Guy Grive - Zew Natury. Moja ucieczka na Alaskę

Zew Natury. O ucieczce od korpo

Na „Zew Natury” wpadłem przypadkiem, jak na sporo innych książek. Wypatrzyłem ją na zdjęciach gościa, który samotnie przemierzał Arctic Circle Trail na Grenlandii. Pomyślałem, że skoro ktoś bierze na 10-dniowy trekking z całym dobytkiem na plecach taką cegłę to musi być tego warta. Szybkie rozeznanie tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu: autor Guy Grieve opisuje jak rzuca swoje dotychczasowe nudne życie i na rok ucieka na Alaskę, gdzie planuje samodzielnie wybudować chatę i spędzić zimę. Jak się domyślam, projekt ten się udał i autor żywy i zdrowy opisuje swoją przygodę. Absolutnie wiedziałem, że muszę tą książkę przeczytać. Nie dlatego, że urzekła mnie idea uciekania od życia w korpo i wyjechania w dzicz – w to akurat nie wierzę. Byłem ciekaw jak mu poszła ta Robinsonada. Jak żółtodziób poradził sobie sam na Alasce. Czy to w ogóle możliwe ot tak – pojechać tam i przetrwać zimę.

Guy Grive - Zew Natury.

Od początku lektury „Zew Natury” nie do końca były dla mnie jasne motywy decyzji autora o wyjeździe na Alaskę. Wypalenie zawodowe, rutyna, codzienne siedzenie przy biurku, w nudnej pracy, której nie znosił. Powierzchowne relacje z ludźmi, wyścig szczurów, powtarzalność, brak jasnej wizji co dalej – to co ludzi wypala. Tylko w tym wszystkim jest jeszcze żona i dwójka maleńkich dzieci. O dziwo, ta popiera pomysł męża i razem podejmują trudną decyzję o wyjeździe Guya na Alaskę. To bardzo ciekawy wątek zważywszy, że nie jest to książka o ludziach w typu – Rzućmy wszystko i jedźmy na Bali! Otworzymy sklep ze sprzętem dla surferów. Albo, nie! Do Tajlandii! Otworzymy wypożyczalnie sprzętu do nurkowania i będziemy uczyć dzieci angielskiego! – To dobrze, bo naiwność takiego myślenia od razu by mnie do tej książki zniechęciła. Znam parę podobnych przypadków i niestety, w starciu z brutalnym życiem, marzenia przegrały. Wielka przygoda kończyła się razem z dolarami wszytymi w majtki na czarną godzinę. Tutaj wyjazd miał być punktem zwrotnym, definiującym dalsze wspólne życie, w starym świecie, ale na nowych zasadach, przez co lepszym. I to jest ciekawe.

Guy Grive - Zew Natury. Moja ucieczka na Alaskę - książka warta przeczytania

„Zew Natury” jest miłą odmianą w tego typu książkach. Co prawda, wyprawa nie opierała się na niczym racjonalnym, ale nie ma tu jakiegoś nieuzasadnionego eskapizmu, przesadnego, dramatyzmu decyzji. Owszem, jest znużenie dotychczasowym życiem, są gdzieś głęboko skrywane chęci, jest impuls. Do tego zgrana, kochająca się i silna rodzina, to bardzo ważne. Książka Guya Grieve to ciekawa odmiana do historii opisanej przez Jona Krakauera w „Into the Wild” (pol. „Wszystko za życie”). Tam chłopak, który ewidentnie nie czuje się dobrze w świecie konsumpcji, który depcze ludzkie marzenia i wgniata słabe jednostki w ziemie. Mówi – Chrzanię to! – i ucieka od ludzi, pieniędzy, roli, masek. Rusza w podróż, która kończy się właśnie na Alasce. Nie w zimie, a w środku lata. Bez wystarczającej ilości zapasów sprzętu i żywności, chłopak w bardzo głupi sposób zginął – umarł z głodu. Piękne marzenia, wspaniała przygoda zniszczone przez lekkomyślność i głupotę. „Zew Natury” to coś zupełnie innego. To przygoda i spełnienie marzeń poparte dużą dawką rozwagi i pokory.

Guy Grive - Zew Natury. Moja ucieczka na Alaskę - ksiązka

Dość nudnawy i przydługi wstęp, opisy przygotowań do wyprawy, przyzwyczajają i oswajają z niespiesznym tempem książki. Nie ma w niej zaskakujących zwrotów akcji, wszystko rozwija się powoli, stopniowo. Akcja momentami zastyga jak alaskańska natura wraz z nadchodzącą zimą. Mimo to książkę czyta się zaskakująco dobrze. Od samego początku przygody w dziczy „Zew Natury” wprowadza nas w realia życia na dalekiej północy. Przede wszystkim bardzo obrazowo przedstawiona jest tu zjawiskowa przyroda Alaski. Momentami miałem wrażenie, że czytając czuję zapach palących się torfowisk, słyszę skrzypienie śniegu pod butami, trzask lodu na jeziorze, pluskanie bobrów czy zapach świerków otaczających obóz Guya. Książka to dobry wyciszacz, pozwala na chwilę zwolnić, uspokaja. To idealny lek na gorączkowe problemy codziennego świata. Niczym siedzenie pośród alaskańskich łąk, wsłuchiwanie się w szum rzeki i wpatrywanie w falującą na wietrze trawę.

Guy Grive - Zew Natury. Moja ucieczka na Alaskę - fragment

„Zew Natury” to przygoda. Niespiesznie, ale i niesamowicie opisane są tu zwykłe czynności, na które w codziennym życiu nie zwracamy zbytniej uwagi, a na Alasce zależy od nich życie: zdobywanie pożywienia i opału, zakładanie obozu i budowanie chaty od zera. Autor świetnie opisuje samoorganizacje, narzucanie sobie obowiązków i reżimu pracy, np. żmudne obowiązki takie jak codzienne udrażnianie szlaku konieczne, aby przetrwać w niesprzyjających warunkach. Wszystko to w warunkach narastającego głodu, zmęczenia, braku światła i pogłębiającej się tęsknocie do bliskich. Jest jeszcze przyroda. Jednocześnie piękna i hojna, ale też surowa i bezwzględna: szczenięta zamarznięte na kamień zaraz po urodzeniu, młode łosie rozszarpane przez watahę wilków. Życie, od jakiego odwykliśmy siedząc za biurkiem, które dawno przestaliśmy rozumieć i tak często wypieramy ze świadomości.

Guy Grive - Zew Natury. Moja ucieczka na Alaskę - fragmenty

Mimo ciężkich początków autora „Zew Natury”, stopniowo widać efekty jego pracy, a cała przygoda zaczyna nabierać sensu. Na kolejnych stronach, powstaje obóz, latryna i w końcu dom z bali, który rozmarzający lód zamienia w parującą łaźnię. Z książki dowiadujemy się jak kierować psim zaprzęgiem, jak szkolić psy gończe, czym je karmić, jak postępować w razie spotkania z łosiem czy niedźwiedziem. Co bystrzejszy czytelnik pozna sposób polowania na bobry spod lodu. Niesamowite jest, że do wielu z tych rzeczy bohater dochodzi sam, metodą prób i błędów. Najważniejszą jednak wiedzę przekazują mu zaprzyjaźnieni Alaskanie. Na uwagę zasługuje świetny fragment o „zarządzaniu” obozowym kiblem.

Don przestrzegł mnie przed zagrożeniem nadbudowania tak zwanego gówna na patyku co zwykle jest wynikiem leniwego zarządzania wychodkiem. Jeżeli mieszkaniec puszczy nie podejmie odpowiednich środków zapobiegawczych, każde gówno będzie spadało na gówno z dnia poprzedniego, tworząc piramidę rosnącą w miarę zamarzania, aż wreszcie z dna latryny wzniesie się dumnie obrzydliwy, zamarznięty, brązowy stalagmit. Choćby nieborak robił, co w jego mocy, nie zdoła przewalić kolumny i wkrótce jedynym wyjściem jest zejście do wykopu z piłą łańcuchową w ręku. Podczas zmagań ze ścięciem obrzydliwego pieńka łańcuch pilarki okrasi nieszczęśnika drobinkami zamarzniętych odchodów, tak samo jak drzewo pokrywa drwala trocinami. Gdy już gość wylezie z jamy, spróbuje oczyścić ubranie z odprysków brązowego lodu, ale nie uda mu się usunąć wszystkiego i kiedy wejdzie do ciepłej chatki, brązowy lód roztopi się na ubraniu, przepajając materiał, włosy i skórę niemożliwym do zniesienia smrodem.”

Jak kuriozalnie by to nie brzmiało, pokazuje jedno. Są kwestie, na które w codziennym życiu nie zwracamy uwagi, nie doceniamy tego, co mamy, wiele rzeczy traktujemy jako dane. Tymczasem w jednej chwili wszystko może się odwrócić i rzeczy tak przyziemne jak kibel, mogą wywrócić nasze życie do góry nogami.

Guy Grive - Zew Natury. Moja ucieczka na Alaskę - psy

Autor z czasem zaczyna się oswajać z nowymi warunkami i przyzwyczaja się do ciężkiego życia. Pełen pokory i szacunku dla natury i rdzennych mieszkańców Alaski przyjmuje ich rady i pomoc. Uczy się na własnych błędach. Chyba największą wartością książki jest właśnie przemiana autora. „Zew Natury” to nie tylko super przygoda, współczesny Robinson Cruzoe, to książka o dojrzewaniu, odkrywaniu i poznawaniu samego siebie, walce z własnymi słabościami. Od samego początku uderza narastające u bohatera przygnębienie i poczucie samotności. Ciężka szkoła życia, liczne porażki, które powoli prowadzą do sukcesu. To także książka o nauce pokory wobec natury, o ciężkim budowaniu relacji z mieszkańcami Alaski, zdobywaniu zaufania ludzi, którzy uznawali pomysł Anglika jako fanaberię. Świetnie pokazane są tu tworzące się przywiązanie i przyjaźń pomiędzy człowiekiem i psem – od początkowej niechęci, poprzez stopniowe oswajania się i „docieranie” aż do wspaniałej relacji łączącej czworonoga i jego właściciela.

Guy Grive - Zew Natury. Moja ucieczka na Alaskę - recenzja

Na końcu, po niemal roku spędzonym gdzieś pośrodku Alaski, wyłania się nowy człowiek – doświadczony, dojrzały, pełen pokory i mądrości zaczerpniętej od rdzennych Alaskan. Jak się okazuje, cały czas pełen obaw i jeszcze mniej pewny tego co będzie dalej, ale oswojony z samym sobą, pełen refleksji i szacunku wobec natury. Bardzo podobał mi się opis ostatnich chwil wyprawy, stopniowy powrót do rzeczywistości tego „dzikiego człowieka”, jego strach, nieuchronność zbliżającego się końca wspaniałej przygody, powrót do starego-nowego świata, gdzie już nic nie będzie jak dawniej. A jak? Tego nie wiedział sam Guy. I to jest właśnie niesamowite. „Zew Natury” nie jest pozycją rewolucyjną, autor nie zachęca aby iść w jego ślady, rzucać wszystko i wyjechać gdzieś, tylko, żeby na chwilę się zatrzymać, zastanowić nad swoim życiem, zapytać samego siebie – Czy jesteś szczęśliwy? – A jeśli nie, to co możesz zrobić, żeby to zmienić. A poza tym sama książka jest trochę ucieczką od naszego szybkiego świata. Można się w niej zaczytać, odciąć od smętnej atmosfery w porannym autobusie, tych pustych spojrzeń i ludzi zgarbionych nad swoimi smartfonami. Można dzięki niej choć na trochę zwolnić uciec na Alaskę.

I dlatego warto przeczytać tą książkę.