Niepozorne zdjęcie karty pokładowej w internecie może powiedziec wszystko o naszej podróży

Niepozorne zdjęcie karty pokładowej może ci zepsuć wyjazd. I nie tylko

Wymarzone wakacje są zawsze czymś, czego nie możemy się doczekać. Pracując odliczamy dni do godziny zero. Nareszcie jest! Ten dzień! Jesteśmy na lotnisku, odprawiamy się, nadajemy bagaż, przechodzimy przez skanery i staramy się nie stracić cierpliwości przy ochronie czepiającej się o pastę do zębów. Jeszcze jakieś zakupy w Duty Free i jesteśmy pod bramką. Już witamy się z gąską. Czemu nie uwiecznić tego momentu? Paszport, bilet, jakieś fajne tło, najlepiej samolot z ładnym malowaniem. Pstryk! Jest zdjęcie. Wrzucamy na Facebooka lub Instagrama. Sypią się lajeczki, komentarze w stylu „znowu urlop?”, „dokąd tym razem?”. Jest fajnie. Tyle, że właśnie mogliście wpędzić się w nie lada kłopoty. Jak? Udostępniliście zdjęcie karty pokładowej w Internecie. Nie róbcie tego. Nie wrzucajcie zdjęć waszych biletów na Facebooka czy Instagrama. A jeżeli już nie możecie się powstrzymać, przeczytajcie jak to robić.

Zdjęcie karty pokładowej w internecie - jest ich bardzo dużo
Na Instagramie można znaleźć setki udostępnionych publicznie zdjęć kart pokładowych ze wszystkimi danymi. Przykładowy zrzut z Instagrama po wyszukaniu #boardingpass. Są nawet zdjęcia całych rezerwacji!

Dlaczego nie wolno udostępniać zdjęcia karty pokładowej w Internecie?

Od początku. W tym roku trafiłem na to wśród znajomych trzy razy. Koleżanka wrzuciła na Facebooka zdjęcie karty pokładowej przed tuż przed lotem na urlop. Można było spokojnie odczytać wszystkie dane – po minucie wiedziałem już, że leci z mężem i córeczką do Singapuru. Przez Kopenhagę. Linie Singapore Airlines. Znałem klasę i numery siedzeń. Widziałem numery ich paszportów, wiedziałem do kiedy są na urlopie, kiedy wracają. Co do godziny. Mogłem im np. dla psikusa zamówić coś dziwnego do jedzenia: menu wegańskie, bezglutenowe czy koszerne. Drugi przypadek – znany bloger podróżniczy z bloga o hiszpańsko brzmiącej nazwie. Na swoje Instastory wrzucił zdjęcie karty pokładowej. Po 30 sekundach mogłem już wejść do jego rezerwacji. Wiedzieć dokąd leci, kiedy wraca, gdzie siedzi. Ostatni przykład – parę dni temu znajoma wrzuciła na Facebooku zdjęcie karty pokładowej. Linie trochę bardziej tradycyjne – Ural Airlines – więc dotarcie do danych jej podróży zajęło mi jakieś 3 minuty, włączając ściągnięcie darmowej aplikacji na telefon. W nagrodę, mogłem mieć dostęp do danych paszportu jej i jej towarzysza podróży. Wszystkim trzem osobom od razu napisałem, wyjaśniając co właśnie zrobili i dwójka z nich od razu usunęła zdjęcia. I dobrze, bo wrzucając zdjęcie karty pokładowej do Internetu, dzielisz się swoimi danymi wrażliwymi. I to bardzo wrażliwymi.

Zdjęcie karty pokładowej w internecie może dac informacje o tobie obcym osobom
Karta pokładowa, na której jest widoczny numer biletu ETKT oraz dane pasażera oraz kod kreskowy. Wystarczy aby dokonać zmian w bilecie na stronie lub infolinii. Zdjęcie z Instagrama. Dane wrażliwe zostały zamazane.

Jakie dane są zapisane na karcie pokładowej?

Karta pokładowa to karta wstępu do samolotu. Bez niej nie dostaniemy się na pokład maszyny. Zapisane są na niej wszystkie dane naszej podróży – nasze imię i nazwisko, numer lotu i data lotu: miesiąc, dzień i godzina, trasa, ilość bagażu jaki zabieramy, miejsce w samolocie i klasa podróży. Te dane za dużo postronnemu oglądającemu powiedzą tylko kiedy, dokąd i w jakich warunkach lecimy. Czyli dużo, ale gdyby trafiły w niepowołane ręce – jeszcze nie ma dramatu. Gorzej z danymi, które są bardzo niepozorne, a mogą być przyczyną sporych problemów.

Jak wygląda bilet elektroniczny, tak zwany E-ticket - takie informacje mogą się dostać w niepowołane ręce
Takie dane znajdują się w bilecie elektronicznym, do którego możemy się dostać mając zdjęcie karty pokładowej z numerem ETKT lub kodem kreskowym. Są tu adresy e-mail, telefon, numery dokumentów, dokładne daty, ceny biletów itd. Żródło: Wikipedia.

Są to numer biletu (ETKT), numer programu lojalnościowego oraz kod kreskowy, w którym zaszyte są wszystkie dane łącznie z numerem rezerwacji. To jest tak naprawdę kluczyk, który otwiera wszystkie zamki. Dzięki niemu uzyskamy numer rezerwacji, a z nim możemy się dostać do potwierdzenia podróży – tzw. ITRItinerary Receipt. Są w nim wszystkie dane, włączając w to numery dokumentów, czasem nawet numer telefonu, adres i dowód zakupu z kwotami.

Jak wyciągnąć dane z karty pokładowej?

To niestety bardzo proste i nie wymaga żadnej nadzwyczajnej wiedzy, urządzeń ani programów. Wystarczy, że znajdziemy na zdjęciu numer biletu elektronicznego, czyli ETKT – zazwyczaj umieszczony jest on na dole biletu. To 13-cyfrowy kod, w którym trzy pierwsze cyfry oznaczają linię lotniczą. Oczywiście jeżeli widać na zdjęciu numer ETKT to zapewne też widać logo i nazwę linii lotniczej, ale gdyby ktoś potrzebował wskazówek, można rozszyfrować numery, korzystając z listy IATA. Na przykład polskie linie lotnicze LOT mają kod 080, czyli numer biletu ETKT w linii LOT może wyglądać tak: 080-1246781231.

Zdjęcie karty pokładowej w internecie - ze wszystkimi danymi - kod kreskowy i numer biletu etkt
Kolejne niepozorne zdjęcie, z którego możemy wyciągnąć całą historię podróży, a nawet wpłynąć na jej dalszy ciąg. Linia Air France umożliwia logowanie do rezerwacji przy pomocy numeru biletu ETKT. Jeżeli to nie pomoże, łatwo uzyskać numer rezerwacji (PNR) skanując kod widoczny na zdjęciu. Zdjęcie z Instagrama. Dane wrażliwe zostały zamazane.

Mamy już numer ETKT i wiemy którą linią leci. Teraz potrzebujemy jego imię i nazwisko. Te są oczywiście napisane na bilecie. Teraz wystarczy wejść na stronę linii lotniczej i odnaleźć zakładkę w stylu „my trip” czy „my booking„. Często można się zalogować do potwierdzenia podróży korzystając z numeru ETKT oraz imienia i nazwiska. Tak można zrobić np. Na stronie LOT, Swiss, Singapore Airlines, ANA, Air France i wielu wielu innych.

Kiedy numer biletu nie wystarcza

Niektóre linie wymagają podania numeru rezerwacji – tzw. PNRPassenger Name Record. To sześcioznakowy kod składający się z cyfr i liter. Może wyglądać na przykład tak: 84SRTL. Zazwyczaj jednak na zdjęciu widoczny jest kod kreskowy, który skanujemy przechodząc przez bramki. To w nim zaszyte są wszystkie brakujące nam informacje. Jak go zeskanować? Wystarczy na smartfonie wejść do sklepu z aplikacjami (Apple Appstore lub Google Play) i wpisać „boarding pass scanner” – wybieramy pierwszą z brzegu aplikacje, którą skanujemy kod ze zdjęcia. Teraz mamy numer „Booking Reference”, czyli PNR.

Zdjęcie karty pokładowej i karty kredytowej w internecie - to niebezpieczne
Na tym zdjęciu, obok widocznego kodu na karcie pokładowej, jest jeszcze numer karty kredytowej z datą ważności. Imię i nazwisko można wziąć z karty. To wystarczy, aby tego człowieka okraść! Zdjęcie z Instagrama. Dane wrażliwe zostały zamazane.

Najmniej informacji jest zapisanych w kartach lotów czarterowych, np. Enter Air, Travel Service. Zeskanowałem kod z pierwszego lepszego obrazka znalezionego na Instagramie po wpisaniu w wyszukiwarce #bilety. Dostałem jedynie dane, które już były na samej karcie pokładowej. Pozornie może się wydawać, że bezpieczne będą linie, w których nie ma opcji sprawdzenia swojej rezerwacji na stronie, np. Rumuński TAROM, ale warto pamiętać, że do rezerwacji można się równie łatwo dostać telefonicznie. Mamy przecież dane pasażera, numer biletu ETKT oraz numer rezerwacji. Zresztą ludzie sami ułatwiają potencjalnym ciekawskim dostęp do swoich danych. Mój mistrz wrzucił na Instagrama zdjęcie swojej karty pokładowej i karty kredytowej ze wszystkimi danymi. Trudno w to uwierzyć, ale ludzie jeszcze używają hasztagów, które ułatwiają znalezienie ich danych. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce Instagrama np. #boardingpass.

Co ktoś może zrobić z naszymi danymi z karty pokładowej?

Tutaj opcji jest wiele, zależy w czyje ręce wpadną nasze dane.

Ktoś może dokonać zmian w rezerwacji

Warto pamiętać, że mimo iż dane na bilecie dotyczą lotu który mamy odbyć za chwilę i jesteśmy po odprawie – tu więc nic nam nie grozi, ale w potwierdzeniu podróży zaszyte są również dane podróży powrotnej.

Dostęp do rezerwacji daje możliwość: np. wybrania siedzeń, jedzenia, czy nawet zmiany lub anulowania całej rezerwacji. Ktoś może więc posadzić nas na siedzeniu w przejściu przy toalecie, jeżeli lecimy rodziną, może rozsadzić nas po całym samolocie. Często raz wybrane miejsca są trudne do zamiany. Ktoś może nam dla żartu zamówić np. Wegańskie jedzenie. To akurat najlepsze, co może się nam przytrafić. Gorzej, jeżeli ktoś na przykład odwoła nam rezerwacje lub przebukuje powrót i po przybyciu na lotnisko okaże się, że nasz lot był dzień wcześniej.

W takiej sytuacji, nawet jeżeli udowodnimy, że ktoś zmienił rezerwację za nas, będzie ciężko odkręcić zmiany. Nawet jeżeli jakimś cudem nam się uda, w najlepszym przypadku czeka nas zepsuty urlop, problemy z transferem, spanie na lotnisku. Nie warto.

Po co ktoś miałby to robić? To jest dobre pytanie i trudno na nie odpowiedzieć. To tak jakby zapytać, po co ktoś miałby wyjadać wam jedzenie z firmowej lodówki czy kraść rower z klatki. Bo może, bo leży niepilnowane, bo będzie zabawnie, bo zazdrości, że wy macie a on/ona nie ma. Wierzę, że takich ludzi jest mało, ale zawsze mogą się znaleźć. Lepiej więc nie kusić losu.

Powyższe nieprzyjemności to jednak pikuś w porównaniu z tym, co może się stać jeżeli trafimy nie na dowcipnisia, ale na zawodowego oszusta, naciągacza czy złodzieja.

Ktoś wie, kiedy nas nie ma w domu

Na karcie pokładowej i w rezerwacji zapisane są dokładnie daty kiedy będziemy w podróży, a więc kiedy nie będzie nas w domu. Adres często jest podany w rezerwacji. Takie dane w rękach potencjalnych złodziei są niezwykle cenne. Będą dokładnie wiedzieli ile mają czasu by wyczyścić nam mieszkanie.

Zdjęcie karty pokładowej w internecie - z tego zdjęcia można się dowiedzieć wszystkiego o podróży tego człowieka
Z tego zdjęcia można wyciągnąć wszystkie dane na temat pasażera i jego podróży. Łącznie z adresem e-mail, numerem telefonu, ceną biletu. Wszystko przez jeden numer ETKT. Wrzucanie takich danych do Internetu jest nierozsądne i niebezpieczne. Zdjęcie z Instagrama. Dane wrażliwe zostały zamazane.

Ktoś może mieć dostęp do naszych kont

Na przykład w programie lojalnościowym. Jeżeli w potwierdzeniu rezerwacji jest numer programu i e-mail, ktoś może próbować się zalogować do naszego konta. Często robi się to przez procedurę resetu hasła. Są tam co prawda np. Pytania pomocnicze, w stylu „Imię panieńskie twojej matki”, ale czasami w social mediach da się znaleźć naprawdę dużo informacji, w tym te potrzebne do rozszyfrowania takich zabezpieczeń. W ten sposób można np. Stracić starannie kolekcjonowane mile.

Jeżeli do tego dodamy możliwości tzw. Scamerów, którzy mogą przy pomocy maila i numeru telefonu próbować zduplikować kartę SIM i przejąć dostęp do naszych wiadomości – np. Systemu podwójnej weryfikacji przy logowaniu do konta bankowego, mamy wtedy o wiele poważniejszy problem niż utrata mil na koncie programu lojalnościowego.

Ktoś ma dostęp do naszych danych osobistych

W rezerwacjach często są numery dokumentów, ich daty ważności, daty urodzenia itd. Mając dostęp do naszej rezerwacji, ktoś może spokojnie mieć dane naszego paszportu czy dowodu osobistego. Tego przecież nie chcemy. W ten sposób ktoś może się też dowiedzieć z kim wybieramy się w podróż.

Co robić, żeby z karty pokładowej nie dało się odczytać naszych danych?

Najlepiej nie wrzucać zdjęć kart pokładowych do Internetu. Jeżeli nie możemy się powstrzymać i zwyczajnie chcemy się podzielić naszym szczęściem, zróbmy to, ale z rozwagą, pamiętając o kilku ważnych kwestiach.

Przede wszystkim, trzeba pamiętać, że jeżeli zdjęcie czy post ma status „publiczny” to dzielimy się nim ze wszystkimi, nie tylko z naszymi znajomymi. Wtedy każdy na świecie z dostępem do Internetu, może zobaczyć wasze zdjęcie. Czy na pewno tego chcemy?

Jeżeli wrzucasz zdjęcie karty pokładowej do internetu, pamiętaj - ukryj dane
Jeżeli wrzucamy zdjęcie karty pokładowej do Internetu, trzeba pamiętać o ukryciu danych – Zasłonięcie numerów biletu, imienia i nazwiska, umiejętne kadrowanie są najważniejsze.

Co do samej karty pokładowej, nie mogą być widoczne następujące elementy:

  • kod kreskowy
  • numer biletu ETKT
  • numer rezerwacji PNR

Nie powinno być także widoczne imię i nazwisko, chociaż to zazwyczaj i tak widać pod zdjęciem – na naszym profilu. Dane te powinny być zamazane, lub zakryte, np. palcem, paszportem lub druga kartą pokładową. Da się zrobić naprawdę ładną kompozycję, na której będzie widać dokąd lecimy. W ten sposób unikniemy nieprzyjemności i będziemy chronić swoje dane nie rezygnując z radości dzielenia się swoimi podróżami z innymi.

Osoba, która wrzucała to zdjęcie, zamazała dane wrażliwe
Takie zdjęcie można wrzucać. Osoba, która wrzucała to zdjęcie, zamazała dane wrażliwe – i prawodłowo – zdjęcie ma status „publiczny” więc nikt nie będzie miał dostępu do danych wrażliwych. Zdjęcie z Instagrama.

Ważne, że nie tylko udostępnianie zdjęć kart pokładowych w Internecie może nas narazić na nieprzyjemności. Z tego samego powodu nie warto wyrzucać kart pokładowych do śmietnika, szczególnie podczas podróży „tam”. Ze znalezionej, np. w przy lotniskowym koszu na śmieci karty pokładowej, można wyciągnąć te same informacje co ze zdjęcia, nawet łatwiej, bo nie mamy problemu z jakością fotografii. Wszystkie dane są o wiele bardziej czytelne. Pamiętajmy o tym, żebyśmy w przypływie radości niechcący nie zepsuli sobie wyjazdu.