przepiękny widok na archipelag Kerama, Zamami, Okinawa

Zamami. Stan umysłu

Naszym celem na Okinawie było Zamami. To jedna z wysp archipelagu Kerama. Znajduje się 40 kilometrów od zachodnich brzegów głównej wyspy Okinawy. Wyspa jest maleńka, ma zaledwie 16 kilometrów kwadratowych powierzchni. To zupełnie bezkształtna masa soczyście zielonego, gęstego lasu przykrywającego kilka niedużych gór, otoczona złotym piaskiem, unosząca się nad lazurowymi wodami Pacyfiku. Na pytanie „Co tu jest?”, odpowiedź jest prosta – NIC. Oprócz plaż, świeżej słonawej bryzy i wielorybów. I po to właśnie tu przypłynęliśmy.

Prom z  Naha na wyspę  Zamami, Okinawa, Japonia

PIERWSZE PODEJŚCIE

Na wyspę docieramy promem w niecałe dwie godziny. Statek przeprawia się naokoło malowniczej wyspy Tokashiki, zawija do portu na pobliskiej Aka by w końcu dobić do leniwej Zamami. Na wyspie jest cicho, spokojnie, dosłownie nic się nie dzieje. Nie widać ludzi. Maleńkie nabrzeże, kilka domów, i szpetne szare mury toną w zielni co i raz przeplatanej różowymi kwiatami. Wrażenia estetyczne mamy mocno mieszane. Po raz kolejny Japonia wymyka się jakiejkolwiek jednoznacznej ocenie. Przepiękne otoczenie – dziki subtropikalny las, kwiaty, wilgotne powietrze dodatkowo nadające soczystości barw. Kolor nieba, wody, piasku. Z drugiej strony brzydkie domy, szary beton, blacha falista, kable i słupy.

Port Zamami, miasteczko to nic szczególnego, ale uwagę z wraca szmaragdowy kolor wody, Okinawa

Zamami - wioska brzydka jak wszystkie japońskie. Okinawa

Nasze pierwsze kroki kierujemy do lokalnego Whale Watching Association. Udaje nam się kupić wycieczkę na obserwowanie waleni na rano. Tutaj nic nie jest pewne. Sezon dopiero się zaczyna, wszystko zależy do wielorybów. Zapisujemy się, zostawiamy telefon, na który i tak się nikt nie dodzwoni, więc nazajutrz rano musimy przyjść i się upewnić, że w okolicy są wieloryby i wycieczka się odbędzie. Zastanawiamy się jakaż to japońska technologia służy do wykrywania waleni. Okazuje się, że na zachodzie wyspy jest kilka platform obserwacyjnych, z których rano pracownicy wypatrują ogromnych ssaków. Jeżeli się pojawią, dają znać i wycieczki ruszają. Żadnych procesorów. Tylko człowiek i lornetka.

ogródki Zamami, Okinawa

wioska zamami to przepiękne detale, Okinawa, Japonia

Ponieważ pogoda jest zdecydowanie mało plażowa i co chwila zanosi się na deszcz, postanawiamy przyjrzeć się wiosce. Zamami Village to labirynt maleńkich zaułków poukrywanych za płotami, murkami, drzewami i krzakami. Wioska jako całość jest brzydka. Każdy dom jest inny, nie ma tu żadnego stylu, rządzi brzydki chropowaty beton i blacha falista. Nad wszystkim zwisają kable. Naszą uwagę przyciągają jednak szczegóły. Poszczególne elementy całości. Magiczne figurki smoków przy furtkach. Kolorowe deski surfingowe ułożone w stertach. Różowe hibiskusy uginające się pod kroplami wody. Zarośnięte alejki i uliczki. Dzikie podwórka. Wszystko to nadawało tej zwyczajnej na pierwszy rzut oka wiosce atmosfery niesamowitości i pewnej magii. Wszystko to potęgowała niesamowita cisza i spokój. Senna atmosfera.

kolacja w Zamami Village, steki z tuńczyka i miecznika, Okinawa

niesamowita kuchnia japońska

Czujemy się jak na jakiejś opuszczonej wyspie. Całe szczęście, że nie ma mgły, bo chyba ze strachu zamknęlibyśmy się w pokoju i zgrzytali zębami. Ta senna atmosfera miała też swoje minusy. bardzo przyziemne i uciążliwe. W wiosce jest jedno miejsce, w którym można zrobić bardzo podstawowe zakupy – w postaci chipsów, piwa, mrożonego mięsa, jakiejś chemii i łopaty, oraz jedna restauracja, która otwiera się na kolację. Może to i uciążliwe, ale zaciskamy zęby. Przynajmniej nie ma tu hord turystów, kolorowych baloników, straganów z muszelkami i kolorową chińszczyzną. Jest cisza i spokój. Baliśmy się restauracji – w końcu brak konkurencji jest dla właścicieli mało motywujący – ale za niecałe 50 złotych dostajemy idealnie zrobione steki z tuńczyka i miecznika. Zupełnie niespodziewanie, jeden z lepszych posiłków w Japonii.

wnętrze hostelu w Zamami Village, Okinawa

Z noclegiem udało nam się jak ślepej kurze ziarno. Nie dość, że śpimy w jednym z najtańszych miejsc na wyspie, to jeszcze mamy do swojej dyspozycji pokój w stylu japońskim. Czyli podłoga wyłożona matą i… to wszystko. Jest jeszcze stolik wysokości jakiś 20 cm, do tego krzesło – bez nóg. Tutaj życie toczy się na podłodze. Na podłodze się śpi. Na szczęście maty i materace sprawiają, że jest to naprawdę przyjemne. A cieniutkie niemal papierowe ściany i przesuwane drzwi nadają miejscu magii. Dla nas – Europejczyków – to zupełny kosmos i niepraktyczne, ale super jest przez kilka dni spróbować „żyć” na podłodze. Oczywiście oznacza to ciągły bałagan, ale warto! Śpimy jak zabici.

zaraz sie zacznie whale watching tour, zamami, okinawa

Rano wszystko potwierdzone. Wieże obserwacyjne potwierdziły – są walenie. Jesteśmy w centrum Whale Watching Association. Ruszamy! Ekscytacja sięga już zenitu. Ale najpierw odprawa i szkolenie. Żebyśmy wiedzieli co nas czeka. Co zobaczymy. Skąd się tu biorą wieloryby. Dokąd płyną. Po czym je poznać. Wszystko brzmi pasjonująco. Słuchamy z otwartymi szeroko ustami. Tylko nic nie rozumiemy. Pan mówi po japońsku. Dla nas jest „wersja z napisami”. Wygląda to tak, że na każde 2-3 minuty narracji, mamy dwa zdania po angielsku napisane na kartce trzymanej przez asystenta. Z briefingu raczej za wiele się nie dowiedzieliśmy, ale ubaw mieliśmy po pachy. O waleniach doczytaliśmy sami z ekspozycji w centrum.

ruszamy na oglądanie wielorybów, Okinawa

kutry zabierają nas kilkanaście kilometrów od brzegu wyspy zamami w poszukiwaniu wielorybów.

końcu wsiadamy na łódź i ruszamy. Jest nas 12 osób. Para Niemców, my i reszta Japończycy. Obok nas jeszcze dwie łodzie. Według ostatnich informacji, wieloryby pojawiły się na zachód od wyspy. Cała naprzód i gnamy. Statek zgrabnie przepływa pomiędzy przesmykami i kanałami pomiędzy Zamami i Aka. Omija wszystkie mielizny, skały i wysepki rozsypane naokoło. W końcu wypływamy na pełne morze. Coraz bardziej wieje i kołysze. Łódź agresywnie przecina fale. Trwa wyścig z czasem. Tu nie ma żadnych gwarancji. Wszystko zależy od kaprysu waleni. Kiedy oddalamy się od wyspy zaczyna ostro wiać i padać. Deszcz jest zimny i zacina prosto w twarz. Wszyscy, którzy nie wzięli płaszcza przeciwdeszczowego są już mokrzy. Kamizelki niewiele pomagają. Jest nieprzyjemnie.

choroba morska nie oszczędza nikogo oprócz  załogi i mnie. Okinawa

kuter, z któego można obserwować walenie, Okinawa

Cały czas oddalamy się od brzegu. Łódź cały czas się kołysze. Do tego pokład monotonnie wibruje. Zapach spalin zaczyna być coraz bardziej wyraźny. Mdli. Do tego zimno i mokro. Kapitan zmniejsza obroty i zaczyna trząść jeszcze bardziej. Jesteśmy na miejscu. Teraz pływamy w kółko i wypatrujemy waleni. Z lewej, z prawej, z tyłu. Część wchodzi na górny pokład. Tam trzęsie jeszcze bardziej. Trzęsie, mdli, ściska w brzuchu. W końcu pierwsze ofiary choroby morskiej – niemiecki „Jezus”, jego dziewczyna, która dzielnie trzymała mu włosy, teraz sama wychylona za burtę. Horror. Każdy po kolei. Ludzie są śnięci. Kładą się. Wstają. Wymiotują. A wielorybów jak nie było tak nie ma.

whale watching tour - obsługa, Okinawa, Japonia

Nie wiem jak to się stało, ale poza załogą byłem jedyna osobą, którą to ominęło. Tak czy siak, zaczyna się to robić męczące. Zbyt łatwo skupiamy się na dyskomforcie. Zimno, mokro, buja. To potrafi zepsuć radość. Cześć pasażerów już śpi jak zabita pod pokładem. Albo raczej dogorywa. Cały czas pływamy w kółko. Wydaje się, że jesteśmy tu już kilka godzin a mija zaledwie jedna. To i tak sporo. Zaczynamy wątpić i pytać po jaką cholerę my tu w ogóle przypłynęliśmy. Tak, to właśnie ten moment! Nagle nad woda słychać dmuchnięcie i widać fontannę wody wydmuchiwanej pod wysokim ciśnieniem. Po chwili zawiewa charakterystycznym zapachem przypominającym ni to rybę i tran. Krzyki kapitana i załogi. – Tam – Tam! Nagły ryk silnika, zwrot w prawo i już pędzimy w kierunku walenia.

pierwszy wieloryb u wybrzeży Okinawy

Kilkunastometrowy, młody osobnik oczywiście nic sobie z nas nie robi. Spokojnie zanurza się, wynurza. Pokazuje nam fragmenty swojego ogromnego ciała. Wystawia to jedną płetwę, to drugą, to ogromny ogon. A trzy łodzie pływają tak za nim. Ci, którym udało się nie zapaść na chorobę morską podekscytowani, skaczą, krzyczą, cieszą się, pokazują sobie, jakby chcieli się upewnić czy naprawdę widzą to co widzą. Słychać trzaski migawek. Canon i Nikon ze swoimi charakterystycznymi odgłosami. Do tego „bipy” kompaktów. robienie zdjęć nie jest łatwe. Cały czas kołysze. Do tego zacina deszcz. Żeby cokolwiek wyszło, stoimy zaparci, z nogami zawiniętymi o poprzeczki. W jednej ręce aparat, w drugiej chusteczka to przecierania obiektywu. Polowanie na ujęcie.

waleń w całęj swej okazałości, Okinawa

whale watching, Okinawa

Po serii zdjęć, chowam aparat i zwyczajnie rozkoszujemy się widokiem co i raz pojawiającego się wieloryba. Nie jest łatwo, bo choroba morska co i raz daje o sobie znać. Trafiliśmy nieźle. Młoda, dorodna sztuka. Wyjątkowo społeczna. Z nieukrywaną radością się pręży i wyskakuje. Wydaje się, że sprawia mu to radość. Po kilku minutach znika. Ruszamy więc powoli w stronę Zamami. Wszyscy są zmarznięci i przemoczeni, ale zadowoleni. W końcu się udało. To ważne, bo nie ma żadnej gwarancji, że zobaczy się wieloryba. Kapitan postanawia jeszcze poszukać walenia, bo cały czas płyniemy powoli. Wszedłem na górny pokład, żeby popatrzeć jeszcze na morze. Łudziłem się jeszcze, że zobaczę tego pięknego ssaka. Jest coś w tym stworzeniu – jego ogrom, majestatyczność – co budzi podziw i szacunek. Jak ze słoniami. Może to ich rozmiary. Sam ich wygląd sprawia wrażenie mądrości i dostojności. Zamyślony patrzę na kołyszące się morze i wtedy jak na zamówienie, dokładnie przede mną z wody wyskakuje ogromny waleń.

zadowoleni wracamy na Zamami. Widzieliśmy wieloryby. Udało się

wesoły kapitan i załoga rejsu z Zamami, Okinawa

Jestem tak zaskoczony i pod takim wrażeniem ogromnego, kilkumetrowego rozprysku wody, że dosłownie zbieram szczękę z pokładu i krzyczę do wszystkich. Pierwszy odwraca się kapitan i krzyczy – dosłownie – wniebogłosy. Nie wiedziałem, że ktoś, kto prowadzi takie wycieczki, może być tak podniecony widokiem walenia. Skacze jeszcze raz, tym razem udaje mi się go złapać na zdjęciu. Po chwili pojawia się drugi. Zaczynają płynąć razem obok sienie niedaleko łodzi. Płyniemy za nimi patrząc jak zgrabnie zanurzają się i wynurzają. To jest absolutne ukoronowanie naszej wycieczki. Dosłownie balet wykonaniu jednych z największych stworzeń na świecie. Po krótkiej chwili, wieloryby znikają. Kapitan odwraca się, podnosi ręce i podskakuje krzycząc „yeeah!”, na łodzi rozlega się głośny aplauz. Misja zakończona. Teraz można wracać do portu. Nigdy nie przypuszczałem, że załoga łodzi może się tak cieszyć.

w deszczu idziemy na spacer po maleńkiej wyspie Zamami, Okinawa

zamami village, Okinawa

Po powrocie, pogoda się nie poprawia. Zaczyna padać coraz bardziej. Mamy przed sobą jeszcze pół dnia. Ostatnie co chcemy robić to siedzieć. Wybieramy się na Furuzamami Beach. Plaża oddalona jest około 1 km na wschód od wioski. Idziemy wzdłuż drogi, która przypomina pustą mini autostradę w środku lasu. Nie wiadomo skąd na takiej małej wysepce taka droga. Tak zadbana i tak utrzymana. Oddzielona od lasu wysokim płotem. Z szerokim chodnikiem wzdłuż jezdni. Japonia to nie kraj. To zdecydowanie stan umysłu.

droga do Furuzamami Beach Zamami, Okinawa

We wszystkich przewodnikach napisane jest, że plaża jest zatłoczona. Nie dzisiaj. Jesteśmy poza sezonem i zapowiada się niezła ulewa. Pomimo sporego zachmurzenia woda ma przepiękny turkusowy kolor. Dodatkowo wilgoć wyciąga zieleń z otaczającego plażę lasu. Mój ulubiony miks kolorów: niebieska woda, żółty piasek i zielony las.

Furuzamami Beach - jedna z przepieknych plaż Zamami, Okinawa

Zaczyna padać. Najpierw lekko, potem deszcz zaczyna już konkretnie siąpić. W jednej chwili jesteśmy zupełnie mokrzy. Na szczęście nie jest zimno. I woda ma temperaturę powietrza – jakieś 20 stopni. Plaża jest niemal zupełnie pusta. Trafiamy tylko na grupkę Japończyków pływających w deszczu. W ubraniu, bo co za różnica – tak czy siak będą cali mokrzy. Nie ma się gdzie schować. Na plaży jest sklep z tarasem. Chcemy przeczekać deszcze pod nim, ale deski są ułożone tak, że cały czas kapie z góry woda. Chodzimy po plaży i po rozrzuconych martwych koralowcach. Kłują w stopy, więc wygląda to niezdarnie. Ale stanowi idealny masaż stóp.

masaż stóp na Furuzamami beach, Okinawa

Spacer po tak magicznym miejscu jest czymś wyjątkowym. Jest pięknie. Deszcz tego piękna nie burzy, wręcz zdaje się wyciągać bardziej nieoczywiste walory tego miejsca. Przy takiej pogodzie klimat wyspy jest bardziej tajemniczy, wydaje się bardziej oddalona i niesamowita. Kiedy jednak jesteś przemoczony i jest Ci zimno – te bzdury potrafią być nieznośne. Deszcz zdawał się nie mieć końca. Nic nie zapowiadało poprawy. Pogoda nas wykurzyła z Zamami, ale tylko czekaliśmy, żeby tu wrócić.
DRUGA SZANSA

za drugim razem na zamami czekało nas słońce - japonia jest jednak nieprzewidywalna

Na drugie podejście czekaliśmy kilka dni. Jest nadzieja – na Zamami słońce. następnego dnia rano pakujemy się na prom i w południe jesteśmy z powrotem w maleńkim porcie Zamami Village. to była dobra decyzja. Pogoda jest piękna. Wiatr stopniowo rozgania poranne chmury, nieśmiało wychodzi zza nich słońce. W ciągu niecałej godziny udaje nam się wypożyczyć pianki do nurkowania, maski i snorkel. jakkolwiek proste by się to wydawało, poprzednim razem w poszukiwaniu sprzętu zeszliśmy dosłownie całą wioskę i owszem – znaleźliśmy sprzęt – ale nie zastaliśmy nikogo od kogo moglibyśmy go pożyczyć. Wszyscy byli na rejsach z nurkowaniem. A cały ich dobytek, łącznie z laptopami i komórkami leżał na stołach na podwórkach lub w otwartych biurach.

przygotowujemy sie do snorklingu, furuzamami beach - Zamami, Okinawa

Dziś jest ważny dzień. Moja Ula będzie snorklować po raz pierwszy w życiu. Jest przejęta. Po wczorajszej wizycie w oceanarium wie już mniej więcej czego się spodziewać pod wodą. Ale pływanie po raz pierwszy w masce z rurką to lekki stres. Nie wiem od czego zacząć, nie czuję się jak instruktor, ale staram się wszystko dokładnie wytłumaczyć, pokazać, przećwiczyć. Plucie do maski, wydmuchiwanie wody, nieodchylanie głowy za mocno. Próbuję sobie przypomnieć wszystkie moje błędy przez które albo nic nie widziałem, albo opiłem się wody. W końcu wchodzimy do wody i pływamy.

po snorklinu w oceanie jest zimno, przebieramy sie i wracamy do zamami village

Rafa jest doskonale dostępna, praktycznie od razu z brzegu. Trzymając się cały czas za ręce, podziwiamy przepiękną rafę na tej 2-gwiazdkowej plaży. Dla mnie to był najlepszy snorkling w życiu. Widzieliśmy mnóstwo przepięknych ryb, był oczywiście Nemo, trafiliśmy też na węża koralowego. Nie chodzi jednak o rafę. Piękne było to, ze cały czas trzymaliśmy się za ręce. Czułem, ze odkrywam ten przepiękny i niesamowity świat przed ukochaną osobą. Pokazuję coraz to nowe ryby i widzę zachwyt. Jednocześnie cały czas ją ochraniam. Przed prądami, lekko ale systematycznie odciągającymi nas od brzegu i przed tym niesamowitym i zarazem trochę przerażającym podwodnym światem, gdzie nie wiadomo co nas może zabić. Pierwszy snorkling udany. Na pewno nie ostatni.

takie rzeczy tylko w Japonii - pomnik psa - bohatera psiego love story legendy, zamami, okinawa

Po snorklingu chcemy skorzystać z coraz piękniejszej pogody i idziemy na spacer na zachód wyspy. Wyspa jest na tyle mała, że można ją spokojnie obejść w 2 godziny. Zaraz za wioską, trafiamy na pomnik psa. Dziwniejsza od pomnika jest historia, jaka za nim stoi. Prawdziwe psie love story, na podstawie którego nakręcono nawet film. Maririn to pies, który co noc pływał do swojej ukochanej – Shiro, która razem ze swoimi właścicielami przeniosła się na sąsiednią wyspę Aka. Jak nietrudno się domyśleć, pomnik Shiro znajduje tejże wyspie. Taki japoński zakochany kundel…

idziemy do sąsiedniej Ama Beach, druga piękna plaża na zamami, okinawa

szukamy żółwi na Ama Beach, Zamami, Okinawa

Kolejnym przystankiem jest Ama Beach, druga najbardziej znana i najłatwiej dostępna plaża na wyspie. Ta specjalizuje się w żółwiach. To właśnie tu, podczas przypływu łatwo trafić na żółwie morskie. My na żadnego nie trafiliśmy, mimo ogromnych chęci. Sama plaża jest jednak bardzo przyjemna. Nareszcie możemy się przejść gołymi stopami po piasku, mamy suche ubrania, nie pada. Niedogodności sprawiają, że doceniamy takie drobnostki. Pogoda wydaje się być idealna. Jest cieplutko, nie za bardzo – to nie jest plażowy skwar – raczej przyjemny letni wieczór, ze świeżą morską bryzą. Słońce delikatnie liże skórę, wiatr sprawia, że wyskakuje gęsia skórka. To trochę jak czekolada z chilli.

przepiękny widok na archipelag, Zamami, Okinawa

archipelag kerama widziany z zamami, Okinawa, Japonia

Idziemy dalej na zachód. Droga lekko pnie się pod górę. Potem coraz bardziej i bardziej. Docieramy w końcu na wzgórze. To tu znajdują się punkty obserwacyjne, z których wypatruje się humbaki przepływające przez pobliskie wody. Wystarczy dobra lornetka. Stąd rozpościera się doskonały widok na zachód od wyspy. To tam kilka dni temu oglądaliśmy walenie wyskakujące z gracja ponad wodę. Teraz nie widać żadnych. Za to z rozpościera się stąd przepiękny widok na południową część Zamami, Aka, i kanał pomiędzy nimi z rozsianymi po nim dziesiątkami maleńkich wysepek.

Magiczny archipelag Kerama, Zamami, Okinawa

Przy ciepłym, popołudniowym świetle, doskonale widać stąd turkusową wodę oblewającą Zamami. Ocean jest na całej Okinawie świętością. To siła, która przez wieki determinowała na wyspach życie i śmierć, rozwój i schyłek, sukces i porażki kolejnych pokoleń. Na każdym kroku mieszkańcy podkreślają, że z jednej strony błękitne wody to granica oddzielająca ich od świata, z drugiej – szlak łączący ich z tym światem. Stoimy tak i patrzymy na ocean i te wyspy, magiczną Okinawę. Miejsce tak dziwne, tak niedające się jednoznacznie określić. Jest tu tak cicho i spokojnie. Nie ma ludzi. Można się bardzo łatwo wyciszyć. Odpocząć od cywilizacji, zgiełku, korków, wiecznego pośpiechu i niedoczasu. Jednocześnie ma się cały czas świadomość, że jest się w Japonii. To wszystko nie pozwala przypiąć temu miejscu żadnej etykietki.

punkty do obserwacji waleni, Zamami, Okinawa

stąd miejscowi wypatrują walenie, Zamami, okinawa

Zachodni brzeg Zamami to kolejne obserwatoria. Ogromne drewniane tarasy przykryte wiatami, samotnie stojące na klifach. Rozsiane wzdłuż całego wybrzeża przypominają wieże Wielkiego Muru Chińskiego. W tej części wyspy, to jedyny – poza asfaltową drogą – ślad cywilizacji. Oprócz nich, wyspa tu to tylko lasy, krzaczory i wysoka trawa. A wystarczy przejść zaledwie dwieście metrów, żeby zobaczyć betonowe estakady drogi. To moja ulubiona część wyspy. To jak przejście na druga stronę lustra. W jednej chwili znikają cała cywilizacja, jesteśmy tylko my i natura. To nie są wypucowane tropikalne krajobrazy. Jest w tym miejscu coś dzikiego i surowego. Coś nieokiełznanego, ale zarazem przyjemnego i przyjaznego.

zamami to przede wszystkim przepiękne, magiczne widoki, Okinawa, Japonia

Zamami jest dziwne jak cała Japonia. Jest piękne. Jest niesamowite. Jak – niewielka co prawda – reszta Japonii którą widzieliśmy, na każdym kroku wymyka się jednoznacznej ocenie. Nie można powiedzieć – Okinawa jest taka czy taka. Zawsze jest „ale”, „tylko” itd. Mówiąc o tym miejscu, zawsze trzeba coś dodać, coś zaznaczyć, coś podkreślić, a i tak, zawsze pozostanie coś niedopowiedziane. I to jest w Okinawie niesamowite. To dziesiątki wysp, z których każda czeka na odkrycie. My odkryliśmy jedną. Nie było to łatwe. Wymagało wytrwałości i cierpliwości.

północna część wyspy zamami, okinawa, japonia
Okinawa jest kapryśna, ale warta zachodu. Nie bez powodu jest perełką japońskiej turystyki. Nie bez powodu jest też przez Japończyków skrzętnie ukrywana przed światem. Mam wrażenie, że Japończycy zwyczajnie chcą ja zostawić tylko dla siebie. Nie chcą się dzielić tym niesamowitym miejscem z innymi. Zastanawiam się czy oni sami są w stanie zdefiniować to miejsce. Co ja mówię. To nie miejsce. Okinawa to przecież stan umysłu.

 

Zamami, Okinawa, Japonia