Panie sprzedają mandarynki na plaży, w tle wulkan Seongsan Ilchulbong Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Wyspa Jeju. Żadne tam „Koreańskie Hawaje”

Szare, ciężkie niebo, z którego leje się deszcz. Wycieraczki ledwo dają sobie radę z nawiewaną zewsząd wodą. Szum ogrzewania samochodowego zagłusza straszliwy huk z zewnątrz. Przez to wszystko próbuje się przebić trzeszczące radio. Pomiędzy koreańskim pląsaniem słychać nerwowe wiadomości, z których rozumiemy tylko jedno słowo „Kong-Rey„. Supertajfun 5. kategorii! Tak wita nas wyspa Jeju. A właściwie Czedżu, czy „Sidźjuuu” jak przemiło zaciągają sami Koreańczycy. Pogoda miała być wyśmienita, a jednak! Kiedy tylko wylądowaliśmy, nad Jeju nadciągnął akurat Kong-Rey. Na szczęście, wygląda na to, że o wyspę ma się jedynie otrzeć. Tak przynajmniej pokazują wszelkie symulacje w Internecie. Nic nie zapowiada też na Jeju ewakuacji, zalecane są jedynie podstawowe środki ostrożności, worki piasku ustawiane są przed wejściami do sklepów, poprzykrywane auta, pozabezpieczane okna. Poza tym deszcz. Wszędzie deszcz. Pada poziomo.

Tajfun Kong Rey -Jeju Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Jeżdżenie po Jeju city - Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Suniemy powoli przez przedmieścia Jeju City, stolicy, na wschód wyspy. Zza zalanych szyb widzimy tylko pola uprawne porozrzucane na łagodnych pagórkach. Zupełnie jakbyśmy jechali przez Zachodnie Niemcy. Zamiast łat lasów iglastych pojawiają się gęste, soczysto zielone kępki lasów i krzewów. Wegetacja szaleje, próbuje się przeciskać przez gęsto rozsiane pola. Miasteczka sprawiają dziwne wrażenie dzikiego zachodu w wersji japońskiej, nawiedzonego przez tropikalny sztorm. Prowincja bogatej Azji. Rzecz do zobaczenia tylko w Japonii i Korei. Taki trochę Niemiecki porządek w wersji dalekowschodniej. Deszcz odcina nas od tego wszystkiego tak szczelnie, że nie możemy się już doczekać, kiedy będziemy mogli wyściubić nos z auta. Okazja nadarza się, kiedy zgubiwszy drogę przejeżdżamy przez wioskę Jocheon-ri. Obok nas wyrasta szara kopuła buddyjskiej świątyni. Z niej prosto w niebo strzela złocista kolumna, która pośród tej szarzyzny wydaje się płonąć niczym słońce. Postanawiamy obejrzeć świątynię z bliska.

Buddyjska Świątynia Jocheon-ri, Jeju Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Buddyjska Świątynia Jocheon-ri - wnętrze, Jeju Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Przemykamy pod kopułę szukając wejścia. Gdzieś na dole znajdujemy w końcu w drzwi. W środku świątynia wygląda jak jakiś szkoła. Korytarze, sale, wszystko oświetlone zimnym światłem jarzeniówek i kompletnie puste. Przerażająco puste. Do tego nawałnica szalejąca na zewnątrz i drzwi trzaskające na wietrze. Czujemy się jak w jakimś horrorze. Na samym końcu plątaniny korytarzy główna sala z wypucowaną na błysk podłogą z linoleum i papierowymi lampami. Miejsce tak abstrakcyjne, że poczułem się jakbyśmy ukrywali się przed tajfunem w jakimś opuszczonym schronie. Sami, tylko my i budda w dziesiątkach wcieleń patrzący na nas ze ściany. Podwójne ciarki. Kiedy wracamy, wiatr się wzmaga i deszcz leje jeszcze mocniej. Ten krótki odcinek do auta staje się torem przeszkód. Każdy kamyczek, śliski chodnik, krawężnik – wszystko to staje się barierami niemal nie do przebycia. I ten bezlitosny deszcz. To niesamowite jak ludzkie ciało potrafi się zginać, kurczyć, zwijać w kulkę, byle tylko zmniejszyć powierzchnię, nie dopuścić, aby zimne krople dotknęły naszej skóry. Suchość i ciepło to stan, który chcemy za wszelką cenę utrzymać. Wtedy nasz bieg zamienia się w jakiś dramatyczny, nieudolny taniec.

Jaskinia Manjanggul wnętrze Wyspa Jeju Czedżu Korea Południowa
Autor: Laurie Nevay https://www.flickr.com/people/laurienevay/
Jaskinia Manjanggul wnętrze Wyspa Jeju Czedżu Korea Południowa
Autor: Laurie Nevay https://www.flickr.com/people/laurienevay/

Zabudowania stają się coraz rzadsze, cała droga wzdłuż wybrzeża wygląda jak niekończące się przedmieścia. W nieustającym deszczu dojeżdżamy do Manjanggul – największego na świecie systemu tuneli lawowych. Jaskinie mają w sumie 7,4 km długości, a ich wysokość waha się od 2 do aż 23 metrów. Przedzieramy się w deszczu przez gęsty las, potem powoli, cali mokrzy schodzimy ostrożnie po śliskich drewnianych schodach i jesteśmy już w ciemnej jaskini. Ciemne ściany tunelu pokryte są niesamowitymi wzorami. Wyglądają jak coś pomiędzy statkiem obcych a jamą jakiegoś gigantycznego węża. Do tego wilgoć i chłód sprawiają przytłaczające wrażenie. Woda z powierzchni przecieka przez ściany kapiąc i sącząc się. Zmieniające barwy oświetlenie i grube wiązki kabli ciągnące się wzdłuż płaskiego chodnika sprawiają z kolei wrażenie futurystycznego tunelu dla aut. Tyle, że tędy, zamiast samochodów niegdyś przemykały potoki lawy.

żółw z magmy - Jaskinia Manjanggul, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Kolumna lawowa - Jaskinia Manjanggul, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Kocham takie miejsca. To jak podróż czasie. Przypominają mi się lekcje geografii. Te wszystkie tajemnicze nazwy. Stożek, komora magmowa, lawina piroklastyczna. Na ich dźwięk wszyscy w najlepszym przypadku reagowali obojętnie. Ja miałem oczy jak pięciozłotówki. A teraz mogę sobie spacerować tunelem, którym płynęła lawa. Być wewnątrz dawnego wulkanu! No więc spacerujemy sobie po spowitym ciemnością tunelu, oświetlonego jedynie punktowo, uważając na śliskie i nierówne podłoże. Mijamy różne dziwaczne formy wulkaniczne, tutaj grzybek, tutaj żółwia skała, faktycznie przypominająca leżącego płaza. Nieśmiało dotykam chropowatej mokrej skały i próbuje sobie wyobrazić jak płynęły tędy potoki stopionej skały. Za to właśnie kocham podróże. Za realizowanie moich dziecinnych marzeń. O świecie. O odkrywaniu. O dotykaniu. O tym, żeby nie brać rzeczy za dane, tylko o wszystkim przekonać się samemu. Nasz spacer jaskinią Manjanggul kończy się po niemal kilometrze, gdzie w ogromnej komnacie, po środku stoi ogromny, 7-metrowy filar, który prowadzi do kolejnego tunelu nad nami. Ziemia i jej tajemnice. Kocham je. I to, że większości z nich nigdy nie będzie nam dane odkryć

Muzeum Haenyeo - kobiet nurków Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Wnętrze Muzeum Haenyeo - kobiet nurków Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Z jaskini jedziemy dalej na zachód i zatrzymujemy się w miasteczku Sehwa. Tu znajduje się muzeum poświęcone Haenyeo, czyli miejscowym kobietom-nurkom. Nieduża wystawa przeprowadza nas przez historię i codzienne życie na Jeju. Rzadko kiedy tak proste muzea potrafią aż tak zaciekawić. To zasługa haenyeo. Jeju słynie z niezwykłych kobiet-nurków. Od lat, oprócz regularnych obowiązków domowych, kobiety zajmowały się tutaj nurkowaniem. Korzystając z podstawowych narzędzi – często własnej roboty – potrafiły nurkować na głębokość do 20 metrów, wstrzymując oddech nawet na 2 minuty. Wszystko to bez masek, pianek, we własnej roboty okularach. W latach ’50 było ich na Jeju aż 30 tysięcy! Obecnie, spora część pań haenyeo jest grubo po sześćdziesiątce i ani myślą porzucać swojego fachu. Oglądamy wystawy z otwartymi ustami i próbujemy pojąć jak twarde są tu kobiety. To niesamowite, że w patriarchalnym Dalekim Wschodzie można spotkać takie wspaniałe przykłady kobiecej siły.

Seongsan, tajfun Kong Rey przechodzi, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

W końcu dojeżdżamy do Seongsan, gdzie planowaliśmy zobaczyć symbol Jeju – Seongsan Ilchulbong, czyli charakterystyczny tuf wulkaniczny w kształcie misy, którego wnętrze wypełnia soczyście zielona trawa. Niestety tajfun nie odpuszcza. Kiedy dojeżdżamy w okolice Seongsan, do naszego hotelu, staje się już jasne, że nigdzie dalej nie ruszymy. Opustoszały resort zaraz przy brzegu. Zza kamiennego falochronu na drogę przelewają się fale. Palmy tańczą wygięte na wietrze. Wydaje się jakby pochylały się na naszą cześć. Wiatr jest tak silny, że deszcz zacina poziomo. Uciekamy czym prędzej do hotelu. Przeskakujemy nad workami z piaskiem rozłożonymi przed drzwiami. W hotelu raczej cicho i pusto, panuje marazm, czasy jego świetności dawno minęły, ale ma to w sobie jakiś urok. Do tego nawałnica szalejąca na zewnątrz. Wyjący wiatr, trzaskający drzwiami i ten niepokojący szum liści i deszczu uderzającego o blaszany dach. Można by powiedzieć, że pogoda pokrzyżowała nam plany. Czyżby? Oto siedzimy sobie opatuleni w pokoju hotelowym, wsłuchani w tajfun szalejący za oknami, szarpiący drzwiami balkonowymi, tłuczący krzesłami. Patrzymy jak smagane wiatrem palmy stopniowo znikają w mroku. Ten niesamowity gwizd wiatru, gorąca zielona herbata i bliska osoba. Razem nawet tajfun nam niestraszny!

Tęcza nad Seongsan - Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Wiatr tajfun Kong Rey w Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Poranek pachnie zmianą. Cały czas wieje i pada, ale nareszcie widać słońce. Nieśmiało przebija się przez coraz rzadsze chmury. Za hotelem pojawia się ogromna tęcza. Tajfun przechodzi. Na szczęście dla nas odbił na północny wschód. Na nieszczęście dla mieszkańców Okinawy, zmierza właśnie tam. Już prawie można wyjść na zewnątrz. Przy silnym wietrze deszcz robi się coraz delikatniejszy i cieplejszy. Teraz to jak silny delikatnie odświeżający prysznic z boku. Ruszamy do Seongsan Ilchul-bong, ale rezygnujemy. Krater znajduje się na krańcu odsłoniętego półwyspu. Już na grobli, która prowadzi do wulkanu wiatr jest tak silny, że szarpie samochodem. Decydujemy się więc jechać dalej, na południe wyspy. Po drodze trafiamy na Jeju Folk Village – skansen wciśnięty pomiędzy resorty w miasteczku Pyoseon-myeon. Na pierwszy rzut oka nieco odstraszający, z zewnątrz straszy ogromny parking na autokary, stoiska z pamiątkami i nowoczesne hotele wyrastające zza drzew. Postanawiamy jednak zobaczyć, co kryje w sobie ten skansen.

Jeju Folk Village Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Widok na Jeju Folk Village Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Przekroczenie bramy Jeju Folk Village to jak przejście przez taflę lustra, do jakiegoś magicznego świata. Momentalnie cofamy się o kilkaset lat wstecz. Hotele i zgiełk miasteczka znikają gdzieś za gęstymi drzewami. Zza chmur wychodzi słońce a my błądzimy po labiryncie tradycyjnej wioski Jeju. Wijące się uliczki, mury ułożone z wulkanicznych głazów, kamienne niskie domy kryte strzechą, małe ogródki warzywne i poletka. Papryczki chilli rosnące na krzakach. Ogromne, przysadziste dynie rozłożone dziarsko na dachach domów dojrzewają w słońcu. Czas jakby się tu zatrzymał. Mamy nawet to niebywałe szczęście, że za nami nie podąża wycieczka Chińczyków. Oprócz nas jest jeszcze kilka osób, ale teren jest na tyle duży, że nie wchodzimy sobie w drogę. Jest cisza i spokój. Możemy sobie chodzić po ogródkach, zaglądać do domów, podglądać świnie biegające gdzieś po wybiegu, podziwiać dojrzewające w słońcu owoce persymony, czyli popularnie znane u nas kaki. Są nawet zrekonstruowane tratwy mieszkańców Jeju, na których wypływali w morze.

Dom koreański, Jeju Folk Village Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Tradycyjny dom koreański, Jeju Folk Village Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Tradycyjna brama jeongnang - Jeju Folk Village Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Autor: http://smileyjkl.blogspot.com/

Wchodząc do kolejnych obejść, mijamy charakterystyczne dla Jeju bramy. W zasadzie to nie są bramy. Tradycyjnie mieszkańcy wyspy, opisują ją, jako pełną skał, wiatru i kobiet. Brakuje tu natomiast żebraków, złodziei i właśnie bram. Zamiast siatki i furtki zamykanej na trzy spusty, na Jeju są tzw. Wejścia jeongnang. To dwa kamienne słupy podtrzymujące trzy poziome drewniane belki. Ze względu na swój charakter, naturalnie nie pełnią one roli zabezpieczającej, są natomiast symbolem i komunikują przybyszom, czy właściciel jest w domu. Różne ustawienia belek oznaczają różne rzeczy. I tak, jeżeli wszystkie trzy belki są wyjęte z pozycji poziomej, oznacza to „jesteśmy w domu, zapraszamy!„. Jeżeli zdjęte są dwie a w pozycji poziomej jest jedna, oznacza to „nie ma nas w domu, ale niedługo będziemy, jesteśmy w zasięgu krzyknięcia„. Jeżeli zdjęta jest jedna belka, a dwie są w pozycji poziomej, oznacza to „wyszliśmy na kilka godzin, będziemy przed wieczorem„. Jeżeli wszystkie trzy belki są w pozycji poziomej, oznacza to „nie ma nas i nie będzie przez kilka dni„.

Automat wróżący z ręki - Jeju Folk Village Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Wystawa w Jeju Folk Village Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Dol Hareubang - posągi, Jeju Folk Village Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Pomiędzy domami, stoją porozstawiane Dol Hareubang, czyli kamienni starcy. To charakterystyczne dla Jeju kamienne posągi przedstawiające bóstwa odpowiedzialne za płodność i ochronę. Stawiane były przed obejściami jako strażnicy. Miały zapewnić ochronę przed demonami i złymi duchami podróżującymi pomiędzy światami. Jedne wyglądają śmiesznie i zabawnie, ale na niektóre lepiej się nie natknąć pośrodku wąskiej alejki, pośród gęstych krzaków czy drzew. Poważne, posępne miny i wyłupiaste oczy potrafią napędzić nie lada stracha. Posągi stoją na zmianę z całymi stosami ogromnych glinianych naczyń służących do przechowywania i przenoszenia wody, ale też ryżu i owoców. Kompletnie niepraktyczne – za duże i niewygodne do noszenia – ale wydają się być tutaj nieodłącznym elementem historii tego miejsca. Pomiędzy tymi wspaniałymi śladami niesamowitej kultury Jeju, gdzieś pomiędzy domami trafiamy na automat wróżący z ręki… można się tego było spodziewać, ale jak na obiekt komercyjny jest tu zadziwiająco mało pułapek na zwiedzających. Jak na tego typu miejsce, Jeju Folk Village jest naprawdę udane i absolutnie warte odwiedzenia.

Widok na morze - Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Seol Yeaong - zupa z kości wołowych - obiad w Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Kiedy wyjeżdżamy z Jeju Folk Village, po tajfunie nie ma już śladu. Słońce świeci pięknie na soczyście błękitnymi niebie, tylko gdzieniegdzie ozdobionym kłębiastymi chmurami. Po krótkiej jeździe docieramy na południe Jeju – do miasta Seogwipo. To druga, co do wielkości aglomeracja na wyspie i tutaj, w odróżnieniu do całej reszty wyspy, która sprawia wrażenie jednej dużej wioski, czuć już nieco miasto. Znajdujemy nocleg z dala od zgiełku, nad samym brzegiem, z cudownym widokiem na skaliste wyspy porośnięte lasem. Przysiadając na balkonie z widokiem na palmy i iglaki przybijamy piątkę – mamy szczęście do noclegów! – Ruszamy do miasta zjeść. Przeszkodą jest permanentny brak znajomości angielskiego, gdziekolwiek nie trafimy. Jest trochę jak w Japonii – każdy jest przemiły i przytakuje „yes, yes…„. Przy zamawianiu jedzenia jest to szczególnie zabawne. Kończymy więc gdzieś przy głównej ulicy z seolleongtang czyli rozgrzewającą zupą na rzepie i kościach wołowych. Mlecznobiały, dość mdły wywar przypomina raczej kleik ryżowy, ratują go magiczne dodatki, tzw. banchan, czyli koreańskie przystawki: kimchi, wszechobecny doenjang, czyli pasta sojowa, dymka i kiszonki. W Korei kisi się wszystko – kapustę, kiełki, rzepę, soję oraz wszystko, co tylko da się z soi zrobić. Kiedy zupełnie się nie ma pojęcia, co się zamawia, przygoda kulinarna staje się jeszcze lepsza.

Wodospad Cheonjiyeon Pokpo - Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Widok na Wodospad Cheonjiyeon Pokpo - Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Po jedzeniu ruszamy nad wodospad Cheonjiyeon Pokpo, który jest ponoć wizytówką miasta. Kierujemy się mapą i dojeżdżamy do przyjemnego parku. Po wodospadzie jednak ani śladu. Słychać szum wody przebijający się przez ćwierkanie ptaków, ale nic nie widać. Błądzimy alejkami coraz gęstszego parku. Powoli zapada wieczór, więc uaktywniają się komary, które tną bez litości. Okazuje się, że jesteśmy na górze kanionu, do którego wpada wodospad. Kawałek dalej znajdujemy schowany w krzakach taras widokowy, z którego rozciąga się widok na wodospad. Stoję i nie wierzę. Są miasta, w których są takie magiczne punkty, ze wydaje się, że to już nie miasto. Albo, że to nie takie prawdziwe, tylko takie z bajki, snu, z Heroes of Hight & Magic 3. Miasto elfów. Czarodziejów. Tak właśnie wygląda z tej perspektywy Seogwipo. Przed nami rozpościera się cudowny widok. Miasto rozrzucone na zboczach wulkanu, pośród gęstego, soczyście zielonego lasu. Gdzieś w dole szumi woda spadająca w dół 22-metrowego wodospadu. To Seogwipo marzeń. Wobec tego wszystkiego nawet brzęczenie komarów zdaje się piękną muzyką, cudownym szeptem natury, który dopełnia całości. Dla tego widoku warto dać się pociąć komarom.

Most Sayeon-gyo - Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Most Sayeon-gyo - Seogwipo o zachodzie słońca Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Niebo zaczyna się robić pomarańczowe, więc zjeżdżamy nad wodę. Wchodzimy na dziwaczny most Sayeon-gyo, którego pylon przypomina kształtem dubajski hotel Burj al Arab. Prowadzi na Saesem – małą, skalistą wyspę porośniętą lasem wyspę. Dookoła niej prowadzi kilometrowy szlak, ale mało kto na niego chodzi. To ulubione miejsce mieszkańców Seogwipo do oglądania zachodu słońca. I wcale mnie to nie dziwi. Widok jak z bajki. Porośnięte gęstym lasem klify schodzące do morza, gdzieś niedaleko brzegu majaczą małe skaliste wyspy. To wszystko spowite pomarańczowym, ciepłym światłem zachodu. Znowu oddajemy się tej pięknej chwili, mojej ulubionej porze dnia. To krótkie przejście, pomiędzy dniem a nocą, kiedy dzień przestaje być dniem, a noc nie jest jeszcze nocą. Kiedy przekazują sobie świat z rąk do rąk i przez chwile jesteśmy jakby poza czasem, poza przemijaniem, poza porami dnia.

Zachód słońca - widok z mostu Sayeon-gyo - Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Wyspa Saesem - widok z mostu Sayeon-gyo - Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

W tym pięknym, ciepłym świetle Seogwipo wygląda magicznie. Ot zwyczajne koreańskie miasteczko, ale cudownie położone na wzgórzach i klifach schodzących do morza. Do tego całe jakby schowane w lesie. Jakby bloki, hotele wyrastały z lasu. Przypominają nieco jakąś dziwaczną narośl, hubę na powierzchni lasu. Skąpane w ciepłym, pomarańczowym zmierzchaniu, świeci na pomarańczowo ponad spowitym zmrokiem lasem. Stoimy tak na końcu Sayeon-gyo, wokół nas tłumek podziwia zachód słońca. Jest trochę jak na pikniku. Rodzice z dziećmi, wózki, starsze pary. Wszyscy pomarańczowi od zachodzącego słońca. Z głośników sączy się koszmarna koreańska muzyka. Zapewne jakaś wzruszająca ballada, o miłości, przemijaniu albo podobna. Dla nas koreański to trochę darcie kota. Do tego trzeszczące głośniki. Odsuwamy się nieco, ale są wszędzie. Wszyscy patrzą łapczywie na słońce, które szybko chowa się w tafli stalowego oceanu. Woda wydaje się płonąć. Płoną też piękne kłębiaste chmury. Płonie i Seogwipo. W białych za dnia ścianach budynków odbija się teraz ogień. Bajeczny słodki pomarańcz, róż, łososiowy zachód słońca. Chwila moment i już go nie ma. Słońce zachodzi tutaj zbyt szybko. Czas leci tutaj zbyt szybko.

Dol Hareubang - Wodospad Cheonjiyeon Pokpo, Seogwipo - Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Wodospad Cheonjiyeon Pokpo nocą - Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Powoli zapada mrok. Okazuje się, że niedaleko znajduje się kompleks wodospadu Cheonjiyeon Pokpo, czyli dokładnie to, czego szukaliśmy na górze. Po krótkim spacerze wzdłuż rzeki docieramy do dużego parkingu ze sklepami, marketem i masą zwiedzających wracających znad wodospadu. Płacimy po 2000 wonów za wstęp do parku i idziemy wzdłuż ścieżki wyłożonej kostką. Od początku wygląda to jak typowa pułapka na turystów. Jest tu dość głośno i ciasno, mimo że robi się już ciemno. Po drodze dol hareubang – kamienni starcy czekają na pozujących do zdjęć turystów. Na szczęście przy samym wodospadzie, szybko zapominamy o całej komercji tego miejsca. Cheonjiyeon Pokpo nie jest duży, ale za to naprawdę piękny. Emanuje spokojem, majestatem i jakąś taką mądrością. To nie narwany młodzieniaszek, którego energią będziemy się zachwycać bez reszty. To flegmatyczny mędrzec, przy którym można usiąść i kontemplować. Który wypełnia dusze spokojem. Jeszcze wracając do naszego domku, wypełnia nas ta cisza, spokój, magia Cheonjiyeon Pokpo.

Poranek w okolicy Seogwipo Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Widok na wulkan Seongsan Ilchulbong Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Rano budzi nas szum morza. Jeju o poranku to inny świat. Drzewa, wiatr, woda, ćwierkanie ptaków. Zielona herbata i spacer brzegiem morza to idealny sposób na rozpoczęcie dnia. Czas od rana leci jakoś powoli a nam się zupełnie nie spieszy. To niesamowite jak Jeju nas rozleniwiło. Przyjechaliśmy tu z listą rzeczy do zrobienia i napiętym harmonogramem. Jak z zadaniami do odhaczenia. Kiedy wszystko wzięło w łeb przez tajfun, odpuściliśmy i postanowiliśmy dać ponieść się wyspie. I tak jest dobrze. Jedziemy pustawymi jeszcze drogami na północ, do Seongsan, zobaczyć wizytówkę Jeju – Seongsan Ilchulbong. Ten wygasły wulkan w kształcie misy znajduje się na niemal każdym zdjęciu i pocztówce z Jeju. Jedno z tych miejsc, „które trzeba odwiedzić”, bez tego przecież pobyt na wyspie się nie liczy. Nie przepadamy za tego typu miejscami, ale widok góry nas przekonał. Nie robimy tego, bo to atrakcja, ale dlatego, że góra, mimo zaledwie 182 metrów wysokości, jest przepiękna i naprawdę imponująca.

Panie sprzedają mandarynki na plaży, w tle wulkan Seongsan Ilchulbong Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Krab pustelnik i wulkan Seongsan Ilchulbong Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Seongsan Ilchulbong wyłania się nagle, kiedy jedziemy groblą w pobliżu miasteczka Seongsan. Piękna skalna bryła pokryta kłębami gęstych zielonych drzew i krzewów wyrasta prosto z bajecznie szafirowej wody. Zatrzymujemy się na plaży, z której rozciąga się doskonały widok na górę. Niezaplanowany postój, ale to jedno z tych pięknych miejsc, które mijamy jadąc samochodem, wzdychamy głęboko, jakie jest piękne i obiecujemy sobie, że „zatrzymamy się tu wracając”, po czym nigdy tam nie trafiamy. I zawsze żałujemy. Tym razem jest inaczej. Od razu się zatrzymujemy i z klapkami w dłoni lecimy na plażę poczuć gładki piasek pomiędzy palcami. Przy pustawej plaży siedzą starsze panie i handlują tutejszymi mandarynkami. Są tak soczyście pomarańczowe i tak błyszczące. Ich zapach czuć już przechodząc obok. Panie zachęcają po koreańsku machając nad owocami małymi domowej roboty packami odganiającymi muchy. Snujemy się po plaży patrząc na „Wulkan wschodzącego słońca”. Siadamy gdzieś na kamieniach i patrzymy dalej. Pod naszymi zapiaszczonymi stopami przemykają niepozorne muszelki. Kraby pustelniki drepczą zostawiając na piasku delikatne szlaczki. Woda z delikatnym chlupotem rozbija się o brzeg a panie w oddali zachwalają mandarynki. Taka nasza pocztówka z Jeju.

Trekking na wulkan Seongsan Ilchulbong Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Droga na wulkan Seongsan Ilchulbong Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Kiedy docieramy pod sam wulkan Seongsan Ilchulbong, jest gorzej. Parking jest pełen, w górę ścieżką podążają tłumy zwiedzających. Do krateru prowadzi niedługi szlak, który szybko zamienia się w kręte i strome drewniane schody. Droga jest niepozorna, początkowy odcinek to odkryta patelnia w pełnym słońcu, potem wspinaczka ciasnymi schodami wysoko do góry pośród dusznego i wilgotnego lasu. Tylko od czasu do czasu powiew świeżego powietrza daje wytchnienie. Górna część to podróż przez wspaniały ogród, pośród skał i pnączy. Tylko te tłumy. Ciągłe mijanie ludzi prących do góry. Mijamy Deung Gyeol Dol, czyli lampią skałę – ogromny blok skalny sterczący z ziemi, wyglądający jak wielki ogród „skalniak”. Wykradamy momenty, w których udaje nam się zgubić tłum, cieszymy się łapczywie każdą chwilą ciszy, spokoju, tym, że możemy przystanąć, dotknąć skały, posłuchać szumu morza i ćwierkania ptaków. W miejscach takich jak to, zaczynamy doceniać możliwość obcowania z naturą, kameralność miejsc a przede wszystkim możliwość cieszenia się nimi w samotności. Coraz mniej takich. Szczególnie w kraju wielkości Polski, w którym żyje niemal trzy razy więcej ludzi.

Widok z wulkanu Seongsan Ilchulbong na Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Powierzchnia Krateru wulkanu Seongsan Ilchulbong Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Krater wulkanu Seongsan Ilchulbong Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Sam Seongsan Ilchulbong zachwyca oglądany z lotu ptaka. Wszedłszy na wulkan można jednak zobaczyć przepiękną panoramę Jeju i pobliską Udo, czyli Wyspę Krowią. Udaje nam się schować przed tłumami i chłonąć wspaniałe widoki. Z jednej strony, na tle szafirowego morza krater wulkanu. Jego „misa” porośnięta gęstym buszem. W popołudniowym skwarze słychać skrzypienie koników polnych. Dźwięk żaru lejącego się z nieba. Z drugiej strony panorama Jeju. Lazurowa woda zatoki, miasteczka rozsypane pośród gęstej roślinności i szlaczek stożków wulkanicznych wyrastających zza delikatnych, przepalonych słońcem chmur. Po środku gdzieś daleko sam Hallasan – najwyższy szczyt Korei Południowej. Jeju wciśnięta gdzieś pomiędzy niebo i wodę. Maleńki skrawek lądu, który dzielnie opiera się tym dwóm niesamowitym żywiołom. Połykany przez ten niesamowity błękit. Aż nie chce się wracać na dół.

Restauracja Ttukbaegi - Seongsan, Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa
Najlepsza plaża na Jeju, Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Po zejściu na dół postanawiamy znaleźć coś do jedzenia. Knajpek w Seongsan nie brakuje, ale jak zwykle szukamy tego czegoś. Nie wiemy czego, nie mamy żadnych ścisłych kryteriów, ale kiedy na to trafimy, wiemy, że to to. Tak znajdujemy pobliskie Jeju Ttukbaegi albo Jeju Ddukbaegi – transkrypt z koreańskiego na alfabet łaciński jest dość swobodny. Duży, pusty lokal przypomina bardziej stołówkę niż restaurację, napisy tylko po koreańsku, na szczęście jest menu obrazkowe. Zupa z kamieni, czyli kociołek owoców morza, w którym pływa wszystko od krewetek, ostryg, małży, sercówek aż po ośmiorniczkę, kalmara i miejscowe ślimaki morskie abalone, czyli jeonbok a po polsku słuchotki. Do tego grillowana makrela i niezliczone kiszonki. Te wszystkie małe talerzyki z magicznymi smakami. Prawdziwy skarb kuchni koreańskiej. Kwaskowate, słone, gorzkie, mdłe, twarde, miękkie, gumowate. Równie wiele radości, co jedzenie, dają później poszukiwania cóż takiego właśnie zjedliśmy.

Wulkaniczne plaże na Jeju Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Czarne plaże na Jeju Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Ruszamy na wschód. Tym razem drogą nad samym morzem, żeby nacieszyć się plażami Jeju. Na wyspie dominują czarne wulkaniczne plaże. Gdzieniegdzie można trafić na piękny biały piasek kontrastujący z szafirową wodą, ale zazwyczaj widać jedynie złowieszcze, demonicznie ciemne skaliste plaże. Jedyne kolorowe akcenty pośród czarnego grubego żużlu to boje, kawałki lin lub inne śmieci wyrzucone przez morze. Mijamy kolejne senne miasteczka, które zlewają się w jedną wielką dziwaczną aglomerację – Jeju. Wybrzeże wyspy to jedno wielkie miasto. Wszędzie są domy, asfalt, słupy elektryczne, wiatraki, samochody. To nie miejsce, gdzie można się cieszyć dziewiczą naturą. To Daleki Wschód. Mało miejsca i dużo ludzi. Odludne miejsca można znaleźć w głębi wyspy, w Parku Narodowym na stokach wulkanu Hallasan. Tu są ludzie. Dużo ludzi. To taki trochę raj, tyle że wybetonowany, okablowany i uregulowany. Raj okiełznany. Po prostu Jeju.

Hamdeok - najładniejsza plaża na Jeju Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Surferzy - Plaża Hamdeok - Wyspa Jeju, Czedżu, Korea Południowa

Po drodze naszą uwagę przykuwają kolorowe przyczepy kempingowe rozstawione niedaleko plaży. Kiedy podjeżdżamy bliżej, okazuje się, że ciężko się tu dostać. Sznur aut zakorkował jedyną drogę dojazdową na plażę a wyjazd wąską na 2 metry uliczką pomiędzy murami z czarnych, ostrych jak brzytwa kamieni jest niemożliwy. Więc chyba zostajemy na chwilę. Okazuje się, że to sławna Hamdeok Beach – jedna z ulubionych przez przyjezdnych plaż na Jeju. Faktycznie, duża łacha złotego piasku i ładne skały sprawiają, że Hamdeok przypomina bardziej plażę w Sydney niż w Korei. Aż chce się przysiąść czy pobrodzić w płytkiej wodzie, popatrzeć na początkujących surferów i włosy spacerowiczów rozwiane na wietrze. Można się tu zapomnieć. Szczególnie, że na samej plaży jest dość pusto. Okazuje się, że wszyscy są na promenadzie, na jakimś festynie. W jednej chwili z cichej, pięknej plaży trafiamy w głośne piekiełko pełnej straganów z tandetą. To już nie to Hamdeok Beach, co 100 metrów dalej.

Younguan Rock - Jeju City Czedżu, Korea Południowa
Koreanki ze smartfonami na Younguan Rock - Jeju City Czedżu, Korea Południowa

Niepostrzeżenie jesteśmy z powrotem w Jeju City. Małe domki i leniwe przedmieścia w mgnieniu oka zamieniły się w głośne miasto. W deszczu przypominało pustawy dziki zachód w wersji dalekowschodniej, teraz to typowe azjatyckie miasto – gwarne i kolorowe. Postanawiamy jeszcze przez chwilę zażyć nadmorskiej ciszy i spokoju, jedziemy więc na nabrzeże. Trafiamy nad skaliste wybrzeże przy Yongduam Rock czyli „głowy smoka”. Miejsce okazuje się atrakcją turystyczną z parkingiem dla autokarów, sklepikami i tłumkiem turystów szczelnie otaczającym pomnik syrenki. Wulkaniczne skały są przepiękne, do tego zachód słońca. I jeszcze taki mały bonus dla mnie – samoloty podchodzące do lądowania na pobliskim lotnisku Jeju. Jeju Air, Jin Air, Asiana Airlines. Patrzę na kolejne maszyny, które wydają się być na wyciągnięcie ręki na tle tego pięknego miejsca. Ciekawe, że większość tu obecnych zachwyca się kiczowatą syrenką albo samym sobą. Mało kto zdaje się zwracać uwagę na skały, morze, zachód słońca, czy nawet na huczące samoloty. Tylko selfie. Ja, ja i ja…

Stoiska na Dongmun Market w Jeju city - Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Dongmun Fish Market w Jeju city - Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Sashimi - Dongmun Fish Market w Jeju city - Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Wieczorem wybieramy się na miasto w poszukiwaniu dobrego jedzenia. Przez przypadek trafiamy na bazar. Strzał w dziesiątkę! Okazuje się, że to Dongmun Market – największy bazar rybny w mieście. Rybny już tylko z nazwy, bo oprócz skarbów morza można tu kupić świeże warzywa, owoce, w tym słynne mandarynki z Jeju, kiszonki i wszystko, co tylko można zjeść czy wypić. Bazary to miejsca magiczne. Są jak zwierciadło odsłaniające historię, kulturę i duszę miejsca. Po tym, co ludzie jedzą można tak wiele się o nich dowiedzieć. Nam Dongmun odsłania tajniki kuchni koreańskiej w wydaniu Jeju. Wspaniałe kiszonki, fermentowana soja, różne pasty – te ostre i słone. Owoce morza i ryby. Suszone, pieczone, gotowane, fermentowane i oczywiście świeże. Po wizycie na koreańskim bazarze, można dojść do wniosku, że praktycznie wszystko, co pochodzi z morza, nadaje się do jedzenia. Co więcej, można to jeść na surowo! A myśleliśmy, że to Japonia słynie z sashimi… Tutaj wybór surowizny jest jeszcze większy.

Night Market na Dongmun Market w Jeju city - Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Sok z mandarynek z Jeju Dongmun Market - Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Okazuje się, że właśnie otwiera się night market, czyli nocny market. W Korei to raczej nowość, tu stragany zamykają się dość szybko, nie to, co w Japonii. Na Dongmun Market, sekcja nocna otworzyła się dopiero w kwietniu 2018. Po środku alejki, po obu stronach ciągnie się rząd kilkudziesięciu straganów, z których każdy serwuje inny rodzaj jedzenia. Nagle wszyscy ludzie z całego bazaru schodzą się właśnie tu. Do każdego ze stoisk momentalnie ustawia się kolejka. W tłumie ogonki wiją się jak wodorosty niesione prądami morskimi. Dopasowują się do rzeki przechodzących ludzi tak, aby im nie przeszkadzać. Cały bazar żyje jak jeden wielki organizm. Na każdym ze straganów przygotowywane są przepiękne potrawy koreańskie jak i te, które przybyły tu z sąsiednich kultur – Japonii czy Chin.

Fish & Chips - Dongmun Market w Jeju city - Wyspa Czedżu, Korea Południowa
Hana yaki - kochnia koreańska, Dongmun Market w Jeju city - Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Wśród tych wszystkich dań trafiamy na takie wspaniałości jak: kimbap (kimbab), czyli ryż z dodatkami zawinięty w wodorosty, tteokbokki (ddeokbokki), czyli makaron ryżowy w ostrym sosie, dakgalbi (dak-galbi) smażony kurczak w ostrym sosie, krewetkowe hana yaki, czyli omlety z kapusty, fish & chips w wersji koreańskiej, wołowina kobe, słynna wieprzowina z czarnych świń (black pork), lub po prostu sashimi. Do tego obowiązkowy świeżo wyciskany sok z mandarynek z Jeju. Nie wiem czy to magia tego miejsca, ale to najpyszniejsze cytrusy, jakie kiedykolwiek jadłem. Chcemy zjeść wszystko, ale ze względu na ograniczoną ilość miejsca w żołądkach musimy podejmować tragiczne decyzje. Po kilku małych porcjach jesteśmy już pełni, krążymy, więc od straganu do straganu i jemy oczami. Próbujemy się przekonać – no może jeszcze… – tylko to… – to takie małe przecież… – Na szczęście mamy przed sobą jeszcze kilkanaście dni w Korei, więc zdążymy jeszcze spróbować tych wszystkich pyszności.

Plaża na Jeju, Wyspa Czedżu, Korea Południowa

Pełni niemal turlamy się do hotelu. Najedzeni i szczęśliwi. Pakując się trafiam na nasz ambitny plan wycieczki po Jeju. Wczesne pobudki, trekking, wejście na wulkan, okrążenie wyspy, wschód-zachód, wszystko zaplanowane. Wyszło jak wyszło. Zapomnieliśmy o zmęczeniu po długiej podróży z Polski, a może po prostu się starzejemy… Do tego tajfun, osłabienie spowodowane chorobą przed samym wyjazdem… Niespodzianki sprawiły, że poszliśmy na żywioł, zaczęliśmy improwizować i zeszliśmy z utartego szlaku. Plan zrealizowaliśmy w jakichś 50%, ale, po co komu plan!? To w końcu wakacje! Pobyt na Jeju był niesamowity i długo będziemy go pamiętać. To nie żadna rajska wyspa, żadne „koreańskie Hawaje”. To Jeju. Wyspa, gdzie żyją Koreańczycy. Bardzo koreańska – pełna ludzi, asfaltu, domów i słupów elektrycznych (no i farm wiatrowych). To miejsce jak każde inne. Ale w tym wszystkim jest piękna przyroda, bardzo mili ludzie i obłędnie pyszne jedzenie. Jeju może nie powala na kolana, ale na pewno urzeka i nie daje o sobie zapomnieć. Jeju to zwyczajnie piękne miejsce. Piękne nie tylko w kategoriach wizualnych, ale i duchowych i mentalnych. I piękne wspomnienia.

Jeju City, Czedżu, Korea Południowa