzie nas kosztować sporo pieniędzy i nerwów. Jeżeli mundurowy chce zobaczyć dokumenty, najlepiej pokazać mu ksero paszportu, jak będzie naciskał, oryginał na komisariacie. Najlepiej mówić, że zostawiło się w hotelu. Podejrzanym typkom na ulicy, trzeba pewnie odpowiadać, że oryginał tylko na komisariacie. Zazwyczaj wtedy odpuszczają.

Generalnie, w Kirgistanie jedynym zagrożeniem dla człowieka może być jedynie drugi człowiek, więc poza miastami raczej nic nam nie grozi. Im dalej od dużych skupisk ludzkich, tym lepiej. Pasterze-koczownicy nie należą może do szczególnie wylewnych, ale nie są wrogo nastawieni do przyjezdnych. Kirgizi to prości, raczej powściągliwi ludzie. Mieszkający we wschodniej części kraju Uzbecy są gościnni i odpowiedzialni, świetni gospodarze, bardzo spokojni i ułożeni. Nie ma się czego z ich strony obawiać.

Wyjazd do Kirgistanu – co ze sobą zabrać?

Przede wszystkim plecak! Kirgistan to kraj do zwiedzania z plecakiem. Wygodne buty, przewiewne ubrania. Lata są upalne. Ale! 93% powierzchni Kirgizji to góry, więc bierzcie wszystko, co może przydać się w górach: kurtkę, coś przeciwdeszczowego, kilka warstw. W lecie różnica temperatur jest spora – na zachodzie, w kotlinie Fergańskiej temperatury dochodzą do 40 stopni celsjusza, na wschodzie, w Tienszan na lodowcu może być w tym czasie kilka stopni w dzień i -10 stopni w nocy. Na trekkingu bardzo przydają się kijki.

Z kosmetyków przyda się krem do opalania – te lokalne, produkcji rosyjskiej nie budzą zaufania, a ze słońcem w górach lepiej nie ryzykować. Również apteczkę warto mieć wyposażoną środkami z Europy – szczególnie tymi na przeziębienie, kłopoty żołądkowe, jakieś antyseptyki – oszczędzi to sporo zachodu w razie czego.

Lokalna karta SIM – to można kupić już na lotnisku. Ja próbowałem kirgiski BeeLine w najprostszej ofercie prepaid i to był strzał w dziesiątkę. Za 20 somów dziennie (1,10 PLN) miałem nieograniczony Internet w telefonie, do tego jakieś niedrogie połączenia. W efekcie, przez dwa tygodnie miałem dostęp do Internetu za jakieś 25 PLN. Jeżeli oczywiście jest w danym miejscu zasięg – wysoko w górach telefon jest bezużyteczny. I jeżeli starczy baterii. Prąd w Kirgistanie oczywiście jest, ale tylko w miastach, miasteczkach i wsiach. Jako że sporo czasu spędza się w górach czy obozach w jurtach, warto pomyśleć o power banku.

Papierosy. Bynajmniej nie zachęcam tu do palenia, sam jestem przeciwnikiem, ale paczka papierosów, szczególnie dobrych potrafi rozwiązać wiele problemów. I nie mówię tu o dawaniu jej komuś a częstowaniu papierosem. Często zdarzy się, że ktoś was zagada albo wy kogoś. Rozmowa zazwyczaj toczy się miło, ale może jeszcze milej, jeżeli poczęstujecie kogoś papierosem. Przy wspólnym dymku zawsze spędzicie z kimś więcej czasu i będzie przyjemniej. Dowiecie się więcej rzeczy. Rozmowa z żołnierzem na posterunku kontrolnym będzie miała zupełnie inny przebieg, jeżeli na pytanie – Czy masz papierosa? – uśmiechnięci wyciągniemy paczkę i poczęstujemy go. Po prostu zawsze warto mieć przy sobie paczkę papierosów. Tak na wszelki wypadek. Najlepsze będą pewnie te najbardziej rozpoznawalne na świecie – Marlboro. Mogą być też Camele lub bardzo poważane na wschodzie Parliamenty. Ponieważ okazji może być kilka, można kupić też tańsze papierosy i te luksusowe wyciągać tylko na specjalną okazję. Podejrzewam, ze takie same właściwości – oczywiście nie we wszystkich przypadkach – miał by alkohol, ale nie będę tego polecał, ponieważ uważam, że rozpijanie tych ludzi jest zwyczajnie złe. Papierosy co prawda tez nie pomagają ich zdrowiu, ale przynajmniej nie niszczą ich tak bardzo jak wódka.

Jedzenie jest na miejscu i jest pyszne – o czym już było – nie trzeba więc brać ze sobą specjalnych zapasów. Chleb jest pyszny, warzywa świeże, szaszłyki bosko doprawione. Wszystko bardzo tanie. Jedyne co można wziąć – lub kupić na miejscu – ale ze sobą mieć, to oczywiście słodycze dla dzieciaków. Dzieci są tu przemiłe, wesołe i ciekawe przybyszów. Chętnie pozują do zdjęć, zaczepiają, witają się. Pod żadnym pozorem nie wolno im dawać pieniędzy, to je nauczy, że przyjezdni dają kasę i w efekcie pogrzebie ten kraj. Dzieciakom warto dać coś słodkiego, ewentualnie jakieś drobiazgi. Cukierki lub czekoladki (te pierwsze będą praktyczniejsze), wywołają uśmiech na twarzy każdego dziecka. Nie dajemy im, bo jesteśmy bogaci i nas stać a ich nie i tu nie ma, tylko dlatego, że to są dzieciaki, a dzieciaki lubią słodycze.

Kirgistan jest przepiękny, znajdziecie tu boskie góry, jeziora, łąki, lasy orzecha włoskiego, ruiny kilkusetletnich karawanserajów, malowidła skalne. Jest bezpiecznie, zachowując zdrowy rozsądek, nic złego wam się nie przydarzy. Jest tani – na podróżowanie, noclegi i jedzenie nie wydacie dużo. Jest w sporej części dziewiczy i nieodkryty. Cały czas są miejsca, gdzie przyjezdnych jest mało. Przywieziecie stąd masę wspaniałych wspomnień, przepięknych obrazów i niesamowitych historii. Nie ma co czekać, nie ma co zwlekać, po prostu trzeba tam pojechać! Zanim Kirgistan zadepczą tłumy turystów.

W drogę!