Życie i Śmierć na Drodze Umarłych, Tomasz Grzywaczewski

Życie i Śmierć na Drodze Umarłych. Rosji i tak nie zrozumiesz

Kocham Rosję. I jednocześnie jej nie znoszę. Uwiodła mnie dawno temu, bez żadnych szans na uwolnienie się od niej. Zachwyca mnie i męczy jednocześnie. Ludzie, którzy z jednej strony są wspaniali, potrafią podać ci serce na dłoni, z drugiej uginają kark przed kolejnymi tyranami i sprawiają wrażenie jakby nie byli gotowi na wolność. A może oni postrzegają wolność inaczej. Może my po prostu nie rozumiemy rosyjskiej duszy. Przeczytałem o Rosji dziesiątki książek – od naukowych rozpraw, przez reportaże aż po powieści i poezję. Ostatnia to „Życie i Śmierć na Drodze Umarłych”. Czasem wydaje mi się, że wiem o Rosji więcej niż przeciętny człowiek, czasem załamany stwierdzam, że nie wiem o niej nic. Nic nie rozumiem. I tak właśnie jest z Rosją. Nie da się jej ogarnąć rozumem. Wszelkie metody poznania spełzają na niczym. Trzeba Rosję przeżyć.

Życie i Śmierć na Drodze Umarłych, Tomasz Grzywaczewski - doskonała ksiązka

Od mojego ostatniego pobytu w Rosji minęło 13 lat. Wybieram się tam nieustannie, ale jakoś zawsze jest nie po drodze. Niezmiennie też moją uwagę zwraca każda książka o Rosji. Wystarczy przypadkowa wizyta w księgarni, rzut okiem na okładkę, tytuł, szybkie skanowanie zawartości i już wiem, że muszę ją kupić. Tak też było z „Życie i Śmierć na Drodze Umarłych” Tomasz Grzywaczewskiego. Odruch Pawłowa – cóż za ironia. Książka miała być dla mnie szybkim teleportem na Syberię – wymarzoną krainę niezmierzonych lasów, bagien, gór i dzikich zwierząt. Miejsce, które urzekło mnie niemal od razu, od momentu, kiedy lata temu wpadł mi w ręce album fotograficzny Adama Bujaka „Odległa Rosja”. Wtedy Syberia przestała być tylko słowem z książek historycznych powodującym dreszcze a obrazem, dziewiczą, magiczną krainą.

Życie i Śmierć na Drodze Umarłych, Tomasz Grzywaczewski zdjęcia ksiażki

„Życie i Śmierć na Drodze Umarłych” to zapis amatorskiej wyprawy śladami Transpolarnej Magistrali Kolejowej. Projektu kolejowego, który dla Stalina był spełnieniem snów o potędze, zaspokojeniem chorych ambicji. To miała być wizytówka niepokonanego imperium zła. Blisko siedemset kilometrów torów poprowadzonych po pustkowiu. Bezdrożach Syberii, które zimą skuwa wieczna zmarzlina a latem zamieniają się w bagno spowite chmurami komarów i meszek. Niewolnicza praca dziesiątków tysięcy więźniów GUŁAG-u, bezsensowne cierpienie, ból i śmierć. Projekt który zatrzymał się wraz z ostatnim tchnieniem dyktatora. Nigdy niedokończony, od samego początku skazany na porażkę. Kolej-widmo gdzieś pośrodku dzikiej tajgi i tundry, w które zapuszczali się jedynie myśliwi i rdzenni mieszkańcy Syberii.

Życie i Śmierć na Drodze Umarłych, Tomasz Grzywaczewski - przygoda w sercu Syberii

Doskonały obraz Syberii to to co w „Życie i Śmierć na Drodze Umarłych” zachwyca ale też wzbudza niepokój i przeraża. Przepiękna kraina, która nie nie nadaje się zupełnie do życia. Próbujących ją ujarzmić, podbić, udomowić zawsze pochłaniała na zawsze. Każdego, kto ośmielił się podnieść na nią rękę porywała. Nigdy nie oddawała. Wspaniałe zdjęcia powoli pogrążającej się w jesiennym złocie przyrody. Bajeczne lasy mieszane, bagna i rozlewiska. Zwyczajne krzaki, chaszcze, rzeki i rzeczki, które tu urastają do rangi niepokonanego żywiołu. „Trudno pisać o tajdze. Niełatwo opisać tundrę. Przydałoby się zatrudnić poetę. Syberyjską przygodę można podziwiać godzinami. Można ją smakować. Wąchać. Można się w nią wsłuchiwać. Ale nie da się wśród niej zbyt długo wytrzymać.” Już od pierwszych stron wyczułem w autorze wielką miłość do natury, wrażliwość zmysłów na otaczający go świat: obrazy, dźwięki, zapach, smak. Coś co tak mnie urzeka w podróżach. Syberia musi być ucztą dla zmysłów.

Życie i Śmierć na Drodze Umarłych, Tomasz Grzywaczewski - wyprawa do ruin łagrów

Książka pełna jest przepięknych zdjęć z podróży. Dziewicze, pierwotne lasy, rozległe bagna i podmokłe łąki. Maleńkie, zapomniane przez świat „sioła” pośrodku niczego. Pozbawione wszelkich wygód, zdane na łaskę przyrody. Twardzi ludzie, toczeni powoli przez alkohol i poczucie beznadziei. W końcu przerażające łagry, będące świadkami bezsensownego cierpienia dziesiątek tysięcy więźniów archipelagu GUŁAG. Obozy pochłaniane powoli przez las. Zarośnięte baraki, porozrzucane miski i zgniłe buty. Wieżyczki strażnicze, resztki zardzewiałego drutu kolczastego. Ziemia nasiąknięta ludzkimi łzami, potem i krwią. Pełza po niej powoli ludzkie cierpienie, wśród ruin błąkają się duchy zamęczonych ofiar.

Życie i Śmierć na Drodze Umarłych, Tomasz Grzywaczewski - jeden z bohaterów - Dima

W końcu „Życie i Śmierć na Drodze Umarłych” to książka o ludziach. O ile Rosjanie to inny świat w porównaniu z nami – ludzie, których po prostu nie sposób pojąć rozumem – o tyle mieszkańcy Syberii to przybysze z innego wymiaru. Niesamowici, o zupełnie innym sposobie myślenia, postrzegania świata, innym systemie wartości. Dla nas często nie pojętym. Znamienny jest fragment, w którym selkupski przewodnik grupy, podczas szykowania obozu obok starego łagru zaczyna bez zażenowania wyrywać kawałki jednego z baraków i rąbać je na ogień. Kiedy wstrząśnięci Polacy pytają go dlaczego chce zamienić na podpałkę fragmenty tragicznej historii, miejsca pamięci, martyrologii swojego narodu, zdziwiony odpowiada – No a co wam się nie podoba? Piękne bale! Suchutkie w środku. […] Będą się paliły jak ta lala. Dużo ciepła dadzą. Sami zobaczycie – kompletnie nie rozumiał o co chodzi przybyszom – W głowach wam się poprzewracało […] Niby dlaczego mamy tego nie wykorzystać? To lepiej, waszym zdaniem, drzewa ścinać, zabijać? – rozeźlił się.

Życie i Śmierć na Drodze Umarłych, Tomasz Grzywaczewski - książka o Syberii

Z początku to przeraża, ale po dłuższej lekturze, ludzie Syberii urzekają. Żyjący w zgodzie z naturą, w jej rytmie, na jej warunkach. Często nie zaprzątający sobie głowy problemami tak typowymi dla cywilizacji zachodniej. Tu najważniejsze jest jak odnaleźć drogę w tajdze, jak zapewnić sobie ochronę przed deszczem, mrozem czy komarami, opał, jedzenie i obowiązkowe papierosy. Jak nie dać się podejść niedźwiedziowi – to są prawdziwe problemy. Ich sposób postrzegania świata jest zupełnie inny od naszego, pierwotny, prosty, ale w tym wszystkim piękny: Dima czyta. Cały czas. Maszerując, stojąc, kucając, siedząc. Patrząc w niebo, przed siebie, na nas. Odnajduje ukryte znaki i symbole. Tajga i tundra to dla niego książka napisana w syberyjskim języku Północy. Niewidoczne dla przybysza elementy krajobrazu, szczegóły roślinności, kolory ziemi, zapach wody układają się dla niego w spójną mozaikę świata Syberii. – za takie właśnie fragmenty polubiłem tą książkę.

Życie i Śmierć na Drodze Umarłych, Tomasz Grzywaczewski - lektura ciężka i piękna

Jest jeszcze jedna – ciemna strona książki. To sama historia „Martwiej Drogi”. Świadectwo więźniów, dziesiątki tysięcy przerażających historii. O ludzkim okrucieństwie, bezdusznym systemie, wszechobecnym terrorze. Wstrząsają, wzruszają, jednocześnie pokazują, że nawet GUŁAG nie jest w stanie zabić człowieka w człowieku. Cierpienie na Syberii to jednak nie przeszłość. „Życie i Śmierć na Drodze Umarłych” to świadectwo tego co dzieje się z rdzennymi mieszkańcami Syberii. Patologie, przemoc, alkoholizm, panująca wszędzie beznadzieja i brak jakichkolwiek perspektyw. Z jednej strony pustoszejące wioski i opuszczone sioła, zderzone z obrzydliwym bogactwem złóż w głębi syberyjskiej ziemi. To książka o klątwie surowcowej Syberii – patologicznym uzależnieniu gospodarki Rosji od zalegających pod powierzchnią ziemi surowców. Żądza łatwego zarobku toczy państwo niczym rak, rozleniwia, wpędza w apatię i wegetację.

„Życie i Śmierć na Drodze Umarłych” jest świetnym wstępem do przygody z Rosją. To dobra lekcja smutnej historii GUŁAG-u. Wreszcie świetny obraz dzisiejszej Rosji i Rosjan. Kopalnia wiedzy o tym kraju, jego przeszłości, teraźniejszości a także przyszłości. Naiwnością było by myśleć, że po przeczytaniu jej zrozumiemy Rosję – nie ma szans! Rosji nie da się pojąć umysłem. Rosja to stan umysłu. Trzeba ją poczuć, wypić… A życia i tak nie starczy.